Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alien. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 sierpnia 2018

Alien - Epilog

7 komentarzy:
Witam <3
Przybywam do Was z ostatnią częścią Aliena, cieszę się, że niektórzy z Was dotrwali do końca razem ze mną. Wasze komentarze są cholernie motywujące, więc aż człowiekowi chce się pisać dalej. Kilka razy zmieniałam koniec historii, bo nie mogłam się zdecydować jaki koniec byłby odpowiedni, dlatego też w jednym zakończeniu są dwa. Oczywiście nie jest to pomieszanie, ale mam nadzieję, że Was mocno zaskoczę, bo cholernie mi na tym zależy.
   Muzyka: Jeśli ktoś ma ochotę sobie posłuchać przy czytaniu, to zapraszam : Singularity lub Stigma
Nie wiem dlaczego, ale cholernie się denerwuje tym, jak wyjdzie mi to zakończenie... Eh.
 Ostrzeżenia: Możliwe wulgaryzmy.
Nie przedłużając...
  Zapraszam <3
~ ~ ~
   Czuły i pełny miłości dotyk. Ciepły oddech. Przyjemy dla uszu męski głos. Dwa ciała należące do dwojga kochanków. Taki był ich początek.
   Przyjemny głos młodego dla oka chłopaka zamilkł na chwilę, by zaraz przyciągnąć do swojego nagiego torsu ciało swojej ukochanej. Delikatne usta musnęły jej czoło a szczery i pełny szczęścia uśmiech sam wkradł się na ich twarze.
-Czemu nie dokończysz mi tej bajki?
-Ale księżniczko. - zaśmiał się chłopak, patrząc na nią swoimi dużymi, brązowymi oczami. - Już skończyłem bajkę.
-Już? A ja się tak w nią wciągnęłam. - fuknęła z uśmiechem Polka i spojrzała na niego. - Nie wierzę, że sam na poczekaniu potrafiłeś stworzyć takie niewiarygodne zdarzenia, ludzi i te istoty. Tak samo fakt, że potrafiłeś nawet nas w to wplątać. - musnęła jego nagi tors i przymknęła oczy. Silne dłonie objęły ją czule, by zaraz spocząć na jej delikatnych i ciepłych plecach.
-No widzisz księżniczko? Twój mężczyzna ma wybujałą wyobraźnię, prawda?
-Oj zdecydowanie. Czasem mam wrażenie, jakbyś tę bajkę po prostu wspominał a nie zmyślał. - zaśmiała się cicho. Kochała moment, gdy brunet opowiadał jej tę bajkę, z każdym wieczorem miała w sobie coraz więcej szczegółów tak ciekawych i niebywałych, że aż żal jej było, gdy chłopak kończył ją mówić. Lecz jednego nie była świadoma...
-JungKook? - spojrzała na niego nieco już zmęczona.
-Tak moja księżniczko?
-Będziesz mnie tulił całą noc? - zapytała cicho, ponieważ co noc od dwóch lat śniła o tych zmyślonych postaciach, o których mówił jej chłopak. Miała wrażenie, że jej cząstka za czymś, a raczej za kimś tęskni. Nie miała pojęcia o co chodzi, lecz jej chłopak, którym od dwóch lat był JungKook mówił jej, że to po prostu takie małe, dziwne uczucie kompletnie z niczym nie związane. Co oczywiście było kłamstwem, ponieważ ta rzekoma bajka JungKooka, była samą prawdą.
-Aish, myszko oppa nie wypuści cię z rąk. Jesteś tylko i wyłącznie moja i oppa nikomu cię nie odda. - dziewczyna o turkusowych włosach spojrzała na niego z uśmiechem widząc w jego oczach ten tajemniczy, błysk za każdym razem, gdy opowiadał jej bajkę, lub gdy mówił, że dziewczyna była tylko jego. Biedna Somin od dwóch lat żyła w kłamstwie, którą karmił ją po uszy zakochany Jeon. Jego bordowe jak krew oczy spojrzały na śpiącą już jak dziecko dziewczynę, uśmiechnął się delikatnie ukazując przy tym dwa, ostre kły.
-Mówiłem wam, że ona będzie moja. - zaśmiał się gardłowo, patrząc z uśmiechem i miłością na jego wieczny obiekt westchnień.

    Zapewne ciekawi cię, co tak naprawdę się zdarzyło i jak to się stało, że Jeon stał się chłopakiem Somin, prawda?
Otóż w momencie, gdy walka przez nich została wygrana, wymazał jej pamięć tak jak obiecał V, jednak miał w tym swój plan. Gdy niczego już nieświadoma dziewczyna wróciła do swojego normalnego życia, kompletnie nie pamiętając poprzednich wydarzeń i osób, JungKook postanowił ją w sobie rozkochać. Przyszedł do jej szkoły jako nowy, cichy uczeń, by po kilku tygodniach zaprzyjaźnić się z Polką. Rozkochać ją w sobie było mu cholernie ciężko, ponieważ jak już było wspomniane, dziewczyna za kimś tęskniła, a ona sama nie miała pojęcia za kim, skoro nikogo nie straciła. A przynajmniej niczego takiego nie pamiętała...
Po pół roku udało mu się zdobyć jej serce, choć kosztowało go to sporo wysiłku. Byli ze sobą już dwa lata, szczęśliwi i mocno zakochani, Wampir traktował ją naprawdę bardzo dobrze i czule, w końcu była jego małą, bezbronną księżniczką. Codziennie wieczorem opowiadał jej tę bajkę, ponieważ wiedział, że jeśli kiedyś dziewczyna sobie coś przypomni - co byłoby niemożliwe, ale nigdy nic nie wiadomo - to mógłby to zwalić po prostu na tę historię, o której jej co wieczór mówił.
JungKook pragnął z nią założyć rodzinę, dlatego od kilkunastu dni chodził po sklepach jubilerskich, by móc znaleźć dla niej pierścionek zaręczynowy. To nic, że była dopiero pierwszym roku studiów, on już był w stanie wziąć z nią ślub, chociażby tu i teraz.
   Jednak nie przewidział jednego...

  W ciemnej, opuszczonej sali na samym jej środku stał kamienny TaeHyung. Nie zginął tak jak przypuszczał JungKook, dlatego nie wiedział o zagrożeniu.Stwórca wciąż żył pełny nienawiści do JungKooka i coraz większej miłości do jego małej Somin.
  W pewnym momencie jego zakute kamieniem serce nagle przyśpieszyło na myśl o tych pięknych, błękitnych oczach, kojącym głosie i delikatnym dotyku. A imię jego królowej rozbudziło w nim potężny żar tęsknoty do Somin, dlatego zacisnął swoje dłonie w pięści, przez co kamień pękł w tym miejscu. Następnie ryknął ponuro i nisko, by zrobić mały krok, który również uwolnił go z kamienia. Już po długich minutach walki z tym, stanął na nowo na białych płytkach...
Rozłożył swoje ogromne, czarne skrzydła i swoim błękitnym pełnym chłodu wzrokiem spojrzał na piękny księżyc w pełni, sycząc.
-Znajdę cię parszywy skurwielu, odbiorę ci moją Somin i uczynię ją swoją królową. Nie masz szans z Panem Świata, więc nie stawaj do walki, bo już ją przegrałeś. - uśmiechnął się w nieco psychopatyczny sposób, by zaraz wbić się jednocześnie znikając za kłębiącymi się, potężnymi burzowymi chmurami. 
~ ~ ~ 
I w ten oto sposób dobrnęliśmy do końca historii. 
Ktoś się spodziewał takiego zakończenia?
Mam nadzieję, że kogoś z Was zaskoczyłam. 
Czy tylko ja uważam, że końcowe zdania są zapowiedzią kolejnej części... Hm...
Mam nadzieję, że historia zapadnie Wam w pamięci i że będziecie chętnie do niej wracać. 
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

niedziela, 12 sierpnia 2018

#16 Alien - Niech wygra...Najlepszy

2 komentarze:
Witam <3
   Przybywam do Was z już szesnastą częścią mojego Wieloczęściowca, zapewne opowiadanie zakończyłoby się dużo wcześniej, ale jak sami wiecie, nie dodawałam nic ponad miesiąc, dlatego też tak Alien się wlecze. Jednak ta część jest już ostatnią częścią jeśli chodzi o fabułę, ponieważ kolejna część  będzie już epilogiem i tym ostatnim zakończymy Obcego.
Mam nadzieję że mimo tak długiego postoju nadal macie chęć poznania reszty wydarzeń w życiu Somin.
   Ostrzeżenia: Przemoc, wulgaryzmy, samookaleczanie oraz masa gifów.
Nie przedłużając...
  Zapraszam <3
~ ~ ~
Dzień wojny Demonów i innych ras nadszedł.
To teraz dowiemy się, czy ludzie zginą,
czy może uda się ich ocalić.
A może....
Oni tak samo utkną w Próżni?

   
   Głośny grzmot wyrwał Somin ze spokojnego snu, usiadła gwałtownie na łóżku rozglądając się z przerażeniem po pomieszczeniu. Tuż za oknem panowała ogromna nawałnica, drzewa dosłownie latały po niebie, padał ogromny grad wielkości piłki do tenisa, pioruny uderzały w przestrzeń pomiędzy willą Kooka a lasem. Polka zerwała się przerażona z miejsca dopadła do drzwi i z całej siły szarpała za klamkę chcąc wyjść, w tym samym momencie przez drzwi balkonowe do pokoju wpadł na wpół złamany dąb, dziewczyna krzyknęła przerażona, żeby tego było mało wszystkie okna dosłownie rozpadły się na kawałki, a resztki szkła leciały prosto na wpół nagie ciało brązowowłosej. Osiemnastolatka odruchowo zakryła się dłońmi, lecz coś mocno szarpnęło ją za nagie ramię i dosłownie wyciągnęło z pomieszczenia. Tym kimś okazał się być JungKook. 
-O-oppa, co się dzieje? - pisnęła i przytuliła się do jego torsu.
-Demony wyszły na powierzchnię, zaczęła się walka. - oznajmił i nie czekając na reakcję młodszej zaczął ją ciągnąć na siłę na schody. 
-Co?! Jak to?! Mówiłeś, że wygrywacie!
-Na pretensje będziesz miała później czas, a teraz chodź. Willa się dosłownie wali! - krzyknął a w tej samej chwili połowa jego dobytku runęła na ziemię, a on trzymał mocno dziewczynę za dłoń, gdy tuż za nią dosłownie pod piętami, pojawiła się krawędź od jeszcze na resztkach fundamentów trzymającego się domu. Wampir przyciągnął ją do swojego torsu, po czym wziął ją na ręce i szybkim krokiem skierował się do piwnicy, gdzie miał swoją siłownię. 
-Gdzie TaeHyung? - zapytała przerażona i zacisnęła swoją małą dłoń na poszarpanej koszuli bruneta. 
-To on jest sprawcą tej nawałnicy... Gdy tylko wyczuł HoSeoka wpadł w szał... - te słowa sprawiły, że serce dziewczyny przyśpieszyło gwałtownie jeszcze bardziej. Bała się o Stwórcę, bo... Bo chyba się w nim do cholery zakochała...
-Nic mu nie jest, prawda? Prawda Kook?
-Nie wiem, straciłem go z oczu, gdy tylko wyczuł Demona. - oznajmił i postawił dziewczynę na miękkim dywanie. Ubrał szybko na jej ciało swoją ulubioną bluzę, a na nagie stopy wdział jego buty, to nic, że były o pięć rozmiarów za duże, ścisnął mocno sznurówki, by się trzymały i chwycił jej drobną dłoń. Zerwał plakat, za którym znajdywała się dźwignia, chwycił za nią i ruszył nią w dół, by po chwili usłyszeć typowy dla horrorów skrzypienie drzwi. Lustra, w których wcześniej widziała się Somin, obróciły się tak że teraz tworzyły drzwi do jakiegoś ciemnego tunelu. 
-Oppa, ja nic nie widzę...
-To nic, to ja będę teraz twoimi oczami i tarczą. - ucałował ją mocno w czoło i kolejny raz mocno ją za sobą pociągnął. Biegła tuż za nic od czasu do czasu się mocno potykając, ponieważ nic nie widziała, lecz zaufała całkowicie Wampirowi i dała mu się kierować, ponieważ on jako paranormalna istota, widział wszystko. Po kilkunastu sekundach biegu w ciemności, znaleźli się tuż przy jeziorze, wybiegli prosto z jakiejś jaskini, której kiedyś jak tu była nie zauważyła Somin. Niebieskooka oddychała szybko, czując cholernie bolesną kolkę, spojrzała niepewnie na Wampira, który wyraźnie zestresowany rozglądał się dookoła. 
-Gdzie biegniemy ?- zapytała niepewnie, lecz nim zdążyła usłyszeć jakąkolwiek odpowiedź z ust bruneta, poczuła niemiłosierny ból w okolicy potylicy. Odruchowo złapała się za nią, by zaraz poczuć śliskie szpony Demona na swoim ciele, piekielna istota rzuciła ją prosto do jeziora, a z racji tego, że dziewczyna nie potrafiła pływać, zaczęła się topić. Jednak nim straciła świadomość, zobaczyła przygniecionego do podłoża Kooka, na którym siedział Demon z najniższej rasy, a tuż obok niego stał Suga, który celował w jego głowę sporym kamieniem. 
-JungKook! - krzyknęła przerażona, by zaraz zacząć zanurzać się coraz bardziej we wodzie. Zaczęła upadać na samo dno jeziora, ostatni raz wydając przy tym głęboki wydech jeszcze żyła i była świadoma, dlatego krzyknęła głucho, by stracić przytomność i całym ciałem opaść na dno.

    W tym samym momencie Wampir odepchnął od siebie śliskiego Demona i wstał szybko na równe nogi, patrząc z przerażeniem na Sugę. Chciał do niego podjeść, lecz zauważył, że ten był już opętany przez HoSeoka, dlatego dla YoonGiego jedynym ratunkiem była tylko i wyłącznie śmierć. Jeon wyciągnął w jego stronę dłoń, lecz poczuł przez to mocne i dość bolesne kopnięcie prosto w kręgosłup, odwrócił się na pięcie i nie czekając ani chwili przygniótł do ziemi piekielną istotę. Ukazał swoje kły i wygryzł się w tętnice niższego tym samym pozbawiając go życia, doskonale też czuł jak życie uchodziło z Somin, ponieważ ta leżała na dnie jeziora, dlatego za wszelką cenę chciał ją uratować, nawet jeśli sam miałby przez to zginąć.Ruszył szybkim krokiem w stronę wody, lecz blada dłoń chwyciła go mocno za włosy i dosłownie odrzuciła go na pięć metrów w tył, oszołomiony tym wszystkim Wampir uderzył z całej siły w brzozę i złamał ją przez to w pół. W jego stronę szybkim krokiem zbliżał się Suga, którego blada twarz zaczęła być pokrywana czarną mazią, która wypalała jego skórę sprawiając, że mięśnie pod nią zaczęły dosłownie gnić. Tak, to była jedna z właściwości jadu Demonów. Upadły Anioł jak mantrę mruczał pod nosem jedno zdanie, które zapewne Jung wmówił mu, gdy wdarł się do jego umysłu, a mianowicie "Zabić JungKooka, zabić JungKooka". Jeon doskonale wiedział, że dla młodszego nie było ratunku, dlatego rzucił się na niego i z całej siły zaczął okładać go pięściami, a ostrymi jak brzytwa kłami, gryźć go w najczulsze miejsca na szyi, i w jej okolicach.  Upadły odrzucił Wampira od siebie tym samym siebie chroniąc, lecz na nie wiele mu się to zdało, ponieważ Jeon nie dawał za wygraną i kolejny raz rzucił się na młodszego. Wygryzł się mocno w jego tętnicę, lecz YoonGi kolejny raz dał radę go odepchnąć jednak tym razem stało się coś innego. Suga upadł na kolana jakby tocząc walkę sam ze sobą, w pewnym momencie rozłożył skrzydła i chwycił za nie, ciągnąć ich końcówki w każdą możliwą stronę. Krzyczał z bólu i szarpał się, jakby ktoś go złapał w tej samej chwili krzyknął nisko i przeraźliwie, wyrywając sobie lewe i tak już poranione skrzydło. Upadł na ziemię i zamglonymi źrenicami wpatrywał się w przerażonego tym widokiem Wampira. Dla Upadłego Anioła ta walka się już skończyła...
   Silne dłonie objęły nieprzytomną Polkę wokół bioder i wtuliły ją w umięśnione i wpół nagie ciało. Białe włosy opadały na oczy Wonho, lecz to nie przeszkadzało mu, by szybko i zwinnie wypłynąć na powierzchnię. Położył wciąż nieoddychającą dziewczynę na ziemi i zawisł nad nią, robiąc jej sztuczne oddychanie. Ona nie mogła umrzeć, dlatego każdy miał za zadanie ją ratować nawet jeśli sam miałby przez to zginąć, bo jeśli coś by się jej stało, każdy zapłaci za to cenę swoim życiem, które bez wahania odebrałby Stwórca o imieniu TaeHyung. 
Błękitne oczy dziewczyny spojrzały na jej wybawcę szeroko, a usta wydały głośny jęk, by zaraz zanieść się głośnym kaszlem, by z płuc wydobyć pozostałości wody. 
-Omo, nic ci nie jest. - szepnął pod nosem Zmiennokształtny i przytulił ją do swojego nagiego torsu. Polka wtuliła się w niego wciąż w szoku i obolała.
-Gdzie JungKook? - zapytała, gdy tylko w miarę doszła do siebie. 
-Nie wiem, usłyszałem tylko jego rozkaz bym cię ratował, nic więcej nie wiem mała. 
-Ale... On ... - szepnęła, przypominając sobie Suge, który nad nim stał, gdy ostatni raz widziała go na oczy. 
-Somin to teraz bez znaczenia, musimy uciekać, armia Demonów jest blisko.
-Nie możemy go tak zostawić!
-Wybacz, ale mam za zadanie ratować ciebie.
-Yah! Czyje to polecenie?! Żeby ratować mnie zamiast przyjaciela?
-Stwórcy, a jemu nikt się nie przeciwstawi. - oznajmił szybko i przerzucił Polkę przez ramię.
-Aish, postaw mnie!
-Nie, musimy uciekać. - po tych słowach białowłosy ruszył biegiem w głąb lasu, zostawiając za sobą Wampira i armię piekielnych istot. 

   Ulice zalewały wszystkie rasy Demonów, które niszczyły wszystko na swojej drodze, a z racji swojej potęgi, mogły sobie bez problemu poradzić nawet z czołgiem, czy rakietą atomową. Pośrodku tego chaosu stało dwóch przyrodnich braci, lecz obaj byli po różnych stronach tej walki, a tylko jednej z nich mógł wygrać. 
-Poddaj się, a daruje ci życie. - zaśmiał się Jung, patrząc na młodszego brata. - Zniewolę cię, ale będziesz żył. 
-Mogę umrzeć, nie boję się śmierci. - odparł pewnie drugi, patrząc z pogardą na starszego Demona. - Jednak jedynie na czym mi zależy to żebyś zginął i żeby moja Somin cieszyła się życiem w spokoju. 
-Ach, no tak, to ludzkie gówno, które kochasz. - zaśmiał się mocno rozbawiony tymi słowami Jung.
-Odszczekaj to!
-Czy ja ci wyglądam na kundla, by to robić? - kolejny raz się wyszczerzył. - A jak tam JiMinek? Poradziłeś sobie po stracie kundla? Aish, aż teraz czuje jego ból i strach. - oblizał usta swoim długim i szpiczastym językiem tym samym uruchamiając w swoim młodszym bracie bombę, która była cholernie groźna. Blondyn rzucił się na niego wściekły, a jego lodowate oczy, gdyby mogły zabijać, sprawiłby, że jego starszy brat leżałby już martwy. Demon rozłożył swe skrzydła i wzbił się akurat w momencie, gdy rzucił się na niego V przez co uniknął mocnego zderzenia, lecz Stwórca przeczuwał taki ruch, dlatego w  momencie skoku sam rozłożył swe większe i dużo potężniejsze skrzydła. 
-Poddaj się skurwielu, a być może daruje ci życie. - warknął Kim patrząc z mordem w oczach na wciąż mocno rozbawionego Demona. 
-A skąd u mego braciszka takie słownictwo, huh?
-Nie zapominaj, że w połowie jestem Demonem. 
-Tchórzem, nie Demonem. Nie potrafisz zabić bez wyrzutów sumienia. 
-Ja w porównaniu do ciebie mam serce.
-Na chuj mi serce, gdy mogę mieć władzę?
-Ach, no tak. Tobie nie pozostało nic innego  tylko władza, nawet ojciec się od ciebie odwrócił. - zaśmiał się Stwóca, ciemne oczy Demona rozbłysnęły czystą nienawiścią przez te słowa, dlatego warknął nisko i rzucił się na brata. Ich ciosy były celne i z każdą chwilą coraz mocniejsze, lecz to TaeHyung był górą, ponieważ dzięki poprzednie walce z bratem osłabił go na tyle, by móc teraz go dręczyć i męczyć samemu nic wiele nie robiąc. 

   Zmiennokształtny postawił Somin na środku pokoju w wysokiej wierzy niczym bajkową Roszpunkę, lecz tym razem nie było kolorowo, a książę z bajki nie miał się pojawić na koniu. 
-Yah, czemu ja tu jestem? 
-Ponieważ jesteś człowiekiem i w niczym nie pomożesz nam w walce. - odparł szybko i rozejrzał się, jakby kogoś lub czegoś szukał.
-Wypuść mnie Wonho chcę wam jakoś pomóc...
-Pomożesz nam siedząc tu i czekając aż ktoś z nas po ciebie przyjdzie, gdy tylko walka się zakończy. 
-Ale Wonho...
-Bez dyskusji! - warknął, by zaraz spojrzeć na nią łagodnym wzrokiem. - Musze iść.
-A ja? Mam być tu sama?
-Nie, masz swojego stróża. 
-Hm? Kogo? - rozejrzała się po pomieszczeniu, by zaraz zobaczyć jak z ciemności wyłania się jej dobrze znana osoba.  - JiMin! - krzyknęła i podbiegła do niego chcąc się przytulić, lecz tylko przeniknęła przez jego wciąż wyrzeźbione, męskie ciało. - Oppa....
-JiMin to duch, dostał na tyle energii od matki Tae, by mógł się tu pojawić, lecz nie dotkniesz go. Nie ma ciała. 
-Ale oppa...
-Ochroni cię jeśli tym się martwisz, jednak nie będziesz mogła się do niego tulić jak dawniej. - ucałował ją w czoło, po czym wyskoczył z okna pod postacią białej sowy.  Polka spojrzała niepewnie na swojego przyjaciela, który patrzył na nią swoimi pustymi, czarnymi jak noc oczami, jednak kącik ust chłopaka uniósł się delikatnie w małym i subtelnym uśmiechu. 

   Potężne kule ognia co jakiś czas trafiały w ciało już poranionego nieco Demona, dlatego TaeHyung postanowił zaciągnąć go w swoją małą pułapkę. Stanął na dachu wysokiego budynku, czekając na ruch nieco już zmęczonego brata.
-No chodź tu parszywy skurwielu, braciszek się tobą zajmie. - zaśmiał się blondyn i wystawił starszemu język, w tej samej chwili Jung skoczył na niego i przygniótł do do dachu, lecz blacha nie wytrzymała tak mocnego uderzenia i po prostu pękła, a dwóch braci wpadło do budynku, na sam środek sali opuszczonej sali muzycznej. Hobi w porównaniu do Tae miał lepsze lądowanie, ponieważ upadł prosto na ciało brata, zaśmiał się gardłowo i wysunął swoje szpony, chcąc rozerwać szyję blondyna, lecz ten odepchnął go mocno i wstał na równe nogi. HoSeok rzucił się na młodszego i zaczął go z całej siły uderzać mocno i bardzo gniewnie, lecz Tae był na to wszystko przygotowany, dlatego radził sobie dużo lepiej niż mógłby przypuszczać Jung. 
TaeTae chwycił Junga za bluzę i rzucił nim mocno o pobliską ścianę, głośne echo rozniosło się po pustym i wymarłym budynku, a ciało księcia Piekieł upadło mocno na białe płytki. Stwórca podszedł do niego od razu i zaczął go mocno kopać w każde możliwe odkryte miejsce, robiąc to bardzo brutalnie i celnie, chcąc mu zadać mnóstwo cierpienia, nawet jeśli to był jego przyrodni brat. 
-Niech wygra.... Najlepszy. - wymruczał Jung i nie wiedząc kiedy wstał na równe nogi rzucając się na zaskoczonego tym czynem Kima. Zaczął go mocno okładać pięściami, a kłami gryźć blisko tętnicy, mimo coraz słabszych uderzeń, lecz wciąż celnych, zaczął wygrywać tę walkę, dlatego TaeHyung sięgnął po ostatnią swoją broń. Rozłożył skrzydła i przymknął oczy, jego całe ciało zaczął pokrywać potężny ogień, który również zaczął łapać się ścian i podłogi, w takiej postaci rzucił się na bruneta i zaczął go po prostu przypalać. Mimo że Jung należał do piekielnych istot, ogień też na niego działał, zwłaszcza ten, który był dziełem Stwórcy. Jego potężny i pełen cierpienie ryk rozniósł się kolejny raz echem po budynku, jego przekrwione, ciemne oczy spojrzały przez dziurę w dachu  i właśnie w tamtym momencie dostrzegł przegraną Demonów. Dlaczego? Dlatego, że z niego zaczęły spadać jasne, potężne kule, które były niczym innym jak armią Stwórców, upadającą na ziemię ludzi. Inne rasy widząc to poczuły większą pewność siebie i zaczęły być bardziej brutalne dla swoich wrogów, którymi były piekielne istoty. Przybycie Hybryd można byłoby porównać do nagłego, niespodziewanego tsunami, które z całej siły brnęło ogromnymi falami na małą wioskę pełną przerażonych ludzi. Właśnie taką mocą dysponowali Stwórcy. 
-Mówiłem. - zaczął V, przygniatając na wpółżywego Hobiego do podłogi. - Że wygramy tę walkę. 
-I tak... Przegrasz. - jęknął brunet przymykając oczy. 
-Nawet teraz nie przyznasz się do porażki. 
-Nie, ty naprawdę przegrałeś. Twoja Somin nie żyje. - zaśmiał się, a TaeTae zbladł tak bardzo i gwałtownie, że ogień, którym jeszcze sekundę temu płonął, po prostu wchłonął się w jego ciało. 
-Kłamiesz! - wstał na równe nogi i wyjął zza paska sztylet. 
-Więc patrz. - zaśmiał się, kiwając głową na jedną ze ścian, gdzie V mógł zobaczyć śmierć swojego małego kochania. Z jego ust wydobył się niesamowicie potężny i niski ryk, a oczy zapłonęły czystym ognień, nie wiedząc kiedy wbił sztylet prosto w serce swego brata. Jung wydał głębokie tchnienie, dlatego Hybryda pewny śmierci brata, zaczął odchodzić od jego ciała, lecz usłyszał ciche, lecz wciaż potężny głos Demona.
-Mówiłem, że... Przegrasz. - na dźwięk jego głosu odwrócił się gwałtownie w jego stronę, lecz nim zdążył się zorientować dostał prosto w serce kulą. Jung zaśmiał się gardłowo, by samemu wydać ostatnie tchnienie i umrzeć, pozostawiając po sobie już tylko i wyłącznie prochy. 
   Demony, czując śmierć swojego przywódcy zaczęły się masowo poddawać lub popełniać samobójstwo, żadne z nich nie chciało żyć bez swojego króla, którym miał być niedługo Jung. 

   Somin nie mogła sobie przez ten czas znaleźć miejsca, chodziła w kółko, wyglądała za okno, po prostu pragnęła by ktoś w końcu przyszedł i oznajmił jej, że to koniec tego horroru. W pewnym momencie rozległo się potężne walenie do drzwi, JiMin automatycznie zasłonił Somin gotów do walki, lecz drzwi zostały wyważone, a oni mogli zobaczyć rannego i obolałego Jeona, który od razu rzucił się w ramiona Somin. 
-Omo, oppa ty krwawisz! 
-To nic... Dam radę mała... Ważne, że tobie nic nie jest. - upadł na kolana i wtulił się w jej ciało. Dziewczyna kucnęła i wtuliła go w siebie, minęło tak kilka cichych minut, gdy usłyszała. 
-Wygraliśmy, Demony zostały pokonane.
-Omo, to cudownie! - krzyknęła szczęśliwa jak dziecko. - Gdzie TaeHyung? - zapytała i rozejrzała się pewna, że ten zaraz wpadnie do pomieszczenia, by ją przytulić.
-Somin...
-Kook...Kook... Omo, powiedz, że on żyje.... Kook?!
-Przykro mi mała... - wyszeptał cicho, mimo że kącik jego ust uniósł się, ukrywając uśmiech. Polka upadła na ziemię nie mogąc nic innego zrobić jak wybuchnąć płaczem. Straciła JiMina, czemu musiała jeszcze stracić Tae?!
-Mała... - szepnął znowu Wampir i ujął jej twarz w dłonie, lecz ta odepchnęła go od siebie,  płacząc głośno i żałośnie. - Somin. - nie dawał za wygraną. - Spójrz na mnie, proszę. - niebieskooka spojrzała na niego zapłakana i w tej samej chwili poczuła, jak w jej głowie zaczyna mocno wirować. Chwyciła się za nią, czując potężne mdłości i jednie co zdążyła zauważyć i usłyszeć, to Kooka, który wziął ją na ręce, szepcząc.
-Teraz będziesz żyła w spokoju. 

   Od tamtej walki minęło dwa tygodnie, niczego nie świadoma Somin żyła tak jak dawniej. Cieszyła się wakacjami i spotykała się z przyjaciółmi kompletnie nie pamiętając ani osób, których poznała ani wydarzeń, które miały w jej życiu miejsce. 
   JungKook żył nadal mimo licznych ran, które odniósł w trakcie walki. Wciąż pilnował Somin, zresztą nie potrafił odejść i nawet gdyby miał przez to umrzeć, wciąż był na to gotów. Potrzebował Polki tak jak chory potrzebuje leku.
  Wonho natomiast również poniósł liczne rany i ledwo udało mu się przeżyć, jednak po kilkunastu dniach udało mu się wyjść ze szpitala. Jednak on w porównaniu do JungKooka wrócił do swojego domu, do świata Zmiennokształtnych, by pomóc sowim braciom i siostrom w odbudowaniu świata na nowo.  
  Ludzie żyli tak jak dawniej, szybko i bez wytchnienia kompletnie nie pamiętając, ani nie wiedząc o tej walce. Dlaczego? Ponieważ Stwórcy przenieśli ich do Próżni na czas walki. 
   No właśnie Stwórcy, a raczej Hybrydy wciąż pozostały bez króla, ponieważ nie było już obydwóch braci. Matka TaeHyunga wciąż rządziła, cierpliwie czekając na syna...
~ ~
I szesnasta część za nami.
Co o niej sądzicie ?
Podobała Wam się?
Mam nadzieję, że tak.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

piątek, 10 sierpnia 2018

#15 Alien - Jesteś moim życiem/ Konsekwencje

1 komentarz:
Witam <3
Dziś nastał ten wyjątkowy dzień i dodaję kolejną część Aliena. Miałam go dodać nieco wcześniej, ale tak jak zwykle bywa, nieco mi zeszło i dodaję go dziś. Mam nadzieję, że i ta część przypadnie Wam do gustu, bo cholernie mi na tym zależy. I tak, ta część ma dwa tytuły, dowiecie się dlaczego...
  Ostrzeżenia: Wulgaryzmy.
 Długo mnie nie było, bo czas i wena nie chodzą często w parze, a prócz tego miałam liczne problemy z Internetem, więc.... Wyszło jak wyszło.
Nie przedłużając...
  Zapraszam <3
~ ~ ~
Dwóch chłopaków. Dwie różne rasy.
Jedna dziewczyna.
Czy tylko ja uważam, że to mieszanka...
Wybuchowa?

   Obudziło ją delikatne smyranie po nieco odkrytym udzie, uśmiechnęła się minimalnie myśląc, że osobą, która ją miziała w ten sposób był JungKook bądź TaeHyung, lecz gdy tylko otworzyła oczy, pisnęła przerażona spadając z łóżka. Na łóżku leżał rozbawiony HoSeok, który swoim długim i szpiczasty językiem oblizał swoje usta, patrząc z pożądaniem na lekko odkryte ciało Polki. W tym samym momencie do pokoju wpadł przestraszony JungKook, gdy tylko zobaczył na podłodze przerażoną do granic możliwości Somin, od razu ją mocno do siebie przytulił.
-Księżniczko, co się stało? - zapytał cicho, wtulając ją mocno w swoje ciało.
-Jung... Jung tu był. - powiedziała przerażona, roniąc kilka łez.
-Mała, jego tu nie było. Nie dałby rady przejść przez moją ochronę na wejście, tutaj jest jedyne miejsce, gdzie nie może cię dosięgnąć. - ucałował ją w głowę.
-On tu był, rozumiesz? Dotykał mnie!
-Księżniczko. - westchnął cicho Wampir, czując jak bardzo dziewczyna była już zmęczona psychicznie.
-Nie wierzysz mi, prawda?
-Wierzę, zawsze będę ci wierzył kochanie. - ujął czule jej twarz w dłonie i nie wiedząc kiedy, musnął delikatnie jej dolną wargę, wydając przy tym pomruk niczym kot. Gdy tylko ich usta się zetknęły, Kook poczuł niesamowicie przyjemne dreszcze, które rozeszły się gwałtownie po jego ciele. Jego martwe serce dziwnie się jakby poruszyło, dając mu znać, że jeszcze ten organ w nim był, dlatego chłopak od razu zdał sobie sprawę, że przez ten mały, lecz bardzo przyjemny czyn, umocnił swoją więź do Somin.
-Um. - mruknęła po chwili, odsuwając się mocno zawstydzona od Wampira.
-Um. - również się mocno zawstydził i poprawił nerwowo swoją grzywkę. - Z-Zrobiłem ci śniadanie księżniczko. Gdy się ubierzesz zejdź na dół.
-Dobrze, zaraz. - wstała szybko i mocno zmieszana, zabrała swoje rzeczy z fotela i czym prędzej udała się do własnej łazienki, JungKook w tym czasie zwilżył swoje usta mocno zachwycony i mruknął nisko, wspominając cudowne usta Polki.
   Przy śniadaniu panowała nieco niezręczna cisza, ponieważ dziewczyna nie miała pojęcia jak zachować się przy Jeonie. Przez ten mały pocałunek czuła się z jednej strony dobrze, a z drugiej znowu źle, nie miała pojęcia dlaczego, ale czuła się winna, że zaszła taka sytuacja. Czuła, że skrzywdziła TaeHyunga, nawet jeśli nie miała z nim aż tak bliskich relacji. W pewnym momencie do pomieszczenia wszedł Stwórca, obdarzył dwójkę nieco chłodnym spojrzeniem, jakby wiedząc co się stało, lecz gdy tylko jego wzrok spoczął na Polce o turkusowych włosach, od razu zmienił się na delikatniejszy.
-Chcesz pójść ze mną na zakupy? -  uśmiechnął się do dziewczyny i usiadł zaraz obok niej.
-To nie jest dobry pomysł, by wychodziła z mojego domu. - odezwał się JungKook, patrząc na Tae chłodnym wzrokiem.
-Nikt cię nie pytał. - wzruszył ramionami blondyn. - Dam radę ją ochronić w razie potrzeby.
-Mhm, jasne. Widać było po tych wszystkich sytuacjach.
-Mówisz to tak jakbyś sam odwalił nie wiadomo jaką robotę. - prychnął Kim.
-No bo tak jest.
-Mam ci przypomnieć kto osłabił Junga na tyle, byśmy mogli zdobyć przewagę nad Demonami? - warknął już podminowany TaeTae.
-Chłopcy..... Uspokójcie się. - mruknęła nieco speszona dziewczyna, słysząc tą całą wymianę zdań spojrzała niepewnie na zabijających się wzrokiem chłopaków.
-To ten zaczyna. - mruknął Hybryda i kiwnął głową na Jeona.
-To nieistotne. - pokręciła głową nieco zawstydzona. - Możemy wszyscy razem spędzić czas.
-My? Razem? Ja z nim? - prychnął Kook.
-Jeśli nie chcesz to mogę ten czas spędzić tylko z Tae. - oznajmiła spokojnie, lecz z chłodem w głosie co mocno zaskoczyło obydwóch.
 -Dobrze. - zaczął Tae. - Może zamiast denerwować się jak spędzimy ten czas i z kim, to może chodźmy najlepiej do ogrodu i tam zagramy w siatkówkę?
-Tak, tak będzie najlepiej. - westchnęła dziewczyna i bez żadnego już zbędnego słowa ruszyła na tyły willi Kooka.
   Mimo że od śmierci JiMina minęły już prawie dwa miesiące, dziewczyna wciąż była ponura i nie potrafiła się już tak cieszyć jak wcześniej. Cholernie mocno przeżyła jego śmierć, prawdopodobnie bardziej niż Wonho, czy chociażby JungKook. Żaden z chłopaków nie mógł patrzeć na tak smutną i zamkniętą w sobie Somin, dlatego bardzo starali się jakoś poprawić jej humor. Niestety, żadna z ich sztuczek nie działała.

    Pewnego ranka Somin wstała nieco wcześniej niż zazwyczaj, dlatego od razu pokierowała się do pokoju Jeona, by sprawdzić, czy ten już nie spał. Otworzyła powoli drzwi, by zaraz zauważyć na łóżku odkryte, wpółnagie ciało Wampira. Wyglądał cholernie seksownie, lecz gdy podeszła bliżej, zobaczyła na jego torsie i brzuchu spore, głębokie blizny, które wyglądały na bolesne. Usiadła niepewnie na łóżku i delikatnie opuszkami palców przejechała po białych, zrośniętych ranach, Kook jak na sygnał usiadł gwałtownie, przestraszony na łóżku. Jego tęczówki przybrały kolor mocnej czerwieni, a zęby zamieniły się w kły, jednak nawet taki widok nie przestraszył dziewczyny.
-Omo, to ty mała. - odetchnął z ulgą brunet, i spojrzał na jej ciepłą dłoń, która rozgrzewała jego chłodne ciało.
-Dlaczego twoje ciało pokrywają takie spore blizny? - zapytała cicho nie odrywając wzroki od białych śladów.
-Aish to... Błędy przeszłości. - przytulił  ją do swojego ciała czując to  przyjemne ciepło pomieszane z lawendowym żelem pod prysznic.
-Musiałeś bardzo cierpieć oppa. - szepnęła, przejeżdżając dłonią po jego torsie co mocno spodobało się Wampirowi.
-Teraz ogromnie mi wynagradzasz ten ból.
-Hm? Jak?
-Tym, że jesteś przy mnie. Jesteś moim życiem, wiesz?
-O-Oppa. - spojrzała na niego mocno zaskoczona, lecz Wampir uśmiechnął się do niej czule i musnął jej czoło.
-Pora coś zjeść, aż tu słyszę jak w twoim brzuchu jest burza z głodu. - zaśmiał się cicho i wstał, ujmując przy tym jej dłoń.
-Oppa, czy ty....
-Tak mała, zawdzięczam ci życie. - ucałował ją w dłoń jak damę i nie przejmując się, że był w samych bokserkach, podreptał razem z nią do kuchni.
   Somin siedziała dniami i nocami tylko w willi Kooka, od czasu do czasu pod opieką, któregoś z chłopaków, wychodziła do ogrodu. Nigdy sama. Do szkoły już nie chodziła, bo rozpoczęły się wakacje, klasę ukończyła z świadectwem z paskiem, co było dla niej bardzo ciężkie, zwłaszcza na te wszystkie zdarzenia jakie miały miejsce w szkole, czy poza nią.
Wojna między Demonami a resztą ras trwałą w najlepsze, lecz to istoty z Piekieł zaczęły ją wygrywać, dlatego też życie Somin jak i reszty ludzi było pod wielki  znakiem zapytania.
   -Mogę się przejść? - zapytała spokojnie TaeHyunga, który akurat prasował dla niej sukienkę.
-Nie mała, masz zabronione.
-Ale oppa.... Zaczynam się dusić w tym domu. Chcę zobaczyć się z rodziną.
-Są bezpieczni, zobaczysz się z nimi, gdy wojna się zakończy.
-Gdzie ich zabrano?
-Cóż, są tak jakby w Próżni.
-W Próżni? Czyli?
-JiMin zabrał ich w przestrzeń pomiędzy światami, jest to przestrzeń w której można się zgubić i nigdy nie wrócić.
- Że co?!
-Aish, spokojnie mała. Wrócą, bo akurat ich przebywanie w Próżni jest pod kontrolą, mają wrażenie, że żyją tu, w waszym mieście.- dziewczyna na te słowa nieco odetchnęła z ulgą.Stwórca przyciągnął ją do siebie i zamknął w szczelnym, lecz przy tym czułym uścisku. Ucałował ją w głowę i powiedział nisko. - Nie martw się już niedługo twój świat wróci do normy, wrócisz do szkoły, do dawnych zajęć.
-A co będzie z wami?
-Tego nie wiem mała. - uśmiechnął się smutno. - Część z nas wróci do swoich domów, część pewnie zostanie.
-A ty oppa?
-Ja prawdopodobnie będę musiał wrócić. - powiedział cicho i spokojnie mimo że serce pękało mu na kawałki.
-Zostawisz mnie?
-Somin, za rok będę królem Hybryd, muszę wrócić. Nie mogę rządzić naszym światem mieszkając tu, w Korei.
-Ale oppa...
-Do  tego czasu jeszcze wszystko może się zmienić. - ujął jej twarz w dłonie i musnął jej czoło. -Nie martw się tym, nie teraz.
-Ja nie chcę byś tam wracał, już straciłam JiMina...
-Będę cię odwiedzał tak często jak tylko będę mógł. - znowu ją do siebie przytulił i przymknął oczy, dodając w myślach. - Chyba, że zostaniesz moją królową.
   Polka już naprawdę miała dość siedzenia w willi Kooka, dlatego wymknęła się szybko tylnymi drzwiami, doskonale wiedziała, że tym czynem ryzykowała życiem jednak nie dbała o to. Wiedziała, że i tak zginie, i że to było tylko kwestią czasu, więc uznała, że po co czekać?
Jednak mimo tak pesymistycznego podejścia i nieco też idiotycznego, nie poszła nigdzie dalej jak do małego jeziorka, które było zaledwie dwadzieścia kroków dalej od domu Wampira. Usiadła na kamieniu i przymknęła oczy rozkoszując się przyjemną melodią, starała się zamknąć swoje myśli by móc chociaż raz spokojnie rozkoszować się spokojem od tych ponurych i tragicznych wydarzeń. Minęło może pięć minut, a dziewczyna na nowo otworzyła oczy, rozejrzała się nieco już zmęczona i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że padało i to dość mocno. Mimo to i tak siedziała dalej przed jeziorem w samej sukience i na boso, nie przejmowała się, czy będzie chora czy nie, nie miało to już dla niej większego znaczenia. W pewnym momencie na jej kolana wskoczyła mała, nieco włochata, biała wiewiórka o czarnych jak noc oczach, Somin uśmiechnęła się smutno do niej, mówiąc.
-Długo mnie obserwujesz Wonho? - zwierze pokiwało głową i wtuliło się w jej mokry, lecz wciąż ciepły brzuch. Zaśmiała się czując przyjemne łaskotanie, gdy w pewnym momencie czyjąś dłoń spoczęła na jej ramieniu, przestraszona spojrzała na osobnika, widząc obok siebie JungKooka.
-Dlaczego wyszłaś z willi? Mówiłem ci coś. - mruknął, a w jego głosie była wyczuwalna nuta złości.
-Zwierząt nie trzyma się w klatce, a co dopiero ludzi. - westchnęła Polka.
-Dlaczego nie możesz zrozumieć do cholery, że robię to dla twojego dobra?
-Rozumiem to i naprawdę doceniam, ale potrzebuje wolności.
-Daje ci jej tyle ile jest ci potrzebne. Nie mogę ci dać jej więcej, inaczej zginiesz ty, ja, albo wszyscy razem wzięci ze Stwórcą na czele.
-JungKook....
-Wracamy do willi. Jeśli jeszcze raz wyjdziesz gdzieś beze mnie lub kogokolwiek, obiecuję, że zamknę cię w izolatce. A uwierz mi, że nie jest tam cudownie. - chwycił ją mocno za dłoń, dziewczyna syknęła cicho z bólu nieco przestraszona.
-D-dobrze. - szepnęła cicho i ruszyła szybkim krokiem za ciągnącego ją Wampira. Oczywiście Kook nawet nie miał takiego pomieszczenia w willi, po prostu musiał ją jakoś przekonać, by siedziała grzecznie na swoim nieziemskim tyłu. A groźba zawsze działa.
   Głośna muzyka w słuchawkach, spocone ciało i wpółnagie ciało, taki obraz zastała Somin, gdy zeszła do piwnicy, gdzie Kook miał swoją prywatną siłownię. Odkąd wyszedł z Piekieł bardzo dbał o swoją formę, lecz prócz tego bardzo chciał się przypodobać Polce. Mimo że Wampir doskonale czuł obecność swojego małego skarbu, postanowił udawać, że nie miał o tym pojęcia. Dziewczyna już o brązowych włosach podeszła do niego powoli i położyła swoją dłoń na pełne blizn, umięśnione plecy JungKooka. Ten jak na znak obrócił się z zadziornym uśmiechem w jej stronę jednocześnie wyjmując słuchawkę z prawego ucha, automatycznie dłoń dziewczyny znalazła się na jego torsie.
-Potrzebujesz czegoś moja księżniczko?
-Aish, nudzę się tam u góry sama oppa. - fuknęła cicho i wtuliła się w jego mokre ciało.
-Nie przeszkadza ci to, że jestem mokry? - zapytał z szerokim uśmiechem i objął mocno.
-Wiesz jeśli czegoś chce to to biorę, a w tej chwili chcę się do ciebie przytulić.
-Awww - uśmiechnął się rozczulony i ucałował ją mocno w głowę. - Wykąpię się i zagramy razem w gry wideo, hm?
-Jasne, brzmi i tak bardziej wesoło niż tępe patrzenie w sufit.
-Dokładnie. - zaśmiał się cicho i chwycił dłoń Polki, by zaraz razem z nią wyjść do góry.

   Późnym wieczorem, a raczej już nocą do willi Kooka zawitał nie kto inny jak Stwórca. Somin już spokojnie spała w swoim pokoju, więc blondyn mógł w spokoju nawiązać układ z Wampirem. Usiadł na fotelu i bez pytania nalał sobie do kieliszka ulubionego wina starszego.
-Ekhem, a maniery?
-Ekhem, a są potrzebne? - mruknął Tae i teatralnie przewrócił oczami. - Słuchaj mam do ciebie ważną sprawę.
-Zdziwiłbym się gdyby tak nie było. - warknął Kook i usiadł na kanapie. - Czego chcesz huh?
-Obydwaj dobrze wiemy, że Demony są coraz bliżej twojej willi, a życie mojego kochania jest zagrożone.
-I co w związku z tym? - oczy Wampira przybrały z zazdrości kolor czerwieni, a z racji tego, że Tae był Hybrydą, doskonale wiedział  uczuciach Jeona.
-Chcę by po walce, którą mam nadzieję wygramy, wymazał pamięć Somin.
-Słucham? Wymazać? Całkiem?
-Tak, dokładnie. Ma niczego nie pamiętać, nie chcę by cierpiała. - oznajmił spokojnie, mimo że nie miał pojęcia jakie konsekwencje tego czynu go czekają.
-Jesteś pewny?
- Nie no co ty, tak sobie jebnąłem propozycję. - mruknął zły blondyn.
-Dobrze skoro tego właśnie chcesz.
-Tak będzie dla niej najlepiej.
-Nic nie mówię. - uniósł Jeon dłonie w geście obronnym. - Zrobię jak chcesz.
-I super. - wstał na równe nogi, by spojrzeć na niego swoim lodowatym, błękitnym wzrokiem. Jego miłość do Somin zalewała całą sylwetkę Jeona nawet jego willę, lecz TaeHyung na razie się nie wtrącał. Potrzebował  Wampira, ale tuż po wojnie zamierzał się go pozbyć, niekoniecznie w dobry sposób. - Pilnuj jej. - dodał, po czym opuścił budynek. Niczego nie domyślający się Kook uśmiechnął się tylko pod nosem, nie zdając sobie sprawy, jaka czeka go kara z rąk Stwórcy. A proszę mi uwierzyć, że ich kary są gorsze od kar Demonów.
~  ~
Po długiej nieobecności dodałam piętnasty rozdział. 
Mam nadzieję że opłacało się czekać. 
Jeśli nie to trudno, nic więcej nie poradzę.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

środa, 4 lipca 2018

#14 Alien - Żegnaj... Oppa

14 komentarzy:
Witam <3
Przybywam do Was z już czternastą częścią Aliena co mnie w sumie cieszy, bo naprawdę zależy mi, aby już zakończyć ten wieloczęściowiec, by móc się zająć czymś innym. Wczoraj wieczorem przyszło mi do głowy nowe zakończenie, dlatego  miałam chwilę mocnego zawahania, czy je ostatecznie nie zmienić. Jednak postanowiłam, że połączę ze sobą te dwa zakończenia, mam nadzieję, że go nie zawale i wyjdzie naprawdę dobrze.
   Już niedługo przeczytacie jego epilog, ponieważ przewiduje może jeszcze dwie/trzy części i będzie koniec, ponieważ nie ma co ciągnąc dalej opowiadania.
Ostrzeżenia: Opisy walki, wulgaryzmy.
   Nie przedłużając...
Zapraszam <3
~ ~ ~
    W tym świecie musisz być gotowy.
Na wszystko.
Dosłownie. 

   Somin siedziała skulona pod drzewem, patrząc jak jej przyjaciel toczył walkę ze starszym i nieco silniejszym przeciwnikiem. Pragnęła mu pomóc, dlatego chwyciła pierwszy lepszy kamień i rzuciła prosto w skrzydło Demona, ten spojrzał na nią groźnie i ruszył szybko w jej stronę ukazując swoje potężne kły. Nieco już zmęczony i obolały Park rzucił się ostatkami sił na Hobiego i powalił go swoim ogromnym cielskiem na ziemię, jednak ten doskonale wiedział o co chodzi, więc wyrwał się spod ciała Parka i pewnej chwili uniósł dosłownie nad jego głową głaz. Wilkołak przymknął zmęczony oczy i odetchnął głęboko, lecz widząc przerażenie w oczach swojej przyjaciółki dostał siły jak nigdy, zerwał się z miejsca i odepchnął od siebie Demona. 
-Nie wygrasz ze mną śmieciu ! - wrzasnął przyszły Pan Piekieł i wywołał spod ziemi swoich podwładnych, którzy otoczyli ChimChima z każdej strony. 
-Prędzej zginę niż dam ci wygrać!
-No, o to się nie martw. - zaśmiał się Demon i oblizał swoim długim, i czarnym językiem sztylet. Wilkołak zaczął walczyć z pozostałymi mniejszymi nawet nieco słabszymi istotami, lecz w pewnym momencie poczuł przeszywający ból. Ryknął nisko na cały las, czując jak książę Piekieł wyrwał mu na żywca żebro, upadł na kolana tamując krwawienie, lecz nic wiele to nie dało, ponieważ rana była zbyt głęboka. - A teraz coś co szybko z tobą skończy. - zaśmiał się Hobi i przejechał językiem po jego ranie, co wprowadziło truciznę w obieg krwi ChimChima.Wilkołak zacisnął pięści z bólu i chwycił mocno szponami szyję Demona, rzucił nim naprawdę mocno i daleko jak na ranę, którą miał. Somin od razu podbiegła do niego i kucnęła szybko przy nim, okrywając jego ranę jak najszybciej swoją bluzą. JiMin tylko uśmiechnął się do niej smutno i łapą podsadził ją na swój grzbiet, musiał się przemóc i zaprowadzić ją znów do JungKooka. W końcu jej bezpieczeństwo było najważniejsze. 
  Somin prawie wyważyła drzwi od willi Kooka, ponieważ wpadła przerażona i zapłakana do jego salonu. 
-Oppa! - wrzasnęła, ocierając krew JiMina, który leżał wpółprzytomny na trawniku przed domem Wampira. 
-Omo, mała. - przytulił ją mocno przestraszny, widząc krew na jej bluzce, rękach a nawet szyi. - Co się dzieję?
-JiMin.... JiMin krwawi. - jęknęła przerażona i nie czekając na reakcję przyjaciela, wyciągnęła go mocno przed dome. Jego oczom ukazał się widok konającego Wilkołaka, który przy głębszym oddechu tracił coraz więcej krwi. Od razu rzucił się na pomoc mu jednocześnie wołając WonHo, który akurat jeszcze był u niego. 
-Nie. - wysapał już mocno zmęczony JiMin.
-Co?! Ty umierasz! - wrzasnął Wampir i szybko zabrał go do swojej łazienki. Nalał zimnej wody do niej by ochłodzić rozgrzane ciało przyjaciela, zabrał trzęsącymi dłońmi igłę i nici. - Zaraz ci pomogę. 
-Nie. - chwycił go zakrwawioną dłonią za jego dłoń i uśmiechnął się smutno. - Nie pomożesz mi...
-C-co? Jak to?! Mogę to zszyć! Ty się wykrwawiasz!
-Nie dasz rady mi pomóc. - oparł się wygodniej na tyle ile było to możliwe o wannę i przymknął oczy. - HoSeok wtoczył w moją krew swoją truciznę. - Wampir, słysząc te słowa zbladł jeszcze bardziej, jego oczy momentalnie naszły łzami. Jeśli Wilkołak miał w sobie truciznę Demona umierał po kilkunastu minutach, bądź po dwóch godzinach. 
-P-pomogę ci ChimChim, obiecuję.... Dam.... Dam radę do cholery...
-Zaopiekuj się naszą księżniczką. - uśmiechnął się lekko do przerażonej i zapłakanej dziewczyny. - I dajcie mi umrzeć w ciszy, wiesz, że nie znoszę gdy jest za głośno. - zaśmiał się cicho i na nowo przymknął oczy. 
   Polka siedziała skulona przy wannie chłopaka, cała przemoczona od wylewającej się wody, lecz za nic w świecie nie chciała go opuścić. Nawet jeśli JungKook, czy TaeHyung chcieli, by chociaż minimalnie odpoczęła. Ona wiernie przy nim siedziała. 
Po półtorej godzinie Wilkołak zmarł, trzymając swoją małą księżniczkę za roztrzęsioną dłoń. Jej przerażony i pełny bólu krzyk rozniósł się echem po cichej willi Wampira. Szarpała się i wyrywała, gdy Tae chwycił ją za ręce i siłą wyciągnął z zalanego pomieszczenia, by JungKook przy pomocy Wonho mógł wyjąć zmarłego. 
  Leśną drogą szła czwórka przyjaciół, na ich ramionach spoczywała dość ciężka, biała trumna, w której był ich zmarły przyjaciel. Od czasu do czasu spokojną, lecz cholernie smutną ciszę, przerywało tłumione szlochanie Somin, która mocno ściskała w swojej bladej dłoni uchwyt od trumny. Nie byłą gotowa na taką stratę, nie była gotowa na jakąkolwiek stratę.
Tuż obok, po drugiej stronie trumny szedł Wampir, jego bordowe oczy wpatrzone były w ziemię, od czasu do czasu zagryzł aż do krwi swoją dolną wargę, a wolną, lewą dłonią ocierał zbierające się w kącikach oczu łzy. JiMin był jego najlepszym przyjacielem, poznali się w barze tuż po powrocie Kooka z Piekieł. To Park pomógł mu na nowo "ożyć".
Tuż przed Jeonem szedł WonHo, który również jak jego poprzednik był najlepszym przyjacielem Wilkołaka, znali się od piaskownicy, pamiętał doskonale jak razem bawili się w chowanego. JiMin jako młody, szczenięcy wilk, a on jako biała pantera. Najlepsi przyjaciele...
  Tuż przed Somin z kolei szedł TaeHyung, nie lubił się za bardzo z JiMinem, jednak było mu cholernie przykro, że ten zmarł tak młodo i w tak okrutny sposób. Ukradkiem zerknął na napuchnięte oczy swojej ukochanej, gdyby mógł, cofnąłby czas nawet i do momentu, gdy przyłapała go w bibliotece. Nawet jeśli przez to nigdy nie mógłby być tak blisko niej.
   Stanęli na środku polany, dookoła nich rozpościerał się potężny i przyjazny dla oka las, tuż przy wykopanej dziurze, stało dwunastu innych wilków, którzy należeli do watahy JiMina. To oni czynili honory i włożyli swojego przywódce do grobu, Lu i Byn zasypali jego trumnę, gładką i wyjątkowo jasną ziemią. Na koniec, gdy nastała cisza, by każdy mógł oddać się chwili rozpaczy, Somin przykucnęła przy świeżym grobie i założyła na białą płytę ze zdjęciem JiMina, medalion, który jej dał. To tego momentu pamiętała, jak rozpromieniony niczym dziecko Park, mówił.
-Pilnuj go jak oka w głowie, nie tylko dlatego, że szukałem go tydzień. - zaśmiał się i ucałował ją w czoło. - Ten medalion będzie cię chronił tak długo, jak będę żył.
-Teraz niech ciebie chroni oppa, przed czymkolwiek, z czym przyjdzie ci się tam mierzyć. - wyszeptała cicho i wtuliła się w zimną płytę, która w niczym nie przypominała jej ciepła przyjaciela.

   Od tamtego zdarzenia minął tydzień, co noc Somin śniła o roześmianym i pełnym optymizmu chłopaku, który był dla niej bardzo dobry, i czuły. Tęskniła za nim cholernie mocno, miała wrażenie jakby część jej serca się odłamała, a ona sama powoli umierała z bólu. Jednak nie miała pojęcia, że ta strata, była jedną z wielu, którą zapewne będzie jej jeszcze dane przeżyć.
   Wracała ze szkoły po skończonych lekcjach, od miesiąca pogoda się nie zmieniła, nadal wiało i padało dlatego humor ludzi był coraz gorszy. Również w mieście jak i na całym świecie nasiliły się ataki różnych ludzi na sklepy, biurowce, zwykłe domu, coraz częściej były liczne morderstwa, dlatego świat powoli popadał w strach i ruinę. Co jakiś czas osiemnastolatka mijała ludzi, którzy mieli pusty wzrok, szli niczym roboty kierowani przez czyiś inny umysł. To straszne jak Polka mało się pomyliła co do tego, ponieważ nie miała pojęcia, że większość ludzi, których miała, była po prostu kierowana przez Demony.

   Leżała na łóżku wtulona w ciepły i umięśniony tors TaeHyunga, miała przymknięte oczy i spokojny oddech. Razem z przyjacielem, patrzyła na bajkę, by móc się jakoś odstresować.
-Cieszę się, że dałaś mi szansę. - wyszeptał szczęśliwy Stwórca, patrząc z miłością na Polkę.
-Każdy zasługuje na chociaż jedną szansę.
-Przepraszam za to wredne zachowanie w szkole, ale to była moja forma obrony przed ludźmi.
-Nadal nie rozumiem, dlaczego się przed nami chroniłeś ? Jako najsilniejsza istota mogłeś spokojnie się z nami zakolegować, przecież jeden twój ruch i połowa ludzkości nie żyje.
-Nie jestem taki jak HoSeok, nienawidzę krzywdzić innych i zapewne nigdy bym tego nie zrobił. A przynajmniej nie z własnej woli i nie z sytuacji, która by mnie do tego zmusiła. - pogładził ją delikatnie po lekko odkrytym udzie.
-Teraz wiem, że nic byś mi nie zrobił, lecz wcześniej? Naprawdę się ciebie bałam cholernie mocno.
-Wiem, czułem to każdą cząstką swojego ciała. - musnął nieśmiało i delikatnie jej skroń, by usłyszeć jej przyjemny pomruk, który naprawdę mocno kochał.
-Oppa? - zapytała cicho.
-Hm?
-Myślisz, że... Że mojemu JiMinowi jest tam lepiej? Że nie cierpi?
-Jestem pewny, że patrzy na ciebie z góry i myśli "Cholera, nienawidzę patrzeć na nią, gdy tak cierpi". Wiesz mała, sądzę że te delikatne i tak rzadkie promienie Słońca na niebie, to po prostu wynik tego, jak JiMin się szeroko uśmiecha, patrząc na ciebie. - uśmiechnął się smutno i wtulił ją w swój tors.
-Oby oppa, bardzo za nim tęsknię.
-Wiem mała. Wiem. - westchnął i okrył ją puchatym kocem.
Całej tej sytuacji przyglądał się JungKook, który całym swoim sercem zaczął nienawidzić V. Dlaczego? Ponieważ czuł, że Somin powoli mu ulega.

Czasem przyjaciel może się okazać twoim największym wrogiem. 
Więc się pilnuj. 
Z każdej strony możesz dostać i czasem
nawet jeśli nie poczujesz bólu, 
to jego skutki za jakiś czas i tak się pokażą. 

~ ~ 
I co sądzicie o tej części?
Podobała Wam się?
No cóż, mam nadzieję że tak. 
Jestem ciekawa jakie obstawiacie zakończenie. 
Koniecznie mi napiszcie. 
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

poniedziałek, 2 lipca 2018

#13 Alien - I na dodatek Hybryda?!

9 komentarzy:
Witam <3
Przybywam do Was z już trzynastą częścią Aliena. Już nie mogę się doczekać aż napiszę jego ostatnią część, nie dlatego, że chcę ją szybko skończyć, lecz dlatego, że bardzo jestem zadowolona tym co w tym zakończeniu będzie. No jeśli nic się nie zmieni...
  W tej części dowiecie się kim jest Tae do jakiej rasy należy i jakim połączeniem dwóch ras jest. Mam nadzieję, że Was miło zaskoczę. Cóż, zobaczymy...
Ostrzeżenia: Wulgaryzmy.
  Nie przedłużając...
Zapraszam <3
~   ~
   Pierwszy raz od półtorej miesiące TaeHyung otworzył oczy, od razu zobaczył swoją ukochaną, która spała oparta o krzesło. Miała lekko napuchnięte oczy i zaschnięte łzy na policzkach od razu wiedział, że jeszcze kilka sekund temu musiała płakać. Czy ona też go pokochała?
Przejechał kciukiem po jej dolnej wardze i nie wiedząc kiedy musnął delikatnie jej dolną wargę, czując nieco jeszcze słone krople łez. Uśmiechnął się czule, gdy w pewnym momencie usłyszał cichy pomruk, a piękne, błękitne oczy dziewczyny spojrzały wprost na niego.
-Oppa... -wyszeptała z niedowierzaniem, po czym wtuliła się w jego nagi tors, chłopak od razu ją przytulił i schował twarz w zagłębieniu jej szyi, czując ogromne szczęście, ponieważ Polka pierwszy raz w życiu go przytuliła.
-Długo byłem nieprzytomny ?
-Jakieś trzy miesiące. - westchnęła cicho i pogładziła go po policzku. - Jak się czujesz? Lepiej ci?
-Tak, zdecydowanie.
-Była u ciebie twoja matka. - zaczęła cicho, bo nie wiedziała jak zareaguje Kim. - Miała racje, jesteś bardzo silny. - uśmiechnęła się do niego szczerze.
-Tak, trochę jednak tej siły we mnie jest. - również się do niej uśmiechnął. - Wiesz, chciałbym ci coś powiedzieć...
-Hm? Co takiego?
-Muszę ci wyjaśnić... Kim jestem. - spojrzał na nią ukradkiem, dziewczyna o turkusowych włosach kiwnęła tylko głową i rozsiadła się wygodniej na krześle.
-Więc słucham oppa.
-Jestem przyszłym królem Hybryd lub jak to ładniej brzmi Stwórców.
-Czyli... Jesteś połączeniem jakiś ras?
-Dokładnie tak, jestem połączeniem Demona i Upadłego Anioła. - uśmiechnął się smutno. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy jej kolega ze szkoły nie dość, że książę to jeszcze... Mieszaniec?!
-Jesteś Mieszańcem?
-Nie jestem psem. - zaśmiał się cicho. - Niektórzy nas tak nazywają, ale wolę, gdy mówią po prostu Hybryda, a najlepiej Stwórca zważywszy na to, że pochodzę od pierwszej rasy w świecie.
-Czyli masz każdą moc Upadłego i Demona?
-Tak, ale w dodatku mam też "swoje" moce, nie tyle te, które wywodzą się od tych dwóch ras, lecz też te, które po prostu dostałem z chwilą urodzin.
-Czyli... Jakie te moce?
-Cóż wiesz jakie moce mają poszczególne rasy, ale ja w dodatku mam moc władania burzami, mogę zabijać poprzez wyładowania elektryczne.
-Wow...- otworzyła zaskoczona usta nie za bardzo wiedząc co więcej sensownego powiedzieć.
-Ciekawi cię pewnie czego od nas chce HoSeok hm? - zapytał po chwili ciszy, siadając na skraju łóżka. Polka kiwnęła szybko głową na znak potwierdzenia jego pytania.
-Jung HoSeok to mój brat... Przyrodni brat. - powiedział ledwo dosłyszalnie a usta dziewczyny otworzyły się do granic możliwości. - Moja matka miała romans z królem Piekieł i tej namiętnej relacji przyszedłem na świat. HoSeok jest ode mnie starszy, miał jakieś dwadzieścia lat, gdy się urodziłem od tamtej pory mnie szczerze nienawidzi.
-D-dlaczego?
-Jego prawdziwa matka odeszła od nich, gdy dowiedziała się o romansie, a fakt, że jej mąż miał mieć drugiego syna i w dodatku Hybrydę, wyrzekła się rodziny.
-Więc to dlatego chce cię zabić Jung?
-Nie tylko, jak już ci mówiłem jestem przyszłym królem, lecz jeśli zginę to miejsce po mnie może zająć ... drugi syn nawet przyrodni mojej matki. Dlatego też HoSeok chce mnie zabić, by rządzić Demonami i Hybrydami, a następnie wszystkimi rasami na świecie.
-Omo.- dziewczyna z ogromnego szoku zatkała usta, nie wiedziała co myśleć i jak się zachować. Wtedy już totalnie czuła się zagubiona. - Ale. - zaczęła po chwili. - Ale czego on ode mnie chce? - na to pytanie chłopak dość mocno się zawahał, ponieważ bał się wyznać, że to ze względu na jego miłość do niej, dlatego oparł.
-Po prostu wie, że znasz prawdę jako jedyny człowiek. Poza tym przyjaźnimy się, więc w ten sposób chce mnie ukarać.
-Spokojnie, nic nam nie grozi. Mamy przecież tyle ras, które staną po naszej stronie.
-Nie możesz być tego taka pewna mała, jeśli HoSeokowi się uda pokazać im wizje nawet te zmyślone mogą się nas wyrzec i. - urwał, ponieważ do pokoju wpadł niesamowicie blady blondyn, którego Somin zdążyła już poznać. Jego twarz była poraniona, ubrania podarte, a z pleców kapała mu krew.
-YoonGi...- zaczął Tae i wstał na równe nogi. - Czego chcesz?
-Demony zdołały się przebić przez świat Zmiennokształtnych idą tutaj... Do ludzi.
-Omo co?! - dziewczyna pisnęła przerażona wizją okropnych, śliskich istot w jej rodzinnym mieście. Świecie... - Tae, oni nie mogą tu wejść.
- Wiem, coś się wymyśli. - mruknął i ubrał szybko czarną koszulkę na swój tors.
-Musisz odpocząć, nie możesz teraz znowu wracać do walki Tae. - mruknęła Somin, łapiąc go za rękę. Kim uśmiechnął się do niej naprawdę czule i ucałował ją w dłoń jak swoją damę, którą w sumie rzeczywiście była.
-Nie martw się o mnie mała, poradzę sobie. Gdyby coś się zaczynało dziać, idź do Kooka.
-A co  z moimi rodzicami?
-JiMin zabierze ich do schronu dobrze?
-Co? Nie znają go, nie pójdą z nim.
-O to się nie martw. Z nami ty i twoja rodzina jest bezpieczna.
-A co z resztą ludzi? - spojrzała na niego niepewnie.
-Dla mnie tyko ty się liczysz, reszta ludzi może zginąć. - posłał jej nieśmiały uśmiech i opuścił szybko pokój, kolejny raz zostawiając zszokowaną Somin.

    Z każdą kolejną chwilą Somin była coraz bardziej roztrzęsiona, jej najgorsze wizje powoli zaczynały się spełniać, zresztą nie tylko jej, bo JungKooka również. Dlatego też JungKook postanowił cały czas być przy dziewczynie, chciał ją chronić za wszelką cenę i był w stanie nawet dla niej stracić życie. Jednak szkoda, że sama zainteresowana nie wiedziała co kierowało brunetem.
-Co zrobimy, gdy Demony wyjdą tutaj na powierzchnię?
-Zrobią to, ale do tego mamy jeszcze trochę czasu. Poza tym nie ukażą się ludziom od tak, jak wyglądają, lecz wejdą w ciała najsłabszych ogniw i za ich pomocą zaczną siać zamęt. - westchnął Wampir i przytulił do swojego torsu dziewczynę. - Nie martw się obronię i ciebie, i twoją rodzinę.
-A jeśli nie dasz rady? - zapytała cicho.
-Dam, obiecuję. - ucałował ją w czoło, mając nadzieję że jednak uda mu się dotrzymać obietnicy. Nawet jeśli miałby sam zniszczyć świat ludzi zrobiłby to bez problemu, tylko po to by ochronić jego skarb.
   Po południu tuż po cichym obiedzie, do domu JungKooka przyszedł JiMin, który miał za zadanie wesprzeć Somin i zabrać ją w ciche i spokojne miejsce, by odpoczęła psychicznie. TaeHyung był zajęty, JungKook miał zamiar pomóc WonHo przy zabezpieczeniu domu Wampira, by w razie inwazji Demonów mieli czas na ratunek i ewentualną ucieczkę.
-Gdzie jest moja mała, kochana księżniczka? - zapytał jak zawsze roześmiany Wilkołak, mimo że sytuacja była cholernie trudna.
-Tutaj oppa. - westchnęła cicho i od razu wtuliła się w jego silny i umięśniony tors.
-Aish, nie bądź taka ponura moja księżniczko. - musnął czule i delikatnie jej czoło. - Teraz twój ulubiony oppa zabiera cię w cudowne i spokojne miejsce.
-Czyli gdzie, hm? - zapytała nieco zaciekawiona.
-To na razie tajemnica, ale ubierz się ciepło, bo troszkę zaczyna wiać i padać. - uśmiechnął się nieznacznie, nie chcąc dodawać, że to ze względy na powoli wychodzące z Piekieł, Demony.
  Już po kilku minutach Somin grzecznie siedziała na grzbiecie potężnego nieco puchatego i czarnego wilka, którym był JiMin. Trzymała się mocno jego obroży, którą specjalnie założył na tę okazję, z delikatnym, lecz wciąż smutnym uśmiechem podziwiała piękne widoki. Wilkołak miał rację, zrobiło się nieco chłodniej i powoli zaczynało padać, lecz dziewczyna się tym bardzo nie przejmowała, bo nie miała już na to sił. Dlatego też wtuliła się w ciepły grzbiet zwierzęcia i przymknęła swoje wciąż piękne, lecz pełne łez, błękitne oczy.
  
   W czasie, gdy Polka i Wilkołak powoli docierali na miejsce, JungKook czynił wszystko, by zabezpieczyć swój dom przed napaścią Demonów. Zdjął swoją już zabrudzoną i przemoczoną koszulkę, zostając tylko w samych spodenkach i czarnych trampkach. Poprawił mokre od potu włosy i spojrzał ukradkiem na WonHo, który z nie małym zaskoczeniem spojrzał na niego.
-No co? - mruknął Wampir za bardzo nie wiedząc o co chodzi Zmiennokształtnemu.
-Nie wierzę...
-Nie wierzysz w co?
-Kochasz się w Somin. - mruknął mocno zaskoczony chłopak o białych włosach.
-Niby skąd takie przypuszczenia, huh?
-Nie znosisz TaeHyunga, a jednak dbasz o Somin tak bardzo, że to przechodzi wszelkie możliwe oczekiwania... Kochasz się w niej, przyznaj.
-Nie będę się do niczego przyznawał jeśli nie jest to prawdą. - mruknął zły Wampir, lecz w tym momencie Zmiennokształtny chwycił go za ramiona, mrucząc.
-Kochasz ją, to widać w twoich czynach, słowach, nawet w tym w jaki sposób na nią patrzysz... Jakbyś świata poza nią nie widział.
-Nawet jeśli... To co z tego?
-Wiesz, że nie możesz zadzierać ze Stwórcą, prawda? On cię zabije jak psa, nawet gorzej jeśli się dowie...
-Nie dowie się, nie ma jak i kiedy, bo jest zbyt zajęty. - wyrwał się z jego uścisku.
-To Stwórca, Kook. On wie wszystko.
-Ale nie to.
-Skąd wiesz? Może po cichu planuje twoją śmierć, hm? Wcale bym się nie zdziwił, bo ma bzika na punkcie tej ludzkiej dziewczyny.
-Nie będzie z nią. - powiedział spokojnie z nutą groźby w swoim niskim głosie Kook.
-Skąd wiesz, co?
-Jest zbyt cienki by ją nawet przytulić. - prychnął rozbawiony.
-Kiedy się w niej zakochałeś, co? Kiedy ją pilnowałeś na samym początku w szkole?
-Nie.
-Więc kiedy?
-Dużo wcześniej. - mruknął już mocno podminowany, mając czerwone jak krew oczy.
-Wcześniej?
-W Piekle, kurwa no. W Piekle, podpisałem tej pierdolnięty pakt z HoSeokiem tylko dlatego, że obiecał mi wieczną i szczęśliwą miłość z Somin. Tylko zapomniał dodać, że ona mnie nie będzie kochać. - syknął i odszedł szybko od przyjaciela, zamykając się na nowo w sobie, pełny bólu i cierpienia. WonHo tylko spojrzał za Wampirem, zdając sobie sprawę, że Kook będzie już do końca swojego istnienia kochał Somin, żadnej innej nie pokocha, ponieważ podpisał pakt. A skoro do końca istnienia.... Czyli wiecznie będzie cierpiał katusze, jeśli Polka nie wybierze jego.

    Jeszcze w tym samym czasie, Stwórca patrolował ulice w poszukiwaniu Demonów, by móc je szybko i łatwo wytępić, póki były na tyle słabe. Od czasu do czasu musiał zabijać ludzi, lecz robił to w dobrej wierze, ponieważ ci byli już 'zainfekowani' istotami z Piekieł i wcześniej czy później i tak by zginęli. Jednak w pewnym momencie dostrzegł młodego chłopaka, który z ogromną brutalnością zadźgał jednego z policjantów. TaeHyung bez namysłu rzucił się na zainfekowanego i z ogromną siłą przypilił go do chodnika, wyjął szybko nóż z jego dłoni i odrzucił na bok, patrząc w zupełnie czarne oczy nieznajomego. Przyduszał go mocno i boleśnie, chcąc jak najszybciej wyciągnąć z niego Demona, który zdążył się zakorzenić w jego sercu i mózgu, dlatego już po chwili młodzieniec zmarł, a z jego ciało wyślizgnął się ohydny, i nieco krzywy Demon, który od razu rzucił się na TaeTae. Po mocnej szamotaninie i wyzwiskach pod adresem Kima, istota z Piekieł straciła życie i padła na środku chodnika w postaci mokre, czarnej plamy. W tym czasie Kim chciał usunąć ciała, lecz policyjny patrol go zauważył, policjanci wyszli z pojazdu i wymierzyli z niego z broni.
-Ręce do góry i cofnij się pod ścianę! - wrzasnął policjant, widząc dwa trupy obok V.  Stwórca grzecznie uniósł poranione nieco dłonie odwrócił się plecami do stróżów prawa, gdy mężczyźni powoli i niepewnie do niego podchodzili, Kim postanowił się wyrwać. Z jego skóry na plecach wyrosły dwa potężne, czarne skrzydła, chłopak bez słowa i czekania wzbił się ku burzowym chmurom, jednocześnie ginąc z oczu przerażonym ni niedowierzającym policjantom.

   - Omo, ale tu pięknie. - uśmiechnęła się zachwycona i nieco już spokojna dziewczyna o turkusowych włosach, by zaraz usiąść na nieco popękanym molo. JiMin objął ją od tyłu i usiadł za nią, wtulając ją w swój ciągle ciepły i umięśniony tors.
-Podoba ci się tu?
-Jest naprawdę magicznie oppa, tak cicho i spokojnie.
-Tak, jezioro w środku lasu i mały domek to jest to co kocham. - uśmiechnął się i okrył swoją bluzą jej nieco zziębnięte ciało.
-Przyprowadzisz mnie tu jeszcze kiedyś? Jak... Jak będzie po wszystkim?
-Oczywiście księżniczko, przyprowadzę ci tu i w wiele jeszcze innych naprawdę, pięknych i spokojnych miejsc.
- Taką mam nadzieję oppa. - uśmiechnęła się delikatnie i przymknęła oczy. Jednak ich spokój nie trwał zbyt długo, ponieważ uderzył w nich ogromny wiatr, dwójka przyjaciół spojrzała na środek jeziora, widząc, że powoli wyszło z nich kilka naprawdę paskudnych i zdeformowanych Demonów.
-Omo, mała. - przemienił się szybko w wilka i nakazał jej usiąść na swoim grzbiecie, był pewny, że w tym miejscu ich nie będzie, że będą tu sami i bezpieczni, lecz się mylił. Zagłada zbliżała się coraz szybciej i szybciej, dlatego musieli działać. Park ruszył biegiem w stronę lasu, gubiąc za sobą parę Demonów, która jeszcze nie wiedziała o obecności przyjaciół, dlatego mieli nadzieję, że dotrą do domu cali i zdrowi.
    Wilkołak biegł naprawdę szybko i zwinnie omijał drzewa starając się nie ranić przy tym Somin, lecz nie przewidział jednego. HoSeoka.
Polka została zepchnięta z JiMina i mocno upadła na ziemię nieco się przy tym raniąc, głośny śmiech Junga odbił się potężnym echem, wibrując przy tym mocno w ich głowach.
-O, jak słodko, dwójka przyjaciół wybrała się na spacer. Jaka szkoda będzie, jeśli nie przeżyjecie tego. - zaśmiał się rozbawiony, gdy w tym samym momencie Park zmienił się w potężną bestię. Rzucił się bez ostrzeżenia na księcia Piekieł i zaczął toczyć z nim walkę.  Somin miała tylko nadzieję, że albo JiMin wygra, albo przyjdzie im ktoś na pomoc, bo czuła, że to mogło się skończyć naprawdę tragicznie.
~ ~
I co sądzicie o tej części?
Podobała Wam się?
Oczywiście, walka zostanie jako tako opisana w kolejnym rozdziale, więc się nie martwice, że jest tutaj tak urwane. Nie chciałam by rozdział wyszedł zbyt długi by Was nie zanudzić.
Zaskoczyłam Was z V?
Mam nadzieję, że tak.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

piątek, 8 czerwca 2018

#12 Alien - Mój drugi przyjaciel Zmiennokształtny

4 komentarze:
Witam <3
Nie mam zbyt wiele do pisania, więc życzę Wam tylko miłego czytania.
  Ostrzeżenia:Pojawią się opisy walki, lecz nie sądzę, by były one zbyt niesmaczne. Ale jak kto uważa...
Nie przedłużając...
  Zapraszam <3
~ ~ ~ ~
   Bezpieczniej jest komuś nie ufać.
Zdecydowanie. 
W końcu nigdy się wtedy nie zawiedziemy, prawda?
Prawda.

   Jeździła na rolkach spokojnie po parku w towarzystwie ciągle pilnującego jej JiMina. Chłopak siedział na ławce i przyglądał się swojej przyjaciółce, która już zdecydowanie bardziej wyglądała na szczęśliwą i wypoczętą niż zaledwie tydzień temu. Uśmiechnął się nieznacznie, gdy w pewnym momencie dostrzegł ogromne, granatowe chmury, które zwiastowały najgorszą możliwą nawałnicę. Jeszcze kilka sekund temu było cudownie ciepło, lecz ta pogoda zmieniła się tak gwałtownie, że oznaczało tylko jedno.
-Skarbie. - złapał ją szybko za biodra i pociągnął mocno w swoją stronę.
-Omo, oppa, co się stało? - zapytała zaskoczona prawie tracąc równowagę. - Omo. - pisnęła, widząc potężne błyskawice, które co chwilę przecinały niebo pod każdym możliwym kątem. 
-Musimy uciekać i to już. - mruknął i bez zbędnego gadania zmienił się w potężnego wilka, dookoła zrobiło się zupełnie ciemno, z nieba zaczął padać potężny grad w postaci białych, kryształowych kul. Pioruny dosłownie co sekundę uderzały o chodnik, jezdnię czy drzewa. 
-JiMin co się dzieje. - pisnęła przerażona, lecz zamiast odpowiedzi usłyszała jego potężny pomruk, by zaraz ruszyć razem z nim biegiem do domu dziewczyny. Sekundę po tym jak wparowali do jej domu piorun uderzył centralnie w chodnik, gdzie jeszcze chwilę temu stali. - JiMin. - pisnęła cicho przestraszona.
-Spokojnie, to zaraz minie. Taką mam nadzieję.
-Skąd wzięła się ta nawałnica? Przecież nic nie zapowiadało się na taką burzę...
-Aish, to TaeHyung. - szepnął Park i zerknął w okno. 
-Słucham?!
-Jedną z mocy TaeTae jest żywioł nawałnicy inaczej mówiąc burza z gradem, czasem tornado. - mruknął nieco zestresowany wciąż patrząc na potężną nawałnicę.
-Ale... Dlaczego? Co się dzieje?
-Ktoś musiał nieźle wkurzyć Kima. - westchnął Wilkołak i zerknął na przestraszoną dziewczynę. Przytulił ją lekko do siebie i ucałował mocno w głowę, by dodać jej nieco otuchy. W pewnym momencie o okno od pokoju Somin uderzyło coś potężnego, ponieważ szkło pękło, a do pokoju zaczął wdzierać się potężny wiatr. Polka pisnęła przerażona widząc na podłodze TaeHyunga, który leżał z zamkniętymi oczami na jej dywanie. Jego ciało pokrywały liczne krwawiące rany jego czarne, potężne skrzydła zniknęły w jego skórze na łopatkach, był w samych spodniach przez co mogła dostrzec jego umięśnione, lecz poranione ciało. 
-T..-urwała nie mogąc wymówić jego imienia, jak na zawołanie oczy chłopaka gwałtownie się otworzyły, a ona mogła dojrzeć jego mocno błękitne tęczówki. Oddychał szybko przez co mogła dojrzeć dwa kły, które również zniknęły i zamieniły się w normalne zęby.
-Mała... Odsuń się. - powiedział JiMin i zakrył ją swoim ciałem. To nie tak, że Kim był dla niej zagrożeniem, po prostu Kim wpadł w taki szał, że nic ani nikt nie potrafił go uspokoić, był taką rasą, że nikt nie dałby rady z nim wygrać. Somin mimo wszystko spojrzała na niego, chłopak odwrócił się w jej stronę i spojrzał na nią tak, że przeszły ją lodowate dreszcze. Książę wstał na równe nogi i wyskoczył z okna, lecz zamiast rozbić się o podłoże to wzbił się ku niebu na swych potężnych, czarnych skrzydłach. 
-JiMin... Co się dzieje? - zapytała cicho, wtulając się tors chłopaka, lecz ten nic jej nie odpowiedział, ponieważ był zapatrzony w jeden punkt. Dziewczyna nie słysząc żadnej odpowiedzi również spojrzała w to samo miejsce co jej przyjaciel. Bez przeszkód mogła dojrzeć TaeHyunga, który walczył w powietrzu z HoSeokiem, obydwaj mieli skrzydła, lecz te Kima były dużo większe i zapewne silniejsze od tych Junga. Osiemnastolatka zakryła usta dłonią widząc jak dwóch chłopaków biło się mocno i wystarczająco celnie, by na ich ciele zaraz pojawiły się krwawiące rany. Demon chwycił mocno Tae za jedno ze skrzydeł i z nie małym trudem szarpnął za nie chcąc je wyrwać, lecz książę jedynej najpotężniejszej rasy na świecie odwrócił się i wgryzł się swoimi mocnymi kłami prosto w tętnice Hobiego. Krew trysnęła prosto na jego twarz przez co Demon odruchowo złapał się za krwawiące miejsce, blondyn wykorzystał ten ruch, ponieważ od razu powalił chłopaka i przypilił go całym swoim ciałem do ziemi. W jego dłoni ni stąd ni zowąd pojawił się złoty sztylet, zamachnął się nim by wbić go prosto w serce leżącego bruneta, lecz ten po prostu zniknął zostawiając zaskoczonego Kima. 
-Tae! - pisnęła Somin z okna, gdy tuż za jego plecami pojawił się Jung, swoimi mocnymi szponami niczym u sępa wbił się prosto w kręgosłup chłopaka, ścisnął jego długą kość i starał się ją wyrwać z ciała Kima, lecz od tyłu zaszła go biała pantera. Skoczyła na jego pokrwawione wręcz porozdzierane niczym kartka papieru ciało, rozerwała jego plecy swoimi mocnymi pazurami i oderwała kawałek ciała z jego ramienia od razu je pożerając. W tym czasie mocno ranny i obolały blondyn chwycił wpółżywego Demona i płonąc niczym ludzka pochodnia podpalił go. Książę Piekieł znikł zostawiając po sobie tylko ogromną, czarną plamę krwi. Dotychczas biała pantera przybrała postać wysokiego chłopaka o białych włosach i umięśnionym ciele. 
-Tae. - szepnął chłopak i wziął go na swoje barki widząc, że ten był w coraz gorszym stanie. 
-Gdzie... Somin? - wyjęczał wpółprzytomny. - Jest bezpieczna? - znowu zadał pytanie już ledwo kontaktując. 
-Nie martw się. - mruknął Zmiennokształtny i nie czekając ani chwili udał się do domu JungKooka. 

   TaeTae spał wykończony i opatrzony w sypialni JungKooka, gdy do jego willi zawitała Somin z JiMinem, którzy naprawdę mocno martwili się o stan Kima. 
-Gdzie jest oppa? - zapytała Wampira, który zmywał z rąk krew po zszyciu ran księcia. 
-Śpi jest wykończony, lepiej niech nie wstaje, musi zregenerować siły. 
-Nie dał rady się sam podleczyć? - spojrzał na niego wyraźnie przestraszony JiMin, jeśli Stwórca nie mógł się sam podleczyć to oznaczało albo jego szybki koniec, albo długi i ciężki stan. 
W tej samej chwili do salonu wszedł chłopak o białych włosach, uśmiechnął się do zaskoczonej dziewczyny, po czym subtelnie ucałował ją w dłoń. 
-Wonho. - puścił jej oczko. - A ty jesteś tą naszą małą Kruszynką tak? Somin.
-T-tak.. Chyba tak. - mruknęła jeszcze bardziej zaskoczona. - Kim jesteś?
-Zmiennokształtny. 
-Czyli? - zapytała już nieco śmielej. 
-Rasa, która potrafi przybrać formę każdego zwierzęcia na świecie. 
-Prócz wilków. - wtrącił JiMin.
-No tak, są już zajęte. - uśmiechnął się lekko i upił łyk wina.Polka patrzyła na niego nieco podejrzliwie, dlatego JungKook widząc to, oznajmił.
-To twój przyjaciel. Nie musisz się go bać, nic ci nie zrobi. 
-Jestem łagodny jak baranek. - zaśmiał się, by zaraz stanąć na środku w postaci małego, białego baranka. Dziewczyna widząc zaśmiała się cicho, mówiąc.
-Wiesz, wolę psy. 
-Proszę bardzo. - usłyszała nieco niewyraźny głos, by po chwili zobaczyć na swych kolanach małego i słodkiego szczeniaka, który łasił się do niej niczym kot.

   Dni mijały a stan Kima nic się nie zmieniał, cały czas był nieprzytomny a jeśli już odzyskiwał przytomność, tracił ją po minucie. Mimo swojej potężnej natury był na tyle ranny, że nie był w stanie sam się już podleczyć. Co chwilę wartę przy nim pełnili na zmianę Wonho i JiMin, ponieważ jego relacja z JungKookiem nie była na tyle aż dobra. Somin również siedziała przy Kimie i od czasu do czasu nakładała mu na uszy słuchawki i puszczała jego ulubione piosenki, mając nadzieję że chłopakowi jakoś to pomoże.
Mimo ich wszelkich starań stan chłopaka kompletnie się nie poprawiał, a wręcz przeciwnie, pogarszał. Rany zadane przez Demona otwierały się na nowo, stany ropne pękały i powstawały nowe jego usta robiły się już sine a ciało nieco bledsze.
-Czas zawiadomić jego matkę. - oznajmił cicho Wampir, patrząc na powolną i bolesną śmierć jednego ze Stwórców.
-Przyprowadzę ją. - mruknął Wonho i nie czekając na reakcję reszty po prostu wyszedł z domu.
-Oppa... Ty chyba nie mówisz, że Tae. - urwała przestraszona Somin, patrząc to na Kooka to na nieprzytomnego chłopaka - Oppa proszę... Zrób coś...
-Przykro mi, nic nie mogę zrobić. - a czy nie mógł, czy tylko tak mówił to już wiedział tylko i wyłącznie on sam. Osiemnastolatka słysząc te słowa uciekła z płaczem a za nią JiMin, by móc ją pilnować.
   Do pomieszczenia weszła wysoka kobieta, jej twarz była zakryta czarną, przeźroczystą nieco chustą. Jej twarz była lodowata i blada, smukłe i kobiecie ciało zakrywała czarna, prosta suknia. Jej blond włosy były spięte w mocnego i eleganckiego koka. Jej chłodny wzrok spoczął na czwórce młodych ludzi, którzy stali przy łóżku Tae. Jej ogromna moc była wyczuwalna już poza domem co już świadczyło o jej potężnej mocy.
-Zostawcie mnie z moim synem. - oznajmiła z takim chłodem i powagą, że cała czwórka przyjaciół dosłownie wybiegła z pomieszczenie zostawiając ją samą z synem.  Jedynie co można było usłyszeć to jej cichą modlitwę w takim języku, którego nikt nie znał. Nie było go w żadnej księdze co tylko świadczyło, że ów rasa była pierwszą na ziemi.
    Gdy zegar na ścianie wskazał już północ z pokoju Tae wyszła jego matka, założyła na nowo chustę na swoją głowę i z niesamowicie poważnym głosem oznajmiła.
-Mój syn to silna istota, zrobiłam wszystko co mogłam aby odzyskał swoje dawne siły. Jego rany wciąż są groźne dla jego życia, dlatego opiekujcie się nim.
-Ale nie umrze, prawda? - zapytała cicho Somin, patrząc ze łzami w oczach na drzwi od pokoju TaeTae. Kobieta podeszła do niej, ujęła jej twarz w swoje zimne jak lód dłonie i mruknęła z delikatną chrypą.
-Mój syn jest silny, a tę siłę dajesz mu ty. Jesteś nowa w tym wszystkim, nieogarnięta a w dodatku jesteś człowiekiem. - zaczęła z lekko wyczuwalną kpiną w głosie, lecz zaraz dodała już łagodniej. - To ty wbrew pozorom nadajesz mu sens istnienia, gdzie od lat zmagał się z brutalną wiedzą dotyczącą jego życia, rodziny i obowiązku zostania przyszłym królem Hybryd. Jednak wiem, że ma on w tobie oparcie i mimo że nadal się go nieco boisz, trwasz przy nim co świadczy o jednym. Będziesz dobrą królową jeśli wybierzesz tego drugiego mężczyznę, który oddałby ci każdą możliwą rzecz. - po tych słowach odsunęła się od zszokowanej dziewczyny, zerkając na poważnego i bladego JungKooka. Już po sekundzie od tych słów królowa Stwórców rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając na środku salonu zszokowaną Polkę.
~ ~
Czy ktoś się spodziewał takiego obrotu sprawy?
Bo ja szczerze mówiąc nie.
Postanowiłam nieco zmienić swój zarys tego opowiadania, dlatego może wyjść nieco dłuższa część niż wcześniej sądziłam.
Zobaczymy.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

Obserwatorzy