Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VIXX. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VIXX. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Scenariusz #82 N Żywy...

4 komentarze:
Witam <3
Przybywam do was ze scenariuszem, który zamówiła moja Beautiful Killer. Ostatnio mam fazę na smutne prace, więc w najbliższym czasie spodziewajcie się takowych z Rap Monem oraz z Josuhą z Seventeen. Mam nadzieję, że już niedługo się pojawią na moim blogu.
Uwaga: Wystąpi duża ilość gifów, przy każdym scenariuszu je dodaje, ale tutaj będzie ich naprawdę sporo.
Nie przedłużając...
Zapraszam <3
~ ~  ~ ~
    Siedziałaś w swoim pokoju na parapecie. Słuchałaś spokojnej, smutnej melodii, która wydobywała się z twojego odtwarzacza. Od czasu do czasu stukałaś palcami o szybę o którą obijały się krople deszczu, który trwał już od kilku dni. Ubrana byłaś tylko w białą koszulę swojego ukochanego, z którym nie widziałaś się już od tygodnia. Oparłaś czoło o okno przymknęłaś zaszklone oczy, z których zaraz zaczęły spływać pojedyncze łzy.
Tak, wciąż żyję, więc przyjrzyj się uważnie
Nie zatracę się w żadnych ze swych snów
Tak, wciąż żyję, więc patrz na mnie uważnie
Zamknij swe oczy i poczuj mnie każdym swym zmysłem*
 Z każdym kolejnym słowem płakałaś coraz bardziej. Nie mogłaś tego powstrzymać to było zdecydowanie silniejsze od ciebie, więc po prostu schowałaś twarz w dłoniach płacząc tak głośno, że po chwili do pokoju wpadła twoja mama.
-___, spokojnie, nie płacz już - szepnęła, tuląc cię.
-Tak bardzo tęsknię - jęknęłaś, po czym zamknęłaś zaczerwienione oczy, by móc się powoli uspokoić.

   Późnym popołudniem wybrałaś się na spacer ze swoim psem, obowiązkowo zabrałaś ze sobą słuchawki przez które mogłaś słuchać swoich ulubionych piosenek. Ruszyłaś więc powoli w drogę chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Gdzie? Na placu zabaw, tam zawsze spotykałaś się ze swoim ukochanym, gdy uciekał na wagary, by móc się z tobą spotkać. 
Wasze miejsce było w sumie całkiem blisko twojego domu, więc droga przeważnie zajmowała ci pięć minut drogi. W końcu będąc na miejscu usiadłaś na jednej z huśtawek, schowałaś słuchawki do kieszeni wraz z komórką, a smycz swojego pieska przywiązałaś do barierki, żeby zwierze mogło sobie spokojnie chodzić po placu zabaw. Przymknęłaś oczy powoli się odpychając od ziemi, wiatr muskał delikatnie twoją skórę na twarzy, a ciemne chmury zakryły Słońce. W pewnym momencie poczułaś znajomy dotyk na swoich biodrach, zatrzymałaś huśtawkę, zerkając na wysokiego szatyna, który ubrany w czarną bluzę i spodnie, patrzył na ciebie z uśmiechem. Cmoknął cię lekko w policzek, po czym zajął miejsce obok ciebie na drugiej huśtawce.  
-Kochanie - zaczął z powagą.
image-Hm?
-Muszę coś ci powiedzieć - zaczął, lecz mu przerwałaś mówiąc.
-Nie bądź taki poważny, wyglądasz wtedy na takiego strasznego chłopka.
-To naprawdę poważna sprawa ___, zrozum - znów urwał, ponieważ w tej chwili zabrakło mu słów.
-Nie smuć się, cokolwiek cię męczy, minie - powiedziałaś cicho, po czym nachyliłaś się  w jego stronę, by ucałować go lekko w dolną wargę. N zawsze wiedział, że gdy dowiadywałaś się smutnych lub poważnych rzeczy od razu zamykałaś się w sobie. Chciał tego uniknąć, lecz z każdym dniem miał coraz mniej czasu, by powiedzieć ci to, co go martwiło i przerażało.
-Hakyeon - szepnęłaś widząc, że w kącikach jego ciemnych oczu pojawiły się łzy. Spojrzał na ciebie uśmiechając się smutno. Tylko raz w życiu widziałaś go w takim stanie, wtedy zamknął się w sobie, nic nie jadł i nie pił. 
-___ - również szepnął, po czym wstał na równe nogi, by zaraz uklęknąć przed tobą. Ujął twoje zimne i blade dłonie, po czym powiedział.
-___, kochasz mnie, prawda? Będziesz o mnie pamiętać jeśli pewnego dnia nie będę odpisywał i oddzwaniał? Będziesz nadal mnie kochała, tak jak teraz?
-Oczywiście oppa, dlaczego mówisz takie dziwne rzeczy? Chcesz się ze mną rozstać - zapytałaś przerażona faktem, że mogłabyś stracić kogoś takiego jak Hakyeon.
-Nie kochanie, nigdy w życiu bym cie nie opuścił - powiedział z lekkim uśmiechem - nie w taki sposób - dodał szeptem, po czym wstał.  Przez kilka sekund wpatrywał się w twoje oczy, jakby chciał ci telepatycznie przekazać, co miał na myśli mówiąc to. 

   Ubrana w czarną sukienkę i czarne trampki, przemierzałaś korytarz szpitala. Od pięciu miesięcy byłaś tam prawie codziennie po kilka godzin. Szłaś wolnym krokiem w stronę dobrze ci znanego pokoju, mijałaś co jakiś czas różnych lekarzy, pacjentów oraz odwiedzających, którzy przyszli spotkać się ze swoją bliską osobą, która przebywała w tym miejscu. 
  W końcu stanęłaś przed drzwiami, które prowadziły na salę numer osiemdziesiąt osiem. Poprawiłaś swoje ciemne włosy, po czym  nacisnęłaś klamkę od razu słysząc ciche skrzypienie wywołane otwarciem drzwi. Weszłaś do białego, czystego pomieszczenia, w którym znajdywała się bliska ci osoba. Spojrzałaś nie pewnie na białe łóżko, na którym leżał ktoś ci bliski.
-Cześć - szepnęłaś, zamykając za sobą drzwi, by nikt nie słuchał waszej rozmowy.

   W trudnych chwilach zawsze mogłaś liczyć na swojego ukochanego, który był dla ciebie niczym anioł i bohater w jednym. Zawsze spotykaliście się w swoim ulubionym miejscu, gdzie potrafiliście spędzić cały dzień. Wtedy czekałaś na niego pięć godzin, lecz twój N się nie zjawił. Nie napisał ani nie zadzwonił, od razu przypomniałaś sobie o jego słowach, dlatego szybkim krokiem skierowałaś się do jego domu.
  Po dwudziestu minutach znalazłaś się w jego domu, a dokładnie w kuchni.
-Jest Hakyeon? - zapytałaś zmęczona, gdy tylko zauważyłaś w kuchni jego mamę.
-Jest - powiedziała nie pewnie - źle się czuję, więc nie wiem, czy dobrym pomysłem byłoby go odwiedzać - dodała jeszcze ciszej. Patrzyłaś zaskoczona na jej bladą i zmartwioną twarz, jej oczy były czerwone co poinformowało cię o tym, że dopiero co przestała płakać.
-Naprawdę chcę się z nim zobaczyć. Martwię się - oznajmiłaś spokojnie, mimo że w środku serce waliło ci jak młotem, ponieważ bardzo się o niego bałaś.
-Dobrze - powiedziała po chwili zastanowienia - ale proszę... - urwała, zagryzając mocno wargę - nie ważne - dodała szybko, po czym odwróciła się tyłem do ciebie. Przez kilka sekund patrzyłaś na jej napięte ciało, po czym ruszyłaś do pokoju swojego ukochanego. Zapukałaś lekko do drzwi, po czym niepewnie weszłaś do środka, jakby obawiając się tego co mogłabyś tam zobaczyć.
   Od razu zobaczyłaś N, który leżał na łóżku z zamkniętymi oczami, na uszach miał słuchawki, a jego usta były lekko rozchylone. Po kilku sekundach usłyszałaś.
 Tak, wciąż żyję, więc przyjrzyj się uważnie
Nie zatracę się w żadnych ze swych snów
Tak, wciąż żyję, więc patrz na mnie uważnie
Zamknij swe oczy i poczuj mnie każdym swym zmysłem*
Patrzyłaś na niego w szoku, ponieważ nie wiedziałaś, że twój chłopak miał tak niesamowity głos. Chciałaś jeszcze go posłuchać, lecz ten usiadł powoli na łóżku jednocześnie otwierając oczy.
-____? - szepnął, patrząc na ciebie z zaskoczeniem.
-Oppa - również szepnęłaś, po czym podeszłaś do niego, tuląc go mocno do siebie tak, jakbyś go nie widziała kilka miesięcy lub lat - tak bardzo się martwiłam - wyszeptałaś, roniąc kilka łez - tak bardzo się martwiłam - dodałaś, po czym schowałaś twarz w zagłębienie jego szyi. Cha, westchnął tylko cicho mocno cię przy tym obejmując. Również schował twarz w zagłębieniu twojej szyi, zastanawiając się, czy to odpowiedni czas, by wyznać ci pewną rzecz. 

   Pewnego razu twoje życie uległo całkowitej zmianie. Twoje dotychczas piękne błękitne niebo, zmieniło kolor na czystą czerń. Uśmiechnięta twarz była smutna, a ciało szczuplejsze niż wcześniej. Dlaczego? 
   Siedziałaś na kanapie wraz z rodzicami, było już dość późno, lecz postanowiliście urządzić seans filmowy. Oglądaliście wspólnie horror co chwila się strasząc nawzajem. W pewnym momencie ktoś zaczął mocno walić do drzwi, przerażona spojrzałaś na ojca, który wstał z kanapy i skierował się ostrożnie w stronę drzwi. Nagle usłyszałaś.
-____! ____! Hakyeon trafił do szpitala! On umiera! - wrzasnął Ravi, wpadając do salonu. Był to kuzyn twojego ukochanego, więc i z nim często spędzałaś czas.
-Co?! - krzyknęłaś, podchodząc szybko do niego.
-Nie ma czasu na wyjaśnienia, musimy jechać - mruknął, po czym ujął twoją dłoń i biegiem skierował się do auta.
   Wpadłaś do szpitala takim pędem, że drzwiami uderzyłaś jedną z pielęgniarek. Mimo że ta kazała ci się zatrzymać i ją przeprosić, ani razu się nie obejrzałaś, by chociaż na nią zobaczyć. w tamtym momencie liczył się tylko N.
-Gdzie jest mój chłopak? Gdzie jest Cha Hakyeon? - powiedziałaś zdyszana.
-Pokój osiemdziesiąt osiem - odparła spokojnie. Wraz z Koreańczykiem ruszyłaś biegiem w stronę wyznaczonej wam sali, miałaś łzy w oczach, lecz starałaś się nie płakać. Nie teraz. 
   Na białym łóżku siedział zapłakany i blady szatyn. Chował twarz w dłoniach płacząc tak głośno i tak żałośnie jak jeszcze nigdy w życiu. Usiadłaś szybko obok niego, obejmując go czule.
image-Kochanie - szepnęłaś, próbując spojrzeć mu w oczy - jestem tutaj. Zaraz obok ciebie. Spójrz na mnie. Proszę. - dodałaś, odsłaniając jego napuchnięte od łez oczy.
Był blady, bardzo blady jego twarz był szczuplejsza niż wcześniej, a oczy napuchnięte i smutne.
-___ -jęknął, po czym schował twarz w zagłębieniu twojej szyi - ja umieram - dodał półgłosem, po czym objął cię tak mocno, jakby to miało pomóc mu przeżyć. 
-Nie prawda.To kłamstwo - oznajmiłaś, chcąc się przekonać, że jego słowa to po prostu czysty żart.
-Chciałbym - odparł, po czym sięgnął po kartę badań, by pokazać ci, że zachorował na białaczkę.

   Od tamtej pory byłaś przy nim dzień i noc. Już nawet nie nocowałaś swoim domu, tylko w jego pokoju będąc przy nim cały czas, gdyby źle się poczuł. Pomagałaś mu we wszystkim ponieważ ten stopniowo tracił siły, czasem ubranie się w zwykła piżamę było dla niego niemałym wyczynem. 
Zbliżyliście się do siebie jeszcze bardziej, wtedy ty przejęłaś jego rolę anioła i bohatera. Wtedy ty byłaś dla niego kimś takim.
image  Siedziałaś wraz z nim na balkonie obserwując gwiazdy, które były naprawdę piękne w tamtym momencie. Koreańczyk opierał głowę na twoim ramieniu natomiast ty jeździłaś dłonią po jego plecach.
-Kochanie - szepnął - co ja bym bez ciebie zrobił?Tak bardzo mnie dbasz.
-Kocham cię Hakyeon i będę o ciebie dbała już zawsze.
-Zawsze - zaśmiał się ponuro - nasze zawsze z każdą chwilą może się szybko skończyć - dodał, zerkając na ciebie.
-Nie mów tak.
-___, ale sama prawda i dobrze o tym wiesz.
-Gdzie się podział mój uśmiechnięty i optymistyczny oppa? - zapytałaś, odsuwając się od niego by móc spojrzeć na jego jeszcze bledszą twarz.
-Umarł, teraz czeka na tego pesymistycznego oppe - mruknął, po czym oparł się o ścianę. Wiedziałaś, że z jego psychiką było coraz gorzej. Momenty, w który cierpiał z powodu ogromnego bólu sprawiły, że zaczął mieć myśli samobójcze. Cha po prostu pragnął przestać cierpieć. 
   Z każdym dniem było coraz gorzej. Co drugi dzień lodowaliście na ostrym dyżurze, ponieważ N skarżył się na okropne bóle i co chwila mdlał z tego powodu. Jego umięśnione ciało zapadło się, robiąc z niego niedożywionego chłopaka. Włosy były słabsze i matowe, policzki również się zapadły przez co jeszcze bardziej było widać po nim jego chorobę. 
-___ - usłyszałaś zmęczony głos swojego chłopaka, który leżał na szpitalnym łóżko podpięty do kroplówki.
-Tak? 
-Kochasz mnie jeszcze?
-Zawsze będę oppa - uspokoiłaś go, ponieważ ten od kilku dni obawiał się, że stracił twoją miłość, mimo że tak naprawdę zyskał jej jeszcze więcej. 
-Wiesz, że nasze zawsze - urwał, ponieważ przerwałaś mu mówiąc.
-Nie mów tak. Będziesz zdrowy i nasze zawsze będzie wieczne -po tych słowach ułożyłaś się obok niego. N, położył swoją głowę na twojej klatce piersiowej, a dłonie złączył z twoimi. 
 W otaczającej mnie gęstej mgle
jestem niczym zagubione dziecko
Ogarnięty trwogą krzyczę z całych sił,
lecz mój głos do nikogo nie dociera
Wołają mnie pełne łez wspomnienia,
które skryłem na dnie swego serca
Te delikatne poczucie bliskości
powoli mnie opuszcza*
Wyszeptał, po czym zasnął zmęczony walką o przetrwanie tych kolejnych godzin. 
   Nikt nigdy nie jest gotowy na śmierć. Nie ważne czy jest to śmierć swoja, czy osoby bliskiej. To zawsze rani, nawet jeśli jesteśmy świadomi, że jest ona bliżej niż dalej. Tak było i w twoim przypadku.
   Obudziłaś się w nocy z dziwnym przeczuciem. Tego wieczoru Hakyeon poprosił cię byś wróciła do domu i przespała się wreszcie w wygodnym i miękkim łóżku. Protestowałaś, więc chłopak się złościł, co sprawiało, że miał ataki bólu. Dlatego też wróciłaś do domu, by chłopak mógł spokojnie spać. 
Zerknęłaś na zegarek, dochodziła trzecia rano. Jakieś dziwne przeczucie kazało ci wrócić do szpitala. Nie wiedziałaś dlaczego czułaś coś takiego, lecz nie chciałaś tego ignorować. Ubrałaś się, po czym wyszłaś z domu. 
   Po piętnastu minutach znalazłaś się na miejscu. Szłaś szybkim krokiem do sali, gdzie leżał twój chłopak. W momencie, gdy zauważyłaś go śpiącego, poczułaś ogromną ulgę, że to przeczucie było wynikiem twoich zmartwień. Nagle Cha się obudził, tak jakby wyczuł twoją obecność. 
-Księżniczko - wyszeptał z uśmiechem - co tu robisz?
-Martwiłam się - odparłaś z delikatnym uśmiechem, siadając tuz obok niego. Szaty położył głowę na twoich udach, po czym z uśmiechem powiedział.
-Wiesz na co mam ochotę?
-Na co? - zapytałaś lekko zaskoczona jego dobrym humorem.
-Na pocałunek. Na taki długi i namiętny pocałunek - zaśmiał się, wskazując palcem na swoje usta. Uśmiechnęłaś się do niego czule, po czym nachyliłaś się złączając wasze  usta. Po krótkiej chwili oderwałaś się od niego, widząc, że miał zamknięte oczy i ogromny uśmiech na twarzy. W pewnym momencie do twych uszu dobiegł okropny pisk spowodowany nagłym zatrzymaniem się serca N. Spanikowana spojrzałaś na wciąż uśmiechniętego chłopaka, który miał zamknięte oczy.
-Hakyeon?! Oppa! Oppa! - krzyczałaś przez łzy. Do sali wpadli lekarze i pielęgniarki, zabrali cię na korytarz, a drzwi zamknęli przed nosem. Patrzyłaś przez  małe okienko jak ratują twojego ukochanego, który naprawdę długo walczył o życie, lecz po półgodzinie pisk nie ustawał, a zmęczeni i bladzi lekarze wyszli z sali. Jeden z nich spojrzał na ciebie po czym powiedział tylko dwa słowa.
-Przykro mi.

  Pięć dni później stałaś na cmentarzu, gdzie odbywał się pogrzeb Hakyeona. Stałaś na samym końcu grupy, ponieważ nie mogłaś patrzeć na trumnę ze swoim ukochanym. Gdy ją zamknęli, a ty na zawsze straciłaś możliwość patrzenia na N, szepnęłaś z delikatnym uśmiechem i łzami w oczach. 
Spójrzcie na mnie,
a pokażę wam, na co mnie stać
Tak, żyję, wciąż oddycham,
wkrótce narodzę się na nowo*
Po tych słowach uroniłaś słone łzy, ściskając w ręce zdjęcie twoje i twojego chłopaka, gdy byliście razem na placu zabaw.

I co sądzicie o scenariuszu? 
Podobał wam się? 
Mam nadzieję, że tak.
Pisałam go równe trzy godziny....omo....
* VIXX - Alive
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

 

 

piątek, 25 listopada 2016

Scenariusz #77 N Może w czymś ci pomóc?

3 komentarze:
Witam <3
Przybywam do was ze scenariuszem, który zamówiła moja urocza Beautiful Killer.
Mam nadzieję, że praca przypadnie wam do gustu i będzie się ją wam miło czytało.
Nie przedłużając...
Zapraszam <3
~ ~ ~
   Skończyłaś ostatnią lekcję w tej cholernie ponurej szkole. Zmęczona do granic możliwości, wściekła i bezsilna w jednym, chowałaś do torby swoje zeszyty. Miałaś ogromną ochotę uciec z Seulu i wrócić do Polski.
-____? - usłyszałaś kobiecy trochę piskliwy głos nauczycielki.
-Słucham?
-Dlaczego nie chcesz przyjąć mojej pomocy? Nie radzisz sobie z koreańskim. Rozumiem, że minął miesiąc od twojego przybycia do naszego kraju, ale to nie znaczy, że masz ignorować moje prośby.
-Staram się, naprawdę, ale - urwałaś, ponieważ kobieta znów ci przerwała.
-Najlepiej będzie jeśli poprosisz kogoś o pomoc, albo zmienisz szkołę. - po tych słowach nauczycielka, usiadła za biurkiem i już na ciebie nie patrząc, otworzyła dziennik. Zagryzłaś mocno dolną wargę, czując ogromną złość. Gdy tylko opuściłaś salę lekcyjną syknęłaś.
-Stare pruchno.
   Rzuciłaś plecak pod jedną ze ścian i wskoczyłaś na łóżko. Ze smutkiem wpatrywałaś się w sufit wciąż przypominając sobie słowa pani Han. Próbowałaś się uczyć koreańskiego na różne sposoby, lecz alfabet, gramatyka, aish to było dla ciebie takie trudne.
-____? Dlaczego nie idziesz na obiad? - zapytała cicho twoja mama, siadając na łóżku tuż obok ciebie.
-Nie mam ochoty jeść przez jedną starą jędzę, która nie daje mi spokoju z koreańskim - warknęłaś.
-Spokojnie, dasz radę, ale jeśli chcesz to mogę poszukać korepetytora.
-Nie dzięki, już naprawdę mi pomogłaś z przeprowadzką - oznajmiłaś ze złością, po czym odwróciłaś się od kobiety.
-Wiesz, że nie miałam wyboru ___. Była praca to skorzystałam, nie możesz mnie winić przez to całe życie - oznajmiła ze złością - z czasem zrozumiesz, że to było lepsze wyjście - dodała, po czym opuściła twój pokój.
-Jasne, jak zawsze - mruknęłaś, chowając się pod koc.

    Sobotni ranek zapowiadał się naprawdę ciężko, postanowiłaś pójść do pobliskiej biblioteki żeby poduczyć się trochę koreańskiego. Nie chciałaś, by twoja mama wydawała pieniądze na jakiegoś typka, wolałaś sama wszystko załatwić.
    Po porannych czynnościach, ubrałaś się w dość ciepłe ubrania, po czym zeszłaś na dół by zjeść śniadanie. Od razu po wejściu do kuchni skierowałaś się do lodówki, zabrałaś z niej kilka rzeczy, po czym przystąpiłaś do robienia sobie kanapek.
-Masz na dziś jakieś plany? - dobiegł cię lekko zachrypnięty głos rodzicielki.
-Tak. Dlaczego pytasz?
-Miałam jechać zaraz po śniadaniu na miasto, myślałam, że może chciałabyś się ze mną wybrać.
-Nie mam jak. Muszę pouczyć się koreańskiego - mruknęłaś zła, po czym już bez słowa usiadłaś przy stole.
    Myślałaś, że łatwo przyjdzie ci się nauczyć tego cholernie trudnego języka, lecz ku twojemu rozczarowaniu tak nie było. Mimo że nie raz uczyłaś się po kilka godzin, wciąż znajdywało się coś z czym miałaś problem. Może faktycznie byłoby lepiej, gdybyś zmieniła szkołę? Ale w sumie co by to dało? I tak musiałabyś tam mówić koreańsku.
http://67.media.tumblr.com/e667780dfc65d86cef8ca51a86600879/tumblr_inline_nc6ca8n16D1smwmll.gif  Westchnęłaś cicho, chowając twarz w dłoniach. Siedziałaś w bibliotece już trzy godziny i wciąż nie rozumiałaś kilku pojęć i słów. Z każdą minutą twoja irytacja rosła coraz bardziej, co kilka sekund powstrzymywałaś się od tego, by nie rzucić książkami w jakąś osobę.
W pewnym momencie twój wzrok zatrzymał się na pewnym chłopaku, który również jak ty, siedział przed książkami. Pewnie nie przejęłabyś się nim, gdyby nie fakt, że cały czas na ciebie patrzył. Nie wiedziałaś za bardzo o co chodzi, więc zakłopotana tym faktem spojrzałaś na zeszyty, w których pisałaś koreańskie "ślaczki".
-Może w czymś ci pomóc? - dobiegł cię dość niski męski głos. Zaskoczona spojrzałaś na osobę, która to powiedziała. Jak się okazało, był to ten sam chłopak, które kilka sekund temu się na ciebie patrzył.
-Poradzę.... sobie - odparłaś cicho, nie wiedząc, czy na pewno użyłaś odpowiednich słów. W momencie, gdy chłopak usłyszał twój akcent zrozumiał, że miałaś problemy z jego ojczystym językiem.
-Mogę ci pomóc w koreańskim - odparł lekko zmieszany. Koreańczyk mówił dość dobrze po angielsku, wiec spokojnie mogłaś go zrozumieć nawet jeśli miał specyficzny akcent.
-Nawet się nie znamy.
-To co? Lubię pomagać, po za tym, od kilku godzin cięgle na ciebie patrze i widzę, że sobie nie radzisz.
-Naprawdę?- po słowach chłopaka zaczerwieniłaś się dość mocno, przez co chłopak sam się zakłopotał - jeśli mogę liczyć na twoją pomoc, to skorzystam - dodałaś, robiąc mu miejsce obok siebie. Szatyn  tylko przytaknął, po czym zajął miejsce. Przez kilka pierwszych minut byliście naprawdę spięci, lecz z każdym kolejnym słowem robiliście się bardziej rozluźnieni.
-Och, przecież się nawet nie przedstawiłem - zaśmiał się cicho - jestem Cha Hakyeon, a ty?
-____. Miło mi cię poznać.
-Przyjemność po mojej stronie. Nie mam za bardzo możliwości rozmawiania z kimś po angielsku, zwłaszcza z osobą, która nie jest z Korei.
-W takim razie, ja nauczę cię angielskiego, a ty mnie koreańskiego. Może być?
-Jak najbardziej - odparł z uśmiechem.
   Mimo że wasze spotkanie było całkowitym zbiegiem okoliczności i tak właściwie wywołane przez Koreańczyka, że z trudem mogłaś opanować uśmiech. Mimo że cię nie znał, pierwszy raz w życiu widział, postanowił ci pomóc. To  było naprawdę miłe z jego strony, zwłaszcza że robił to zupełnie bezinteresownie, chociaż... czy aby na pewno?
  W obecności Hakyeona czułaś się naprawdę dobrze. Właściwie nigdy nie czułaś czegoś takiego przy kimś. Oczywiście nie mowa tu od razu o miłości, lecz raczej o zaufaniu i o trosce. Chłopak otaczał cię taką aurą, że miałaś wrażenie, jakby mógł dla ciebie zrobić naprawdę wiele rzeczy. To było naprawdę wyjątkowe i mało spotykane uczucie przy osobach, których tak właściwie się nie znało.
-Czyli już wiesz co to są dyftongi i podwojenia, prawda? - zapytał, zamykając książkę do gramatyki.
-Tak, to wcale nie jest takie trudne jeśli ktoś potrafi coś wytłumaczyć - zaśmiałaś się cicho - naprawdę dziękuję, uratowałeś mi życie tym - dodałaś, uśmiechając się do niego szczerze.
-Och, nie ma za co ____. Jeśli miałabyś kiedyś jakiś problem, zawsze możesz mnie tutaj znaleźć.
-Pracujesz tutaj?
-Nie, nie. Uczę się tu, ponieważ w akademiku jest za głośno.
-Chodzisz na studia? - zapytałaś zaskoczona, kompletnie nie spodziewałaś się, że chłopak mógłby już chodzić na studia.
-Tak. Będę uczył w szkole koreańskiego i angielskiego - zaśmiał się, widząc zaskoczenie na twojej buzi - co prawda do zakończenia studiów zostało mi dwa lata, ale to raczej szybko minie - dodał, wstając od stołu.
-Tak, na pewno. Jeszcze raz dziękuję.- po tych słowach spakowałaś się, po czym wyszłaś z budynku. Wciąż nie mogłaś wyjść z podziwu, że był od ciebie tyle starszy.
-Przecież wyglądał na dwadzieścia lat, a nie na dwadzieścia sześć - odparłaś czując coraz większe zaskoczenie.

    W niedzielę wieczorem spacerowałaś po mieście, słuchając muzyki i wspominając chłopaka z biblioteki. Polubiłaś go, mimo że spędziliście ze sobą tylko kilka godzin. W sumie to wystarczyło byście się polubili.
W pewnym momencie zauważyłaś jakąś postać. Stanęłaś zaskoczona na środku chodnika, patrząc na osobę, która biegła naprawdę szybko. Jedynie co mogłaś dostrzec to to, że było to na pewno wysoki chłopak, lecz nie miałaś pojęcia kto to mógłby być. Już miałaś ruszyć w drogę, lecz znów zauważyłaś, że nieznajomy wbiega do jakiegoś wysokiego budynku, który raczej wyglądał na mało odwiedzany. Zaciekawiona tym wszystkim, postanowiłaś tam się przejść.
Już od razu po wejściu do budynku, usłyszałaś głośną muzykę, która dudniła w sali na końcu lekko oświetlonego korytarza. Nie przejmując się tym, kogo mogłaś tam spotkać, postanowiłaś tam pójść, żeby chociaż trochę zaspokoić swoją ciekawość.
Gdy tylko stanęłaś przed dużymi szklanymi drzwiami zauważyłaś dość dużą grupę osób, która tańczyła w rytm granej muzyki.
https://lh3.googleusercontent.com/-UJaCyEaDwjE/WDiNTzXw-HI/AAAAAAAABp0/CrcUGQvEcXQxr9yb_ef_aF0qUUMBfjc2QCL0B/h180/tumblr_mx73ksGW5S1re68qao5_250.gif-Dyskoteka w takim budynku? - szepnęłaś przyglądając się wszystkim. Dopiero po kilku sekundach zauważyłaś, jak na środek sali wchodzi postać, którą widziałaś. Wszyscy zebrani zrobili jej miejsce, a muzyka zmieniła się na trochę wolniejszą. Od razu rozpoznałaś w nim chłopaka z biblioteki. Otworzyłaś szeroko buzię nie mogąc uwierzyć, że można tak tańczyć. Każdy go podziwiał i patrzył na niego z ogromną fascynacją, mimo że sama nie tańczyłaś, czułaś, że chłopak wkładał w to całe swoje serce.
   Byłaś tak w niego zapatrzona, że nawet nie zorientowałaś się obecnością jednego z chłopaków.
-Szukasz kogoś? - dobiegł cię niski głos. Zaskoczona spojrzałaś na osobę, która to powiedziała. Tuż przed tobą stał dość wysoki Koreańczyk o czarnych włosach i ciemnych oczach. Patrzył na ciebie z taką powagą, że miałaś wrażenie jakby zaraz miał cię zaatakować.
-Ym..  nie. Ja tylko...tak przechodziłaś. Już sobie idę.
-Przyszłaś do Hakyeona?
-C-co? Nie.
-Jesteś ___, prawda?
-Tak, skąd mnie znasz?
-Mój kumpel coś o tobie mówił - zaczął, zerkając na chłopaka, który ukłonił się i z uśmiechem ruszył w waszą stronę.
-Och... to fajnie. Przepraszam, ale muszę już iść. Jest późno.
-Nie zaczekasz na niego?
-Przepraszam, ale naprawdę się śpieszę - odparłaś, po czym biegiem skierowałaś się w stronę wyjścia. Gdy stanęłaś na chodniku usłyszałaś chłopaka, którego poznałaś w bibliotece.
-Aish... zgubiłem ją - dobiegł cie jego zachrypnięty głos, gdy wyszedł na chodnik. Ty natomiast byłaś już dość daleko od tego miejsca, by móc usłyszeć jego słowa.

    Tuż pod koniec lekcji koreańskiego zostałaś pochwalona przez nauczycielkę za duże postępy w nauce. Zadowolona tym faktem, wyszłaś z klasy żeby schować książki i móc wrócić do domu.
Gdy zrobiłaś to co miałaś zrobić, wyszłaś z budynku, od razu zauważyłaś chłopaka, który stał pod jednym z drzew i czekał na kogoś. Gdy tylko podeszłaś bliżej, rozpoznałaś w nim Hakyeona.
-Cześć ___ - przywitał się z uśmiechem od razu do ciebie podchodząc.
-Hej, co tu robisz?
-Przyszedłem sprawdzić jak twoja lekcja koreańskiego i zaprosić cię na kawę - zaśmiał się, rumieniąc przy tym lekko.
-Skąd wiedziałeś, gdzie chodzę do szkoły?
-Mam swoje sposoby. To co, idziemy?
-Przecież nawet się nie znamy i - urwałaś, ponieważ ci przerwał mówiąc.
-Dlatego właśnie idziemy na kawę. Chcę z tobą porozmawiać i poznać cię - po tych słowach uśmiechnął się delikatnie chwytając cie za rękę.
    Siedziałaś z chłopakiem drugą godzinę w kawiarni i wcale nie zapowiadało się na to, by miało się to zmienić. Rozmawiało wam się naprawdę dobrze nawet jeśli była między wami różnica wiekowa i językowa. Chłopak radził sobie całkiem nieźle po angielsku, więc praktycznie od razu rozumiałaś co do ciebie mówił.
-Dziękuję, że mi pomogłeś w nauce. Dzięki tobie dostałam dziś dwie pozytywne oceny.
-Naprawdę? To świetnie ___, w ramach tego postawię ci coś słodkiego - zaśmiał się, po czym nie czekając na twoją odpowiedź, podszedł do lady przy której stała jedna z kelnerek. Nie mogłaś oderwać od niego wzroku. Był inny. Mając na myśli inny, nie chodzi tu o dziwne zachowanie, wręcz przeciwnie. Był jak anioł. Kompletnie inny niż chłopcy, których miałaś okazję poznać.
-Mam nadzieję, że lubisz ciasto czekoladowe - odezwał się, siadając znów na wprost ciebie.
-Tak. Naprawdę nie musiałeś.
https://67.media.tumblr.com/4b0ae93695a7740fda114df34c60d512/tumblr_mzyrwrdg1W1t1ic1ao1_500.gif-Lubię cię, więc chciałem ci zrobić prezent - oznajmił lekko zawstydzony.
W momencie, gdy podszedł do was kelner, zauważyłaś, że wyraz twarzy kolegi całkowicie się zmienił.
-Proszę, to dla pani. Życzę smacznego - powiedział chłopak z uśmiechem, po czym puszczając ci oczko, wrócił do koleżanek z pracy.
Hakyeon, zrobił się nagle cichy i ponury. Patrzył na kelnera, który był wyraźnie tobą zainteresowany, co sprawiło, że chłopak stracił humor.
-Stało sie coś?
-C-co? Ach... nie. Nie, spokojnie - zaśmiał się, znów przenosząc wzrok na chłopaka.
-Dlaczego mordujesz wzrokiem tego kelnera? - gdy tylko szatyn, usłyszał twoje słowa, spalił buraka, spuszczając przy tym wzrok na stół.
-Nie, ja tylko.... Ponoć byłaś wczoraj w naszej pracowni - zmienił szybko temat, by uniknąć wpadki.
-Kto ci powiedział?
-Leo. Poznałaś go wczoraj wieczorem. Dlaczego tak szybko wróciłaś do domu, myślałem, że pogadamy.
-Śpieszyłam się - skłamałaś -  masz ogromny talent do tańca. Dlaczego nie chodzisz na jakieś kursy lub do szkoły tanecznej?
-Swoją pasję do tańca odkryłem całkiem niedawno. Już miałem wybrany kierunek studiów, więc nie chciałem go zmieniać. Poza tym, gdzie mógłbym znaleźć pracę jako tancerz?
-Na pewno w filmie o tańcu, albo mógłbyś występować w teledyskach. Jesteś przystojny, więc na pewno by cię przyjęli - oznajmiłaś z delikatnym rumieńcem.
-Dziękuję ____, jesteś naprawdę urocza - szepnął, po czym upił duży łyk kawy.

   Nim się zorientowałaś ty i Cha, byliście ze sobą naprawdę blisko. Gdy tylko chłopak kończył wcześniej wykłady, przychodził po ciebie i zabierał cię w różne miejsca. Staliście się przyjaciółmi, naprawdę bliskimi. Mogłaś mu ufać, a on tobie. Wreszcie nie czułaś sie zagubiona w Seulu, wystarczył tylko jeden chłopak, by cały stres i gniew związany z przeprowadzką i szkołą minął.
Często bywało tak, że Hakyeon, przychodził do twojej szkoły na kilka lekcji żeby móc zorientować się jak będzie wyglądał jego przyszły zawód. Gdy tylko mieliście wspólne lekcje, byliście naprawdę zadowoleni. Nie przeszkadzał wam fakt, że każdy na was dziwnie patrzył. Byliście już w sumie do tego przyzwyczajeni.
http://i1.wp.com/kpopbreak.files.wordpress.com/2014/05/vixx-eternity-3.gif    -Wstawaj śpiochu - usłyszałaś cichy głos swojego przyjaciela - jest jedenasta, mieliśmy iść razem na próbę - dodał, siadając na twoim łóżku.
-C-co tu robisz? - szepnęłaś zaspana -jak wszedłeś do domu.
-Twoja mama mnie wpuściła - zaśmiał się uroczo - chyba myśli, że jesteśmy razem.
-Ugh, nie przejmuj się. Ona zawsze tak ma. - po tych słowach, usiadałaś na łóżku. Szatyn, podał ci kubek z ciepłą herbatą, żeby ta rozgrzała cię tuż przed wyjściem na chłodną i deszczową pogodę.
-O czym śniłaś?
-Nie pamiętam. Nigdy nie pamiętam swoich snów.
-Och, na pewno śniłaś o mnie, tylko boisz się przyznać - odparł rozbawiony przez co dostał od ciebie - hej, nie bij swojego oppy - zaśmiał się, odkładając kubek na półkę nocną.
-Muszę, bo ma czasem naprawdę durne myśli - odparłaś radosna przez co od razu szatyn, zaczął cię łaskotać. Dopiero po kilku minutach położyliście się zmęczeni i rozbawieni na łóżku. Patrzyliście na siebie z uśmiechem, nie mogąc oderwać od siebie wzroku. Między wami coś było i doskonale zdawaliście sobie z tego sprawę.
-To co - zaczęłaś zakłopotana - daj mi piętnaście minut i będę gotowa - dodałaś, po czym szybko poszłaś do łazienki.
    Po kilkunastu minutach już byliście w drodze do sali, gdzie często tańczył N.
Będąc na miejscu przeżyłaś delikatny szok, ponieważ nikogo tam nie było. Zawsze, gdy tam przychodziłaś, roiło się od znajomych N,a wtedy? Pustki.
-Dlaczego nikogo nie ma?
-Poprosiłem ich, żeby dziś dali nam salę na wyłączność.
-Co?
 -Będziemy tańczyć ____.
-Ale ja nie potrafię.
-Nauczę cię - odparł, po czym włączył odtwarzać. Podszedł do ciebie, delikatnie i nieśmiało cię objął, po czym zaczął z tobą tańczyć. Najpierw nie szło ci to za dobrze, więc deptałaś go po stopach, lecz mimo to on i tak był uśmiechnięty, kompletnie się tym nie przejmował tylko cały czas prowadził cię w tańcu.
Czułaś się przy nim naprawdę wyjątkowo. Podobał ci się, nawet jeśli był sporo starszy. Wiedziałaś, że on traktował cie tylko jako przyjaciółkę, więc nawet nie myślałaś o tym, że będziesz jego dziewczyną.
-Świetnie ci idzie. Coraz lepiej - szepnął z dumą w głosie. Obdarzyłaś go tylko szczerym uśmiechem, po czym wtuliłaś się w niego. Zamykając oczy i będąc w jego objęciach kompletnie odlatywałaś. Hakyeon był tym typem chłopaka, że przy nim można było być sobą i nie przejmować się tym, co mógłby pomyśleć. był miły i bardzo wstydliwy, lecz bywały takie momenty kiedy się zmieniał i stawał się odważniejszy. Takim momentem był między innymi taniec.
-___? - szepnął, nachylając się bardziej w twoją stronę.
-Hm?
-Co byś zrobiła, gdybym powiedział, że cię kocham?
-Co?! - krzyknęłaś od razu się od niego odsuwając.
-Po prostu chcę wiedzieć co byś zrobiła, gdybyś też mnie kochała.
- Ja - zaczęłaś niepewnie - byłabym pewne w szoku, a potem gdyby to do mnie dotarło to chyba.... ucieszyłabym się.
-Naprawdę? - zapytał z delikatnym uśmiechem.
-Raczej tak. - po tych słowach N, podszedł do ciebie i objął cię czule. Wtuliłaś się w niego czując znów to przyjemne ciepło, które od niego biło.
-____?
-Tak?
-Kocham cię - powiedział cicho, lecz pewnie.
-Oppa, czy ty właśnie sprawdzasz znów moją reakcję? - zapytałaś z uśmiechem.
-Nie. Mówię to co czuję, znam twoją reakcje - zaśmiałby się, patrząc na ciebie z czerwonymi policzkami - ja naprawdę cię kocham ___.
-O-oppa. Ja - urwałabyś, ponieważ w tym samym momencie N, ucałowałby cię delikatnie widząc wahanie w twoich oczach.
-Naprawdę, bardzo mocno kocham - znów szepnął, po czym nic już więcej nie mówiąc, wtulił się w ciebie.
-To  jest nas dwoje - zaśmiałabyś się, widząc ogromną radość na twarzy szatyna po twoich słowach.

 http://mimgnews2.naver.net/image/076/2016/04/18/2016041901001400100100562_99_20160418102304.jpg 
Podobał wam się scenariusz?
Mam nadzieję, że tak. 
Jutro postaram się dodać kolejne wasze
zamówienia. 
Dobranoc Słoneczko <3
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

Obserwatorzy