czwartek, 17 stycznia 2019

Scenariusz #118 V You MUST be mine

8 komentarzy:
Cześć
  Przybywam do Was moje drogie Słoneczka ze scenariuszem. Jednak zanim pomyślicie/powiecie coś typu "Rany, nie dość, że TKC o nim to jeszcze scenariusz?!". Tak, wiem, że zapewne wiele z Was ma już powoli dość tego, że pisze w większości o BTS i TaeTae, ale nic a nic na to nie poradzę, bo kocham i BTS, i Kima, więc... Zresztą, hej! Piszę o czym chcę i o kim chcę, a zauważyłam, że kilka Słoneczek ma z tym malutki problem. Po części rozumiem, więc bez spin, hah.
 Ach, to okropne jak można się uzależnić od niektórych osób.
   Zamówienie: Anonimek
Ostrzeżenia; Zapewne dla niektórych za dużo słodyczy.
  Zapraszam
~ ~ ~ ~
     Pełnia świeciła jasno i wyjątkowo intensywnie tej nocy, a gwiazdy dosłownie zanikały w jej potężnym blasku, który padał na dwuosobową huśtawkę. Delikatny wiatr muskał spokojną i nieco zamyśloną twarz dziewczyny, która samotnie siedziała na huśtawce lekko się na niej bujając i słuchając przy tym muzyki. I nic by w sumie nie było w tym upiornego, gdyby nie fakt, że nastolatka siedziała po północy na opuszczonym placu zabaw, co prawda, miejsce to było zaraz obok głównej drogi. Jednak klimat i tak mroził krew żyłach. Słuchała spokojnie muzyki jednocześnie bujając się jak dawniej, gdy chodziła jeszcze do podstawówki. Oczywiście mogła tak samo relaksować się w swoim pokoju co byłoby nawet bezpieczniejsze, lecz lubiła łamać zasady. To nie tak, że była buntowniczką, czy coś w tym rodzaju, ona po prostu łamała te zakazy, które w jej mniemaniu były po prostu niedorzeczne. Takie jak chociażby zakaz wychodzenia z domu po dwudziestej, bo miała zaledwie szesnaście lat. Wiedziała, że jako jedynaczka i to starszych rodziców była bardzo, ale to bardzo pilnowana, lecz też chciała mieć chociaż minimalne poczucie wolności. Nie była zwierzęciem, nie chciała być trzymana w klatce.
   -Cześć moja malutka Kruszynko. - wymruczał zmysłowo TaeTae, siadając na drugiej huśtawce. Dziewczyna westchnęła cicho, słysząc i widząc chłopaka obok niej. Był starszy i to o cztery lata, chodził za nią, zagadywał ją i co najgorsze, był Wampirem. Kim był wysokim, szczupłym i lekko umięśnionym Koreańczykiem o cudownych, brązowych oczach, które często zmieniały się na kolor bordowy. Miał dwa pieprzyki, które dodawały mu uroczego wyglądu, a niski i nieco ochrypły głos, sprawiał, że na ciałach dziewczyn pojawiała się gęsia skórka. ___ poznała go zupełnie przypadkiem, gdy wracając późno z biblioteki, potknęła się na chodniku i runęła na szatyna całym swoim ciałem, całując go. Od tamtej pory chłopak był niczym jej upierdliwy cień.
   -Tyle razy cię prosiłam, byś nie chodził za mną TaeHyung. - mruknęła, chowając słuchawki do kieszeni. - Nie chcę mieć przez ciebie problemów i dobrze o tym wiesz.
   -Oj, mówisz to tak, jakbym ci jakiś przysparzał. - zaśmiał się, ukazując jej swój uroczy, kwadratowy uśmiech co było jego znakiem rozpoznawalnym.
   -Bo to robisz, no! - fuknęła zła i odsunęła się, gdy Koreańczyk chciał ująć jej dłoń. - Możesz przestać mnie śledzić i zachowywać się ogólnie jak stalker i psychopata w jednym?
   -Kocham, gdy się tak złościć Perełko. - westchnął rozmarzony kompletnie ignorując słowa i zachowanie ludzkiej dziewczyny.
   -Naprawdę nie wiem, czy jesteś taki głupi, taki ślepy, czy może taki uparty.
   -Och, zgadzam się! - odparł rozbawiony, widząc jak ta marszczyła nos niczym mały królik. - Ogłupiałem z miłości, oślepłem przez twoją cudowną urodę, a uparty będę tak długo dopóki mnie nie wpuścisz do swojego serca.
   -No pewnie i może cię jeszcze zaproszę na kawę, i ciasto do mojego domu, gdzie poznasz moich nadopiekuńczych i surowych rodziców, którzy pierwsze co zrobią to skopią ci tyłek, i zadzwonią po Łowców.
   -Nie boję się. Jestem mężczyzną. - wypiął dumnie pierś, patrząc na nią z troską, ale i z małym rozbawieniem. Polka mruknęła tylko zła, ale też nieco rozczulona zachowaniem kolegi, by zaraz wstać i oznajmić.
   -Naprawdę daj mi i sobie spokój Kim. Tak będzie dla nas najlepiej. - po tych słowach ruszyła w stronę domu, lecz Wampir kompletnie nie miał ochoty dawać jej spokoju. Potrafił być jak rzep i zamierzał to wykorzystać, czuł, że ta dziewczyna była warta każdego jego zachodu.
   -Odprowadzę cię moje kochanie, dobrze wiesz ilu tu szlaja się Wampirów i innych stworzeń. - ujął jej dłoń, uśmiechając się szeroko.
   -Och, no właśnie jeden idzie obok mnie. - przewróciła teatralnie oczami jednocześnie czując, jak uśmiech wkradał się powoli na jej poważną twarz. Gdyby nie ten drobny incydent to pewnie by nie poznała Kima i miałaby spokój, ale czy tak naprawdę tego chciała? Lubiła go, nawet bardzo, bo jego zachowanie różniło się od wszystkich znanych jej Wampirów.
Szli spokojnie obok siebie nic nie mówiąc, jednak cisza jaka panowała między nimi była jeszcze lepsza niż rozmowa. Zdawali sobie sprawę, że nie była ona wymuszona, obydwoje upajali się swoim towarzystwem, mimo że do tego przyznawał się tylko i wyłącznie Tae.
   -Dobrze, dalej nie idź, bo nie chcę ryzykować naszym życiem. - odezwała się, widząc niedaleko furtkę od wejścia na posesję jej domu.
   -Jestem Wampirem, zdążę zniknąć nim twój tata mrugnie.
    -Oj, nie bądź taki znów pewny siebie, on ma strzelbę pod łóżkiem. - zaśmiała się cicho, przypominając sobie naładowaną broń, która tylko czekała na użycie przez jej ojca, gdy ten na horyzoncie tylko zobaczyłby przyszłego zięcia.
    -No dobrze już dobrze. - uśmiechnął się jednocześnie przyciągając do swojego torsu dziewczynę. Była dużo niższa od niego co bardzo go rozczulało, w dodatku jej wiek też stwarzał kilka problemów, zwłaszcza, że ona dopiero kończyła gimnazjum, gdy on tak naprawdę skończył szkołę. Jednak nie zamierzał się poddawać, nie przez taką głupotę jak wiek. Nie zamierzał jej skrzywdzić, nie zamierzał przekraczać żadnej większej bariery jej intymności. Jedynie do czego się posuwał, bo nie potrafił się powstrzymać, to zwykłe i drobne buziaki, czy głaskanie ją po udzie. Nie więcej ani nie mniej.
    -Yah, puść. - pisnęła zaskoczona, lecz ciemnooki nie zamierzał słuchać jej poleceń. Musnął lekko jej dolną wargę i przytulił do siebie mocno, zamykając w mocnym, ale czułym uścisku.
   -Śpij dobrze, mój mały łobuzie. - szepnął jej do ucha.
    -To mnie puść. - mruknęła mocno zawstydzona jego czynem, dlatego zwiększyła szybko odległość między nimi. Bez słowa przekroczyła futkę jednocześnie ginąc mu z pola widzenia. Szybko zamknęła drzwi od domu na klucz, zdjęła buty i kurtkę by najciszej jak tylko mogła skierować się do swojego pokoju. Jednak, gdy weszła do salonu, na skórzanej kanapie siedział jej tata, trzymając w dłoni strzelbę.
    -Um, t-tato? - szepnęła zaskoczona jego widokiem.
   - Czy mam wyjść i zastrzelić tego chłopaka, który wpatruje się w nasz dom? - mruknął zły i zawiedziony mężczyzna po pięćdziesiątce.
    -Nie tato. To tylko jakiś przechodzień. - odparła szybko, czując jak jej serce dosłownie gnało w jej klatce piersiowej.
    - Aish, wiem, wiem. - pokręcił  głową i odłożył broń, by zaraz dodać. - Jutro za karę sprzątasz cały dom, wynosisz śmieci, podlejesz kwiaty w ogrodzie i będziesz cały wieczór uczyć się na test w poniedziałek.
   -Ale tato, jutro miałam iść z NamJoonem do kina!
   -Nie obchodzi mnie to młoda damo! - wstał gwałtownie przez co nastolatka cofnęła się do tyłu. - Tyle razy prosiłem cię z mamą, byś nie wychodziła z domu po dwudziestej, a tym bardziej nie informując nas o tym! Dobrze  wiesz, że mieszkamy między Wampirami do jasnej cholery! - wrzasnął już całkiem tracąc jakiekolwiek hamulce, niebieskooka szybko uciekła do swojego pokoju, zanosząc się płaczem. Wiedziała, że jej tata był nadopiekuńczy nawet za bardzo. Tak samo wiedziała, że jej rodzice starali się o dziecko prawie dwadzieścia lat i to, że przyszła na świat to cud, jednak też chciała trochę wolności. Odrobinę.
   Całej tej sytuacji przyglądał się Tae, który był pełen wyrzutów sumienia. Chciał stanąć w jej obronie, lecz wiedział, że to tylko i wyłącznie pogorszyłoby jej sytuację. A tego nie chciał.

   Od rana sprzątała dom zła i smutna z tego powodu, że nie mogła spędzić soboty w towarzystwie swojego przyjaciela. Kim NamJoon był Koreańczykiem, który pochodził z rodziny Wilkołaków, dziewczyna też długo musiała prosić rodziców, by pozwolili jej przyjaźnić się z nim. Lecz, gdy ci dowiedzieli się, że Kim uratował Polkę przed innym Wampirem to od razu zgodzili się, by ta się z nim przyjaźniła.
   -Wychodzimy na zakupy. Chcesz coś ze sklepu? - zapytała jej rodzicielka, ubierając ciemny płaszcz.
   - Nie. - mruknęła nastolatka i zabrała worek ze śmieciami, by bez ani już jednego słowa, ominąć kobietę, która miała pięćdziesiąt dwa lata.
   -____, nie zachowuj się tak. Dobrze wiesz, że za każde nieposłuszeństwo jest kara.
   -No tak, lepiej jak będę siedzieć w domu jak pies. Tylko dom i szkoła, dom i szkoła, nic więcej. - westchnęła szatynka i usiadła na rozkładanym, ogrodowym krześle.
   -Masz dopiero szesnaście lat.
   - I co? Może z domu będę mogła wychodzić po trzydziestce, co?
   - ____!
   -Tata cię woła. - oznajmiła młodsza Polka i ruszyła znowu do domu, ignorując przy tym nawoływanie rodzicielki. Buntowała się, to fakt, ale była człowiekiem i nie zgadzała się z różnymi rzeczami.
   Do południa zdążyła wysprzątać cały dom, podlać kwiaty w ogrodzie i wynieść śmieci. Zostało jej jeszcze tylko nauczenie się do testów na poniedziałek. Westchnęła cicho zmęczona i zrezygnowana, ponieważ miała ogromną ochotę spotkać się z blondynem i spędzić z nim kilka godzin, zwłaszcza, że traktowali się jak rodzeństwo. Wzięła kubek z gorącą, malinową herbatą i miodem, by przysiąść zaraz przy biurku, włączyła spokojną muzykę dla relaksu i upijając drobny łyk ciepłego napoju, otworzyła książkę do biologii. Jej marzeniem była szkoła plastyczna, a jeśli nie ona, to szkoła z profilem językowym, dlatego przykładała się tylko do potrzebnych jej w przyszłości przedmiotów. Jednak, wiadomo, reszta zajęć lekcyjnych tez musiała być w porządku.
Minęło może półgodziny, gdy dostała od mamy wiadomość, że pojechali jeszcze do dziadków na kawę i ciasto, bo dawno u nich nie byli.
  -Och, super. Przynajmniej nie będą na mnie naciskać. - mruknęła pod nosem szatynka i rzuciła komórę na łóżko.
  -Kochanie. - usłyszała głos V, który siedział na balkonie i pukał w okno. Patrzyła na niego zaskoczona, nie wiedząc co zrobić, ponieważ była w takiej sytuacji pierwszy raz.
  -Czego chcesz Kim? - zapytała, otwierając balkonowe drzwi jednak ten zamiast odpowiedzieć, wszedł po prostu do środka mając w ręce reklamówkę pełną słodyczy. - TaeHyung?
  -Widziałem, że twoi rodzice odjechali, więc grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. - zaśmiał się, ruszając przy tym zabawnie brwiami. Po ciele Polki przeszły zimne dreszcze na jego słowa, ponieważ jej wyobraźnia narzuciła szybko bardzo niegrzeczne obrazy.
  -I mówi to Wampir. - mruknęła pod nosem zakłopotana i zamknęła drzwi za chłopakiem. - Nie wierzę, że to mówię, ale.. Cieszę się, że przyszedłeś. - na te słowa ciemnooki zareagował szerokim uśmiechem, by zaraz objąć ją i zakręcić się z nią dookoła własnej osi.
   -Czyżbyś też mnie lubiła tak bardzo, jak ja ciebie, huh?
   -Nie wiem o jakie uczucie ci chodzi, ale widząc twój entuzjazm, to nie.
   -Aish, moja łobuziara. - zaśmiał się i cmoknął jej nos, by dodać. - Kupiłem słodycze na seans filmowy.
    -No tak się składa, że mam dużo nauki na test. I nie ma szans na żadne filmy. - pokręciła głową, siadając przy biurku. Zaraz do niej dosiadł się radosny Koreańczyk, który kompletnie nie zamierzał się poddać, więc oznajmił.
   -Dlatego pomogę mojej księżniczce. - musnął jej policzek i położył smakołyki na biurku. - W czym ci pomóc, hm?
   -Pomóc? - zerknęła na niego zdziwiona i zawstydzona. - Um, wiesz. Będę się uczyć biologii i. - urwała, ponieważ ten jej przerwał, mówiąc.
  -Spokojna głowa maleńka, twój oppa był mistrzem z biologi, zwłaszcza z anatomii, wiec wiesz. - urwał, przeczesując swoje bujne włosy jednak widząc przerażenie w oczach szesnastolatki, zaczął się głośno śmiać. - Kotku, spokojnie, będziemy się grzecznie uczyć. - jednak i te słowa nic nie pomogły, ponieważ towarzyszka, zawstydziła się tak mocno, że jej twarz była bardziej czerwona, niż sygnał stopu na sygnalizacji świetlnej.
    Chociaż nie chciała tego przyznać, to musiała, ponieważ zdała sobie sprawę, że bardzo lubiła towarzystwo Kima, a fakt, że się o nią tak starał bardzo jej pochlebiał. Zerknęła ukradkiem na chłopaka, który z uśmiechem tłumaczył jej zagadnienia z biologi. I dopiero w tamtym momencie dostrzegła, że jego usta były umazane czekoladą, nawet na policzku miał jej trochę przez co nieświadomie mruknęła pod nosem. Nachyliła się w jego stronę i delikatnie musnęła jego policzek jednocześnie tym czynem pozbywając go słodkiego śladu, dlatego gdy zaskoczony chłopak spojrzał na nią, ich usta się zetknęły. V pogłębił od razu pocałunek nie chcąc tracić chwili, lecz w tym samym momencie drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem przez co Wampir spadł z krzesła. W progu pokoju stał zszokowany blondyn o imieniu NamJoon, który odezwał się szybko
   -Kim on do jasnej cholery jest i czemu narusza twoją przestrzeń osobistą, huh?! - po tych słowach przyciągnął nastolatkę do siebie jakby to miało ją uchronić przed V. Natomiast, gdy szatyn podniósł się z podłogi i dostrzegł Wilkołaka,  który obejmował Polkę, włączył mu się tryb "She's mine! She's mine!". I tym samym rzucił się na NamJoona, chcąc go uderzyć, lecz od tego czynu odwiodła go zszokowana takim zachowaniem szatynka, który objęła go od tyłu i z całej siły pociągnęła do siebie, przez co ostatecznie V usiadł jej na kolanach.
   -Czy ciebie pogięło? - zapytała zła i zrzuciła go z kolan. - To mój przyjaciel, NamJoon.- dodała, wstając z podłogi czerwona i od złości, i z zawstydzenia.
   -Że co?! Jaki przyjaciel? Czemu on jest Wilkołakiem?
   -Taki się urodził. - fuknęła i przewróciła oczami, odwróciła się w stronę innego Kima i mruknęła. - Następnym razem pukaj, dobrze? Chcę uniknąć takich sytuacji...
   -Dziewczyno, on cię molestował!
   -Nie wiem, w którym miejscu. - fuknął cały rozczochrany V przez co zamiast wyglądać jak groźny Wampir, to wyglądał jak umazane w czekoladzie małe bubu, które zostało nakryte na podjadaniu ciastek przed obiadem.
    -Twoje usta molestowały jej i. - urwał blondyn, ponieważ szesnastolatka zdzieliła go po głowie książką od fizyki.
   -Zamknijcie się najlepiej obydwaj, dobrze?
   -To on zaczął kochanie. - pokazał na blondyna palcem i przytulił się do swojego ludzkiego obiektu westchnień.
   -Jesteście razem?!
   -C-co? Nie... Nie!
   -Nie? Jak to nie?! - pisnął V i wstał na równe nogi.
   -Czekaj, pogubiłem się. To jesteście razem, czy nie?
   -Nie!
   -Tak! - tupnął nogą Wampir i przyciągnął do swojego torsu Polkę, całując ją w głowę i śmiejąc się w stronę Wilkołaka. Oczywiście zachowanie TaeTae było jak najbardziej celowe, ponieważ chciał sprawdzić, jak zachowa się ___, a widząc jej zawstydzenie i czując jej spięte ciało, od razu zdał sobie sprawę, że tylko przed nim grała niedostępną.
   - Dobra, czyli widzę, że sami jesteście pogubieni w swoich relacjach. - zaśmiał się, widząc, że jego przyjaciółka dosłownie kipiała ze złości i zawstydzenia.
  -Nie jesteśmy razem i jeszcze słowo, a obydwaj wylecicie z domu! - mruknęła, odsuwając się od dwudziestolatka.
 
   -No proszę królewno. - jęknął V, łasząc się do pleców dziewczyny niczym kot.
   - Powiedziałam ci już coś. Nigdzie z tobą nie jadę.
   -To tylko parę godzinek, nie pożałujesz, obiecuję!
   -Tae, dobrze wiesz, że moi rodzice nas zabiją. Poza tym muszę się uczyć i nie ufam ci. Nie znam cię. - pokręciła głową i odsunęła się od niego, siadając dalej, jednak ten niczym rzep, przytulił się do niej chowając twarz w jej szyi.
   -Kotku, załatwię to. Pojedziemy razem w pewne miejsce, poza tym nie zrobię ci krzywdy, bo gdybym chciał, to już dawno bym to zrobił. Przecież dobrze o tym wiesz. - uśmiechnął się, składając drobne i bardzo czułe buziaki na jej szyi.
   -Jestem ciekawa co powiesz moim rodzicom, co? - mruknęła nieco zadowolona z jego zachowania, ponieważ szyja była jej cholernie czułym punktem.
   -Nie ja, NamJoon.
  -Nie wciągaj go w to, bo jak się dowiedzą to i z nim nie będę się mogła spotykać.
   -Wolisz jego ode mnie? - mruknął, a w jego głosie można było usłyszeć złość i zazdrość, dlatego Polka zaśmiała się cicho rozczulona.
   - To mój przyjaciel i znam go dłużej, poza tym bardzo ciężko będzie mu przekonać mich rodziców na jakikolwiek wypad, zwłaszcza, że dostałam kare za wczorajsze wyjście.
  -Daj mi pięć minut, a wszystko załatwię. - powiedział pewnym siebie głosem, po czym opuścił szybko jej pokój.
Tak jak chłopak powiedział, tak też było, ponieważ po równych pięciu minutach, pojawił się w jej pokoju ze swoim uroczym, kwadratowym uśmiechem, mówiąc.
   -No, moja malutka księżniczko, ubieraj swoje buciki, bo jedziesz ze swoim oppą na małą przejażdżkę.
   -Hm? Jak to? Jak ty to zrobiłeś?
   -Urok osobisty kochanie działa cuda. - posłał jej buizaka, dodając z cichym śmiechem. - Nie no, po prostu zadzwoniłem do twojego taty, podając się za nauczyciela biologi i powiedziałem mu, że prosiłaś mnie kiedyś o kroki z biologi.
  -Omo, geniusz. - zaśmiała się głośno i ubrała buty, mówiąc. - Ale pamiętaj, że jeśli naruszysz moją przestrzeń osobistą, masz pewne, że będziesz zbierał kły z dywanu.
   -Oj nie marudź, tylko chodź, nie mamy wieczności... Znaczy, no... Ty. - parsknął ze śmiechem, by zaraz zeskoczyć z dziewczyną z balkonu.
    ___ siedziała spokojnie na fotelu pasażera, patrząc na powoli zachodzące słońce. W radiu grała spokojna melodia, sprawiająca, że dziewczyna zaczęła się relaksować i cieszyć, że jednak zgodziła się na tajemniczy wyjazd z Kimem. Natomiast Wampir kierował spokojnie swoim samochodem od czasu do czasu głaszcząc swoją towarzyszkę po udzie. Cieszył się i to cholernie, że mógł spędzić z nią trochę czasu, zwłaszcza, że przyszły tydzień zapowiadał się dla obojga bardzo pracowicie. Jednak jego myśli w dużej mierze były zapełnione nadzieją i marzeniami, że pasażerka obok niego, zgodzi się na związek z nim. To fakt, że V zakochał  się ___ momentalnie, gdy tylko ich usta się zetknęły wtedy na chodniku i zapewne dla wielu to było idiotyczne, ale Tae wierzył w przeznaczenie. Zwłaszcza, że jego rodzice również poznali się w podobny sposób, więc tym bardziej jako dziecko miał nadzieję, że kobietę swojego życia pozna również w taki sam sposób. I udało mu się. Prawie.
   -Gdzie my tak w ogóle jedziemy? - zapytała cicho nastolatka, zerkając na rozmarzonego chłopaka.
   -Do takiego pięknego i bardzo spokojnego miejsca, jestem pewny, że ci się spodoba. - uśmiechnął się do niej czule, zapominając dodać, że właśnie w tamtym miejscu jego ojciec oświadczył się swojej wybrance serca.
    Po półgodzinie jazdy znaleźli się na obrzeżach Daegu, Wampir zaparkował swojego czarnego Mustanga na parkingu, po czym chwycił Polkę za dłoń i zaprowadził nad piękne i spore jezioro, którego okalał ogromny las. Jednak nie było tam upiornie, mimo że tak naprawdę zapadł już wieczór, było wręcz przeciwnie. Romantycznie. Prawdopodobnie dlatego, że pełnia odbijała się w tafli wody, a spokojny szum drzew relaksował młodą parę, która usiadła na miękkim kocu.
   -Co my tu będziemy robić? - zapytała zaskoczona szatynka, rozglądając się dookoła.
   -Uznajmy, że to taka nasza mała randka, hm? - ujął jej podbródek, patrząc czule w jej oczy i dodał. - Pomyślałem, że może troszkę popływamy. Woda jest jeszcze ciepła, więc nie zachorujesz. Poza tym mam troszkę jedzenia, więc będziesz mogła coś zjeść, i wziąłem też mały teleskop żeby pooglądać gwiazdy. Romantycznie, prawda?
  -Aish, tak. - zaśmiała się cicho zawstydzona jego towarzyszka i upiła łyk soku, który wzięła z koszyka. Kim, wpatrywał się w nią jak w najcudowniejszy i najdroższy obraz świata, czując, że ta dziewczyna w przyszłości będzie jego żoną. Musiała być, przecież było takie ich przeznaczenie. Prawda?
   Rozmawiali, śmiali się i pływali, by potem oglądać wspólnie gwiazdy przez mały teleskop Kima. Miło im się spędzało ze sobą czas, a wszelkie bariery od strony Polki dosłownie pękły przez co zbliżyła się bardzo do V, ufając mu zupełnie. Może i było to szybkie, może nawet za szybkie, ale nie martwiła się przyszłością, ponieważ wiedziała, że w razie jakichkolwiek kłopotów miała jeszcze NamJoona.
   -____, zależy mi na tobie i wiem, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Wtedy, gdy mnie pocałowałaś przez przypadek na chodniku, poczułem, że jesteś tą jedyną. Możesz mnie wyśmiać i powiedzieć, że to głupie, ale ja naprawdę wierzę w przeznaczenie. Wierzę w to, że nasza miłość i związek  będą wieczne.
  -Omo, Tae...
  -Naprawdę chciałbym spróbować związku z tobą. I nie, nie martw się różnicą wieku, nie będziemy robić nic a nic niestosownego prócz małych buziaków. - uśmiechnął się do niej szeroko i czule.
  -Dobrze, możemy spróbować. Jednak pamiętaj, że jeśli mnie skrzywdzisz. - urwała, ponieważ ten musnął czule jej usta, mrucząc nisko i zmysłowo.
  -Prędzej się zabije niż cokolwiek złego ci zrobię. - po tych słowach kolejny raz ją mocno ucałował i przytulił do siebie, ciesząc się jak małe dziecko. - Skoro przeszedłem jeden level, to teraz czeka mnie walka z bossem...
   -Hm? O czym ty mówisz? - spojrzała na niego zdziwiona.
   -No wiesz, ten level to twoja zgoda na nasz związek, a walka z bossem to przekonanie twojego taty, że jestem odpowiednim kandydatem na twojego chłopaka.
   -Yah, głupek. - zaśmiała się głośno, by zaraz zacząć go mocno łaskotać.

   Minęło półtorej miesiąca nim Kim znalazł na tyle odwagi, by pomówić ze swoim przyszłym teściem. Lecz to nie było tak jak w filmach, że ten przyszedł do swojej kobiety na zapoznawczy obiadek, to było jeszcze coś innego. Co? TaeTae z racji swojego genialnego umysłu, wpadł na pomysł i postanowił w nieco inny sposób zapoznać się z ojcem ___. Gdy mężczyzna wracał z pracy do domu na kolację, na światłach przy zupełnie pustym skrzyżowaniu jego samochód zawarczał niczym gepard na swoją ofiarę, a biały pojazd dosłownie stanął w miejscu. Oczywiście sprawcą był Kim, który uznał, że jak najlepiej poznaje się zięcia? Wymieniając razem oponę lub ewentualnie olej silnikowy.
   -Jasna cholera, że też mi się to trafiło. - mruknął Koreańczyk i wyszedł zły z samochodu. Otworzył maskę,starając się zlokalizować jakąś usterkę jednak nic nie mógł wypatrzeć. Wtedy jako bohater pojawił się V, mówiąc.
   -Przepraszam, wydaje mi się, że padł panu akumulator. - uśmiechnął się słodko do starszego i pokazał na małe urządzenie. - Tak się zabawnie składa, że mam tu na parkingu, zaraz obok, zaparkowany samochód. Mogę panu odpalić akumulator, hm?
    -Spadłeś mi z nieba, młodzieńcu. - oznajmił z uśmiechem nieco już siwy mężczyzna. - Popchasz?
    -Jasne jestem młody i silny. - wpiął z dumą tors V i stanął za samochodem. Spokojnie przepchał pojazd pod parking nie potrzebując żadnej pomocy, wyjął kable rozruchowe z bagażnika i podpiął je do akumulatora.
   -Dziękuję za pomoc, śpieszę się do domu na kolację, bo mam z żoną rocznicę i sam rozumiesz. - oznajmił starszy, uśmiechając się nieco.
   -Omo, jak najbardziej. Moi rodzice mieli tydzień temu. - zaśmiał się cicho. Po dwudziestu minutach obydwaj zamknęli maski swoich samochodów i odwrócili się do siebie, by się pożegnać.
   -Dobrze, akumulator naładowany więc może pan spokojnie jechać. Gratuluję rocznicy i udanej kolacji. - uśmiechnął się Kim i ukłonił się przed ojcem swojej ukochanej.
   -Ach, jeszcze raz dziękuję. - ukłonił się również drugi i ruszył w stronę swojego samochodu. Gdy V otworzył drzwi od swojego Mustanga, usłyszał.
   -Możesz przyjechać TaeHyung na kolację, jestem pewny, że ___ się ucieszy.
   -Hm? Co?
   -Och, jestem może stary, ale nie głupi. ____ mówi przez sen twoje imię, poza tym jest rozmarzona no i przede wszystkim ma ciebie i siebie na tapecie.
   -Omo, jak dobrze. - odetchnął z ulgą Wampir i uśmiechnął się szeroko. - Ulżyło mi, naprawdę.
   -Och i jeszcze jedno. - zaśmiał się starszy i wyjął strzelbę z bagażnika - Pilnuj się młody, bo mam na ciebie oko. - dodał, odbezpieczając broń. Tae wsiadł szybko do auta z niemałym przerażeniem, by zaraz odjechać z parkingu jednocześnie nie zdając sobie sprawy, że ojciec ___ żartował. A może i nie?
~ ~
I co sądzicie o scenariuszu?
Wyszedł mi naprawdę długi, ale mam nadzieję, że wyszło to tylko na plus.
Mam nadzieje Słoneczko, że właśnie taką pracę chciałaś przeczytać.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

wtorek, 15 stycznia 2019

Scenariusz #117 Samuel Don't worry be...

13 komentarzy:
Cześć
  Przychodzę do Was ze scenariuszem, więc już jakaś nowość na blogu, zważywszy na to, że teraz częściej dodaje TKC. Zbieram się powoli w sobie, by zacząć tworzyć na Watt, jednak wena i ochota to coś, co nie chce ze sobą współgrać, hah. Jednak kiedyś coś tam dodam, obiecuję...
Zamówienie: Anonimek
  Ostrzeżenia: Raczej brak
Muzyka: In the End
Kocham ich piosenkę, lecz jej remix porwał moje serce, naprawdę!
 Zapraszam
~ ~ ~
    Nawet jeśli się coś długo układa
Nawet jeśli jest dobrze
To zawsze się to zmieni
Zawsze


    Czasem na świecie trafiają się ludzkie anioły, pragną pomagać, dawać nadzieję na lepsze jutro lub pojutrze. Tak samo czasem trafiają się anioły upadłe, lecz to nie są te mityczne stworzenia. Upadłe anioły często to są ludzie, którzy pogrążeni w wiecznym smutku, chaosie myśli i uczuć, starają się trwać w społeczeństwie, często niosąc na swych pokaleczonych barkach różnego rodzaju upokorzenia, dyskusje na swój temat. Muszą walczyć nie tylko z chaosem wewnętrznym, lecz także zewnętrznym. Mimo że otacza ich kolorowy świat, sami czują, że jest inaczej. Że to tylko pozorne kolory, które tylko zakrywają czerń nie tylko myśli, lecz i czynów różnych ludzi. I właśnie jednym z takich upadłych aniołów był niejaki Kim Samuel. Szesnastolatek, który cierpiał za siebie i za innych, emocjonalny w środku, lecz twardy na zewnątrz. W oczach innych ludzi był 'przegrywem', brak dziewczyny, brak bogactwa, brak tak zwanego parcia na bycie w centrum uwagi. Bity, poniżany, wyśmiewany, upychany... To tylko skrawek tego co musiał przeżywać w tak młodym wieku. Jednak powiesz "Hej, czemu nie zmieni szkoły? Miejsca zamieszkania?", a czy to coś da? Nowe otoczenie bywa czasem gorsze od starego. Jednak przez myśl przeszło ci też zapewne "Czemu on się nie weźmie po prostu w garść? To młody chłopak, może osiągnąć wszystko! Udaje cierpiącego dla większej uwagi". No tak, a co innego możesz pomyśleć, powiedzieć, widząc takiego człowieka? Albo w twoich oczach jest 'przegrywem', albo udaje dla uwagi, jednak jak wspomniane było na początku. Są też anioły, które pomyślą "Hej, trzeba mu pomóc! Nie można udawać przez szesnaście lat, prawda?!". I właśnie takim aniołem dla Samuela, była ____.

    Nie każdą walkę da się wygrać
Czasem jest ona po prostu nie równa
Jednak najgorszym błędem
Jest nie podjęcie żadnej walki

   
   Szesnastoletnia dziewczyna pochodziła z Polki, miała długie, rude i falowane włosy. Na jej bladej twarzy prócz lekko zaróżowionych policzków, można było dostrzec duże, zielone oczy oraz urocze, brązowe piegi na nosie. Jednak nie tylko pochodzenie ją wyróżniało, ponieważ dziewczyna miała ogromne zamiłowanie do muzyki, od której prawdopodobnie była uzależniona. Oczywiście prócz wyglądu wyróżniał ją charakter, naprawdę można byłoby ją pomylić z aniołem! Uczynna, miła, empatyczna, ciągle radosna i optymistycznie patrząca na świat. Naprawdę ciężko było ją zobaczyć złą, czy w trakcie jakiejś kłótni. Starała się być dobra i nieść dobra na tyle ile była w stanie, ponieważ wierzyła, że kiedyś będzie za to w jakiś sposób nagrodzona. Chociażby uśmiechem osoby, której pomogła. Nie potrzebowała niczego więcej. Pracowała jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt, lecz prócz tego często pomogła jako 'pielęgniarka', czyli jednym słowem, pomagała wszystkim. Dlatego, gdy na jej drodze stanął Kim, od razu postanowiła mu pomóc.
   Trwały ferie zimowe, więc ___ spędzała je praktycznie poza domem. Od dziewiątej rano do czternastej przebywała na terenie schroniska dla zwierząt, opiekując się nimi najczulej jak tylko potrafiła. Natomiast od piętnastej do dwudziestej pracowała w szpitalu jako asystentka pielęgniarki. Oczywiście jej praca polegała często na bandażowaniu ran, tamowaniu małych krwotoków, rozmowie z przebywającymi na sali lub robieniu kawy swojej przełożonej. Jednak nie narzekała, cieszyła się, że w minimalnym stopniu mogła chociaż komuś pomóc.
Weszła do czystej i pachnącej specyficznie sali, gdzie siedziała na krześle jej przełożona, która składała kartoteki według kolejności alfabetycznej.
-Dzień dobry pani Jung. - uśmiechnęła się szeroko rudowłosa i ukłoniła się przed starszą kobietą.
-Witam ____, ciesze się, że przyszłaś przed czasem. Mam dla ciebie pilną sprawę, na sali obok siedzi chłopak, który czeka na zabandażowanie rąk. - oznajmiła, pokazując szczupłą i bladą dłonią na salę.
-Um, dobrze. - kiwnęła głową młodsza i ubierając swój biały fartuch. Gdy otworzyła drzwi na salę jej oczom ukazał się szczupły brunet, który siedział spokojnie na białym łóżku, patrząc tępym wzrokiem na widok zza okna. Gdy nieznajomy tylko usłyszał charakterystyczne skrzypienie, odwrócił głowę w stronę Polki. Obydwoje patrzyli na siebie w ciszy nieco zaskoczeni swoim widokiem, to nie tak, że się znali. Wręcz przeciwnie, po prostu ją zszokował fakt, że tak młody na oko chłopak, siedział z zszytymi ranami na rękach, a jego zdziwiło to, że tak piękna istota w ogóle stąpała po tej ziemi.
-Cześć. - odezwała się po chwili ciszy, po czym wyjęła bandaże z szuflady. Jednak chłopak nic się nie odezwał tylko dokładnie swoimi ciemnymi tęczówkami śledził każdy ruch nieznajomej, tak jakby był  gotów do nagłego ataku. - Boli cię, hm? - zapytała, siadając na wprost niego i rozkładając biały materiał. I tym razem odpowiedziała jej głucha cisza, dlatego nieco zaskoczona takim zachowaniem równolatka , spojrzała na niego od razu widząc ogromny smutek w jego oczach. Momentalnie poczuła, jakby dostała cios prosto w serce. Widziała w swoim życiu wiele osób w podobnym stanie fizycznym, widziała wiele jak na swój młody wiek, jednak ten wzrok, którym ją obdarzył chłopak na zawsze zapadł w jej pamięci.
   Polała zszyte rany po cięciu wodą utlenioną, by nie wdało się żadne zakażenie, po czym ostrożnie i najdelikatniej jak potrafiła, zaczęła owijać jego przedramię. Z przerażeniem stwierdziła, że jego skóra była aż sina przez grube, cięte rany, a w niektórych miejscach widziała blizny również po takich cięciach. Wiedziała, że te świeże rany wcale nie były przypadkowe lub w wyniku jakiegoś wypadku. Były celowe i to ją chyba najbardziej przerażało.
-Powiesz mi jak masz na imię? - zapytała cicho, jeżdżąc opuszkami palców po zabandażowanej ręce. Jej zielone oczy spojrzały na te ciemne chłopaka, by następnie nieświadomie zupełnie, spojrzeć na lekko popękane usta.
-Czy moje imię zmieni coś w twoim życiu? - zapytał spokojnie, lecz z niesamowitym smutkiem w głosie, sprawiając, że na drobnym ciele dziewczyny pojawiły się dreszcze.
-Tak, sadzę że tak. Ja jestem ____. - uśmiechnęła się nieznacznie.
-Ach, Samuel. - westchnął, by zaraz odsunąć ją od siebie na bezpieczną odległość. Nie ufał jej. Bał się jej. Nigdy mu nic nie zrobiła, pomogła mu i chyba właśnie tej pomocy bał się najbardziej.
-Ładnie, naprawdę. - wstała na równe nogi, odwróciła się tyłem do niego szukając maści na rany, jednak gdy spojrzała za siebie, Samuela już nie było. Wyszedł po cichu niczym mysz, zostawiając po sobie tylko i wyłącznie zakrwawione bandaże, którymi kilka minut temu owinęła jego ręce. Zszokowana takim zachowaniem, z którym spotkała się pierwszy raz w życiu, spojrzała przez okno i jedynie co zobaczyła, to bladego chłopaka, nakładającego na głowę czarny kaptur.

   Od tamtego zdarzenia minęły dwa dni, za wszelką cenę starała się odnaleźć chłopaka na każdym możliwym portalu, jednak wiedziała, że te próby były z góry i tak przesądzone. Miała wrażenie, że Samuel był cieniem, dosłownie. Nigdzie nie mogła go znaleźć tak jakby nie istniał. Dziwiło ją to, ponieważ prawie każdy w tym wieku co ona, miał FB, KakaoTalk, czy inne tego typu portale. Jednak nie Samuel.
    Nie mogła o nim zapomnieć. Te niesamowicie smutne i przerażone oczy, głębokie i celowe rany, te popękane i sine usta od częstego i mocnego ich zagryzania. Chciała go spotkać, poznać i pomóc, bo zdecydowanie tej pomocy potrzebował.
Wracała ze sklepu zoologicznego niosąc na rękach sporą paczkę karmy dla psów, był ranek więc chodnik był zatłoczony. Ciągle ją ktoś upychał, szturchał, mruczał złe słowa pod jej adresem, lecz Polka szła przed siebie z uroczym uśmiechem, ciesząc się na myśl, że te smutne i przygnębione psiaki za chwilkę się najedzą. Całej tej sytuacji przyglądał się Kim, który palił papierosa jednocześnie mając na głowie kaptur, by nie zostać rozpoznanym przez swoich oprawców szkolnych, czy starsze babcie, które na jego widok uruchamiały swoje torebki, by go nimi uderzyć. Oczywiście w przypadku chłopaka trafne było powiedzenie, że pozory mylą, ponieważ mimo swojego chłodnego, poważnego i może nieco buntowniczego wyglądu, był skromnym i cholernie emocjonalnym chłopakiem. I właśnie z tych powodów miał problemy w szkole jak i poza nią.
Patrzył uważnie na dziewczynę, która niedawno mu pomogła, kroczyła spokojnie chodnikiem niosąc karmę, była uśmiechnięta mimo że ludzie ją szturchali i upychali. Dziwiło go to, ponieważ nigdy w życiu nie widział takiej osoby i zachowania, dlatego postanowił sprawdzić, czy była taka naprawdę, czy może udawała.
    ____ mruknęła cicho zaskoczona, gdy w pewnym momencie ktoś wpadł na nią dość mocno, przez co ona upadła na kałużę, a jedzenie, które niosła zwierzakom, upadło na chodnik przez co torba pękła. Sprawcą tego całego zajścia był Kim, który chciał sprawdzić reakcję rudowłosej, czekał aż ta go zwyzywa, poniży i być może uderzy, lecz to co zrobiła go po prostu zszokowało.
Pokręciła głową i wstała z chodnika nieco chwiejnie, mówiąc.
-Przepraszam pana, zagapiłam się. - uśmiechnęła się pod nosem jeszcze nie mając pojęcia, kto tak naprawdę na nią wpadł, lecz gdy dojrzała Samuela, poczuła się jakoś dziwnie. Przez kilka sekund patrzyła mu w oczy z poważnym wyrazem twarzy, po czym posłała mu uroczy uśmiech i jak gdyby nigdy nic, zapytała.
-Jak rany? Goją się, hm? - po zadaniu tego pytania, kucnęła przy pękniętym opakowaniu i zaczęła do niego na nowo wsypywać karmę na tyle ile się dało. Samuel stał tam jak słup soli, nie wiedząc jak się zachować, ponieważ szokowało go to z jaką delikatnością i optymizmem się spotkał. Ta dziewczyna to był anioł, bez dwóch zdań.
-Tak, goją. - odparł, po czym kucnął obok niej pomagając zebrać resztki jedzenia z chodnika. Zerkał na nią kątem oka, widząc jej delikatny uśmiech na bladej twarzy. - Przepraszam, że na ciebie wpadłem, jesteś teraz cała mokra i brudna.- dodał, zerkając na jej zamoczoną i brudną spódniczkę.
-Nie przejmuj się, właśnie szłam do domu by zabrać jeszcze zabawki dla psów do schroniska, więc się przebiorę. - wstała spokojnie i poprawiła mokre, rude włosy, które lepiły się do jej twarzy. Jak na złość zaczęło padać,więc ludzie zaczęli uciekać z chodnika co chwila mocno trącając nastolatków. Samuel wyglądał, jakby zaraz miał się zdenerwować lub po prostu rozpłakać, lecz ___ stała z uśmiechem, patrząc na deszczowe chmury.
-Jak ty możesz się tak zachowywać? - wypalił nagle brunet.
-Hm? Czyli jak?
-No tak... Dobrze. - mruknął, szukając odpowiednich słów. - Jesteś taka miła i optymistyczna, że to aż nienaturalne.
-Mówisz to tak tylko dlatego, że w twoim życiu jest źle i zapewne spotkałeś się z samym okropnym zachowaniem. Lecz ja w porównaniu, do niektórych ludzi, staram sie być miła i dobra jednocześnie ciesząc się z małych rzeczy takich jakich chociażby ten deszcz. - pokręciła głową, a uśmiech przy tym nie schodził z jej twarzy. Ciemnooki miał wrażenie, że ta czytała z niego jak z otwartej księgi co tylko potęgowało w nim chęć poznania jej bliżej, nawet nieufność względem niej przestała być aż tak duża. Polka poprawiła jeszcze raz pękniętą torbę i ruszyła w stronę swojego domu, uprzednio informując o tym Samuela, który wypalił.
-Czekaj, zaniosę to za ciebie. Wiesz... I tak przyczyniłem się do tego, że jesteś brudna i mokra, a w dodatku karma dla psów jest w opłakanym stanie, więc ... Tak ci chociaż to wynagrodzę. - powiedział spokojnie, biorąc jedzenie dla zwierząt od dziewczyny, po czym ruszył z nią w stronę domu.
  Większość drogi pokonali w kompletnej ciszy, jednak od czasu do czasu dziewczyna zamieniła z nim kilka krótkich zdań. Z tego co się dowiedziała, to brunet miał tyle samo lat co ona, uczęszczał do szkoły tylko dla chłopców i właśnie przez nią był taki, a nie inny.
-Wiesz, możesz iść ze mną. Ogrzejesz się i napijesz ciepłego kakao. - oznajmiła, gdy ten położył karmę na schodach do jej domu.
-Nie będę ci robił kłopotu. - westchnął, uśmiechając się smutno.
-To żaden problem Samuel.
-Chciałbym w to wierzyć. - zaśmiał się ponuro i przeczesał swoje oklapnięte od deszczu włosy. - Do zobaczenia... Kiedyś tam. - dodał, by zaraz odwrócić się na pięcie i skierować się w stronę swojego domu. Polka patrzyła za nim do momentu aż ten znikł za rogiem jednego ze sklepów, wiedziała, że ten potrzebował pomocy i to od razu. Jednak zdawała sobie również sprawę z tego, że to musiał być już lekarz, bo ona nie dałaby sobie rady sama.

   Dni mijały a ___ ani razu nie widziała się z Kimem, a tym bardziej się z nim nie kontaktowała, ponieważ nie miała do niego numeru. Miała nadzieję, że u niego się chociaż odrobinę polepszyło, lecz jej nadzieję rozwiał moment, gdy pod szpital podjechała karetka na sygnale, która przywiozła niedoszłego samobójcę. Od razu rozpoznała czarną czuprynę i bladą, szczupłą twarz Samuela, dlatego podbiegła do chłopaka, który leżał na noszach jednak ratownicy odsunęli ją mówiąc, że ten wypił tabletki przeciwbólowe i popił alkoholem. Każdy dobrze wiedział, że nawet minimalne dawka z takim połączeniem groziła śmiercią. Na szczęście pogotowie zostało w porę zawiadomione przez sąsiadkę Kima, dlatego ten był już na płukaniu żołądka.
   Rudowłosa siedziała smutna przy łóżku śpiącego chłopaka, zapewniając go, że od tej pory nie odstąpi go na krok. Że będzie mu pomagać i wspierać byleby tylko nie robił już takich rzeczy jednak nie miała pojęcia, że chłopak nie dość, że ją słyszał to jeszcze miał zupełnie inne plany.
Gdy był już pewny, że dziewczyna zasnęła, usiadł powoli nieco obolały na łóżku i okrył rudowłosą kocem, by po chwili zejść z mebla i ubrać kurtkę, która leżała na krześle. Ucałował ją delikatnie w głowę z minimalnym uśmiechem, zostawiając na poduszce mały list. Nim wyszedł, zerknął na swojego aniołka, roniąc przy tym kilka łez.

   ____ siedziała na plaży, patrząc na zachód Słońca, co prawda było wietrznie a przez to cholernie zimno, lecz to jej kompletnie nie przeszkadzało. Od opuszczenia jej przez Samuela minęło pięć miesięcy, były wakacje, więc dziewczyna jak zawsze intensywnie uczestniczyła jako wolontariuszka. Jednak tego dnia, postanowiła wziąć wolne i powspominać krótkie chwile przy boku niesamowicie smutnego i ładnego chłopaka, jakim był Kim.
W swoich bladych i zimnych dłoniach, trzymała pognieconą i nieco rozerwaną kartkę z listu Kima, która zawierała wiadomość w dniu jego odejścia. Pamiętała każde słowa, każdy przecinek i kropkę, ponieważ to co napisał mocno zapadło w jej pamięci.

"Przepraszam, że robię to tak nagle.
Z zaskoczenia i jeśli mam być szczery, to i bez zaplanowania. 
Jednak nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie bez okaleczenia,
bez używek, bez możliwości życia jak każdy inny 16-latek.
Wyjeżdżam. Odchodzę. Nie wiem gdzie. Nie wiem za co...
Jednak robię to ____.
A raczej mój Aniele. Dziękuję Ci, za chęć pomocy, 
za to, że byłaś dla mnie taka miła i delikatna. 
Nie zapomnę Ci tego. NIGDY,
Jednak wiedz, że muszę odpocząć. Psychicznie i fizycznie. 
Jednak nim wyrzucisz ten list, zła, że to zrobiłem...
Chcę żebyś wiedziała jedno, mój Aniele...
Wrócę. Obiecuję, że pewnego dnia wrócę do Ciebie.
Inny. Będę otwarty, a nie zamknięty w sobie.
Będę z bliznami, ale już bez ran.
Będę dla Ciebie podporą, taką jaką byłaś dla mnie Ty przez te kilka dni.
Obiecaj mi tylko, że będziesz na mnie czekać.
Że będę miał dla kogo wrócić, dobrze?
Proszę, potrzebuje tego...
Jednak jeśli nie wrócę teraz to obiecuję, 
że zrobię to w następnym wcieleniu*
Będę twoim przyjacielem, będę dla ciebie Aniołem.
Obiecuję, że wrócę!
Czekaj na mnie Aniele, proszę"

   Rudowłosa postanowiła dotrzymać słowa, nie ważne jak bardzo byłoby to ciężkie.  Każdego dnia będzie przychodziła na plażę, by móc na niej wreszcie zobaczyć Kima. Lecz tym razem radosnego, z bliznami, lecz bez ran tak jak sam to wspominał.
 -Czekam, Samuel. - uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na powoli zachodzące Słońce, wiedząc że gdzieś tam, za horyzontem, Kim być może znalazł dom.
   Jednak nie miała kompletnie pojęcia, że brunet już dawno nie żył, ponieważ tak jak wiele razy próbował, popełnił samobójstwo, by tak jak obiecał, stać się Aniołem dla ____.
~ ~
I scenariusz za nami. 
Mam nadzieję, że się Wam podobał, moje Słoneczka. 
Mam również nadzieję, że zamówienie, które przyjęłam zostało zrealizowane tak, jak chciałaś Słoneczko! 
*Pamięta ktoś może scenariusz z Samuelem pt. Szansa? Ekhem, bo.. Cóż... To tak jakby drugie wcielenie tego Samuela, który się zabił. Czemu? Ponieważ główną bohaterkę nazywa tam Aniołkiem. (Nie bez powodu, ale ciiii). Kocham ukryte znaczenia w swoich pracach....
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

niedziela, 13 stycznia 2019

TKC #4 Danger

10 komentarzy:
Cześć
  Przychodzę do Was z niczym innym jak z kolejną częścią TKC. Jednak kolejne dwa posty już raczej będą zamówieniami. A, właśnie, postanowiłam dziś, że usunę zakładkę z zamówieniami. Zrealizuje dwa scenariusze, na które dwa moje Słoneczka już sporo czekają, a potem zakładkę po prostu usunę. Sami wiecie jak długo trzeba czekać i jak czasami źle mi się pisze takie rzeczy, dlatego postanowiłam z tego zrezygnować. Oczywiście od czasu do czasu jakieś zamówienie czy dedykacja się pojawią, to nie tak, że nigdy nic takiego już nie dodam.
   Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, słodycz ogrom słodyczy, od razu ostrzegam, że Wampirek będzie tu tak cukierkowy, że aż można zwracać "tęczą". Jednak to zachowanie jednorazowe i na pewno ulegnie zmianie, hah.
Nie przedłużając...
   Zapraszam
~ ~ ~
Jeśli trzeba będzie to wyrwę mu serce
Jeśli trzeba będzie to podpisze pakt 
Jeśli trzeba będzie to zginę
Bo jesteś tylko moja
MOJA

    Ciche i spokojnie pomrukiwanie docierało do uszu JungKooka, gdy pocierał swoim nosem, policzek swojego małego Kochania. Uśmiechał się przy tym delikatnie, smyrając ją powoli i czule, chcąc ją w ten sposób miło obudzić. Wczorajszego wieczoru, a raczej nocy, wymazał pamięć Somin, dlatego spała tak spokojnie. Robił  to dla jej dobra, dla ich wspólnego dobra, w końcu jeśli jego przypuszczenia były trafne i naprawdę TaeHyung żył, to obydwoje byli w ogromnych kłopotach. Zwłaszcza on. Jednak nie zamierzał się poddać, nie bez walki.
-Kookie. - usłyszał nagle zaspany głos Polki.
-Dzień dobry mój mały łobuzie. Wyspana, hm? - objął ją mocno i czule pod koszulą i przyciągnął bliżej swojego torsu. Ucałował jej czoło i poprawił grzywkę, kochał, gdy wyglądała z rana jak niewyspana panda.
-Aish tak, tylko mi się nieco kręci w głowie. - fuknęła jak dziecko i schowała twarz w zagłębieniu jego szyi na nowo przymykając oczy.
-Może zbiera cię przeziębienie? Jak wróciłem do domu, to miałaś otwarte okno na oścież.
-Było tak duszno, że musiałam je otworzyć. - ucałowała jego zimną skórę na szyi i zrobiła mu delikatną malinkę, mrucząc przy tym z zadowolenia. Był tylko jej, a malinki, które były mocno widoczne przez jego bladą skórę, skutecznie o tym informowały jej rywalki.
-Co ja ci mówiłem o takim otwieraniu okien, huh? Wiesz, że masz słabe zdrowie i zaraz będziesz chora. - klepnął ją w lewy pośladek w ramach kary, na co dziewczyna zareagowała tylko cichym śmiechem i upchnęła go mocno przez co ten automatycznie położył się na ciepłym łóżku. Zawisła nad nim uśmiechając się słodko i zadziornie, po czym zaczęła go brutalnie łaskotać.
Kochała jego niewinny śmiech.
     Prawie cała kuchnia była w mące, lukrze oraz w czekoladzie. Dlaczego? Kook i Somin postanowili, że po południe spędzą na robieniu ulubionych ciasteczek. Jednak drobna walka przerodziła się w totalna apokalipsę ciasteczek, które w połowie trafiły tylko do piekarnika. Jednak parze kompletnie to nie przeszkadzało, ponieważ Jeon radosny niczym małe dziecko, śmiał się z Polki, która siedziała naburmuszona na podłodze, cała w mące.
-Oj, kochanie, oppa mówił, że jest dla ciebie za silny. - zaśmiał się, widząc tak rozczulający widok.
-Nie gadam z tobą. - fuknęła z trudem powstrzymując uśmiech, który sam wkradał się na jej ubrudzoną twarz.
-Oj, nie złość się. - nachylił się, by ucałować jej ucho, lecz dziewczyna rozbiła jajko na jego głowie, by zaraz wybuchnąć głośnym śmiechem. Przez chwilę Wampir stał jak słup soli, nie mając pojęcia co sekundę temu się stało, lecz gdy poczuł, jak żółtko z jajka ściekało mu po włosach prosto na policzki, rzucił się na Polkę i zaczął ją mocno łaskotać po czułych punktach. Ich śmiechy rozchodziły się echem po całym domu, co tyko bardziej wkurzało TaeTae, który z ukrycia przyglądał się całej tej sytuacji.
-Omo, oppa, przestań. - śmiała się już cała czerwona Somin, wiercąc się na każdą możliwą stronę.
-Daj mi soczystego buziaka to może się zastanowię. -  zrobił dzióbek Kook, by zaraz poczuć na swoich ustach te Somin, automatycznie ją objął i przyciągnął bliżej siebie, nie mogąc się oprzeć.
-Teraz mamy całą kuchnię do sprzątania. - odezwała się po kilku sekundach dziewczyna, rozglądając się po całym pomieszczeniu.
-Tak, ale najpierw kąpiel. - mruknął jej do ucha jednocześnie ciągnąc ją za sobą do łazienki.

    Samochód Jeona zatrzymał się na parkingu tuż obok uczelni Somin, gdzie ta miała mieć za chwilę trening. Nie chciał jej tam puszczać samej, bał się i to cholernie, że mógłby już tam na nią czekać TaeHyung.
-Będę po dwudziestej Kookie. - ucałowała jego dolną wargę czule i chwyciła szelkę od torby.
-Mogę tam iść z tobą, hm?
-Wiesz, że ochroniarz cię nie wpuści to raz, a dwa, to mówiłeś, że masz spotkanie z szefem.
-Aish, mam... - westchnął ciężko chłopak i zerknął na swoje małe Kochanie. - Daj mi buzi i możesz iść. - dziewczyna na te słowa zaśmiała się cicho rozczulona i ucałowała go mocno tak jak lubił najbardziej.
-Dobrze, muszę iść. - puściła mu oczko i wyszła szybko z samochodu, kierując się od razu w stronę sali. Wampir jeszcze przez chwilę bił się z myślami i chęcią pójścia za swoją dziewczyną, lecz westchnął tylko ostatecznie, mrucząc.
-Jak wróci to sprawdzę jej wspomnienia. Gdyby jednak się okazało, że Kim żyje, wyczuje go i zobaczę w jej pamięci. - uśmiechnął się pod nosem, by zaraz ruszyć do swojej nielubianej pracy.
   Włączyła muzykę, związała włosy w kucyk, by nie przeszkadzały jej w tańcu, po czym przymknęła oczy dając się tym samym ponieść muzyce.
-Królewno! - usłyszała za sobą radosny głos blondyna, którego szczerze uwielbiała. Przytuliła się do niego mocno i ucałowała jego policzek jak przy każdym powitaniu.
-Jiminie. - zaśmiała się głośno, gdy ten chwycił ją i zaczął się kręcić z nią dookoła własnej osi. - Omo, ja też się cieszę, że cię widzę. - pokręciła głową i wtuliła się w niego mocno.
-Omo, malutka, opowiadaj oppie co się u ciebie dzieję, huh? - usiadł na podłodze i posadził ją na swoje kolana radosny. Tak długo na nią czekał.  Somin rozsiadła się wygodnie na jego kolanach i głaszcząc go po bujnych, blond włosach zaczęła mu opowiadać co się u niej działo. Jednak Koreańczyk wiedział rzeczy, o których jego przyjaciółka nie miała zielonego pojęcia, w końcu Kook wymazał jej pamięć. Wilkołak czuł każdym skrawkiem swojego martwego ciała, że zbliżał się koniec, bolesny koniec dla całej trójki. Burzowe chmury nie tylko zwiastowały nawałnicę, lecz błękitne tęczówki w mroku, wpatrzone tylko i wyłącznie w Polkę, dawały do zrozumienia, że nie było odwrotu. Stwórca zniszczy ludzi, jeśli jedna jedyna kobieta nie będzie tylko i wyłącznie z nim.
-Wyłączyłeś się. - fuknęła, tyrpiąc go delikatnie w ramię.
-Och, przepraszam mała. Tak bardzo tęskniłem, że po prostu upijałem się twoją obecnością. - zaśmiał się i ucałował jej policzek. Naprawdę tęsknił za czasami gdzie żył i mógł z nią spędzać normalnie czas.
-Ej, bo uznam, że mnie podrywasz. - zaśmiała się cicho i objęła go wokół szyi, patrząc z uśmiechem w jego piękne oczy. - Mam wrażenie, że jesteś Aniołem, wiesz?
-Tak? Dlaczego, hm?
-Ponieważ masz piękne oczy jak one, poza tym mam wrażenie, że mnie pilnujesz.
-Och, bo to w sumie po części prawda mój mały Króliczku. Jednak są rzeczy, a raczej osoby przed którymi nie dam rady cię obronić.
-Hm? O czym ty mówisz? A raczej o kim?
-Nie zrozumiesz i nie uwierzysz mi malutka, więc nie zaprzątaj sobie tym głowy. - ucałował jej czoło, a swoją małą i delikatną dłonią pogładził ją po nieco czerwonym z wysiłku policzku.
-Dlaczego mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz? Okłamujesz mnie?
-Nigdy w życiu. - pokręcił szybko głową, dodając. - Są po prostu rzeczy, których nie mówię co nie oznacza, że cię okłamuję. Wszystko co robię i mówię to tylko, i wyłącznie dla twojego dobra. 
-Nie rozumiem oppa. - zerknęła na niego zmęczona, czując, że powoli wybudza się z tanecznego transu. - Proszę, wytłumacz mi to wszystko. Kończy nam się czas.
-Króliczku mój. -ujął jej twarz w swoje ciepłe dłonie i spojrzał w jej duże, błękitne tęczówki, w których uwielbiał tonąć, by zaraz dodać nieco smutnym, lecz poważnym tonem głosu. - Jest na ziemi dwóch mężczyzn, którzy są zdolni zabić siebie, ludzi, by mieć cię blisko swojego serca. By mieć dostęp do twojego serca.
-C-Co? Kto?
-Powiedz mi, co czujesz, gdy jesteś przy JungKooku?
-Co to za pytanie, huh? - spojrzała na niego zdziwiona, lecz widząc jak bardzo był poważny, dodała. - Czuje jego miłość, czuje, że jestem przy nim bezpieczna i mam w nim ogromne oparcie.
-A przy TaeHyungu?
-Huh? Nie znam go Jimin. - mruknęła już kompletnie nic nie rozumiejąc.
-Przymknij oczy i postaraj się wsłuchać w swoje serce, powiedz mi to co czujesz naprawdę. Nikt nas nie słyszy. - Somin zrobiła tak jak jej kazał przyjaciel, nie rozumiała dlaczego, ale zrobiła to.
-Czuje z nim jakąś więź, mam wrażenie, że znam go naprawdę dobrze. Czuje też, że jestem dla niego bardzo ważna, a on dla mnie. Mam wrażenie, że jestem z nim bliżej niż z moim Kookiem. Łączy nas coś tak mocnego i nierozrywalnego, że ciężko mi to opisać. - uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem, by zaraz spojrzeć w roześmiane tęczówki JiMina. - Hm, czemu się uśmiechasz?
-Dlaczego więc nie spróbujesz bliskości TaeTae? Nie zrobi ci krzywdy.
-Mam JungKooka, oppa...
-Uwierz mi mała, że przed tobą dopiero potężna góra do zdobycia. - uśmiechnął się, wstając z podłogi jednocześnie podnosząc swojego Króliczka. - Będziesz musiała zmierzyć się z okrutną prawdą, która albo zniszczy ci związek, albo go umocni...
-Hm? Jeon mnie zdradza? - zapytała szybko, bo tylko ta opcja przyszła jej do głowy.
-Omo nie. Nigdy w życiu nie spojrzy na inną kobietę. - pokręcił głową nieco rozbawiony jej pytaniem, by zaraz ją ucałować i przytulić. - Spotkajmy się niedługo misiu, dobrze? Oppa już tęskni. 
-Park, czekaj! - krzyknęła zła, że tak szybko odchodził, lecz ten tylko uśmiechnął się rozczulony i znikł szybko, pozostawiając za sobą tylko i wyłącznie masę pytań.
   Wytarła szybko różowym ręcznikiem morką twarz, po czym szybko naciągnęła na siebie bieliznę i ubranie po treningu. Wiedziała, że w domu Kook nie pozwoliłby jej wziąć kąpieli bez niego, a nie była w stanie na żadne igraszki. Była zbyt zmęczona fizycznie i otępiała psychicznie po rozmowie z jej Króliczkiem, dlatego wzięła torbę i skierowała się w stronę wyjścia z sali treningowej. Jednak, gdy tylko opuściła budynek, jej oczom ukazał się samochód Jeona, a on sam siedział na masce, czekając na swoją kobietę.
-Oppa, co tu robisz? - spojrzała na niego nieco zaskoczona, bo ten miał mieć ważne i długie spotkanie z szefem.
-Postanowiłem zrobić ci małą niespodziankę i zabieram cię na małą randkę. - zabrał jej torbę i rzucił na tylne siedzenie, po czym zamknął samochód na klucz.
-Hm? Gdzie?
-Oj, poczekaj to ma być niespodzianka. - ucałował jej czoło i ujął jej małą dłoń, by zaraz poprowadzić w stronę parku. Szli w ciszy, trzymając się za dłonie, jednak dziewczyna wyczuwała delikatne spięcie, ponieważ chłopak o czymś intensywnie myślał.
-Coś się stało, że jesteś taki cichy i poważny? - zapytała, idąc obok niego oświetloną alejką.
-Ciekawi mnie tylko, czy nie poznałaś czasem jakiegoś nowego kolegi?
-Znowu masz atak zazdrości? - westchnęła, wyobrażając sobie kolejny raz wściekłego chłopaka, który miał wybujałą wyobraźnię pod tym względem.
-Omo nie, nie. Oczywiście, że nie. - odparł szybko, czując jej nagły smutek. - Ufam ci mój skarbie, jednak chcę wiedzieć, gdy kogoś poznasz. Wiesz jak bardzo się o ciebie martwię, a jakiś facet może ci coś zrobić.
-Nie zakładaj od razu tak poważnych rzeczy Jeon. - mruknęła i kopnęła kamyk, który potoczył się szybko przed nimi.
-Kochanie, jesteś najpiękniejszą, najmądrzejszą oraz najbardziej utalentowaną kobietą jaką znam. - ucałował ją czule w skroń i przyciągnął bliżej siebie, zamykając w szczelnym i czułym uścisku. - Oppa cholernie mocno cię kocha, wiesz?
-Wiem, wiem. - zaśmiała się cicho.
-Och, tak poza tym to... Jesteśmy na miejscu. - uśmiechnął się szeroko i wskazał na koc, który rozłożony był obok małego jeziorka. Dookoła były świecie, w koszyku leżało ich ulubione wino oraz kilka pysznych przekąsek.
-Omo, to wygląda tak pięknie i romantycznie. - klasnęła w dłonie pełna zachwytu i ucałowała go mocno.
-Wszystko dla mojego skarbu. - uśmiechnął się szczęśliwy i usiadł z nią na kocu, ciesząc się wspólną i romantyczną chwilą.
   Rozmawiali, śmiali się i całowali co jakiś czas jednocześnie patrząc w piękne, gwiaździste niebo. Obydwoje byli szczęśliwi w swoich ramionach, otoczeni ciemnością, która była delikatnie rozświetlana przed świecie, a gwiazdy zdawały się błyszczeć i rosnąć z sekundy na sekundę.
-Ekhem. - odkaszlnął Kook przez co Polka spojrzała zdziwiona w jego stronę. Jej błękitnym oczom ukazał się widok klękającego Koreańczyka, który ujął jej dłoń niemal od razu, gdy ta odwróciła się w jego stronę. - Wiesz mała, kocham cię całym swoim serduszkiem najmocniej na świecie. Sprawiasz, że czuję się cholernie szczęśliwy i wiem, że mam dla kogo żyć. Rozświetlasz każdy mój dzień, odganiasz koszmary, gdy tulisz się we mnie we śnie, sprawiasz, że mam ochotę krzyczeć i płakać ze szczęścia jakie mi się przydarzyło w momencie spotkania ciebie. - ucichł, patrząc na nią ze łzami w oczach i głaszcząc ją po ciepłej dłoni. - Chcę przy twoim boku spędzić resztę życia, chcę założyć z tobą szczęśliwą i kochającą rodzinę, której nigdy nie miałem, dlatego. - urwał, wyjmując małe pudełeczko, by zaraz je otworzyć i zadać jedno, poważne pytanie. - Wyjdziesz za mnie Somin?
-Że co kurwa?! - usłyszeli nagle potężny i pełen gniewu głos, a ich przerażone i zaskoczone oczy, spoczęły na płonącej sylwetce Kima TaeHyunga.
~ ~
Tak, wiem, miałam dodać część już wczoraj, ale nieco się przedłużyło i dodaje ją dopiero dziś.
Mam nadzieję, że warto było czekać.
Kolejne posty to raczej będą zaległe zamówienia, jednak nie obiecuję!
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

czwartek, 10 stycznia 2019

TKC #3 Come back home

6 komentarzy:
Cześć
   Przybywam do Was z niczym innym jak z kolejną częścią TKC, musicie mi wybaczyć, że zamiast zamówień, czy scenariuszy dodaje swoje opo, ale mam na nie ogromną wenę i chcę to wykorzystać.
Niedługo mam ferie, więc w międzyczasie od nauki i fakultetów, będę dla Was pisać. Przynajmniej taką mam nadzieję.
   Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, przemoc, nierealne zdarzenia, prawdopodobnie TaeTae, którego 'znamy' zmieni się i nie będzie tu zbyt, hm... Miło.
Serdecznie zachęcam do komentowania.
 Nie przedłużając...
   Zapraszam
~ ~ ~
Niczego więcej nie pragnę, 
jak tego, że
uciekniesz ze mną i zamieszkasz
w swoim prawdziwym domu przy boku
swojego męża i ojca Twych dzieci

   
   Tego dnia wiało i padało niemiłosiernie mocno, burzowe chmury kłębiły się leniwie nad głowami mieszkańców Daegu. Polka kroczyła dość szybkim krokiem do pobliskiego marketu żeby kupić coś do jedzenia, ponieważ jej chłopak miał wrócić późno nie mogła liczyć, że to on zrobiłby zakupy. Dlatego była zmuszona do wyjścia, mimo że naprawdę tego cholernie nie chciała, zwłaszcza, że od ostatnich dwóch lat panicznie bała się burz. Nie miała pojęcia czym ten strach był wywołany, ponieważ nie miała żadnych traumatycznych przeżyć, a mimo to z każdą kłębiącą się chmurą, czuła jak szybko biło jej serce. Poprawiła kaptur od czarnej kurtki, po czym wyjęła trzęsącą się dłonią komórkę. 
-Aish, zostało mi dwa procent baterii. - jęknęła, przerażona wizją odcięcia się w ten sposób od możliwych telefonów nadopiekuńczego Jeona. Wiedziała, że ten dostawał dosłownego świra, gdy nie odpisywała od razu, a gdy nie odbierała to Kook był wstanie rzucić wszystko i pobiec jej na ratunek. Kochała go cholernie mocno a z każdym dniem coraz bardziej, był idealny. Przystojny, czuły, opiekuńczy i szczerze ją kochał. Jednak i on miał też swoje ciemniejsze strony, a jedną z nich była chorobliwa zazdrość, czasem ją to przerażało, dlatego nie miała zbyt wielu kolegów. No, prócz jej kochanego Króliczka, JiMina. 
   Stanęła spokojnie przed pasami, czekając na zmianę sygnalizacji dla pieszych, rozglądała się spokojnie od czasu do czasu ocierając krople deszczu z zaczerwienionych policzków. Obok niej stał jakiś nieznany jej chłopak przyodziany w kurtkę i czapkę, słuchał muzyki przez co wyglądał jakby kompletnie był z innej planety. Natomiast z prawej strony stała jakaś starsza kobieta, która trzymała na dłoniach mokrego i trzęsącego się mopsa. Światło się zmieniło na zielone, cała trójka ruszyła spokojnym krokiem na pasy jednak tylko Somin stanęła na środku jezdni, ponieważ jak na złość wypadł jej portfel. Schyliła się po niego, a gdy kolejny raz wyprostowała się, mając go w lewej dłoni, jej oczom ukazała się pusta jezdnia. Była pewna, że jeszcze dwie sekundy temu stały trzy auta, czekające na zmianę świateł. A tu? Nie było ich.
-Co... - szepnęła nieco przerażona, ponieważ nie wiedziała w sumie co innego mogłaby zrobić. Dlatego z nie małym strachem chciała zejść z jezdni nie chcąc kusić losu, jednak przeżyła jeszcze większy szok niż wcześniej, ponieważ odbiła się od niewidzialnej ściany przez co upadła na tyłek. Jej duże, błękitne oczy wyrażały już tylko i wyłącznie przerażenie. Czuła się jak w potrzasku, dlatego wstała gwałtownie chcąc zawrócić do domu z myślą "Pieprzyć zakupy jeśli mam tu zginąć", jednak znowu odbiła się od niewidzialnej ściany. Kolejne dwie drogi ucieczki również były zablokowane, dlatego z nie małym przerażeniem obracała się w każdą stronę, słyszała głośne pikanie sygnalizujące zmianę świateł dla pieszych, a w oddali widziała nadjeżdżający samochód z nie małą prędkością. A oliwy do ognia dodał fakt, że inni piesi przechodzili obok niej zupełnie normalnie, nie dość, że tylko ona była magicznie zablokowana na środku jezdni to jeszcze ludzie patrzyli na nią jak na największą idiotkę świata. Pisnęła, słysząc głośny klakson pojazdu, który pędził w jej stronę, lecz w tej samej chwili poczuła jak coś ją dziwnego oplatało. Dostrzegła dwa, czarne, potężne skrzydła, które ochraniały jej ciało jak tarcza, dlatego cofnęła się szybko, wypadając na czyiś umięśniony tors. Chciała się odwrócić, lecz męskie dłonie wsunęły się pod jej  ubranie delikatnie i subtelnie głaszcząc jej zimną skórę na brzuchu. Czuła nagły spokój, miała wrażenie, że odpływała w inny i zdecydowanie lepszy świat. 
-Kocham cię moja królowo. - usłyszała niski, potężny głos w swojej głowie do złudzenia przypominający głos TaeTae.
-K-Kim jesteś?
-Twoim Stróżem, kochankiem, może kiedyś mężem i ojcem twoich dzieci.
-Kookie? - wyszeptała cicho z nutą przerażenia w głosie, gdy TaeHyung to usłyszał spiął się gwałtownie i mruknął gardłowo ze złości. Jego postać zaczęła powoli płonąć ze wściekłości, a serce biło gwałtownie, przyprawiając go o mdłości. 
-Jaki... Kurwa... Kook.  - warknął jeszcze bardziej wściekły niż sekundę temu, miał ochotę pokazać jej prawdę, brutalną i raniącą, ale się powstrzymał. Nie chciał kolejny raz niszczyć jej życia już dużo przez niego przeszła ponad dwa lata temu.
-P-przepraszam. - jęknęła, roniąc łzy ze strachu.
-Och. - westchnął i momentalnie się uspokoił. - Nie płacz i nie przepraszaj, ale to nie ja. Nie Kook.
-Więc... K-kto. - szepnęła najciszej jak tylko potrafiła, zerkając na odsuwające się skrzydła. 
-Ktoś kto kocha cię cholernie mocno i pragnie przy swoim boku. 
-Słucham... - nabrała  szybko powietrza z przerażenia, słysząc tak zaskakujące słowa. 
-Chciałbym zabrać cię wreszcie do siebie, pokazać ci miłość i prawdę, ale. - urwał na chwilę wzdychając ciężko i nisko. - Ale wiem, że mi nie wierzysz, i zapewne nie uwierzysz, gdy nie pokażę ci wizji i JiMina.
-J-JiMina?! Moje Króliczka?! - pisnęła studentka, obracając się w stronę rozmówcy, lecz jedynie kogo napotkała to chłopaka, który wcześniej stał obok niej.
-Idziesz, czy czekasz aż coś cię rozjedzie? - pokręcił głową, ukazując swoje turkusowe włosy i szeroką bliznę na szyi. Somin nie powiedziała ani słowa tylko biegiem uciekła spod sklepu prosto do domu.

    Studentka siedziała pod kocem w salonie, w pomieszczeniu panował lekki półmrok, ponieważ świeciła tylko jedną, małą lampkę na stoliku obok kanapy. Piła powoli  i spokojnie kakao, patrząc tępym wzrokiem na widok za oknem, widziała jak deszcz leniwie uderzał o szybę, grając na niej spokojnie i uspokajająco. Jednak jej serce biło jak oszalałe. 
W pewnym momencie ze ściany, na której wisiało zdjęcie jej z Jeonem, spadła ów praca i roztrzaskała się na jasnych panelach. Polka pisnęła przerażona, widząc jak na ścianie pojawiał się napis:
Ucieknij ze mną do swojego 
prawdziwego domu.

   Zakryła szybko wiadomość zawieszając na nowo zdjęcie na swoje miejsce, lecz tym razem bez szkła, ponieważ leżało one roztrzaskane na podłodze. Cała drżała, a jej oczy nachodziły coraz to większymi łzami, nie miała pojęcia co to lub kto, ale wiedziała, że to wróżyło tylko i wyłącznie potężne kłopoty w jej życiu.
Pozbierała resztki ze zdjęcia i wyrzuciła do kosza, drżącą dłonią poprawiła niesforne kosmyki brązowych włosów i pisnęła, gdy usłyszała skrzypienie otwieranych drzwi. Chwyciła do ręki miotłę gotowa do ataku,  lecz gdy postać stanęła na środku pomieszczenia, dojrzała dzięki małemu światłu, że Kook patrzył na nią z nie małym zaskoczeniem. Czuł i słyszał jak szybko biło jej serce, jak krew gwałtownie przepływała po cienkich żyłach w jej ciele, jak szybko oddychała.
-Somin... - spojrzał na nią z dużymi oczami. - Co się dzieje?
-H-Hm? N-Nie... Nic. - odłożyła szybko miotłę pod ścianę i uśmiechnęła się sztucznie.
-Kochanie. - zaczął nisko z chrypą Wampir, dając tym samym znak dziewczynie, że nie miał ochoty słuchać jej kłamstw.
-Tak, oppa?
-Czemu jesteś taka przerażona? Ktoś chciał tu wejść? - spiął się nagle na myśl, że jego Kochaniu coś mogło się złego stać.
-Nie oppa. - odpowiedziała szybko. Za szybko. - Jest burza, a wiesz jak... No, jak bardzo się ich boję.
-Chciałaś mnie zaatakować miotłą młoda damo. - mruknął zły, a jego oczy nagle przybrały kolor krwistej czerwieni przez co Polka odsunęła się pod ścianę, czując ścisk  w gardle.
-Bo przyszedłeś tak nagle. - jęknęła, czując silne zawroty głowy. - Nie słyszałam, byś otwierał drzwi kluczem...
-Były otwarte. - zrobił krok w jej stronę, lecz studentka szybko wykonała krok w prawą stronę tym samym odsuwając się od niego. - Kochanie? Czemu uciekasz? Boisz się mnie?
-Nie, po prostu ja... No wiesz... Muszę... Do łazienki. - pisnęła i ruszyła szybkim krokiem na schody, czując na sobie palący wzrok Jeona, lecz ten nie patrzył na nią, tylko stał jak wryty, patrząc na napis na ścianie.

    Polka spała zmęczona po całym dniu pełnym wrażeń, natomiast Jeon w tym czasie dokładnie przeglądał jej wspomnienia z tego dnia. Starał się wyczytać emocje, których mogła doznać, chciał sprawdzić, czy znowu miała wizje i przede wszystkim sprawdzić kto był autorem napisu na ścianie w ich domu. Jednak ku jego ogromnemu zaskoczeniu i rozczarowaniu, myśli dziewczyny były zablokowane. Dosłownie! Jedynie co mógł dostrzec to wspomnienia, gdy rozmawiali niedawno w salonie, lecz od rana aż do wieczora pamieć dziewczyny nie wyłapała żadnych wspomnień. Co było kłamstwem, ponieważ wizjami studentki 'opiekował' się nie kto inny jak Stwórca.
    Po ciemnej sypialni Somin i JungKooka rozległo się ciche, i spokojne pukanie. Zaspana niebieskooka dziewczyna, wstała niechętnie z łóżka pewna, że pukał to Kook, ponieważ gdy kładła się spać to ten kładł się na kanapie. Jednak, gdy otworzyła wejście do pokoju nikogo nie było, zdziwiona wyszła na pół oświetlony korytarz, zerknęła przelotnie na zegarek. Było coś po północy.
-Kochanie? - przetarła zaspane oczy, słysząc, że ktoś krzątał się po kuchni. Zeszła spokojnie na dół nieco zdziwiona, że jej chłopak nie spał, lecz bez słowa skierowała się do kuchni, gdzie jej oczom ukazał się kubek z świeżo zrobionym kakao z pianką. Uśmiechnęła się na myśl, że to prezent od Jeona jednak gdy odwróciła się w stronę salonu, stanęła jak wryta, patrząc w błękitne tęczówki blondyna, którego imię wywoływało burze w jej sercu i umyśle.
-TaeHyung. - wyszeptała, czując jak jej serce gwałtownie przyśpieszyło. Kim nic nie powiedział, przekrzywił lekko głowę w lewą stronę i ze spokojem na twarzy przyglądał się dziewczynie. Polka nie miała pojęcia skąd taka nagła wizualna zmiana u Kima i jak cudem do cholery znał jej adres, jednak to nie to zaprzątało najbardziej jej głowę. Miała wrażenie, że to inny Kim. Nie ten z jej wykładów, lecz jeszcze inny. Może bliźniak?
-Dlaczego mam wrażenie, że cię znam, gdy tak naprawdę nie znam? - wymruczała, zerkając na niego z góry na dół. Ten TaeHyung miał małą bliznę na klatce piersiowej, widziała ją, ponieważ miał na sobie nieco rozpiętą, białą koszulę. Na jego lewym policzku również widniała delikatna blizna, a ten TaeHyung ze szkoły, żadnych takich nie miał. Prawdopodobnie.
-Somin. - zaczął nisko, potężnym głosem, takim samym jak wtedy, gdy była na pasach. - Moja malutka, delikatna i zagubiona Somin. - wychrypiał i przejechał ciepłą dłonią po jej policzku. Zaskoczone oczy dziewczyny spojrzały w smutne i pełne ukrytego cierpienia oczy Kima, automatycznie poczuła, że coś ich łączyło. Coś znacznie silniejszego niż ją i Kooka.
-Dlaczego moje serce wariuje przy tobie? - jęknęła, czując niesamowite przytłoczenie nagłymi emocjami, których nie doświadczyła przy swoim obecnym chłopaku.
-Bo twoje serce znalazło swój prawdziwy dom.
-Hm? - mruknęła nic wiele nie rozumiejąc, jednak blondyn ujął jej dłoń i położył na swojej klatce piersiowej w miejscu, gdzie było serce. Szatynka poczuła szybkie bicie, miała również wrażenie, że niewidzialne nici z serca chłopaka przepływają przez jej ciało i dosłownie rażą prądem jej serce.
-Twój dom jest przy mnie, malutka. Przy mężczyźnie, który odda ci każdy skrawek nieba, każdą pojedynczą łzę Anioła, spełni twoje największe marzenia jak i zachcianki. Twoje miejsce jest przy mnie, kochanie. - ujął jej twarz w swoje silne i ciepłe dłonie, patrząc z ogromną miłością w jej równie błękitne tęczówki.
-J-Ja... Mam chłopaka. - odsunęła się speszona taką nagłą bliskością Kima.
-Tego, który karmi cię kłamstwem? Tego, który nie szanuje twojej prywatności?
-Co?! O czym ty mówisz?!
-Idziesz w złym kierunku kochanie. - uśmiechnął się smutno, lecz jego oczy wyrażały zdecydowanie coś niebezpiecznego. - Twoja miłość do niego może być zagładą dla ludzkości.
-Co ty wygadujesz TaeHyung! Jakiej ludzkości?!
-Tak bardzo zagubiona w tych kłamstwach. - westchnął pod nosem i ucałował jej czoło. - Nie wierz Kookowi, okłamuje cię, by mieć cię tylko dla siebie.
-To Ty mnie okłamujesz! Gadasz jakieś bzdury nie wiadomo o czym i próbujesz mi zniszczyć związek!
-Ja go nie niszczę kochanie, ten związek nigdy nie istniał. - zaśmiał się ponuro i wyszedł z kuchni. Somin ruszyła za nim szybkim krokiem, chcąc na niego nakrzyczeć pełna złości i mętliku w głowie jak, i sercu, jednak chłopaka już nie było. Rozpłynął się w ciemności salonu, niczym cień w pochmurny dzień.
    Jeon właśnie wracał z nocnego polowania do domu, gdy zobaczył, że paliło się światło w kuchni. Ruszył w tamtym kierunku szybko, lecz jedynie co zdążył zauważyć i wyczuć to to, że w jego domu zagościła potężna istota. A znał tylko jedną taką rasę.
-TaeHyung...
~ ~
I co sądzicie?
Jest ktoś z Was zaskoczony, hm?
Postanowiłam nieco przyśpieszyć akcję, ponieważ nie ma co ciągnąć TKC nie wiadomo ile, hah.
Mam nadzieję, że komuś rozdział trzeci przypadł do gustu.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

niedziela, 6 stycznia 2019

TKC - #2 Butterfly

7 komentarzy:
Cześć
   Przybywam do Was z kolejną częścią TKC, mam nadzieję, że ktoś na nią czeka mimo małej Waszej aktywności. Wiem, rozumiem, szkoła i te sprawy, sama mam podobnie, dlatego tak rzadko są posty. Jednak ucieszyłoby mnie, gdyby ktoś komentował moje prace, bo to motywuje, rozumiecie.
Jeśli jakieś Słoneczko chciałoby i ma ochotę ze mną popisać, to serdecznie zapraszam na Wattpada. Chętnie poznam Was bliżej jeśli tylko ktoś będzie oczywiście tego chciał.
   Ostrzeżenia: Brak
Uwaga: Postanowiłam co nieco zmienić w swoich dłuższych pracach, a mianowicie do każdego rozdziału TKC, będę dodawać okładki, które sama zrobiłam. Co w sumie zauważycie, bo nie powalają jakoś graficznie. Ale, hej, staram się. xD
  Nie przedłużając...
Zapraszam
~ ~ ~
 

Jedna decyzja, która może zmienić
dosłownie wszystko...

   Zimne i duże dłonie Jeona delikatnie sunęły po nagim i gorącym udzie Somin, która smacznie jeszcze spała. Od czasu do czasu cicho pomrukiwała niczym kot jednocześnie delikatnie unosząc kąciki swoich malinowych ust. Wampir kochał ten widok i mógł się nim upajać już wieczność, co akurat w jego przypadku było bardzo możliwe.
-Misiaczku. - mruknął do jej ucha i lekko przygryzł jego płatek.
-Mhm... - mruknęła dziewczyna mocno zaspana i otworzyła leniwie swoje piękne oczy.
-Wiesz, że jesteś spóźniona na wykład jakieś. - zerknął na zegarek nocny. - Hm, pięćdziesiąt minut?
-C-Co?! - zerwała się mocno i mruknęła głośno, czując zawroty głowy przez ostatnie wymazanie pamięci przez jej ukochanego. 
-Oj, nie musisz się tak śpieszyć. Zawiozę cię jeśli tak bardzo chcesz tam iść. - zaśmiał się smutno i przytulił ją do swojego nagiego torsu, całując w czubek głowy. 
-Aj, czemu mnie nie obudziłeś? Dobrze wiesz, że muszę chodzić na te wykłady. - fuknęła słodko i przymknęła na nowo wciąż senne oczy.
-Widzę, że źle się czujesz, poza tym nie spałaś zbyt dobrze tej nocy. 
-Hm? Skąd wiesz? - zapytała ciekawa, lecz brunet tylko uśmiechnął się czule do niej i kolejny raz ją w siebie wtulił, chcąc przekazać jej tym małym czynem ogrom miłości. 
-Może zrobię ci gofry z czekoladą, hm? O, i kawę do tego, hm?
-Oppa czasami naprawdę mnie przeraża to, jak wiele o mnie wiesz, gdy ja nic nie mówię.
-Wiesz co to znaczy, myszko? - ujął jej podbródek, patrząc czule w jej błękitne oczy jednocześnie móc z nich wyczytać ciekawość. - To znaczy, że jesteś moim calutkim światem i chce dla ciebie jak najlepiej. - po tych słowach musnął jej usta, czując i słysząc jej zadowolenie.
-Aish, gdyby nie te wykłady, ten dzień spędziłabym tylko i wyłącznie z tobą. - puściła mu oczko i odsunęła się, by zaraz wstać z miękkiego łóżka. 
-Niedługo chcę cię zabrać na miły weekend, dlatego pozwalam ci iść dziś na ten wykład. - zaśmiał się cicho i również wstał z mebla, by w samych szortach podejść do drzwi i oznajmić. - Przyjdź do kuchni za dziesięć minut, dobrze? Musisz zjeść ciepłe i pożywne śniadanie skoro masz iść dzisiaj na trening.
-Hm, skąd wiesz, Kook? - spojrzała na niego dużymi oczami. Nie mówiła mu o żadnym treningu, jedynie o nim pomyślała przed sekundą, a on o nim wiedział. Skąd, huh?
-Mała, masz w kalendarzu zapisaną datę. - zaśmiał się, kręcąc przy tym głową. - No już, już, nie ociągaj się tylko zmykaj wziąć prysznic. - dodał, po czym wyszedł z pokoju. Westchnął cicho pod nosem, karcąc się w myślach za ostatnie słowa, ponieważ jego Somin nie miała żadnego kalendarza, a na pewno nie z datą treningów...
   
 Weszła do przestronnej, nowoczesnej kuchni. Od razu wyczuła przyjemny zapach gofrów z czekoladą i malinami oraz zapach świeżo zaparzonej kawy. Usiadła przy stole, gdy Jeon akurat położył pyszne śniadanie tuż przed jej nosem, zerknęła do małej, białej filiżanki. Jej oczom ukazało się serduszko zrobione z pianki o smaku cynamonu, dlatego mruknęła cicho rozczulona i ucałowała mocno Kooka w policzek.
-Kocham te twoje serduszka. - posłała mu swój uroczy uśmiech i upiła łyk napoju, uprzednio robiąc mu zdjęcie. Kochała uwieczniać na zdjęciach te drobne aczkolwiek bardzo czułe chwile. 
-Oj no wiem, że jestem kochany. - zaśmiał się, ruszając przy tym zabawnie czarnymi brwiami. 
-Tsa, skromny też. - zaśmiała się umazana czekoladą. Wampir nie mogąc się powstrzymać i w sumie nawet nie chcąc, przetarł powoli kciukiem po jej umazanej od czekolady dolnej wardze i sam włożył go do ust, mówiąc.
-Aish, pyszności. 
-Krępujesz mnie. - fuknęła mocno zawstydzona i szybko upiła łyk kawy. 
-Jesteśmy razem dwa lata,a  ty ciągle zawstydzasz przez takie rzeczy. 
-Nic na to już nie poradzę. - uśmiechnęła się kolejny raz, wracając do jedzenia.
    Ubrała szybko białe trampki, naciągnęła czarne nieco krótkie szorty, a na górę szybko przyodziała białą koszulkę. Biegiem skierowała się spóźniona w stronę sali po drodze szybko i niezdarnie wiążąc włosy w kucyk. Weszła do białej i przytulnej sali z lustrami. W kącie przy jednej ze ścian stał całkiem dobrej jakości odtwarzacz, podeszła do niego i włożyła płytę ze swoimi ulubionymi piosenkami. Uśmiechnęła się sama do siebie i wcisnęła czarny przycisk "play" od razu do jej uszu dotarła całkiem rytmiczna muzyka. Stanęła na środku sali i przymknęła oczy, dając się ponieść emocjom, dlatego była uważana jako jedna z nielicznych, prawdziwych tancerek na wydziale. Nie dlatego, że miała całkiem niezłą kondycję i mogła długo tańczyć, lecz dlatego, że dosłownie całym ciałem czuła muzykę, płynęła w tańcu niczym na łódce, przez co każdy miał ochotę ją podziwiać. 
Jednak podczas tańca odpływała w zupełnie inny świat, gdzie spotykała się z pewnym przystojnym, uroczym i mega czułym chłopakiem. Miała wrażenie, że znała go już całkiem sporo czasu.
-Aigoo, nie tak moja księżniczko. - zaśmiał się przystojny chłopak o pełnych policzkach i cudownych, jasnych oczach niczym u anioła. Oderwał się od ściany i podszedł z rozczulonym uśmiechem do Somin, by zaraz objąć ją mocno, lecz czule w pasie. - Co ci twój ukochany oppa mówił o stawaniu na ugiętej nodze? Hm? Chcesz ją złamać mój króliczku? - zapytał zatroskany, pocierając swoim cieplutkim noskiem o jej policzek.                                                      -Przepraszam oppa, ale trudno mi zrobić ten ruch inaczej, no. - fuknęła cicho zmęczona i już nieco obolała.  Jednak jej przyjaciel wcale nie dał za wygraną i ujął jej lewą dłoń, przyciągając mocno do siebie.
-Twój oppa cię poprowadzi, dobrze? Tylko dokładnie powtarzaj moje ruchy, wiesz, że nie chce by cokolwiek ci się stało, prawda? - za każdym razem o to pytał tak jakby chciał ją upewnić, że zawsze stał za nią murem, że był jej podparciem w każdej sytuacji. 
-Tak, wiem to doskonale i naprawdę dziękuję. - cmoknęła jego ciepły policzek i wtuliła się w jego tors, lecz ten zamiast uczyć ją tego trudnego ruchu to wtulił ją w swój ciepły tors i delikatnie kołysał się z nią na boki. Jego małe i delikatne dłonie sunęły po jej plecach, a nosem smyrał ją po policzku. Tęsknił za nią cholernie mocno, lecz był też niewiarygodnie szczęśliwy, że mimo wymazanych wspomnień w ciąż w jakimś stopniu miała go w swoim sercu, przez co mógł się jej ukazywać, gdy ta odpływała podczas tańca. Inaczej nie mógł, ponieważ wyczułby go Kook i wyrzuciłby go z serca Somin,a przez ten czyn Park nie mógłby już więcej być widziany przez swoją najlepszą i jedyną przyjaciółkę. A tego by już naprawdę nie zniósł.
-Powinnaś wracać do domu malutka. - odsunął się od niej nieznacznie, wyczuwając w pobliżu budynku Jeona. Był duchem i Wilkołakiem jednocześnie, wiec wiedział to i owo.
-Dlaczego mnie tak nagle odpychasz, oppa?
-Nie kochanie, nie myśl w ten sposób. Po prostu zaraz przyjdzie JungKook, a dobrze wiesz, że nie może się o mnie dowiedzieć. - ucałował lekko i nieco niezdarnie jej górną wargę. Przytulił ją jeszcze ostatni raz i rozpłynął się w powietrzu, natomiast Somin usiadła dość mocno na podłodze przestając tańczyć i jednocześnie wybudzając się ze swojego "snu".
I dopiero w tamtym momencie Polka zamiast swojego ukochanego dojrzała TaeHyunga, który w białej koszuli i jasnych, podartych jeansach, siedział pod jednym z luster. Jednak nie zerwała się z miejsca, nawet nie wydała z siebie pisku, ponieważ widok jaki zastała był chyba większym zaskoczeniem dla Hybrydy niż dla niej. Ponieważ Kim, patrzył na nią z niesamowitym smutkiem, dużymi i zapłakanymi oczami, z których wciąż leniwie spływały słone łzy. Wyglądał jakby sam gdzieś odleciał myślami, ponieważ dopiero po kilku sekundach otarł policzki jak mały chłopczyk i nieco niezdarnie podniósł się z podłogi. Bez słowa podszedł do niej i kucnął zaraz obok, podając pełną butelkę wody. Patrzyli sobie w oczy nic a nic nie mówiąc, a mimo to obydwoje czuli się jak kochankowie, którzy zostali rozdzieleni jakieś wieki temu. Dziewczyna chwyciła wodę i upiła powoli spory łyk, czując mrowienie w ciele kompletnie z niczym nie związane, czuła się jakby nagle zaczęła dryfować na wodzie. 
-Przepraszam. - usłyszała nagle niski głos V. - Naprawdę przepraszam za wczoraj, zachowałem się cholernie chamsko w stosunku do ciebie. Szarpnąłem cię bardzo mocno co musiało cię boleć, prawda?
-Um, trochę. Ale już nie boli.
-Przynajmniej tyle. - uśmiechnął się smutno i odgarnął kosmyk przylepionych włosów z jej policzka. Mimo czerwonej twarzy, mokrych włosów i ubrań, wciąż uznawał Polkę za jedną z najpiękniejszych kobiet tu na Ziemi jak i na całym Świecie. Wciąż delikatna i nieco zagubiona z dużym sercem, otwartym na innych ludzi. Wciąż była jego Somin, mimo że z każdym dniem była po cząsteczce odbierana mu przez Kooka.
-Um, powinnam już iść. Zaraz będzie mój chłopak. - oznajmiła nieco skrępowana ciszą i wstała na równe nogi. No tak był jeszcze Wampir.
-Dobrze, jeszcze raz przepraszam za wczoraj. - również wstał i ze słabym uśmiechem skierował się w stronę wyjścia. - Mała?
-Hm? - zerknęła na niego zaskoczona, ponieważ nikt prócz Kooka jej tak nie nazywał.
-Nie skreślaj mnie na początku. - powiedział spokojnie, ale z nutą zaniepokojenia, by bez już zbędnych słów i czynów, wyjść z sali treningowej. Polka patrzyła za nim jeszcze przez chwilę wciąż w szoku po jego słowach, lecz jej podświadomość mówiła jej, że ten chłopak był jej w jakimś stopniu przeznaczony. 
        Leżała wtulona w ciało Kooka i zajadała się w najlepsze piankami, które jej zakupił. Mieszkali razem od roku, lecz czasami bywało tak, że Jeon wychodził gdzieś na noc. Lecz te zachowania kompletnie jej nie przeszkadzały ani nie wzbudzały niepokoju, ponieważ darzyła go ogromnym zaufaniem i wiedziała, że nikt nie stoi im na drodze do szczęścia. A przynajmniej tak było. 
TaeHyung przyglądał się ze smutkiem zakochańcom, którzy spędzali ze sobą spokojnie i miło czas od czasu do czasu się całując. Nie czuł ani nie oskarżał Somin o zdradę, ponieważ nigdy tak naprawdę nie byli ze sobą, a ona sama nie pamiętała, że ktoś wcześniej taki jak on żył w jej pobliżu. Poznawała go od nowa i zdecydowanie chciał, by poznała tego prawdziwego V, a nie tego, którego udawał za czasów wojny ras. Jednak również zdawał sobie sprawę, że musiał zacząć powoli eliminować Wampira z życia jego przyszłej Królowej, dlatego postanowił zacząć to robić od samego początku. Najpierw wizje, potem anomalie pogodowe, być może bójki, a jeśli trzeba będzie to nawet trupy. Tak jak Jeon, zrobiłby wszystko by Somin była jego, dlatego można byłoby zacząć się obawiać, ponieważ Kim kompletnie nie zamierzał się hamować.
   Postanowił, by w życie Somin i Kooka nie tylko wplątać siebie, być może Wonho i jak trzeba będzie to, i JiMina, lecz także słynny efekt motyla. W końcu każda decyzja niesie ze sobą jakieś konsekwencje, a taką decyzją było wejście w związek Jeona i Polki.
~ ~ 
I co sądzicie o rozdziale drugim?
Podobał Wam się? Jesteście zaskoczeni 'wizytą' naszego kochanego JiMina?
Serdecznie zachęcam do zaobserwowania mnie na Wattpadzie, by móc w przyszłości (być może niedługiej) czytać moje prace, lub by po prostu ze mną popisać. 
Chyba, że wolicie po prostu czytać bloga.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

Obserwatorzy