Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TKC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TKC. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 kwietnia 2019

Who Are You // BONUS

6 komentarzy:
Cześć
   Pojawiam się kolejny raz, lecz tym razem z czymś innym. Z czymś wyjątkowym i mam nadzieję, że to co przeczytasz Słoneczko sprawi, że spojrzysz na to opowiadanie z zupełnie innej strony. Jedno ze Słoneczek prosiło mnie o dodatek do TKC, więc po długim zastanowieniu i ubieraniu weny w całość jak i pomysłów, przybywam do Ciebie. Miałam tyle planów na ten dodatek, tak różne jego wersje zupełnie odbiegające od siebie, że postanowiłam je wszystkie skreślić i poszukać pomysłu gdzieś indziej. I ten pomysł poddała mi w sumie Delfinkek Dahwa, przypominając mi o czymś i tym samym zmieniając mi zupełnie plany. Za co bardzo dziękuję, naprawdę! Moim głównym celem w tym dodatku jest umocnienie głównego konceptu w TKC zamiast w Alienie jak miało to być pierwotnie. Kilka razy przewijało się to między zdaniami bohaterów, wydarzeniami, lecz nie wiem, czy ktoś to wychwycił nawet jeśli nie, to nic, jakoś sobie poradzimy tutaj, spokojnie.
   Wiem, że może początek jest teraz długi i chaotyczny, ale chcę zmienić coś w tym blogu co już pewnie zostało zauważone, przynajmniej mam takową nadzieję. Z każdym dniem mam wrażenie, że dorastam bardziej niż wcześniej i staram się, by w przyszłości zaowocowało to lepszymi postami, które będą posiadały większy zasób słów, by opisy były lepsze i bardziej szczegółowe, a bohaterowie bardziej różni od tych na samym początku. Jednak teraz ...
    Ostrzeżenia: Możliwe, że będzie nieco chaotycznie, ale postaram się, by można było się w tym całym chaosie odnaleźć.
Nie przedłużając...
    Zapraszam Słoneczko
~ ~  ~

│Kim jesteś // Dodatek do TKC丨


Gdyby koszmar kończył się za każdym razem, gdy tylko otworzę oczy, to na pewno nigdy bym ich nie zamykała


   Drobne dłonie Polki powoli sunęły po nagiej i zimnej skórze jej ukochanego, sporych rozmiarów blizny, kilka zagłębień po odniesionych ranach, a mimo to w jej oczach wciąż był idealny. Ciemne oczy pełne miłości, lecz także strachu i przemęczenia. Delikatne, lecz zimne usta. Policzki szczupłe, ukazujące nieco kości policzkowe, lecz prócz nich również kilka głębszych blizn. Całe ciało od głowy aż po stopy miał pokryte znakami przeszłości, ukryte pod ciemnymi, dopasowanymi ubraniami, lecz gdy tylko je zdejmował jego pewność siebie ulatywała niemal od razu. Lecz mimo tego wszystkiego wciąż był dla niej idealny, jedyny w swoim rodzaju. Mężczyzna, który pokochał ją kilkanaście lat temu, będący jej ukochanym mężem, a być może w przyszłości ojcem dzieci. Ktoś, kto sprawiał, że czuła się jak najważniejsza kobieta na świecie, chroniona i kochana, będąca całym jego światem, lecz z dnia na dzień oddalająca się od niego. 
   -Moja kochana królowa. - westchnął zmęczony i obolały, kładąc głowę na jej klatkę piersiową i ujmując jej lewą dłoń. - Jestem tak bardzo zmęczony. - dodał ciszej, wtulając się w nią jeszcze mocniej.
  -Przyniosę ci ciepłe mleko i ciastko, hm? - ucałowała jego bujne i poplątane włosy, które nieco przydługawe opadały na jego policzki i czoło.
  -Chcę ciebie, twojej miłości i czułości. - odparł w jej umyśle, siląc się na to, by brzmieć spokojnie, lecz doskonale obydwoje wiedzieli, że taki nie był. - Nie zostawisz mnie, prawda? Będziesz moja na zawsze?
   -Kochanie jestem twoja od trzech lat. - zaśmiała się cicho, lecz spoważniała momentalnie, widząc jego przymglone, ciemne oczy. - Zawsze będę u twego boku, nieważnie gdzie będziesz. - na te słowa mężczyzna uśmiechnął się smutno i przymknął oczy, wydając przy tym głośny i ochrypły pomruk zmęczenia. W ich świecie czas płynął zupełnie inaczej, szybko, dużo szybciej niż tam na dole, u ludzi. Tutaj jeden rok był tygodniem na Ziemi.
   -Kocham cię. - oznajmił przez sen Koreańczyk, obejmując pod nocną koszulą swoją ukochaną Somin i mimo że ich miłość była jak najbardziej szczera, to z każdym dniem odsuwali się od siebie z jednego, ważnego powodu.


    -Kochanie, zobacz to spadająca gwiazda! - pisnęła radosna dziewczyna, pokazując swojemu ukochanemu płonącą gwiazdę, która spadała coraz to szybciej w stronę ziemi.
   -Ta. - urwał, by niemal momentalnie wstać na równe nogi pociągając za sobą swoją ukochaną. - Kochanie, to nie gwiazda.. To Meteoryt! - wrzasnął przerażony zaczynając uciekać w stronę lasu, by znaleźć w nim miejsce na schron, lecz w momencie, gdy ich dłonie się zetknęły, ogromny kamień pędzący w ich stronę uderzył mocno w ziemię, zabijając i ich, i okoliczne zwierzęta.
    A tuż za nim, zaczęły spadać kolejne, większe i mniejsze, silniejsze i słabsze, lecz ich nagłe pojawienie się w licznych "stadach" oznaczało jedno. 
Świat Stwórców przestał istnieć, a kamienie spadające na Ziemię były jego pozostałością...

   Do katastrofy u Hybryd doszło w momencie, gdy zaginął ich jedyny król, pozostawiając po sobie tylko i wyłącznie koronę wysadzaną najdroższymi kamieniami. Chaos i panika, tylko tak można było nazwać w tamtym momencie zachowanie dużej grupy ras z różnych światów. Z racji tego, że TaeHyung był królem nie tylko Hybryd, lecz także wszystkich Ras w Galaktyce to duża ich część zaczęła po prostu panikować, zwłaszcza, że od dawna były problemy ze Światem Wampirów. 
   Dni i miesiące mijały, a brak władcy dawał się wszystkim we znaki, gdyż zaczął panować ogólny chaos, liczne niebezpieczne zachowania zaczęły być niemal codziennością w całej Galaktyce, a Wampiry zaczęły powoli dobierać się do korony Stwórców. Całej tej sytuacji starała się zapobiec Somin, która wepchnięta w wir niebezpiecznych zdarzeń sama stała się celem ataku. Pierwotnie miała zostać zlikwidowana cicho, lecz ostatecznie stała się głośnym celem Krwiopijców, którzy nie hamowali się przed żadnym czynem, ukazując swoją prawdziwą, okropną naturę. 
   W końcu do Świata Stwórców zostało sprowadzone ciało samego ich króla, który zginął od złotego sztyletu, który miał tylko i wyłącznie jednego właściciela, którego świat nie widział na oczy jakieś... Sześć lat.
   -Oppa! - krzyknęła zapłakana Polka, wtulając się w zimne, martwe ciało swojego męża. - Oppa, wstawaj, potrzebuję cię! - dukała przez ataki paniki, które zaczęła miewać od razu po zaginięciu ukochanego. 
   -Somin, proszę. - usłyszała za sobą poważny głos matki Kima. - Pozwól pochować mi syna. 
   -Nie!  On żyje! Musi! - krzyczała zapłakana, szarpiąc mocno ubraniami młodego władcy, jakby ten czyn miał go jakoś magicznie wybudzić. Lecz ostatecznie chłopak nie otworzył oczu, jego serce nie poruszyło się ani na milimetr, jego życie zakończyło się szybko i niemal bezboleśnie,  zakończone przez Wampira. Tego samego, którego udało mu się na kilka lat, zamknąć w kamieniu.

   Tuż po pochówku jak na jakiś sygnał, do Hybryd masowo zaczęły wkraczać Wampiry, chcące przejąc władzę. Jeśli nie dobrowolnie to siłą! - krzyczeli chórem, patrząc kolejno na każdego Stwórcę, którego mijali. To nie było tak, że najsilniejsza rasa w Galaktyce nie robiła nic, by się ochronić, bronili się długo i wiernie, lecz gdy pozostała ich tylko garstka zrozumieli, że najlepszym sposobem było się poddać. Po śmierci TaeHyunga nie było prawowitego władcy, jego matka zrzekła się praw do rządzenia światem tym samym zamykając sobie drogę na ponowne wejście na tron królewski, nawet jeśli wciąż była królową. Tak, królową bez władzy. A Somin będąca pół Człowiekiem - pół Stwórczynią również nie miała większych szans na objęcie władzy, ponieważ pogrążona w żałobie nie była w stanie chronić domu swego zmarłego męża. 
   Ostatecznie władzę w Galaktyce przejęły Wampiry, które powoli i skutecznie doprowadzały do całkowitego zniszczenia Świata Hybryd czego skutkami były liczne tsunami i spadające meteoryty na Ziemi. Polka została wygnana ze swojego starego domu i ostatecznie musiała wrócić do swojego ludzkiego domu, gdzie musiała zacząć się na nowo uczyć żyć. Już nie tylko po stracie męża, lecz także z milionami wspomnień z ostatnich, kilkunastu lat. Nie było łatwo, ba, było cholernie ciężko jednak dziewczyna starała się na tyle ile mogła, ostatecznie na nowo stając się Somin z Daegu.
   Z czasem z jej psychiką stało się na tyle źle, że została zamknięta w szpitalu psychiatrycznym, gdzie została poddana leczeniu głębokiej depresji i stresu pourazowego. Jej lekarzem prowadzącym był nie kto inny jak Jeon, ten sam mężczyzna, który wyzwolił się z kamiennej pułapki i ostatecznie doprowadził do zawalenia jej dotychczasowego życia co właśnie skutkowało jej pobytem w tej placówce. Z racji tego, że z dziewczyną po przyjęciu do szpitala było na tyle źle, to spokojnie mógł użyć na niej swojej mocy tak jak na samym początku. Wymazał jej pamięć tym samym lecząc ją z tych wszystkich psychicznych i emocjonalnych chorób, które nią targały przez ostatnie dwa lata. Polka nie pamiętająca nic ze swojego poprzedniego życia wyszła z placówki, chcąc zacząć na nowo żyć u boku kochającego mężczyzny, którym był JungKook...
    I chociaż to wszystko wydawało się być zawiłe, przemyślane i dziejące się szybko, miało w sobie konkretny cel, który został osiągnięty, ponieważ już po roku Somin z Daegu, stała się Somin Jeon.

    Jednak tym razem nie miał jej kto uratować ze szklanej pułapki, do której kolejny raz wpadła. Kim nie żył, nie mógł tym samym uratować swojej byłej żony przez podjęciem tak szybkiej i w sumie nie indywidualnej decyzji jaką było wzięcie ślubu z największym kłamcą jakiego Ziemia nosiła. Lecz pasmo życia ludzkiego było i będzie przeplatane jakimś kłamstwem, a niestety ostatnie trzynaście lat życia Somin właśnie takim kłamstwem było. 
    
    Światło z pełni Księżyca padło na zmęczoną i bladą twarz Polki, która powoli się przebudzała z głębokiego snu. Westchnęła cicho pod nosem i przetarła zmęczone oczy, zerkając na swojego męża który spał w najlepsze, obejmując ją wokół bioder, by w razie czego mieć ją jak ochronić przez ewentualnym zagrożeniem. Świat, który pamiętała za dawnych czasów zniknął, obraz, który panował w jej życiu był postapokaliptyczny. Dawniej piękne i znane krajobrazy przerodziły się w scenerię filmu z horroru, ludzie zmienili się na tyle poważnie, że dawni sąsiedzi wydawali się sobie obcy. To już nie była ta dawna Ziemia, którą pamiętała za czasów dzieciństwa, to było już miejsce pełne czarnych i szarych barw z ciągłą możliwością całkowitego zniszczenia, ponieważ Świat Hybryd wciąż się starał dzielnie bronić tym samym sprawiając, że od czasu do czasu był deszcz meteorytów lub fal tsunami. 
   Somin westchnęła cicho pod nosem i wtuliła się w zimny tors swojego ukochanego, starając się wybyć z umysłu dawnych wspomnień pięknych i barwnych okolic, do których tak bardzo pragnęła wrócić. Dlatego ostatecznie zakryła się po sam nos kocem i przymknęła oczy, dosłownie zmuszając się do ponownego zaśnięcia, jednocześnie nie mając pojęcia, że cały czas przyglądał jej się wiecznie czujny i opiekuńczy Kook.

  
    Jednak ostatecznie wszyscy dostali ostatnią szansę na poprawę i zmianę decyzji, która została pierwotnie podjęta. Męska i mała dłoń chwyciła ogromny zegar, wiszący w starej sypialni Somin i TaeHyunga, by otworzyć szkiełko i zacząć powoli przesuwać wskazówki zardzewiałego zegara do tyłu tym samym cofając czas. Park, który jak obiecał sobie za życia i potwierdził po śmierci, chciał by jego malutka Somin była szczęśliwa, lecz prawdziwie szczęśliwa, a nie sztucznie jak po tych wszystkich zdarzeniach. Dlatego przebił barierę Śmierć-Życie i zaczął dawać wszystkim ostatnią szansę i tym samym sobie też. Nie wiedział, czy to co robił mogło wypalić, lecz chciał spróbować, w końcu już nikt w Galaktyce nie miał nic do stracenia. 
    Dlatego Jeon i Somin śpiący w swoich ramionach nie zauważyli jak zegary w ich domu zaczęły wskazywać poprzednie godziny, a kartki z poprzednich dni z kalendarza, zaczęły wracać na swoje miejsce. Jednak ostatecznie czas zatrzymał się o godzinie osiemnastej, czternastego czerwca trzynaście lat wcześniej. 

    Jej serce gwałtownie przyśpieszyło, gdy Kim się zatrzymał i patrzył na nią z takim chłodem, jakby jego spojrzenie miało ją zamrozić.
-Taehyung do szatni! - wrzasnął trener i upchnął młodszego w stronę szkolnej, męskiej szatni. Szatyn spojrzał ostatni raz na Somin, a jego oczy wróciły do normalnego koloru. Wtedy już wiedziała. Wiedziała, że było  z nim coś nie tak.
-Kim jesteś? - szepnęła, patrząc na oddalającą się sylwetkę Kima, który zniknął po chwili zza drzwiami od szatni.*
   -Och to nikt ważny mała, chodź, zjemy jakąś pizzę! - klasnął w dłonie chłopak, odciągając Somin od boiska szkolnego, gdzie wpatrywała się w TaeHyunga.
   -Hm? Nie znam cię. - mruknęła w szoku i nieco przestraszona.
   -Jestem Park JiMin, twój przyszły najlepszy przyjaciel i Anioł Stróż w jednym. - zaśmiał się głośno, chwytając na nowo dłoń Polki i idąc z nią w stronę pizzeri. Jednak wciąż czuł na sobie palący wzrok Jeona i Kima, którzy mimo wszystko na nowo chcieli podjąć walkę nawet jeśli obydwaj znali jej zakończenie.

      Nikt nie spodziewał się, że efekt motyla może być tak katastroficzny nie tylko dla tej trójki, lecz dla całej Galaktyki. Apokalipsa, którą dawniej ludzie się nawzajem straszyli była niczym w porównaniu z tą, która mogła dopiero nadejść. 


THE END
~ ~ 
I taki oto jest prawdziwy koniec tej historii jeśli miałabym to opowiadanie ciągnąć dalej. Ostatecznie z niego zrezygnowałam i postanowiłam napisać inne co sami wiecie, ale mam nadzieję, że ten dodatek do TKC jest jeszcze lepszy niż epilog - Tear. 
*Fragment 1 rozdziału pt. - Kim jesteś?// Alien
I co sądzicie? Zaskoczyłam Was? Napiszcie mi swoje odczucia jestem bardzo ciekawa co sądzicie. 
Wiem że cały dodatek może być za szybki i nie ma dialogów, lecz ostatecznie chciałam skrócić mniej więcej całe opowiadanie, by pokazać wam najważniejsze jego części. Myślicie, że Kim i Jeon podjęliby się kolejnej walki? Czy może rozegraliby to jakoś inaczej? 
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

niedziela, 3 lutego 2019

TKC #11 Tear - Epilog

11 komentarzy:
Cześć
  Przybywam do Was z epilogiem, który raczej nie będzie należał do długich, ponieważ nie chcę zanudzać rzeczami, które mogłyby być według niektórych po prostu nudne. Ogólnie miałam sześć pomysłów na zakończenie TKC, po długim zastanowieniu się co powinno się w nim znaleźć, postanowiłam, że połączę trzy zakończenia, które według mnie wydawały się najbardziej ciekawe/inne/pasujące do całej tej serii. Nie wiem, czy zakończenie będzie takie jakie sobie wyobraziłam, czy czegoś nie zawalę, ale mam nadzieję, że będzie znośne i że w jakimś stopniu Was ono zaskoczy.
  Ostatnio czuje jakąś dziwną ekscytację, chodzę radosna, ciągle się śmieję i cieszę się z małych rzeczy. I chyba już wiem, czym ta ekscytacja może być spowodowana, prawdopodobnie tym, że pozbyłam się pewnego ciężaru, który od dwóch lat ściągał mnie w jakimś stopniu w dół, hah. Zabieram się niedługo za pewną pracę, znalazłam ciekawe wydawnictwo, więc jeśli się zepnę i wszystko pójdzie dobrze, to może kiedyś tam w przyszłości, będzie moje opowiadanie widniało na Waszych półkach? Oczywiście nie będę pod tym pseudonimem, ale sposób pisania czasem bywa jak odcisk palca, więc ktoś kto długo ze mną jest na blogu, będzie wiedział, że to moja praca. I od razu uprzedzam wszelkie możliwe hejty... To co pisze i nad czym pracuje, jest zupełnie inne niż to co widzicie tutaj. Nad tym opowiadaniem pracuje już kilka lat i pewnie jeszcze parę nad nim posiedzę, ale sądzę, że będzie na tyle dobre i ciekawe, że ktoś po nie sięgnie.
   Ostrzeżenia: Brak
Nie przedłużając...
  Zapraszam
~ ~

  Spokojna, cicha melodia odbijała się echem po ogromnej sali, która spokojnie pomieściłaby tysiąc ras.Setki jak nie tysiące oczu spoczywające na wysokiej sylwetce blondyna, który z ogromną niecierpliwością i radością wypatrywał swojej ukochanej. Miała pojawić się niebawem, za kilka chwil, lecz część jego podświadomości mówiła mu, że nie może być tak pewny siebie. Że jest kilka możliwości iż jego kobieta się nie pojawi, może uciec, może zostać porwana, a może zabita? Jego długie i zręczne palce co chwila miętosiły kawałek jego białej koszuli, czasem zahaczały o muszkę, która była na jego szyi. Duże, ciemne oczy co chwila na nowo zmieniały kolor na błękitny jakby chcąc tym samym pokazać, że w razie jakiegokolwiek problemu, był gotów rzucić się na ratunek swojej damie serca. Lecz w pewnym momencie muzyka przestała grać, oczy gości skierowały się na duże, mahoniowe drzwi koloru kasztanowego, w ich progu stanęła dziewczyna. Drobna, blada, z dużymi i bardzo pięknymi oczami, które były jak dwa, cudowne i najdroższe kamienie świata. Jej długa, biała suknia lekko opinała jej kobiece i nieco krągłe ciało, od czasu do czasu połyskujące na złoto perełki tylko dodawały jej jeszcze więcej urody. Kroczyła spokojnie w stronę Stwórcy, patrząc mu prosto w oczy, jej serce biło jak  oszalałe, a mózg przetwarzał każdy możliwy scenariusz. A jeśli źle wypowie słowa przysięgi i każdy będzie się z niej śmiał? A co jeśli potknie się nagle o zbyt długą suknie i runie na ziemię tuż przed ołtarzem? 
   -Spokojnie księżniczko. Jestem tu. - dobiegł ją spokojny i opanowany ton głosu TaeHyunga, który wpatrzony był w nią jak w obrazek. Była cała jego, tylko i wyłącznie. Na zawsze. Blondyn wyciągnął w jej stronę dłoń, którą chwyciła niemal od razu, gdy pojawiła się bliżej niego i właśnie w tamtym momencie każda jej obawa zniknęła. Wiedziała, że to co się działo było szybkie, że tak naprawdę nie znała doskonale Kima, że równie dobrze mogłoby się okazać, że byłaby szczęśliwsza przy Jeonie. Jednak postanowiła zaryzykować, może w przyszłości musiałby za to zapłacić, ale chciała podjąć ryzyko, niezależnie jakie byłby potem jego konsekwencje. 
   Ceremonia się rozpoczęła, Somin patrzyła tylko i wyłącznie w oczy Tae, bo tylko w nich mogła tonąć godzinami. I mimo że nie rozumiała ani słowa, które wypowiadał Kapłan Hybryd, wiedziała, że każde słowo, które po nim powtórzy nawet z lekkim błędem, będzie szczere i prawdziwe. Że przysięga, którą składała będzie wieczna bez względu na to, co mogłoby się wydarzyć w przyszłości. 
   Cały czas dziewczyna miała wrażenie, że czuła na sobie palący wzrok pełen rozpaczy i niedowierzania. Jednak wiedziała, że nie mógł być to wzrok Kooka, w końcu chłopak został na ziemi, prawda? Kątem oka zerknęła na tłum gości, których - prócz matki Kima - nie znała, jednak tuż przy drzwiach stał Park. Z wesołym uśmiechem i ze łzami w oczach, patrzył na nią z taką miną, jakby był z niej dumny? A może szczęśliwy, że wybrała Kima? Nie miała pojęcia, lecz widząc jego twarz nawet przez ułamek sekundy, uśmiechnęła się pod nosem, mówiąc machinalnie. 
   -Tak. - tym samym zgadzając się zostać Królową Świata i żoną TaeTae. Na jej palec nałożony został złoty pierścień, a na ustach spoczął przyjemny i pełen miłości pocałunek. Nie widząc kiedy objęła Kima i mruknęła cicho w jego wargi, nie przejmowała się tym, że mogłoby to być niestosowne zważywszy na to, że nie byli sami, ale miała to gdzieś. Chciała pokazać gościom, teściowej i mężowi, że była cholernie w tamtym momencie szczęśliwa. 
   
   Wesele trwało w najlepsze, TaeHyung zapragnął, by Somin też czuła się jakby była na ziemi, więc zamiast pierwszego toastu i przemowy, postanowił by był pierwszy taniec. Tak jak na Ziemi, dlatego objął ją czule i przyciągnął bliżej swojego torsu, patrząc w jej oczy. Tańczyli na środku sali tronowej, nikt nie potrafił oderwać od nich wzroku, ponieważ wyglądali tak, jakby byli dla siebie stworzeni, jakby ich małżeństwo było z góry już zaplanowane. 
  -Nawet nie wiem jaki jestem szczęśliwy kochanie. - uśmiechnął się szeroko i ucałował jej czoło. 
  -Ja też oppa jestem bardzo szczęśliwa, tylko boję się, że nie będę potrafiła tych rzeczy co każda królowa. - westchnęła nieco zakłopotana faktem, że naprawdę nie miała pojęcia o Królewskiej Etykiecie, nie znała praw Hybryd. 
   -Będziesz cudowną władczynią, wiem to. - zaśmiał się i uniósł ją wysoko, kręcąc się z nią dookoła własnej osi. Chyba nigdy w życiu nie był tak szczęśliwy, jak w momencie, gdy Polka powiedziała "Tak" przy ołtarzu.
   Polowi zapadał wieczór, goście się bawili, Królowa tańczyła z Lucyferem pierwszy raz się szczerze uśmiechając, natomiast para młoda postanowiła odpocząć gdzieś, gdzie było cicho i spokojnie. Dlatego Tae zabrał Somin do ogrodu, ponieważ miał też dla niej ogromną niespodziankę. 
   -Nie wiem, czy u was też tak jest w dniu ślubu, że pan młody daje swojej żonie prezent. - zaczął blondyn, ujmując jej dłoń.  
   -Hm? U nas nie ma czegoś takiego oppa. - pokręciła głową, zerkając na poważnego blondyna. - Co to za prezent, hm? - jednak zamiast odpowiedzi słownej, zobaczyła, że chłopak kiwnął głową na coś przed nimi. Dlatego jej wzrok od razu skierował się na punkt, który wskazał jej V i właśnie w tamtym momencie, na środku przepięknego ogrodu, tuż obok niedawno naprawionej fontanny zobaczyła Jeona. Lecz to nie był żywy Kook, lecz jego niesamowicie realny, kamienny posąg. Stał, patrząc na nią smutnymi oczami, lecz jego usta były wykrzywione w nienaturalnym, fałszywym uśmiechu. Jedną dłoń wyciągał w jej stronę, a drugą miał na klatce piersiowej w miejscu, gdzie było serce. 
  -Jungkookie?! - pisnęła, nie wiedząc co się działo, lecz TaeHyung uśmiechnął się szeroko, obejmując ją od tyłu. 
  -Kazałem miejscowemu artyście zrobić jego posąg, a z racji tego, że mężczyzna jest mega utalentowany, to zrobił go tak realistycznie. - ucałował jej szyję namiętnie i przyciągnął bliżej swojego torsu. - Podobny, hm? 
  -Wygląda tak realnie. - wymruczała wciąż w szoku tym widokiem i nie wiedząc kiedy delikatnie przejechała dłonią po jego zimnym, kamiennym policzku. 
  -Pora wracać skarbie. - uśmiechnął się czule i objął ją jednocześnie kierując się w stronę zamku. Gdy Somin się odwróciła, oczy JungKooka zmieniły położenie, ponieważ tym razem zamiast patrzeć na punkt przed sobą, dokładnie śledziły każdy ruch Polki. Z jego oczu spływały pojedyncze, prawdziwe krople łez, które następnie spadały na płatki róż.  Kim doskonale wiedział, że najgorszą karą dla Jeona, będzie trwanie w kamiennym śnie i oglądanie Somin szczęśliwej przy V, zamiast jakaś tam śmierć, która skończyłaby jego katusze. TaeHyung zapragnął, by Wampir czuł to samo co on jeszcze trzy lata temu, dlatego go wtedy w ogrodzie nie zabił, a pozwolił mu przeżywać wieczne katusze.
    Czekaj na mnie. Prawdziwa miłość jest tuż obok.
  I to obudziło w nim na nowo chęć do walki. I mimo że minęło zaledwie parę dni, coś sprawiło, że na jego kamiennych plecach pojawiły się delikatne szczeliny, a jego martwe serce kolejny raz zaczęło się leniwie poruszać.
   Miłość, bo tylko dla niej na nowo był wstanie ruszyć do walki.


~ ~ ~ 
I tym oto sposobem zakończyliśmy The King Comeback.
Mam nadzieję, że epilog się Wam podobał.
Lubię czytać zakończenia, które w jakimś stopniu dają nadzieję na możliwość kontynuacji, a Wy?
Kolejne posty to będą już tylko i wyłącznie scenariusze i reakcje Słoneczka.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

piątek, 1 lutego 2019

TKC #10 - Lie

13 komentarzy:
Cześć
  Przybywam do Was z kolejną częścią TKC, mam nadzieję, że miło Wam się spędza czas czytając moje prace. Postaram się epilog dodać jak najszybciej.
Mam wrażenie, że mam swoją własną kopię. Każdy mój czyn jest dokładnie powtarzany, nie wiem czemu, czy to z braku własnej inicjatywy, czy może jestem aż tak ciekawa. Nie mam pojęcia, ale schlebia mi fakt, że mam fana i jednocześnie denerwuje, że jestem w pewnym sensie plagiatowana.
 Ostrzeżenia: Jakieś są, ale ciężko mi na początku sprecyzować, co dokładnie się pojawi. Wybaczcie.
     Nie przedłużając...
Zapraszam
~ ~ ~


  Minęło zaledwie cztery miesiące odkąd Somin poznała prawdę i Tae, lecz wciąż wierzyła, że to był tylko głupi sen. Że się obudzi jak zawsze nad ranem, wtulona w nagi tors Jeona i mruknie pod nosem z uśmiechem kolejny raz zasypiając. Jednak to co się stało było prawdą, tak brutalną i szczerą, że zdawała sobie powoli sprawę, dlaczego jej były zachował się tak, a nie inaczej. Zaczęła mu po prostu wybaczać, zrozumiała, że naprawdę działał dla jej dobra, dla ich wspólnego życia. Jednak, czy była na tyle odważna, by na nowo z nim zacząć życie?
  -Kotku.. - usłyszała za sobą ponury i cichy głos Kooka, odwróciła się w jego stronę, patrząc mu prosto w oczy. Czuła każdą częścią ciała, jak bardzo ją kochał, jak wiele by dla niej zrobił, lecz coś ją blokowało przed tym, by ponownie skoczyć w jego ramiona i wtulić się w jego zimne ciało. 
  -Nie mów tak na mnie, nie jestem twoją dziewczyną. - oznajmiła spokojnie, mimo że jakaś część jej serca wyrywała się, krzycząc "Kochasz go, idiotko!".
  -Daj mi szansę, proszę. Każdy na nią zasługuje, sama zresztą tak mówiłaś. - ujął jej twarz w dłonie i musnął czule jej usta.
  -Ale ty ją zmarnowałeś. - westchnęła cicho w jego usta, odruchowo obejmując go wokół bioder jak zawsze, gdy miała zły humor. 
  -Widzę i czuję jak bardzo mnie na nowo pragniesz, tak jak na początku. - uśmiechnął się czule i delikatnie przejechał kciukiem po jej dolnej wardze. 
  -Nie prawda, nie czuję do ciebie nic większego. Już nie.
  -Czemu mnie okłamujesz, hm? Jestem Wampirem i czuję twoje emocje.
  -Gdyby tak było, już dawno dałbyś sobie spokój. - wymruczała i odsunęła go od siebie.
  -Potrafisz skreślić nasz wspólnie spędzony czas, kotku? - ujął delikatnie jej podbródek i uniósł nieco jej głowę, by spojrzeć w jej błękitne oczy.
  -Tak, potrafię. - odparła niemal od razu. - Po tym co zrobiłeś? Co chciałeś zrobić? Dlaczego miałabym pamiętać to co nas rzekomo łączyło?
  -Mówisz to tak, jakby nasz związek był iluzją. - wymruczał z chrypą, patrząc na jej usta z nieukrywanym pragnieniem.
  -Mam wrażenie, że wszystko co jest związane z tobą to jedno wielkie kłamstwo. - odsunęła się bardziej, patrząc w jego nieco zaszklone oczy. Lecz chłopak uśmiechnął się minimalnie nie odrywając wzroku od jej ust.
  -Popatrz, a ja nie potrafię odpuścić. - zaczął,opierając dziewczynę plecami o bok samochodu. - Nie mogę zrezygnować z nas, naszego małżeństwa, z naszych dzieci, z naszej wspólnej przyszłości. - dodał, muskając czule jej szyję tak jak przed całym tym chaosem.
  -Nie mów tak, dobrze wiesz, że kiedyś i tak by się to wydało. - wymruczała, czując przyjemne uczucie rozchodzące się po całym jej zmarzniętym ciele.
  - Nie wydałoby się kotku, nigdy. - przygryzł delikatnie jej skórę na szyi, by następnie się na niej mocno zassać tworząc przez to malinkę. - To jeszcze nic straconego, możemy nadal być razem. Możemy uciec, gdzieś daleko, w odludne miejsce.
  -Kook, nie. - to okropne jak ten chłopak na nią działał, jak potrafił wykorzystać jej naiwność, jej czułe punkty. - Zostaw. - dodała pewniej, odsuwając go mocno od siebie.
  -Jesteś i będziesz moją kobietą.
  -Przestań traktować mnie jak swoją własność! - spoliczkowała go mocno przez co jej dłoń pozostawiła na bladym policzku Jeona czerwony ślad. Jednak sam zainteresowany wyglądał na kompletnie nie wzruszonego, a raczej... Rozbawionego.
  -Ulegasz mi, pragniesz mnie, to jest tak cholernie widoczne. - wymruczał, przyciągając ją do swojego torsu i ściskając mocno jej pośladki. I mimo że doskonale czuł oddech śmierci na karku, że czuł jej skostniałe dłonie na swoich barkach, nie zamierzał przestawać. To była jego ostatnia szansa, innej już nie było. Dlatego kolejny raz ujął jej twarz w swoje duże i zimne dłonie, spojrzał w jej oczy i spiął się cały. Chciał wymazać jej pamięć jak na początku, sprawić, że dziewczyna na nowo będzie jemu podwładna, że będzie się bała Stwórcy, który był realnym i ogromnym zagrożeniem dla ich obojga. Wpatrywał się w jej tęczówki z ogromną intensywnością jednocześnie przygryzając nerwowo swoją dolną wargę, jego dłonie machinalnie ujęły te Somin mocno się na nich zaciskając. Polka była pod całkowitą kontrolą Hybrydy, była odporna na moce Wampira, więc ten nie mógł nic zrobić, nic co byłoby odpowiednie. Tuż za plecami dziewczyny pojawił się wściekły TaeHyung, który wyczuł, że coś działo się z jego kobietą, dlatego objął ją wokół bioder i przyciągnął do siebie, patrząc swoim lodowatym wzrokiem na Jeona.
  -Próbujesz na nową ją zniewolić, huh? - wymruczał Stwórca patrząc z mordem w oczach na starszego. - Na nowo chcesz jej wymazać pamięć, lecz ja jednak postanowiłem cie ubiec.  Somin jest odporna na twoje gierki. - dodał, kładąc podbródek na ramię dziewczyny.
 -Słucham? Na nowo chciałeś mi wymazać pamięć?! - spojrzała na bruneta z niedowierzaniem, czując już kompletną niechęć do chłopaka. Jak na początku była w stanie mu wybaczyć, tak jej zdanie się diametralnie zmieniło, nie chciała go już znać.
  -Nie chciałem. - odparł od razu, odsuwając się od Polki. Czy na kłamstwie można coś zbudować? Oczywiście, że można, lecz grunt pod kłamstwem jest cholernie sypki.
  -Kłamiesz! - warknęła, a jej oczy zmieniły się na demoniczne. Wyglądała groźnie, niczym jak nieoswojone zwierze zamknięte w klatce, wyciągniesz dłoń i już jej nie masz.
  -Nie kłamię skarbie. - zaśmiał się ponuro przenosząc swój wzrok na widok za parą kochanków. Wymruczał coś niezrozumiale pod nosem i odwrócił się na pięcie, Śmierć kroczyła w jego stronę wyjątkowo szybko, za szybko, by zdążył zebrać się do ucieczki.

   Cudowna woń kwiatów, przepiękne zorze, które przecinały granatowe niebo, w oddali wyłaniający się księżyc zza potężnych, niezdobytych gór. Małe domy przystrojone w światełka i kwiaty, spore ogrody, i sady dokoła nich, a tuż przed nimi przepiękny i niezdobyty zamek połyskujący raz na złoto, a raz na srebro.
  Ciepła dłoń ujmująca drugą, niski głos sprawiający, że kobiety w okolicy zamierały z zachwytu, a na górze niezliczonej ilości schodów, stojąca matka Kima. Tak prezentował się Świat Hybryd, potężny i niezdobyty, tu na świat przychodziły różne rasy, tu rodziło się początkowe, paranormalne życie spoza Ziemi. Tu był początek jak i koniec każdej żywej, paranormalnej istoty. Od Stwórców, aż po same Demony, czuło się tutaj ogromną potęgę, która była wręcz miażdżąca dla tych, którzy postanowili tu zamieszkać, dlatego przeważały Hybrydy nad innymi rasami. Bo tylko one były w stanie utrzymać spokój między światami i nie dać się ponieść wyższości, czego nie potrafiły chociażby Demony.
  -Tu jest twój dom. - uśmiechnął się radosny TaeHyung, obejmując czule Somin, która nie radziła sobie z widokiem tak pięknego miejsca. A błękitne, czasem granatowe tęczówki Hybryd spoczywały tylko i wyłącznie na jej sylwetce, każdy się kłaniał w jej stronę okazując jej szacunek, nawet jeśli była wpół człowiekiem, a nie kimś silniejszym.
  -Ja.. Nie wiem, czy powinnam tu być. Czy powinnam tu mieszkać. - odezwała się najciszej jak mogła, widząc lodowaty, a wręcz morderczy wzrok Królowej.
  - Tutaj było od początku twoje miejsce kochanie. Nie bój się, wszystko przeżyjemy razem, pomogę ci się oswoić z tymi nowymi rzeczami. - zaśmiał się cicho i wytarł czekoladę z nosa dziewczyny, która nieświadoma niczego, szła ubrudzona przez ostatnio zjedzony deser.
  -Ja mam rodzinę Tae...
  -Wiem skarbie, ale za tydzień to tutaj będziesz miała też rodzinę. - spojrzał na jej dłoń z uśmiechem, widząc na nim złoty pierścionek zaręczynowy. Czy to było za szybko? Oczywiście, ale czy było na co czekać? Oczywiście, że nie.
  -Kim, to za szybko. Muszę mieć czas. - wyjąkała, idąc po stromych i licznych schodach jednocześnie widząc kątem oka zbierający się tłum na rynku tuż przy zamku.
  -Jesteś gotowa, czuję to. - ucałował jej skroń i ukłonił się przed swoją matką.
  -Pora na przemowę, TaeHyung. - odezwała się chłodno, obracając księcia w stronę istot dumnie wpatrujących się w przyszłą parę małżonków. Przerażenie jakie ogarnęło Somin było nie do opisania, jej dłonie były całe spocone, policzki koloru soczystej maliny, a oczy tak duże jak u porcelanowej laleczki. Chciała uciec, zawrócić, znaleźć jakiś kąt gdzie mogłaby dożyć resztę swoich dni, lecz wiedziała, że TaeHyung trzymał ją mocno przy sobie. Traktował ją jak swoją własność, był zazdrosny, porywczy dla możliwych rywali, stanowczy, więc dziewczyna musiała zgadzać się prawie na wszystko. Jednak z morza wad, które mogłaby wyliczyć Polka, znalazłoby się jeszcze więcej zalet u chłopaka, takich jak chociażby ogromna miłość, nadopiekuńczość, słuchanie jej zdania mimo że i tak koniec końców było tak jak Kim chciał. Był Hybrydą, nauczony przez matkę by brać garściami i nie obracać się do tyłu, nauczony by pomagać innym, ale jednocześnie być czujnym. Natomiast ojciec, mimo że rzadko go widywał, nauczył go bezgranicznej miłości do wybranki serca, troski o nią i ogromne czasem przesadne okazywanie uczuć. Co nie raz szokowało, zważywszy na sytuację.
  Kim widząc i czując narastający strach w narzeczonej objął ją mocno i przyciągnął do swojego torsu, wygłaszając taką mowę, która dosłownie zapierała dech w piersiach. Tłum wpatrywał się w niego z zachwytem, uwielbieniem i miłością, natomiast Królowa uśmiechała się minimalnie, wręcz niewidocznie widząc tak szczęśliwego syna jak jeszcze nigdy w życiu.
   Polka była w pewnym sensie zniewolona i niczego nieświadoma tak jak na początku związku z Jeonem, więc czy jej decyzja była słuszna? Czy w przyszłości nie uderzy w nią jak w Kooka efekt motyla? Bo chyba wplątała się w jeszcze większe bagno, tonąc w nim powoli bez możliwości ucieczki.

   Tu nie tylko toczyła się walka o serce byłej studentki AT, lecz także walka pomiędzy rasami Wampirów, a Stwórców. I Kim, i Jeon chcieli udowodnić przed swoimi rodami, że to oni byli tymi mocniejszymi, bardziej przebiegłymi.  Jednak, czy to nie jest tak, że gdzie dwóch się bije, to trzeci korzysta, hm?
   Był już osłabiony, jego ciało pokrywały liczne, świeże rany jednak on nie zamierzał się poddać. Walczy się do końca, prawda? Dlatego szedł przed siebie niczym zombie z trudem robiąc jakikolwiek krok, mijał zszokowanych jego widokiem Stwórców, którzy chcieli mu pomóc. Jednak ten zbywał ich machnięciem ręki, a jego kroki skierowane były w stronę wygłaszającego mowę Kima, który jako jedyny, wypatrzył go w tłumie tysiąca podwładnych. Jego ciemne tęczówki rozbłysły ostatkiem sił na czerwono, poranione ciało spięło się, a dłonie zacisnęły w pięści. Był gotowy na atak straży Kimów, był gotowy na atak Hybryd i innych ras, był gotów na wszystko. Lecz, czy tak naprawdę był przygotowany?
  -Ty, który odbierasz mi możliwość życia w miłości. Ty, który odbierasz mi możliwość założenia rodziny. - wymruczał niezrozumiale pod nosem, wycierając rękawem koszuli krew, która wydobywała się z jego siniejących ust.
  -Tak, to ja. - odezwał się blondyn, patrząc z pogardą na wysuszanego od środka Wampira.
  -Powinieneś był zginąć na samym początku. - wycharczał Kook i rzucił się na Stwórcę, uderzając go resztkami sił w twarz. Gdyby nie fakt, że Kim rzucił Jeonem na tyle mocno, że ten wylądował w Królewskim Ogrodzie, to starszy byłby już martwy z rąk służby blondyna.
  -Jednak to ty podzielisz los mojego brata. - roześmiał się młodszy, kopiąc mocno i wyjątkowo brutalnie Wampira w już połamane żebra. To była nierówna walka, obce terytorium, dużo mocniejszy wróg oraz Śmierć spoczywająca na plecach, nie było szans na wygraną. Mimo to nie poddawał się, zawsze walczył do końca. Dlatego powstał na nowo, starając się zebrać resztki sił, jednak kiwał się na boki jakby stał na dryfującej łodzi, a jego oczy już nie rejestrowały tak wielu szczegółów jak jeszcze sekundę temu.
  -Zniszczę cię.  - wymruczał brunet i skoczył na Stwórcę, kopiąc go mocno i celnie w sam środek klatki piersiowej, gdy ten tracąc chwilową czujność, nie przewidział możliwego ataku. Dlatego upadł na sam środek alejki, łapiąc szybko oddech, to miejsce na klatce piersiowej było wyjątkowo u niego czułe, gdyż trzy lata temu, HoSeok pokonał go niszcząc tę część ciała V.  - Będziesz żałował odrodzenia! - dodał, kopiąc blondyna jeszcze mocniej niż wcześniej przez co ten wpadł na fontannę, łamiąc ją w pół. Położył dłoń na długiej i głębokiej bliźnie na klatce piersiowej, czując stróżkę krwi. Jego serce nie było chronione tak jak reszta ciała, tkanka sprawiająca, że rany zrastały się niemal od razu została uszkodzona w momencie, gdy HoSeok rzucił w niego kulą popiołu, sprawiając, że ten zamienił się w kamień. Kaszlał głośno i mocno, czując narastający ból, który rozrywał go od środka, lecz zamiast jakiegokolwiek jęku, zaśmiał się gardłowo, patrząc błękitnymi tęczówkami na wpółprzytomnego Jeona.
  -Jeszcze jeden ruch i. - urwał brunet, ponieważ nie wiedząc kiedy, Hybryda zerwał się z miejsca i po sekundzie znalazł się przed twarzą Wampira. Zacisnął swoją dużą i ciepłą dłoń na jego szyi powoli ją miażdżąc, patrząc z nieukrywaną przyjemnością na wpół zamglone oczy byłego Somin. Na twarz V, wkradł się szeroki, kwadratowy i niesamowicie psychopatyczny uśmiech, uniósł starszego za szyję wyżej niż wcześniej, chcąc złamać mu kości, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie. Przymrużył oczy i przekrzywił głowę w prawą stronę, patrząc na ledwo żywego Wampira.
  -Parszywy śmieć. - zaśmiał się, patrząc mu w oczy z ogromną i szczerą nienawiścią.
~ ~
I co sądzicie o tej części?
Podobała Wam się, hm?
Jakie macie odczucia ? Podoba Wam się ta część?
Jesteście może zszokowani zachowaniem i jednego, i drugiego chłopaka, huh?
Specjalnie nie pisze zakończenia rozdziału, ponieważ tę przyjemność zostawiam Wam na jutro.
Na epilog, który być może dodam jutro wieczorem.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

niedziela, 27 stycznia 2019

TKC #9 Boy meets evil

13 komentarzy:
Cześć
  Kolejna cześć przed nami, mam nadzieję, że przypadnie Wam ona do gustu Słoneczka.
Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, możliwa przemoc.
  Nie przedłużając...
Zapraszam
~ ~  ~
~ Spójrz w moje oczy bez strachu 
~ Jesteś całym moim światem 
~ Nikomu nie możesz ufać 
~ Zaopiekuj się nasza księżniczką
~ Aish, nie bądź taka ponura moja księżniczko. Teraz twój ulubiony
oppa zabiera cię w cudowne i spokojne miejsce 

   Kim wpadł do swojego apartamentu niczym piorun i położył nieprzytomną dziewczynę na miękkim łóżku. Trząsł się niemiłosiernie, a jego oczy były napuchnięte od słonych łez z jego dolnej wargi leciała krew, ponieważ ten mocno ją zagryzał. Drżącą dłonią dotknął policzka ukochanej z przerażeniem stwierdzając, że ten był już zimny. Jej ciało już było zimne.
  -Kochanie, błagam. - uklęknął przy łóżku i przytulił się do jej dłoni, płacząc głośno i żałośnie. Może i był Stwórcą, potężnym, walecznym i praktycznie niezniszczalnym, lecz nawet mimo tego nie potrafił wskrzeszać. Lecz jego matka już tak, nie zawsze się to udawało, lecz może w przypadku ludzkiej dziewczyny się uda? Królowa ogromnie lubowała się w czarnej magi i co nieco potrafiła, miała te różne, magiczne specyfiki, medaliony, broszki, pierścienie, zioła. Praktycznie wszystko co każda Czarna Wiedźma.
   Do pomieszczenia wpadł równie zapłakany i jeszcze bledszy Jeon, który wprowadził za sobą starszą kobietę, która była matką V. Przez te trzy lata zmieniła się mocno, przybyło jej zmarszczek, jej długie włosy były spięte w mocno związany kok, lecz błękitne oczy wciąż wyglądały intensywnie. Może nawet bardziej niż wcześniej?
  -Matko. -  wyjęczał Tae, jakby sam był umierający. - Matko, błagam, uratuj ją. - wychrypiał, łapiąc starszą za zimną dłoń. Kobieta jednak nic się nie odezwała, patrząc poważnym wyrazem twarzy na swego syna, który tulił się to do niej, to do studentki. Pani Kim była cichą kobietą, lecz temperamentną co pozwoliło jej objąć władzę, to, że nie wybuchała złością nagle nie oznaczało, że zadarcie z nią mogło ujść komuś płazem. W końcu to po niej TaeTae był tak mściwy i zazdrosny.
  -Odejdź. - odezwała się chłodno, odsuwając syna. -Potrzebuję spokoju, ciszy i miejsca przede wszystkim, a twoja obecność mi nie pomaga, zwłaszcza, że dąsasz się jak dziecko. - warknęła. To nie tak, że nie kochała syna. Był dla niej wszystkim, oczkiem w głowie, jedynakiem, synem, którego zawsze pragnęła mieć. Lecz jeszcze jedna cecha wyróżniała władczynię z tłumu, była bardzo zamknięta w sobie i każdego traktowała chłodno, lecz jej serce było dobre. Dobre na tyle, by samotnie wychować syna. Jednak V z czułością i okazywaniem uczuć podał się do ojca, dziwne, prawda? Zwłaszcza, że jego ojciec to król Piekieł....
   -Uratujesz ją, prawda? - wyszeptał, wstając tak, jak matka mu kazała.
   -Wyjdź TaeHyung. - wymruczała, wyciągając dłonie w stronę Somin.

    Polka otworzyła powoli swoje zmęczone oczy, na swojej twarzy czuła przyjemny powiew wiatru oraz delikatną woń róż. Usiadła powoli i rozejrzała się dookoła, z zaskoczeniem stwierdziła, że siedziała na środku pustej polany obok jakiegoś białego nagrobka. Dookoła niej było pełno drzew, a zaledwie pięć kroków od niej, znajdował się mały ogród z różami koloru błękitnego. Przetarła oczy pewna, że ten widok był snem jednak to była prawda.
   -Aish, gdzie jestem? - wstała nieco obolała i rozejrzała się, czuła, że znała to miejsce, że w jakimś stopniu była z nim powiązana. I dopiero, gdy dojrzała zdjęcie oraz złoty medalion, zdała sobie sprawę gdzie była. - JiMinie! - krzyknęła, obracając się dookoła. Niestety odpowiedział jej tylko głośniejszy szum drzew, dlatego mruknęła pod nosem ciche przekleństwo i poprawiła sukienkę. - Omo, TaeHyung... Wino... - jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości, a dłonie odruchowo spoczęły na klatce piersiowej. Ze strachem stwierdziła, że narząd, który pompował krew, przestał bić. Była duchem?
   -Mój Króliczku. -usłyszała spokojny i przyjazny ton głosu, a na grobie postać siedzącego JiMina. Wyglądał inaczej niż wcześniej, był bardzo blady, jego włosy były ciemne, a oczy mocno podkrążone. Wyglądał jakby był umierający, co było idiotyczne, bo nie żył.
   -Zabiłeś mnie! - krzyknęła ze łzami w oczach.
   -Za nim mnie znienawidzisz za to, co zrobiłem, to pozwól mi to wytłumaczyć. - uśmiechnął się smutno jak jeszcze nigdy w życiu, a jego oczy zmieniły się z brązowych na błękitne.
   -Co niby wytłumaczyć? Zabiłeś mnie Park! Okłamałeś mnie, mówiąc, że trucizna miała być dla Stwórcy! - krzyknęła, tupiąc nogą, co bardziej wyglądało komicznie niż poważnie. Wilkołak podszedł do niej powoli i ujął jej twarz w swoje małe, przeźroczyste w pół dłonie.
   -Dałem ją Kookowi, mówiąc, by wlał to do kieliszka Tae. Wszyscy myślą, że to trucizna, ale nigdy w życiu nie zrobiłbym ci krzwydy Króliczku. Fakt, podmieniłem kieliszki, byś wypiła to ty, lecz nie umrzesz od tego jeśli matka V w porę cię wybudzi. - powiedział spokojnie, patrząc w jej oczy czule i z nie ukrywaną miłością.  - Jesteś najważniejszą kobietą w moim nieżyciu, chronię cię od pierwszego dnia naszego spotkania, jestem przy tobie w każdej złej i dobrej chwili, więc czemu uważasz, że byłbym zdolny zrobić coś takiego?  - w jego głosie można było usłyszeć smutek i rozczarowanie, co sprawiło, że Somin zrobiło się przykro.
   -Przepraszam, po prostu nie rozumiem co się ze mną dzieję. Co wypiłam, że straciłam funkcje życiowe. - mruknęła, patrząc uważnie na jego twarz. - Jednak powiedziałeś, że jeśli nie wybudzą mnie na czas to mogę umrzeć, prawda? - dodała szybko ze strachem.
   - Skarbie. -westchnął Park i odsunął się. - Możesz zapaść w śpiączkę, z której wybudzi cię nawet lekarz. Ten napój, który wypiłaś to trucizna, fakt, ale działa tylko i wyłącznie na Wilkołaki. Wypiłaś po prostu jad Demona. Nie umrzesz od tego, a przynajmniej nie tak szybko jak ja. - wymruczał i usiadł ponownie na własnym grobie.
   -Czemu to zrobiłeś? Żeby Tae zabił Kooka? Po co ci to?
   -Chciałem się z tobą spotkać na dłużej niż tych kilka minut ludzkich, od trzech lat pragnę się do ciebie chociażby przytulić, poczuć cię tak jak dawniej, a nie tylko powłokę, przez którą i tak po chwili przenikam. 
   -JiMinie...
   -Może i jestem martwy, może i moje ciało już dawno jest w stanie rozkładu, ale ja nadal mam uczucia. Tak samo silne jak wcześniej, nic się nie zmieniło, naprawdę. Nadal jesteś moją małą księżniczką, którą chcę chronić ponad wszystko. - uśmiechnął się słabo już nawet nie ocierając łez z pełnych policzków. Dziewczyna przytuliła się do niego mocno tak jak dawniej, lecz tym razem obydwoje czuli swoje ciała.
   -Obiecujesz, że niedługo wrócę do domu, prawda? - zapytała po kilku sekundach ciszy.
  -Tak kochanie, czuję, że cię niedługo wybudzą. - westchnął zrezygnowany i potarł kciukiem jej dolną wargę. Kochał ją cholernie mocno, ale musiał to ukrywać, przynajmniej wtedy, gdy żył.
   -Wiesz, cholernie mocno cię kocham. - wymruczał cicho i musnął delikatnie jej dolną wargę, rozkoszując się przyjemnym smakiem, którego nie mógł poznać za życia.
   -JiMin... Ja... - urwała zszokowana i przerażona, że kolejny chłopak wyznał jej miłość. Czuła się jak w telenoweli, i to w tandetnej telenoweli. Chłopak widząc jej przerażenie i szok w oczach, zaśmiał się smutno od razu tłumacząc.
   -Hej, skarbie, nie martw się tym. To teraz nie ma znaczenia. W sumie to... Nigdy nie miało, wiesz? 
  -C-Co? Czemu?
   -Wiesz, ja w porównaniu do tych dwóch debili znam granicie, umiar i sens działania. JungKook tak bardzo cię kocha i pragnie, że nie dba o teraźniejszość i przyszłość, co udowodnił okłamując cię przez dwa lata. TaeHyung natomiast jest tak zaślepiony tobą, że nawet gdybyś kazała mu wyrwać sobie skrzydła, nie wiem, wydłubać oczy, zrobiłby to od razu nawet nie pytając o powód. - zaśmiał się smutno, kontynuując. - Ja jestem inny. Mądrzejszy mimo że po moim ostatnim czynie może wyglądać to inaczej, lecz ja w porównaniu do nich, odpuściłem na samym początku. Zdałem sobie sprawę, że nie mam szans, więc po prostu obrałem sobie za cel ochronę twojego życia. Chociaż w ten sposób mogę pokazać ci swoją miłość. - dodał, głaszcząc  ją delikatnie po policzku. - Jak by to ujął twój facet 'Jestem tylko psem'.
   -Nie, jesteś moim Króliczkiem i najlepszym przyjacielem. - odparła od razu szatynka i mocno się do niego przytuliła. Park objął ją mocno i czule, ciesząc się jak małe dziecko.
   -Poza tym ja nie jestem egoistą jak oni i... Pomagam jednemu z nich. - dodał cicho prosto do jej ucha.
  -Co masz na myśli?
   -Jak się obudzisz zdasz sobie sprawę czemu i komu. Jednak powiem ci tyle, że od momentu twojego wybudzenia nie będziesz człowiekiem. 
   -Że co?! Kim będę?! - pisnęła, przerażona wizją bycia kimś... Innym.
   -Pamiętaj skarbie, aby zawiązać węzeł małżeński z istotą spoza Ziemi, musisz być w połowie tą rasą. Dlatego obudzisz się nie jako człowiek, lecz jako... -urwał, ponieważ dziewczyna zaczęła głośno kaszleć, a na jej lewym przed ramieniu pojawiło się znamię w kształcie półksiężyca.
   -Omo, co się ze mną dzieje?!
   -Twój los jest przesądzony właśnie dzięki temu znamieniu - uśmiechnął się i przytulił ją ostatni raz. - Właśnie wtłoczono w twoją krew, krew kogoś innego. Od teraz nie jesteś już tylko człowiekiem. 
  -Hm? Więc kim jeszcze? - zadała szybko pytanie, lecz w tej samej chwili obydwoje usłyszeli głośny płacz Kooka i V.
  -Pora na ciebie skarbie. - odsunął się  niechętnie, patrząc na zszokowaną dziewczynę.
  -Kiedy się spotkamy oppa?
  -Już nigdy mała, mój limit się wyczerpał, muszę wracać do Pustki. - westchnął, roniąc kilka łez. - Chciałem cię spotkać w tych ostatnich minutach, dlatego nie zmieniaj swoich uczuć względem mnie, dobrze? 
   - O czym ty mówisz? Jak to już nigdy cię nie zobaczę?! - jęknęła, widząc jak chłopak zaczął robić się przeźroczysty.
  -Oppa cię będzie chronił teraz i na zawsze mój Króliczku. Może kiedyś się spotkamy mała, może. - pomachał jej z uśmiechem i znikł, pozostawiając po sobie już tylko i wyłącznie wspomnienie.

    Moment, w którym Somin na nowo zaczęła oddychać, a jej serce pracowało, był najszczęśliwszym dniem w życiu Kooka i V.  Obydwaj jak z torpedy ruszyli do łóżka i uklęknęli przy nim, jeden złapał ją za lewą dłoń, a drugi za prawą. I mimo że Tae miał ochotę zabić na miejscu Jeona, powstrzymywał się tylko i wyłącznie ze względu na jego małe Kochanie.
  - Perełko. - odezwał się zapłakany Wampir, głaszcząc ją delikatnie za dłoń.
  -Omo, moja głowa. - jęknęła cicho i pomasowała swoje czoło mrucząc pod nosem.
  - Aish. - westchnął Tae i podał dziewczynie szklankę wody jednocześnie dziękując w myślach swojej matce za udaną pomoc.
  -Było ciężko, ale na szczęście królowa dała radę cię uratować. - wyszeptał Kook, patrząc ze smutkiem i łzami w oczach na dwudziestolatkę.
   -Chciałeś ją zabić! - wymruczał wściekły Tae i chwycił bruneta za szyję, ściskając ją tak mocno, że czuł pod jego skórą tętnice.
  - Aish nie. - pokręciła głową dziewczyna i wytłumaczyła im o co tak naprawdę chodziło. - Więc, czy teraz któryś mi powie, kim ja teraz jestem?
  -Nadal moją malutką. - urwał Wampir, ponieważ TaeHyung bez żadnego problemu rzucił nim przez pół apartamentu przez co sam zainteresowany wpadł na ścianę, robiąc w niej dziurę.
  -Ja ci dam matole tak mówić do swojej kobiety! - wysyczał V, a jego ciało na nowo zaczęły pokrywać czarne runy. Wstał gwałtownie na nowo przemieniając się w Demona, wokół niego buchnął sporych rozmiarów ogień, który skierowany był w stronę leżącego pod ścianą Jeona.
  -Tae, nie! - pisnęła przerażona dziewczyna, siadając szybko na łóżku.
  -Zabije, wypatroszę i powieszę nad kominkiem. - warknął, łapiąc starszego za kark i wbijając mu mocno swoje szpony. - A serce zjem kurwa na kolację. - po tych słowach wciąż oszołomiony Jeon, poczuł w swojej klatce piersiowej szpony V.
  -Kim! - pisnęła Somin, patrząc z przerażeniem na opętanego nienawiścią Tae. - Zostaw go, błagam!
  -Oj nie, nie zamierzam! - zaśmiał się blondyn i tak jak kiedyś w parku, mocno ścisnął martwy narząd w ciele bruneta i zaczął nim mocno i boleśnie szarpać, chcąc go wyrwać. I nie wiedząc kiedy został uderzony stołem, zszokowany spojrzał na Somin, której oczy zmieniły się na zupełnie czarne wraz z białkiem, tak jak dawniej HoSeokowi.
  -Powiedziałam zostaw! - warknęła poważna, patrząc z mordem w oczach na Stwórce.
  -Kochanie... - wyszeptał wyczerpany Kook, wyciągając w jej stronę dłoń. Dziewczyna po kilku sekundach ocknęła się i zdała sobie sprawę co zaszło kilka sekund temu, spojrzała przerażona to na Wampira to na Stwórce.
  -Omo, co to było...
  -Jedna z mocy mojego skarba. - powiedział z dumą TaeTae i kompletnie zapominając o Wampirze, przytulił do siebie swoją ukochaną. - Oppa pomoże ci je opanować skarbie. - dodał z czułością i musnął jej usta najczulej jak potrafił. I dopiero wtedy wyczuł, jak ich więź się umocniła.

   Jeon siedział na kominku, który nie spłonął w pożarze jego domu i ostatkami sił, wspominał momenty, gdy jeszcze był szczęśliwy, mając przy sobie Polkę. Może i nie byli razem wtedy, ale przynajmniej było między nimi dobrze, nawet bardzo dobrze. Lecz głupie podjęcie decyzji sprawiło, że był w takim a nie innym miejscu. Gdyby nie powrót Tae, gdyby nie to, że jego kłamstwo się wydało, może szukałby sali weselnej na ślub, którego tak bardzo pragnął? Może nawet mieliby palny na dzieci? Wiadomo, Somin musiałaby być Wampirem, ale jakoś i to udałoby mu się ukryć przed nią i po kryjomu ją zmienić. No właśnie, może...
   Dlatego siedział zapłakany, rozglądając się dookoła i przypominając sobie każdy najdrobniejszy szczegół jego poprzedniego, małego szczęścia, które obiecał mu HoSeok za czasów w Piekle. Więc, gdzie tak naprawdę popełnił błąd? Może wtedy w dniu ostatecznym powinien był szukać Kima i go w razie czego dobić? A może powinien nie wymazywać pamięci Somin? Co byłoby lepsze w tamtym momencie? Bo na pewno nie ta decyzja, którą podjął. Ta sama, która wracała do niego niczym efekt motyla.
   -Zostało ci jakieś siedemdziesiąt godzin życia, wykorzystaj to. - usłyszał za sobą głos, który oznaczał jedno.
  -Tsa, łapie garściami. - wymruczał, upijając kilka sporych łyków wina.
  -Dobrze wiedziałeś o ryzyku.
  -A weź ty się przymknij co? - warknął, obracając się w lewą stronę, by stanąć twarzą w twarz ze Śmiercią.
  -Przymknę się za siedemdziesiąt godzin. - machnęła dłonią w powietrzy, rozpływając się w postaci dymu.
  - Moja ostatnia deska ratunku. - zaśmiał się ponuro, patrząc na zgniecione zdjęcie swoje i Somin. - Albo się uda, albo naprawdę będę martwy, lecz tym razem bezpowrotnie. - dodał, wyrzucając butelkę za siebie.

 
  ~  ~ 
Cóż ta część miała wyjść dłuższa, ale jakoś nie potrafię takich pisać.
Eh. 
Mimo to mam nadzieję, że się Wam podobało. 
P.S. Postanowiłam zmienić plany, przed nami jeszcze część pt. Lie i epilog. Miała być jeszcze jedna część, ale... Cóż... Nie będzie.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

czwartek, 24 stycznia 2019

TKC #8 Serendipity

15 komentarzy:
Cześć
  Przybywam do Was z już ósmą częścią The King Comeback. Mam nadzieję, że po skończeniu tego mini opowiadania, Alien jak i TKC zapadną Wam na dłużej w pamięci. Że będziecie do nich wracać chętnie i z uśmiechem.
Sądzę że prócz tej pojawią się jeszcze trzy części i epilog, nie wydaje mi się, by było ich więcej. Może długość prac i ilość akcji nie jest powalająca, ale mam nadzieję, że chociaż jakość prac to nadgania. Mam kilka pomysłów na zakończenie i jeśli mam być szczera, to mam taki ogromny mętlik w głowie, że nie wiem w końcu jak to zakończyć. Jednak sądzę, że epilog pojawi się już w Niedzielę, może wcześniej lub później. No nic, zobaczymy.
  Ostrzeżenia: Brak
Nie przedłużając...
  Zapraszam
~ ~ ~
Przyjaciel - Czasem ukrywa przed nami uczucia, plany.
Przyjaciel - Stara się pomóc jak może, lecz czasem może czynić inaczej.
Przyjaciel - To ktoś komu ufamy na sto procent.
Lecz nikt nie mówił, że przyjaciel może być przyjacielem naprawdę.

  Polka siedziała na wykładzie ukradkiem popijając ciepłą kawę z mlekiem, którą zakupiła jakieś pięć minut temu. Obok niej siedział Kim, który nie zrezygnował ze studiów, ponieważ chciał być blisko dziewczyny i mieć też na oku Jeona. A skoro już jesteśmy przy Wampirze, to Somin nie widziała go od tygodnia, pisała i dzwoniła do niego, ponieważ bardzo się martwiła, lecz ten nie kontaktował się z nią ani razu. Nawet jej nie śledził co ją mocno stresowało, ponieważ wiedziała, że Kim miał w planach pozbycie się Kooka już na zawsze.
  W pewnym momencie poczuła ciepłe usta Stwórcy na swojej szyi, który składał drobne i czułe buziaki na jej szyi pomrukując przy tym nisko i zmysłowo. Szatynka odruchowo się odsunęła, ponieważ nie była z nim w żadnej bliższej relacji, czego ten nie potrafił zrozumieć. 
  -Aish, daj mi się trochę tobą nacieszyć, hm? - uśmiechnął się w swój typowy, uroczy sposób, by zaraz przyciągnąć dwudziestolatkę bliżej siebie. 
 -Nie, przestań mnie całować. Nie jesteśmy razem. - mruknęła, była pewna, że Kima kolejny raz ogarnie szał jak jeszcze osiem dni temu, lecz ku jej zdziwieniu i ogromnej radości, ten posłał jej tylko słaby uśmiech i upił łyk jej kawy. 
  -Dobrze, przepraszam już nie będę. - przygryzł dolną wargę i splótł ich palce razem, bawiąc się nieco jej bransoletą, którą dostała od Jeona jakieś dwa lata temu. - Czemu tego nie zdejmiesz? Nie jesteście już razem. 
  -To pamiątka, poza tym Kookie nadal jest dla mnie bardzo ważny. To, że zrezygnowałam z jego miłości nie oznacza, że zrezygnowałam z jego przyjaźni. 
  -Zdajesz sobie sprawę, że póki on żyje to nasza miłość jest zagrożona? - spojrzał na nią ukradkiem, po czym rozpiął biżuterię na jej dłoni. - W twoim życiu kochanie nie ma miejsca już na Jeona. - dodał, by zaraz schować bransoletkę do kieszeni spodni. 
  -Nie możesz mi tego zabronić, nie jestem twoją własnością Kim. - mruknęła zła dziewczyna i odsunęła się od niego. 
  -Nie rozumiesz myszko, Kook już gryzie ziemię. 
  -C-Co?!
  -Znaczy, na razie tylko tak mówię, ale za kilka dni stanie się to pewnie prawdą. 
  -Jeśli coś mu zrobisz, możesz się pożegnać ze mną i z naszym wspólnym życiem. - syknęła, patrząc mu prosto w oczy jednak ten uśmiechnął się szeroko i ujął jej twarz mówiąc.
  -Czyli jest nadzieja na to, że będziesz moją kobietą, hm? - wyszczerzył się jeszcze bardziej, by zaraz dostać po głowie dziennikiem od profesora. 
  -Kim Taehyung do nauki! - wrzasnął starszy mężczyzna i jeszcze raz go uderzył, by zaraz zająć swoje poprzednie miejsce. 

  Deszcz padał z zachmurzonego nieba, a mocny i chłodny wiatr targał rozpiętą koszulą Jeona, który wolnym krokiem szedł przed siebie. W lewej dłoni trzymał butelkę whisky, którą już powoli kończył opróżniać natomiast w drugiej gniótł zdjęcie Somin. Łzy łączyły się z kroplami deszczu, które moczyły całe jego ciało, a stan upojenia sprawiał, że czuł jakby miał zaraz zwrócić. Czuł się jak śmieć, jakby stracił cały świat, jakby zagubił gdzieś swoje miejsce w całym wszechświecie. Nie potrafił sobie poradzić ze stratą dziewczyny, która tak wiele zmieniła w jego ponurym i samotnym życiu. Upił spory łyk alkoholu, a pustą butelkę wyrzucił za siebie. Nie wiedział, czy jego los był z góry przesądzony, czy tak łatwo się poddał i tak naprawdę oddał dwudziestolatkę Kimowi. 
  Usiadł na murku, patrząc na piękny widok przed sobą, ogromny ogród z małym oczkiem wodnym, przyprawiał go o miłe wspomnienia, które jeszcze bardziej go raniły. Nie dość, że stracił dom to jeszcze stracił miłość swojego życia, a jedynie co mu pozostało to siedzieć w swojej starej sali i czekać na śmierć, której oddech czuł już na karku. Przymknął zmęczone oczy i odchylił głowę, czując szybko spadające krople deszczu na swoją twarz, a szum drzew przyprawiał go lodowate dreszcze. 
  -Mogłem go zabić na samym początku. - wymruczał pod nosem by zaraz głośno westchnąć. 
  -To jeszcze nic straconego. - odezwał się poważny Park, siadając nagle obok przyjaciela. - Jeszcze możesz oszukać przeznaczenie. 
  -O czym ty do cholery mówisz? - spojrzał na niego zaskoczony, czując zawroty głowy. Jednak blondyn ujął jego dłoń i włożył do niej małą fiolkę z zielonym płynem, by zaraz zacisnąć dłoń Wampira. - Wlej to do jego wina, czy kakao. Nie poczuje wtedy smaku i nie wypluje tego. 
  -Co to jest? - zapytał jeszcze bardziej zszokowany brunet, patrząc na fiolkę z zieloną substancją. 
  -Trucizna, zabije go po pięciu minutach. Szybko i cicho. - wzruszył ramionami Wilkołak i poprawił swoje włosy, dodając. - Z tego co się orientuję to wieczorem Kim ma zabrać Somin do restauracji. Tam możesz mu to wlać do wina. 
  -Niby jak, co?
  -Słuchaj, ja ci dałem fiolkę, a ty sam resztę wykombinuj. - wymruczał Park i po prostu znikł, zostawiając zszokowanego chłopaka na murku. Kookie kompletnie nie rozumiał co właśnie zaszło i co to była za substancja, ale zamierzał to wykorzystać. To była jego ostatnia szansa. 

   Po południu Polka wybrała się na plażę, by zrelaksować się przed egzaminami, by przemyśleć sobie parę spraw, które dotyczyły jej życia prywatnego. Zdjęła buty i spuściła stopy z molo, by fale delikatnie muskały jej nagie stopy i tym samym pobudzając jej mózg do pracy ze względu na to, że było bardzo zimno. Jednak tak jak zawsze nie była sama, ponieważ po kilku sekundach pojawił się obok niej JiMin. Usiadł obok niej spokojnie, najbliżej jak tylko mógł i przytulił ją delikatnie całując subtelnie w skroń. 
   -Jak się czujesz mój mały Króliczku, hm? - zapytał z delikatnym uśmiechem nie mogąc oderwać wzroku od swojej przepięknej przyjaciółki.
   -Nie mogę się skontaktować z Kookiem. Wiesz może gdzie jest? 
  - Och,mała ani razu go nie widziałem. Nie rozmawiałem z nim odkąd uciekłaś wtedy z jego schronu. - poprawił spokojnie kosmyk jej włosów za ucho i musnął je delikatnie. 
  -Myślisz, że coś mu się stało?
  -Nie sądzę Perełko. - pokręcił głową.  - Wyczułbym to i TaeHyung też, więc nie mówiłby ci, że trzeba pozbyć się Wampira. 
  -Skąd o tym wiesz, hm? - spojrzała na niego, widząc rozmarzony wyraz jego twarzy tak jak dawniej, gdy jeszcze żył. 
  -Wiesz, że cię pilnuję od trzech lat. Nie chcę i nie pozwolę by coś ci się stało. - położył delikatnie swoją wpół przeźroczystą dłoń na jej policzku i pogładził go subtelnie, rozkoszując się przyjemnym ciepłem i miękką skórą. A gdy dziewczyna wtuliła się w jego dłoń, poczuł stado motyli w brzuchu, to było uczucie, które towarzyszyło mu zawsze, gdy Polka przy nim była. 
  -Więc... Czemu mnie okłamujesz? - zapytała nagle cicho i poważnie, patrząc chłodno w jego zaskoczone oczy. 
  -H-Hm? Jak to okłamuje? 
  -Ty też wiedziałeś o mojej przeszłości i o wymazaniu mojej pamięci, a mimo to tego mi nie powiedziałeś. Nie wyznałeś mi prawdy tak samo jak Jeon. - mruknęła, odsuwając się od niego. 
  -Wiedziałem, że mi nie uwierzysz. - westchnął cicho i spojrzał na swoje dłonie. - Nie chciałem cię kolejny raz stracić. Ostatkami sił wyrwałem się z ciemności, by móc przy tobie być jako duch. - dodał szeptem, mając łzy w kącikach oczu, lecz dziewczyna kompletnie tym nie wzruszona, a raczej rozczarowana, wstała z molo i zabrała swoje rzeczy.
    -Gdzie idziesz? - zapytał szybko również wstając, przerażony wizją tego, że dziewczyna się od niego odsunie. 
    -Idę na kolację z Kimem. - warknęła zła i ubrała buty, by zaraz szybo ruszyć w stronę domu.
    -Mała! Czekaj! - krzyknął za nią JiMin, dodając. - JungKook planuje dziś otruć Tae. Znalazł truciznę na niego, którą chce mu wlać do wina! - na te słowa dziewczyna przystanęła przestraszona, patrząc za siebie prosto na poważnego i zapłakanego Parka. Nie okłamał, prawda?

   Wieczorem tak jak Somin umawiała się z Kimem, wybrała się z nim do restauracji, gdzie mieli po prostu miło spędzić czas. Dziewczyna ubrała na tę okazję sukienkę do kolan koloru fioletu i buty na koturnie, chciała wyglądać elegancko zwłaszcza, że mieli jeść w bardzo drogiej i znanej restauracji. Gdy Kim podjechał swoim samochodem, dwudziestolatka wyszła z domu i zamknęła drzwi na klucz mocno spięta tym, co miała powiedzieć Hybrydzie. Gdy tylko się odwróciła w stronę pojazdu od razu napotkała wzrok szatyna, który trzymał w dłoni piękny bukiet niebieskich róż, które hodował w królewskim ogrodzie. 
   -Piękna róża dla przepięknej kobiety. - ucałował jej dłoń kłaniając się jednocześnie. 
   -Dziękuję Tae, to naprawdę miłe, a kwiaty są piękne. - ucałowała go w policzek, po czym wsiadła do samochodu. W momencie, gdy jechali dojechali na miejsce, oznajmiła niepewnie. - Tae, muszę ci coś powiedzieć. 
   -Co takiego królewno, hm? - zerknął na nią ze szczerym uśmiechem jednocześnie mając w oczach płomienne iskierki, które wywołane były przez tłumienie demonicznej strony V. 
   -Rozmawiałam dziś z Parkiem, powiedział mi, że JungKook chce cię otruć, dolewając ci czegoś do wina. - powiedziała szybko na wdechu, bojąc się reakcji chłopaka. 
  -Nie martw się malutka, oppa wszystko przewidział. - zaśmiał się i ucałował jej dłoń czule. - Chodźmy coś zjeść, hm? 
  -Tae, czy ty nie rozumiesz? We wszystkim możesz mieć tą substancję.
  -Wiem, dlatego ja nie będę ani jadł ani pił z rąk obcego kucharza, ponieważ dziś będzie nam gotował mój kucharz z zamku. 
  -Omo, tak? - spojrzała na niego w szoku. 
  -Jak najbardziej misiu, chcę by ten wieczór, a może i noc, były idealne. - mruknął zmysłowo i musnął delikatnie jej usta.
   Już po kilku minutach siedzieli przy pięknie ozdobionym stoliku, wybierając dania z karty, którą przyniósł kucharz Tae. Szatyn cały czas patrzył na skupioną dziewczynę, która dokładnie czytała nazwę każdego dania, na szczęście nazwy były przetłumaczone, ponieważ ta nie znała języka, którym posługiwali się Stwórcy. Kim natomiast czule gładził ją po dłoni nie mogąc oderwać oczu od niej, od jej malinowych ust, delikatnie pomalowanych oczu oraz nieśmiałego uśmiechu. Hybrydę cieszył sam widok radosnej Polki, ten widok był jak miód na jego serce, jak plaster na ranę, coś co utwierdzało go w tym, że ta dziewczyna była warta każdego jego zachodu. 
   -Wybrałaś coś królewno? - zapytał z uśmiechem, całując jej dłoń. 
   -Um tak, chciałabym to. - zaśmiała się skrępowana, ponieważ nie potrafiła przeczytać tak długiej i skomplikowanej nazwy, która mimo że była przetłumaczona, stanowiła dla niej sporą przeszkodę językową. 
   -Dobrze, coś jeszcze królowej podać? - odezwał się kurzach, notując jej zamówienie. Zdziwiona studentka spojrzała na mężczyznę, który skupiony notował każdą jej zachciankę. 
  -N-Nie...
  -A tobie, królu?
  -To samo co mojej damie. - zaśmiał się, widząc duże i bardzo czerwone rumieńce na twarzy dziewczyny. Była nowa w tej sytuacji i takie zachowanie mocno ją przytłaczało, nie była gotowa na to, by ktoś inny prócz Tae tak na nią mówił. 
   W tym samym czasie na kuchni panował spory chaos ze względu na dużą ilość zamówień, dlatego Jeon nie miał jak dostać się do kucharza, który obsługiwał V i Somin. A zwłaszcza dlatego, że Wampir tam nie pracował, został od razu wyrzucony z lokalu po tym jak kelnerka zdała sobie sprawę, że ten tu nie pracował. 
   -Cudownie. - warknął zły i patrzył na parę , która rozmawiała spokojnie i z uśmiechem. I mimo że widział szczęście w oczach Somin nie zamierzał się poddać. On musiał wygrać. 
   -Może zatańczymy, hm? - uśmiechnął się V, ujmując dłoń Somin.
   -Nie potrafię oppa..
   -Pomogę ci. - puścił jej oczko radosny i pociągnął na mały parkiet, gdzie tańczyło kilka osób. I właśnie ten moment chciał wykorzystać Wampir, który zakradł się od tyłu do restauracji. TaeHyung doskonale go wyczuwał każdą swoją komórką mózgową, dlatego obserwował dokładnie pomieszczenie, jednocześnie trzymając blisko siebie swoje Kochanie. Muzyka grała, klienci restauracji rozmawiali  i żartowali, atmosfera była po prostu idealna, lecz to co działo się poza świadomością przebywających, było dużo mroczniejsze niż mogłoby się wydawać. Brunet podszedł do stolika nie odrywając oczu od skupionego V, miał nadzieję że chociaż kilka kropel mu się uda wlać do jego kieliszka, dlatego gdy mu się to udało, poczuł nie małą satysfakcję. Gdy muzyka przestałą grać, wycofał się kolejny raz na tyły budynku by móc w ukryciu obserwować dalsze losy jednak ani V, ani Kook nie przewidzieli jednego. JiMina, który po kryjomu podmienił kieliszki. 
   -Omo, ale się zmęczyłam. - zaśmiała się szatynka, która usiadła na swoim miejscu i upiła spory łyk wina. 
   -W sumie ja też. - zaśmiał się Hybryda i ukradkiem wylał wino do kwiatka, które stało za jego plecami. Jednak coś mu nie pasowało i to bardzo, ponieważ roślina kompletnie nie zareagowała, mimo że od razu powinna zwiędnąć. Wtedy jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości a twarz gwałtownie zwróciła w stronę jego królowej. 
  -Hm? Stało się coś? - oznajmiła, patrząc na niego z mocno bladą twarzą. 
  -Omo... - jęknął przerażony V i złapał w ostatniej chwili Polkę, która straciła przytomność. Ludzie się zbiegli, by zobaczyć co się stało i pomóc, lecz Kim doskonale wiedział, że nie było ratunku. 
  -Somin! - wrzasnął Jeon, wbiegając do sali i upychając mocno ludzi, by dostać się do Stwórcy. TaeHyung reanimował dziewczynę, nie mogąc sobie poradzić, ponieważ ogarnęła go panika. - Jesteś Hybrydą, zrób coś! - wrzasnął zalany łzami Kook, łapiąc nieprzytomną dziewczynę za dłoń. 
  -Jedź po moją matkę, szybko! - wrzasnął młodszy i wziął na ręce dziewczynę, której serce biło z każdą chwilą coraz wolniej. - Kochanie, nie zostawiaj mnie. Nie możesz! Nie wolno ci! - krzyczał przez łzy jednocześnie rozkładając swoje potężne skrzydła, które przeraziły gości lokalu. 
  -Do zobaczenia Króliczku, oppa czeka. - uśmiechnął się blondyn, patrząc na powoli umierającą dziewczynę. 
~ ~ 
No, no, no! Taki oto zwrot akcji. 
Czy kogoś zaskoczyło zachowanie JiMina, hm?
A może coś przeczuwaliście, hm?
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

środa, 23 stycznia 2019

TKC #7 I need u

12 komentarzy:
Cześć
   Przybywam do Was z niczym innym jak z kolejną częścią TKC, woha! Ktoś się cieszy równie bardzo jak ja? A może bardziej? Lub mniej, bo i taka opcja też jest. Mam ostatnio tak sporą wenę na pisanie, na nowe opowiadania przede wszystkim. Muszę sobie gdzieś je zapisać, to może w przyszłości jeśli nic się nie zmieni, to zasypię Was swoimi kolejnymi pomysłami, hah.
Czy tylko mnie przeraża jak jedna osoba może zmienić postrzeganie naszego świata? Jak jej zachowanie, słowa, samo spojrzenie potrafi sprawić, że świat staje się lepszy? A co dopiero, gdy jest ich siedem...
  Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, możliwa przemoc.
Nie przedłużając...
   Zapraszam
~ ~ ~
Kocham cię.
Pragnę cię.
Marzę o tobie.
A najbardziej.
Potrzebuje cię, po prostu.

   Somin spojrzała w szoku na JiMina, który stał wyprostowany, patrząc na nich swoimi dużymi i nieco zamglonymi, brązowymi oczami, które oznaczały, że był duchem. 
   -C-Co ty... Mówisz? - wyszeptała z niedowierzaniem, siadając na fotelu. 
   -TaeHyung jest już stracony, stanowi dla was, dla ciebie Króliczku samo zagrożenie. - oznajmił tak spokojnie, że to było aż przerażające. 
  -Zgadzam się z nim, musimy się go pozbyć. - odezwał się od razu Jeon wyraźnie podekscytowany na taką wiadomość przez co Polka spiorunowała go wzrokiem. Między trójką przyjaciół panowała ponura cisza, dwudziestolatka przygryzała mocno dolną wargę, by się nie rozpłakać, ponieważ nie chciała śmierci Stwórcy. Może się go bała, może był agresywny, ale chciała mu dać szansę. Chciała sprawdzić, czy na pewno był taki, czy nie była to jego chwila załamania. W końcu różnie się reaguje na wieść, że druga połówka ma kogoś innego, prawda? 
   -Nie. - oznajmiła poważna, podnosząc się z fotela. 
   -Słucham? - Jeon, spojrzał na nią zszokowany, ponieważ kompletnie się tego nie spodziewał. Miał nadzieję, że po tej całej akcji, dziewczyna zechce zrezygnować z Kima. 
   -Nie możemy tego zrobić tylko dlatego, że chwilowo jego umysł jest... Opętany. - westchnęła, patrząc z nieukrywaną złością i rozczarowaniem na Parka. - Dajmy mu czas, trzeba się przekonać, że tamten Tae jest stracony. 
   -Kochanie, ja rozumiem, że w obliczu tej całej sytuacji... Naszego zerwania, mojego kłamstwa, możesz mieć mieszane odczucia co do Kima, ale to naprawdę zły pomysł. On cię zniszczy, zmusi do bycia ze sobą, zabije ludzi i mnie jeśli tylko ktoś stanie mu na przeszkodzie. A ja naprawdę nie pozwolę mu na to, by mi cię odebrał. Może mnie nie chcesz, może nawet już nie czujesz do mnie tego samego, ale ja kocham cię na zabój. I nie mówię tego, by ci się przypodobać, by pokazać się przed tobą jako romantyk. Nie. Mówię to dlatego, że zajebiście mocno mi na tobie zależy i że jestem w stanie zginąć dla twojej miłości. - jego słowa były poważne i cholernie szczere jednak Somin była uparta. Może czasem tam, gdzie nie było to kompletnie potrzebne. 
   -Nie, Jeon. To ja jestem powodem, który sprawił, że jest teraz taka sytuacja. Chcę to naprawić, przynajmniej spróbować. 
  -Kurwa mać! - wrzasnął Wampir pełen złości i rozczarowania jednak nie wiedział, czy zachowaniem Polki, czy idioty JiMina, który przyznał się do takiej akcji przy dziewczynie. - Zrozum do jasnej cholery, że to co próbujesz zrobić zagrozi naszemu życiu, twojej wolności!
   -To moje życie i moje decyzje!
   -Ja też podjąłem kilka decyzji i teraz wracają do mnie z takim uderzeniem, że czuje się na skraju załamania! Nie możesz dać mu szansy, nie zasługuje na nią! Nie po tym co ci zrobił!
   -Nie zrobił nic złego, zatracił się w swojej demonicznej osobowości, ale nigdy na mnie nie podniósł ręki. Groził mi to fakt, ale nie zrobił nic co zraniłoby moje ciało. 
   -Czyli co, czekasz aż cię uderzy? Zabierze do Hybryd? Zmusi do małżeństwa, huh?!
   -Przestańcie się kłócić! - warknął podniesionym głosem JiMin, lecz była para kochanków była już na tyle rozjuszona, że słowa padały z ich ust coraz to bardziej wulgarne. Jednak w pewnym momencie Jeon nie wytrzymał, wysunął kły i uniósł dłoń jakby chcąc uderzyć Somin. Park automatycznie zasłonił ją swoim ciałem, a zszokowany całą tą sytuacją JungKook odsunął się szybko od blondyna. 
   -Tylko spróbuj. - warknął Wilkołak, spinając całe swoje ciało.  Brunet widząc i zdając sobie sprawę, co właśnie chciał zrobić pod wpływem chwili, osunął się po ścianie i zaczął cicho szlochać. Jednak oliwy do ognia dodał fakt, że Somin po prostu opuściła schron, nie chcąc przebywać w pobliżu Wampira.
   -Jak ty potrafisz wszystko spieprzyć. - mruknął JiMin i rozpłynął się w powietrzu. 

   Studentka siedziała na molo, patrząc z pustym wyrazem twarzy na taflę wody, która falowała powoli i spokojnie, wydając przy tym przyjemny dla uszu szum. Powoli zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że gdyby w przeszłości nie zechciała poznać Kima, może byłoby inaczej? Może byłaby bezpieczna, żyłaby spokojnie i uczyła się na panią choreograf. Jednak to też oznaczałby, że prawdopodobnie nie poznałaby swojego Kookiego, JiMina i to też w jakimś stopniu by wpłynęło na jej życie. Nie wiedziała co robić, jakie decyzje podjąć, by wszystko się ułożyło. Otaczała ją kompletna pustka, sprzeczne emocje i myśli wcale nie pomagały jej we funkcjonowaniu. Z jednej strony kochała Kooka i wiedziała, że ten również darzył ją takim uczuciem, może nawet większym. Jednak z drugiej strony przy Kimie, jaki by on nie był, czuła się kochana, najważniejsza na świecie i przede wszystkim prawdziwie szczęśliwą dziewczyną. Więc, czy to oznaczało, że wiedziała jaką decyzję w przyszłości podejmie? 
   -Skarbie. - usłyszała niski głos, gwałtownie odwróciła się w stronę TaeTae, który stał nad nią z delikatnym, bardzo subtelnym uśmiechem. - Nie uciekaj, proszę. - dodał, widząc jak dziewczyna wzrokiem szukała drogi ucieczki. Uklęknął przed nią i ujął jej twarz w dłonie tak czule, tak delikatnie, że miała wrażenie iż dotykały ją płatki kwiatów, a nie męskie dłonie. Patrzył w jej oczy nic nie mówiąc, delikatnie kciukami pocierał jej zaróżowione od zimna policzki wciąż się do niej lekko uśmiechając. Ten Kim był inny, taki jak na początku, spokojny i może nawet nieco zawstydzony. To nie ten Kim, który jeszcze rano chciał ją zmusić do związku, to nie ten chłopak przed którym uciekała. Nie wiedziała, czy był filmowym Grey'em i miał kilkanaście twarzy, ale mogła przyznać z ogromną szczerością, że zadurzyła się w tym pierwszym Kimie. Spokojnym, zawstydzonym i nieśmiałym...
   -Przepraszam. - wyszeptał nagle patrząc na jej usta, by po chwili odsunąć się minimalnie od niej nie chcąc jej jeszcze bardziej wystraszyć. - Nie wiem co się ze mną dzieję, moja druga natura próbuje zniszczyć mi życie, odebrać calutki mój świat jakim jesteś ty. - dodał, przenosząc swój ponury wzrok na widok za plecami dziewczyny. Wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać, no, może uronić kilka łez, ponieważ jego dolna warga zaczęła nieco drgać, a brązowe oczy zaszkliły się. Między nimi wciąż jednak panowała cicha, która od czasu do czasu była przerywana szumem fal i gdzieś w oddali przejeżdżającym samochodem. Polka próbowała rozszyfrować co chłopak chciał tymi słowami uzyskać jednak nic bardziej sensownego do głowy jej nie przychodziło, prócz myśli, że ten po prostu żałował tego co zrobił. Co chciał zrobić. 
   -Nie rozumiem cię. - wyszeptała nagle przysuwając się bliżej chłopaka i dotykając niepewnie jego zimnych policzków. - Nie ufam ci, boję się ciebie, ale mimo to mam wrażenie, że wiele dla mnie znaczysz. Że to co nas łączyło wtedy, za czasów tej walki, przetrwało, a może nawet stało się mocniejsze. - dodała, przejeżdżając kciukiem po jego dolnej wardze. Blondyn pociągnął nosem jak mały chłopczyk i przytulił się do niej mocno, chowając twarz w zagłębieniu jej szyi. Somin otworzyła szeroko oczy, nie za bardzo wiedząc jak się zachować, lecz ostatecznie objęła go i zaczęła głaskać po plecach. Mogła doskonale wyczuć jak szybko biło serce chłopaka, jak bardzo pragnął tej chwili. 
   -Sam jestem na takim etapie, że siebie nie rozumiem. Jednak wiem, że to co było, jest i będzie jest związane tylko i wyłącznie z tobą. - uśmiechnął się smutno, ukradkiem ocierając pojedynczą łzę. 
   -Nie możesz żądać ode mnie tego, że mimo wszystko będę z tobą. Ja naprawdę sama nie rozumiem co łączy nas, mnie i Kooka...
   -Och, rozumiem. Staram się przynajmniej, ale wiedz, że jeśli wybierzesz jego nie unikniesz konsekwencji, ponieważ każda decyzja jakieś takowe niesie. 
   -Grozisz mi? - spięła się nagle na myśl, że ten mógł się na nowo przemienić. 
   -Nie kochanie. Chcę żebyś wiedziała, że jeśli ostatecznie wybierzesz Jeona, zabiję się. Ale jeśli wybierzesz mnie, to zapewne on podzieli mój los i sam zginie. 
   -A jeśli nie wybiorę żadnego z was? - odsunęła się od blondyna i spojrzała w jego smutne oczy.
   -Wtedy żaden z nas ci nie da spokoju, musisz któregoś z nas wybrać. - uśmiechnął się smutno.  
   -Nie muszę wybierać między wami, mogę sama odejść, pod każdym możliwym tego słowa sensie. 
   -Sugerujesz, że byłabyś w stanie się zabić? - spiął się na myśl, że dziewczyna byłaby naprawdę do tego zdolna. 
    -Może...
    -Kochanie, nawet jako trupy nie damy ci spokoju. Mogę zginąć z tobą, za ciebie, dla ciebie, ale nigdy w życiu cię nie opuszczę. - ucałował jej dłoń jak damie i wstał na równe nogi, otrzepując spodnie z ziaren piasku. 
    -Nie możecie mnie zmuszać do wyboru między wami, śmiercią a życiem.
    -Kotku, nasze życie to ciągłe decyzje, kiedyś będziesz musiała jakąś podjąć. - westchnął, czując nadchodzącego Jeona. - Ale pamiętaj, że gdzie ty, tam i ja niezależnie w jakiej sytuacji i pod jaką postacią. - dodał, by zaraz odwrócić się od niej i ruszyć przed siebie. Doskonale czuł jej smutny, przestraszony wzrok na sobie, jednak zdawał sobie sprawę, że prędzej JiMin stanie się żywy niż to, że którykolwiek z nich, pozwoli dziewczynie na śmierć.

   Czuł na sobie piekielne spojrzenia pełne złości i nienawiści, lecz mimo to szedł spokojnie przed siebie z wysoko uniesioną głową. Jego bujne, czarne włosy były idealnie ułożone, a pełne ciało blizn zakryte ciemnym ubraniem. Każdą częścią swojego ciała czuł otępiały ból wspomnień z tego miejsca, a z zabliźnionych ran na nowo sączyła się krew. I mimo że to było tylko w jego głowie, wciąż miał wrażenie jakby przeżywał najgorsze katusze. W pewnym momencie dwa, obślizgłe i wpółnagie Demony, otworzyły przed nim sporych rozmiarów drzwi. Jego bordowym oczom ukazały się dwa trony, lecz tylko jeden zajęty, przez wysokiego i bardzo dobrze zbudowanego mężczyznę. Jego włosy były długie, czarne i gęste a ich końcówki płonęły żywym ogniem, ciało pokrywała niezliczona ilość czarnych run od szyi po same stopy. Jego mocno wyrzeźbione abs wzbudzało mocne zainteresowanie wśród płci przeciwnej, mimo że jego wiek był już starczy trzymał się naprawdę dobrze. Miał około sześćdziesięciu lat ludzkich, lecz na przelicznik Demonów był sporo starszy co wzbudzało ogromny respekt wśród mieszkańców Piekieł, gdyż to był jedyny rządzący, któremu udało się przeżyć tak wiele brutalnych wojen.
   Chłopak stanął przed tronem i mimo że wyczuwał ogromną wściekłość i niechęć do jego osoby, nie zawrócił, nie zamierzał nawet tego zrobić, ponieważ przyszedł tu z jednego bardzo konkretnego powodu. 
   -Witaj, Lucyferze. - ukłonił się JungKook przed królem Demonów. 
   -Czego chcesz Jeon. - odezwał się niskim, potężnym głosem mężczyzna,  patrząc na niego z morderczym spojrzeniem, a jego zupełnie czarne oczy rozbłysły od ognia, którym buchnął w stronę Wampira.
    -Przyszedłem w ważnej dla mnie sprawie.
    -Zabiłeś mi syna! - wrzasnął król i wstał gwałtownie, napinając swoje umięśnione ciało jednocześnie idąc powoli w stronę młodszego. I mimo że tak naprawdę Kook znajdował się w najgorszym możliwym dla siebie miejscu, nie cofnął się nawet nie mrugnął tylko z dumą patrzył w demoniczne oczy Lucyfera.
   -Nie ja, lecz twój drugi syn. - oznajmił młodszy ze stoickim spokojem.
   - Mojego TaeHyunga w to nie mieszaj! - syknął, chwytając Jeona za szyję i podnosząc go wysoko jednocześnie go przyduszając. - Czego chcesz ty parszywy sukinsynu? - dodał, ściskając coraz mocniej szyję chłopaka. 
   -Puść. - wychrypiał Wampir, tracąc powoli przytomność i mimo że władca tego nie chciał, zrobił to i puścił bruneta. 
   -Czego tu szukasz, co? - odwrócił się tyłem do niego chcąc ruszyć w stronę tronu, lecz słowa, które wypowiedział były Somin, sprawiły, że król stanął jak słup soli.
   -Chcę podpisać z tobą pakt. 
   -Że co? Jaki do cholery pakt? - odwrócił się na nowo w jego stronę zaciekawiony i przymrużył swoje czarne oczy.
   -Dobrze wiesz, że twój syn chce być z Somin, z dziewczyną, którą ofiarował mi Jung.
   -To nie była żadna ofiara, tylko ucieleśnienie twojego idiotycznego marzenia. - parsknął Lucyfer i usiadł na tronie. 
   - Gówno prawda. - mruknął pod nosem Kook i dodał. - Chcę podpisać pakt z tobą, chcę byś zapewnił mi to, że Somin ze mną będzie.
   -W zamian za co? 
   -Za cokolwiek. - wzruszył ramionami młodszy kompletnie nie przejmując się możliwymi konsekwencjami, tak jak na początku okłamywania Polki.
  -Więc równie dobrze będę mógł żądać, że zaczniesz zachowywać się jak mój zmarły syn. - zaśmiał się i sięgnął dłonią po piekielny dokument. 
  -Tak, mogę taki być, bez żadnego problemu. - zaśmiał się, patrząc na poczynania króla.
  -Naprawdę jesteś taki głupi, czy miłość do tej dziewczyny aż tak siadła ci na głowie, hm?
  -Każda z tych opcji jest możliwa. - westchnął, drapiąc się po karku. 
Lucyfer podsunął pod jego nos dokument, który zawierał umowę, której żądał Jeon. 
  -Jesteś pewny, że to co robisz jest słuszne? - zapytał ciekawy mężczyzna, patrząc na bruneta, który wpatrywał się w kartkę papieru wyjątkowo intensywnie. 
   -Nie jestem już niczego pewny. Ja jedynie pragnę Somin dla siebie. 
   -Więc śmiało, podpisuj. - po tych słowach władca przeciął swoją dłoń po wewnętrznej jej stronie, jego czarna krew skapywała powoli na kartkę. - No dalej, daj mi swoją dłoń. - dodał, wyciągając swoją drugą dłoń w stronę Kooka.
W głowie młodszego zaświeciła się czerwona lampka, coś było nie tak, władca za szybko się zgodził na umowę. Nawet nie podał konkretnej ceny, więc równie dobrze Wampir mógł już nie wrócić żywy do Somin, dlatego chwycił kartę i zaczął ją skrupulatnie czytać. Każdy najdrobniejszy szczegół, każdą najmniejszą czcionkę. Był tak zdesperowany, tak bardzo potrzebował dwudziestolatki przy sobie, że zszedł do Piekieł. Do ojca Kima.
   -Dobrze. - zaczął nagle Lucyfer i wziął pakt z rąk Koreańczyka. - Jesteś głupi i ślepy, naprawdę uważasz, że poświęcę szczęście mojego ostatniego, żyjącego syna, który niedługo zasiądzie na tronie? Myślisz, że chcę stracić swoje ostatnie dziecko? 
  -Ja... Nie wiem. - westchnął Wampir już nie radząc sobie z konsekwencjami, które z dnia na dzień przerastały jego możliwości. 
   -Odejdź stąd nim cię zabiję. - warknął Demon i usiadł na tronie, patrząc złowrogo na Jeona. - No już, rusz się! - syknął i kolejny raz buchnął w niego ogniem. 

    Ciepłe dłonie obejmowały dwudziestolatkę wokół bioder, gdy patrzyła spokojnym wzrokiem na piękny księżyc w pełni. Mimo że jej życie się sypało, że miała wybrać między dwoma swoimi byłymi przyjaciółmi, czuła się dobrze. Spokojna, zrelaksowana po prostu łapała chwilę, która w każdej sekundzie mogła zostać po prostu przerwana. 
  -Naprawdę byłbyś w stanie to zrobić? -zapytała nagle cicho blondyna.
  -Tak mała, dla mnie najważniejsze jest twoje szczęście i bezpieczeństwo. 
  -Skoro tak, to  czemu spiskujesz przeciwko TaeTae, wiedząc, że chcę mu dać szansę?
  -Aish, Króliczku. - westchnął Park i położył swój podbródek na jej ramieniu. - To nie tak, dam mu czas, by się zrekompensował za te czyny, ale nie obiecuję, że nie podniosę na niego ręki. 
  -Myślisz, że źle robię dając mu szansę? - westchnęła, zerkając na przyjaciela. 
  -Każdemu należy się szansa mała, zwłaszcza jak ktoś wykazuje chęć poprawy. A Kim chyba właśnie chce tej poprawy, więc myślę, że dobrze czynisz. 
  -A co z Kookiem? 
  -Króliczku wiem jak wygląda to z twojej strony, ale z mojej... - urwał na chwilę. - Aish, chyba będę musiał mu zrobić miejsce obok siebie. 
  -Hm? O czym ty mówisz?  - odwróciła się w jego stronę zdziwiona, nie wiele rozumiejąc z jego słów.  Lecz Wilkołak uśmiechnął się tylko smutno i ujął jej twarz, patrząc w jej oczy i mówiąc bardziej do siebie niż do niej. 
  -Po prostu daj mu odejść w świadomości, że twoja miłość względem niego jest prawdziwa, bo niewiele mu czasu zostało. - wyszeptał i po prostu przytulił się do Polki najmocniej jak tylko potrafił.
~ ~
Kolejna część za nami. 
Podobała Wam się? 
Mam nadzieję, że tak Słoneczka.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE  

Obserwatorzy