Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Samuel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kim Samuel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2019

Scenariusz #117 Samuel Don't worry be...

13 komentarzy:
Cześć
  Przychodzę do Was ze scenariuszem, więc już jakaś nowość na blogu, zważywszy na to, że teraz częściej dodaje TKC. Zbieram się powoli w sobie, by zacząć tworzyć na Watt, jednak wena i ochota to coś, co nie chce ze sobą współgrać, hah. Jednak kiedyś coś tam dodam, obiecuję...
Zamówienie: Anonimek
  Ostrzeżenia: Raczej brak
Muzyka: In the End
Kocham ich piosenkę, lecz jej remix porwał moje serce, naprawdę!
 Zapraszam
~ ~ ~
    Nawet jeśli się coś długo układa
Nawet jeśli jest dobrze
To zawsze się to zmieni
Zawsze


    Czasem na świecie trafiają się ludzkie anioły, pragną pomagać, dawać nadzieję na lepsze jutro lub pojutrze. Tak samo czasem trafiają się anioły upadłe, lecz to nie są te mityczne stworzenia. Upadłe anioły często to są ludzie, którzy pogrążeni w wiecznym smutku, chaosie myśli i uczuć, starają się trwać w społeczeństwie, często niosąc na swych pokaleczonych barkach różnego rodzaju upokorzenia, dyskusje na swój temat. Muszą walczyć nie tylko z chaosem wewnętrznym, lecz także zewnętrznym. Mimo że otacza ich kolorowy świat, sami czują, że jest inaczej. Że to tylko pozorne kolory, które tylko zakrywają czerń nie tylko myśli, lecz i czynów różnych ludzi. I właśnie jednym z takich upadłych aniołów był niejaki Kim Samuel. Szesnastolatek, który cierpiał za siebie i za innych, emocjonalny w środku, lecz twardy na zewnątrz. W oczach innych ludzi był 'przegrywem', brak dziewczyny, brak bogactwa, brak tak zwanego parcia na bycie w centrum uwagi. Bity, poniżany, wyśmiewany, upychany... To tylko skrawek tego co musiał przeżywać w tak młodym wieku. Jednak powiesz "Hej, czemu nie zmieni szkoły? Miejsca zamieszkania?", a czy to coś da? Nowe otoczenie bywa czasem gorsze od starego. Jednak przez myśl przeszło ci też zapewne "Czemu on się nie weźmie po prostu w garść? To młody chłopak, może osiągnąć wszystko! Udaje cierpiącego dla większej uwagi". No tak, a co innego możesz pomyśleć, powiedzieć, widząc takiego człowieka? Albo w twoich oczach jest 'przegrywem', albo udaje dla uwagi, jednak jak wspomniane było na początku. Są też anioły, które pomyślą "Hej, trzeba mu pomóc! Nie można udawać przez szesnaście lat, prawda?!". I właśnie takim aniołem dla Samuela, była ____.

    Nie każdą walkę da się wygrać
Czasem jest ona po prostu nie równa
Jednak najgorszym błędem
Jest nie podjęcie żadnej walki

   
   Szesnastoletnia dziewczyna pochodziła z Polki, miała długie, rude i falowane włosy. Na jej bladej twarzy prócz lekko zaróżowionych policzków, można było dostrzec duże, zielone oczy oraz urocze, brązowe piegi na nosie. Jednak nie tylko pochodzenie ją wyróżniało, ponieważ dziewczyna miała ogromne zamiłowanie do muzyki, od której prawdopodobnie była uzależniona. Oczywiście prócz wyglądu wyróżniał ją charakter, naprawdę można byłoby ją pomylić z aniołem! Uczynna, miła, empatyczna, ciągle radosna i optymistycznie patrząca na świat. Naprawdę ciężko było ją zobaczyć złą, czy w trakcie jakiejś kłótni. Starała się być dobra i nieść dobra na tyle ile była w stanie, ponieważ wierzyła, że kiedyś będzie za to w jakiś sposób nagrodzona. Chociażby uśmiechem osoby, której pomogła. Nie potrzebowała niczego więcej. Pracowała jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt, lecz prócz tego często pomogła jako 'pielęgniarka', czyli jednym słowem, pomagała wszystkim. Dlatego, gdy na jej drodze stanął Kim, od razu postanowiła mu pomóc.
   Trwały ferie zimowe, więc ___ spędzała je praktycznie poza domem. Od dziewiątej rano do czternastej przebywała na terenie schroniska dla zwierząt, opiekując się nimi najczulej jak tylko potrafiła. Natomiast od piętnastej do dwudziestej pracowała w szpitalu jako asystentka pielęgniarki. Oczywiście jej praca polegała często na bandażowaniu ran, tamowaniu małych krwotoków, rozmowie z przebywającymi na sali lub robieniu kawy swojej przełożonej. Jednak nie narzekała, cieszyła się, że w minimalnym stopniu mogła chociaż komuś pomóc.
Weszła do czystej i pachnącej specyficznie sali, gdzie siedziała na krześle jej przełożona, która składała kartoteki według kolejności alfabetycznej.
-Dzień dobry pani Jung. - uśmiechnęła się szeroko rudowłosa i ukłoniła się przed starszą kobietą.
-Witam ____, ciesze się, że przyszłaś przed czasem. Mam dla ciebie pilną sprawę, na sali obok siedzi chłopak, który czeka na zabandażowanie rąk. - oznajmiła, pokazując szczupłą i bladą dłonią na salę.
-Um, dobrze. - kiwnęła głową młodsza i ubierając swój biały fartuch. Gdy otworzyła drzwi na salę jej oczom ukazał się szczupły brunet, który siedział spokojnie na białym łóżku, patrząc tępym wzrokiem na widok zza okna. Gdy nieznajomy tylko usłyszał charakterystyczne skrzypienie, odwrócił głowę w stronę Polki. Obydwoje patrzyli na siebie w ciszy nieco zaskoczeni swoim widokiem, to nie tak, że się znali. Wręcz przeciwnie, po prostu ją zszokował fakt, że tak młody na oko chłopak, siedział z zszytymi ranami na rękach, a jego zdziwiło to, że tak piękna istota w ogóle stąpała po tej ziemi.
-Cześć. - odezwała się po chwili ciszy, po czym wyjęła bandaże z szuflady. Jednak chłopak nic się nie odezwał tylko dokładnie swoimi ciemnymi tęczówkami śledził każdy ruch nieznajomej, tak jakby był  gotów do nagłego ataku. - Boli cię, hm? - zapytała, siadając na wprost niego i rozkładając biały materiał. I tym razem odpowiedziała jej głucha cisza, dlatego nieco zaskoczona takim zachowaniem równolatka , spojrzała na niego od razu widząc ogromny smutek w jego oczach. Momentalnie poczuła, jakby dostała cios prosto w serce. Widziała w swoim życiu wiele osób w podobnym stanie fizycznym, widziała wiele jak na swój młody wiek, jednak ten wzrok, którym ją obdarzył chłopak na zawsze zapadł w jej pamięci.
   Polała zszyte rany po cięciu wodą utlenioną, by nie wdało się żadne zakażenie, po czym ostrożnie i najdelikatniej jak potrafiła, zaczęła owijać jego przedramię. Z przerażeniem stwierdziła, że jego skóra była aż sina przez grube, cięte rany, a w niektórych miejscach widziała blizny również po takich cięciach. Wiedziała, że te świeże rany wcale nie były przypadkowe lub w wyniku jakiegoś wypadku. Były celowe i to ją chyba najbardziej przerażało.
-Powiesz mi jak masz na imię? - zapytała cicho, jeżdżąc opuszkami palców po zabandażowanej ręce. Jej zielone oczy spojrzały na te ciemne chłopaka, by następnie nieświadomie zupełnie, spojrzeć na lekko popękane usta.
-Czy moje imię zmieni coś w twoim życiu? - zapytał spokojnie, lecz z niesamowitym smutkiem w głosie, sprawiając, że na drobnym ciele dziewczyny pojawiły się dreszcze.
-Tak, sadzę że tak. Ja jestem ____. - uśmiechnęła się nieznacznie.
-Ach, Samuel. - westchnął, by zaraz odsunąć ją od siebie na bezpieczną odległość. Nie ufał jej. Bał się jej. Nigdy mu nic nie zrobiła, pomogła mu i chyba właśnie tej pomocy bał się najbardziej.
-Ładnie, naprawdę. - wstała na równe nogi, odwróciła się tyłem do niego szukając maści na rany, jednak gdy spojrzała za siebie, Samuela już nie było. Wyszedł po cichu niczym mysz, zostawiając po sobie tylko i wyłącznie zakrwawione bandaże, którymi kilka minut temu owinęła jego ręce. Zszokowana takim zachowaniem, z którym spotkała się pierwszy raz w życiu, spojrzała przez okno i jedynie co zobaczyła, to bladego chłopaka, nakładającego na głowę czarny kaptur.

   Od tamtego zdarzenia minęły dwa dni, za wszelką cenę starała się odnaleźć chłopaka na każdym możliwym portalu, jednak wiedziała, że te próby były z góry i tak przesądzone. Miała wrażenie, że Samuel był cieniem, dosłownie. Nigdzie nie mogła go znaleźć tak jakby nie istniał. Dziwiło ją to, ponieważ prawie każdy w tym wieku co ona, miał FB, KakaoTalk, czy inne tego typu portale. Jednak nie Samuel.
    Nie mogła o nim zapomnieć. Te niesamowicie smutne i przerażone oczy, głębokie i celowe rany, te popękane i sine usta od częstego i mocnego ich zagryzania. Chciała go spotkać, poznać i pomóc, bo zdecydowanie tej pomocy potrzebował.
Wracała ze sklepu zoologicznego niosąc na rękach sporą paczkę karmy dla psów, był ranek więc chodnik był zatłoczony. Ciągle ją ktoś upychał, szturchał, mruczał złe słowa pod jej adresem, lecz Polka szła przed siebie z uroczym uśmiechem, ciesząc się na myśl, że te smutne i przygnębione psiaki za chwilkę się najedzą. Całej tej sytuacji przyglądał się Kim, który palił papierosa jednocześnie mając na głowie kaptur, by nie zostać rozpoznanym przez swoich oprawców szkolnych, czy starsze babcie, które na jego widok uruchamiały swoje torebki, by go nimi uderzyć. Oczywiście w przypadku chłopaka trafne było powiedzenie, że pozory mylą, ponieważ mimo swojego chłodnego, poważnego i może nieco buntowniczego wyglądu, był skromnym i cholernie emocjonalnym chłopakiem. I właśnie z tych powodów miał problemy w szkole jak i poza nią.
Patrzył uważnie na dziewczynę, która niedawno mu pomogła, kroczyła spokojnie chodnikiem niosąc karmę, była uśmiechnięta mimo że ludzie ją szturchali i upychali. Dziwiło go to, ponieważ nigdy w życiu nie widział takiej osoby i zachowania, dlatego postanowił sprawdzić, czy była taka naprawdę, czy może udawała.
    ____ mruknęła cicho zaskoczona, gdy w pewnym momencie ktoś wpadł na nią dość mocno, przez co ona upadła na kałużę, a jedzenie, które niosła zwierzakom, upadło na chodnik przez co torba pękła. Sprawcą tego całego zajścia był Kim, który chciał sprawdzić reakcję rudowłosej, czekał aż ta go zwyzywa, poniży i być może uderzy, lecz to co zrobiła go po prostu zszokowało.
Pokręciła głową i wstała z chodnika nieco chwiejnie, mówiąc.
-Przepraszam pana, zagapiłam się. - uśmiechnęła się pod nosem jeszcze nie mając pojęcia, kto tak naprawdę na nią wpadł, lecz gdy dojrzała Samuela, poczuła się jakoś dziwnie. Przez kilka sekund patrzyła mu w oczy z poważnym wyrazem twarzy, po czym posłała mu uroczy uśmiech i jak gdyby nigdy nic, zapytała.
-Jak rany? Goją się, hm? - po zadaniu tego pytania, kucnęła przy pękniętym opakowaniu i zaczęła do niego na nowo wsypywać karmę na tyle ile się dało. Samuel stał tam jak słup soli, nie wiedząc jak się zachować, ponieważ szokowało go to z jaką delikatnością i optymizmem się spotkał. Ta dziewczyna to był anioł, bez dwóch zdań.
-Tak, goją. - odparł, po czym kucnął obok niej pomagając zebrać resztki jedzenia z chodnika. Zerkał na nią kątem oka, widząc jej delikatny uśmiech na bladej twarzy. - Przepraszam, że na ciebie wpadłem, jesteś teraz cała mokra i brudna.- dodał, zerkając na jej zamoczoną i brudną spódniczkę.
-Nie przejmuj się, właśnie szłam do domu by zabrać jeszcze zabawki dla psów do schroniska, więc się przebiorę. - wstała spokojnie i poprawiła mokre, rude włosy, które lepiły się do jej twarzy. Jak na złość zaczęło padać,więc ludzie zaczęli uciekać z chodnika co chwila mocno trącając nastolatków. Samuel wyglądał, jakby zaraz miał się zdenerwować lub po prostu rozpłakać, lecz ___ stała z uśmiechem, patrząc na deszczowe chmury.
-Jak ty możesz się tak zachowywać? - wypalił nagle brunet.
-Hm? Czyli jak?
-No tak... Dobrze. - mruknął, szukając odpowiednich słów. - Jesteś taka miła i optymistyczna, że to aż nienaturalne.
-Mówisz to tak tylko dlatego, że w twoim życiu jest źle i zapewne spotkałeś się z samym okropnym zachowaniem. Lecz ja w porównaniu, do niektórych ludzi, staram sie być miła i dobra jednocześnie ciesząc się z małych rzeczy takich jakich chociażby ten deszcz. - pokręciła głową, a uśmiech przy tym nie schodził z jej twarzy. Ciemnooki miał wrażenie, że ta czytała z niego jak z otwartej księgi co tylko potęgowało w nim chęć poznania jej bliżej, nawet nieufność względem niej przestała być aż tak duża. Polka poprawiła jeszcze raz pękniętą torbę i ruszyła w stronę swojego domu, uprzednio informując o tym Samuela, który wypalił.
-Czekaj, zaniosę to za ciebie. Wiesz... I tak przyczyniłem się do tego, że jesteś brudna i mokra, a w dodatku karma dla psów jest w opłakanym stanie, więc ... Tak ci chociaż to wynagrodzę. - powiedział spokojnie, biorąc jedzenie dla zwierząt od dziewczyny, po czym ruszył z nią w stronę domu.
  Większość drogi pokonali w kompletnej ciszy, jednak od czasu do czasu dziewczyna zamieniła z nim kilka krótkich zdań. Z tego co się dowiedziała, to brunet miał tyle samo lat co ona, uczęszczał do szkoły tylko dla chłopców i właśnie przez nią był taki, a nie inny.
-Wiesz, możesz iść ze mną. Ogrzejesz się i napijesz ciepłego kakao. - oznajmiła, gdy ten położył karmę na schodach do jej domu.
-Nie będę ci robił kłopotu. - westchnął, uśmiechając się smutno.
-To żaden problem Samuel.
-Chciałbym w to wierzyć. - zaśmiał się ponuro i przeczesał swoje oklapnięte od deszczu włosy. - Do zobaczenia... Kiedyś tam. - dodał, by zaraz odwrócić się na pięcie i skierować się w stronę swojego domu. Polka patrzyła za nim do momentu aż ten znikł za rogiem jednego ze sklepów, wiedziała, że ten potrzebował pomocy i to od razu. Jednak zdawała sobie również sprawę z tego, że to musiał być już lekarz, bo ona nie dałaby sobie rady sama.

   Dni mijały a ___ ani razu nie widziała się z Kimem, a tym bardziej się z nim nie kontaktowała, ponieważ nie miała do niego numeru. Miała nadzieję, że u niego się chociaż odrobinę polepszyło, lecz jej nadzieję rozwiał moment, gdy pod szpital podjechała karetka na sygnale, która przywiozła niedoszłego samobójcę. Od razu rozpoznała czarną czuprynę i bladą, szczupłą twarz Samuela, dlatego podbiegła do chłopaka, który leżał na noszach jednak ratownicy odsunęli ją mówiąc, że ten wypił tabletki przeciwbólowe i popił alkoholem. Każdy dobrze wiedział, że nawet minimalne dawka z takim połączeniem groziła śmiercią. Na szczęście pogotowie zostało w porę zawiadomione przez sąsiadkę Kima, dlatego ten był już na płukaniu żołądka.
   Rudowłosa siedziała smutna przy łóżku śpiącego chłopaka, zapewniając go, że od tej pory nie odstąpi go na krok. Że będzie mu pomagać i wspierać byleby tylko nie robił już takich rzeczy jednak nie miała pojęcia, że chłopak nie dość, że ją słyszał to jeszcze miał zupełnie inne plany.
Gdy był już pewny, że dziewczyna zasnęła, usiadł powoli nieco obolały na łóżku i okrył rudowłosą kocem, by po chwili zejść z mebla i ubrać kurtkę, która leżała na krześle. Ucałował ją delikatnie w głowę z minimalnym uśmiechem, zostawiając na poduszce mały list. Nim wyszedł, zerknął na swojego aniołka, roniąc przy tym kilka łez.

   ____ siedziała na plaży, patrząc na zachód Słońca, co prawda było wietrznie a przez to cholernie zimno, lecz to jej kompletnie nie przeszkadzało. Od opuszczenia jej przez Samuela minęło pięć miesięcy, były wakacje, więc dziewczyna jak zawsze intensywnie uczestniczyła jako wolontariuszka. Jednak tego dnia, postanowiła wziąć wolne i powspominać krótkie chwile przy boku niesamowicie smutnego i ładnego chłopaka, jakim był Kim.
W swoich bladych i zimnych dłoniach, trzymała pognieconą i nieco rozerwaną kartkę z listu Kima, która zawierała wiadomość w dniu jego odejścia. Pamiętała każde słowa, każdy przecinek i kropkę, ponieważ to co napisał mocno zapadło w jej pamięci.

"Przepraszam, że robię to tak nagle.
Z zaskoczenia i jeśli mam być szczery, to i bez zaplanowania. 
Jednak nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie bez okaleczenia,
bez używek, bez możliwości życia jak każdy inny 16-latek.
Wyjeżdżam. Odchodzę. Nie wiem gdzie. Nie wiem za co...
Jednak robię to ____.
A raczej mój Aniele. Dziękuję Ci, za chęć pomocy, 
za to, że byłaś dla mnie taka miła i delikatna. 
Nie zapomnę Ci tego. NIGDY,
Jednak wiedz, że muszę odpocząć. Psychicznie i fizycznie. 
Jednak nim wyrzucisz ten list, zła, że to zrobiłem...
Chcę żebyś wiedziała jedno, mój Aniele...
Wrócę. Obiecuję, że pewnego dnia wrócę do Ciebie.
Inny. Będę otwarty, a nie zamknięty w sobie.
Będę z bliznami, ale już bez ran.
Będę dla Ciebie podporą, taką jaką byłaś dla mnie Ty przez te kilka dni.
Obiecaj mi tylko, że będziesz na mnie czekać.
Że będę miał dla kogo wrócić, dobrze?
Proszę, potrzebuje tego...
Jednak jeśli nie wrócę teraz to obiecuję, 
że zrobię to w następnym wcieleniu*
Będę twoim przyjacielem, będę dla ciebie Aniołem.
Obiecuję, że wrócę!
Czekaj na mnie Aniele, proszę"

   Rudowłosa postanowiła dotrzymać słowa, nie ważne jak bardzo byłoby to ciężkie.  Każdego dnia będzie przychodziła na plażę, by móc na niej wreszcie zobaczyć Kima. Lecz tym razem radosnego, z bliznami, lecz bez ran tak jak sam to wspominał.
 -Czekam, Samuel. - uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na powoli zachodzące Słońce, wiedząc że gdzieś tam, za horyzontem, Kim być może znalazł dom.
   Jednak nie miała kompletnie pojęcia, że brunet już dawno nie żył, ponieważ tak jak wiele razy próbował, popełnił samobójstwo, by tak jak obiecał, stać się Aniołem dla ____.
~ ~
I scenariusz za nami. 
Mam nadzieję, że się Wam podobał, moje Słoneczka. 
Mam również nadzieję, że zamówienie, które przyjęłam zostało zrealizowane tak, jak chciałaś Słoneczko! 
*Pamięta ktoś może scenariusz z Samuelem pt. Szansa? Ekhem, bo.. Cóż... To tak jakby drugie wcielenie tego Samuela, który się zabił. Czemu? Ponieważ główną bohaterkę nazywa tam Aniołkiem. (Nie bez powodu, ale ciiii). Kocham ukryte znaczenia w swoich pracach....
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

wtorek, 27 lutego 2018

Scenariusz #107 Samuel Szansa

5 komentarzy:
Witam <3
  Przybywam do Was ze scenariuszem, który mam nadzieję przypadnie Wam do gustu. Zaczęłam już pracę nad Alienem, co w sumie możecie zobaczyć w osobnej zakładce. Może niedługo dodam do niego prolog? Chociaż możliwe, że pojawi się za kilkanaście dni lub miesięcy.
Zamówienie: Anonimek
  Ostrzeżenia: Brak
Nie przedłużając...
  Zapraszam <3
~  ~  ~
  Ty oraz Samuel uczęszczaliście do tego samego gimnazjum praktycznie od razu się zaprzyjaźniliście ze względu na wspólne zainteresowania. Zawsze spędzaliście przerwy, czy czas poza szkołą, każdy wasz wybryk był broniony przez drugiego. Zawsze broniliście siebie nawzajem jak tylko mogliście, Kim zawsze cię chronił i nazywał Aniołkiem, ty za to pomagałaś mu z niektórymi przedmiotami, i troszczyłaś się o niego jak tylko mogłaś. Z czasem wasza przyjaźń zrobiła się nieco bliższa, można by powiedzieć, że to już nie była przyjaźń a nastoletnia miłość. Mimo waszego młodego wieku byliście uznawani za najbardziej uroczą parę w szkolę, a każda dziewczyna zazdrościła ci bycia w związku z Samuelem. Oczywiście płeć przeciwna zazdrościła jemu, więc często Kim również bywał o ciebie zazdrosny. Czasem nawet się przed tobą popisywał, abyś patrzyła tylko na niego zamiast na innego chłopaka. W drugiej gimnazjum zaczęły się drobne problemy, ponieważ musiałaś się przeprowadzić na drugi koniec miasta ze względu na zmianę pracy twojego taty. Ale nawet mimo tego i tak spędzałaś tyle samo czasu z Kimem, ponieważ ten jeździł do ciebie każdego dnia na rowerze, bez względu na pogodę. Co jak co, ale chłopak był bardzo pod tym względem uparty.
   Tak jak każdego dnia, Samuel ujął delikatnie twoją dłoń i przyciągnął cię nieco do siebie z uśmiechem.
-Czyli idziemy na kakao? - zapytał i poprawił ci nieco szalik wokół szyi.
-Jasne to już nasza tradycja. - posłałaś mu swój uroczy uśmiech, który chłopak bardzo kochał.
-Ale masz czerwony nosek, może zamiast Aniołka będziesz moim Rudolfem?
-Ja ci dam Rudolfa. - mruknęłaś z oburzeniem i tupnęłaś nogą jak mała dziewczynka co jeszcze bardziej rozbawiło bruneta. Ten zamiast przestać się śmiać, wybuchnął niekontrolowanym śmiechem przez co zaraz oberwał od ciebie śnieżką.
-Co? O, to teraz masz przekichane młoda damo. - powiedział cały w śniegu, by zaraz wziąć cię na ręce i skoczyć z tobą do największej zaspy jaka była obok szkoły. Śmiałaś się i wierciłaś, gdy twój chłopak zaczął cię delikatnie łaskotać jednocześnie śmiejąc się z twojej już nieco czerwonej twarzy.
-Yah! Wstawać, bo zaraz będziecie przeziębieni! A w poniedziałek macie test! - krzyknęła nauczycielka z okna, która was nakryła ze względu na głośne śmiechy.
-Aish, stara jędza wszytko wypatrzy. - fuknął wciąż rozbawiony Kim i pomógł ci wstać, by zaraz cię nieco otrzepać ze śniegu.
-Teraz będziemy mieć przechlapane. - poprawiłaś szalik z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Ups. - pokręcił głową piętnastolatek i kolejny raz ujął twoją dłoń, by zaraz pociągnąć cię w stronę najbliższej kawiarni.
   Siedzieliście w kącie przy wolnym stoliku zajadając się w najlepsze zamówionym przez ciebie ciastem.
-I wtedy nagle spadłam ze schodów, do dziś mnie bolą żebra. - fuknęłaś jednocześnie kończąc opowiadać swoją historię z dzieciństwa. Gdy spojrzałaś na towarzysza, zobaczyłaś, że ten patrzył na ciebie z delikatnym uśmiechem i rozmarzeniem w oczach. - Um, coś nie tak? Zawiesiłeś się.
-Po prostu podziwiam twoją niezwykłą urodę. - uśmiechnął się wciąż rozmarzony, by po chwili wyciągnąć swoją dłoń i wytrzeć ci delikatnie dolną wargę. - Poza tym uroczo wyglądasz z czekoladą na ustach. Zarumieniłaś się mocno słysząc te słowa, przez co sam Samuel się mocno zawstydził.
-Nie lubię takich chwil, nigdy nie wiem co zrobić. -zaśmiałaś się nieco zakłopotana na co twój chłopak zareagował uśmiechem, by już po chwili złożyć nieco nieśmiały, lecz czuły pocałunek na twojej dolnej wardze.
   Szłaś z chłopakiem za rękę jednocześnie słuchając jego przyjemnego głosu, od czasu do czasu Kim śpiewał ci różne piosenki. Zawsze podziwiałaś jego talent do śpiewu, lecz sam zainteresowany nie zwracał na to większej uwagi. Może dlatego, że był nieśmiały?
-Może zgłosisz się do konkursu, hm? Za tydzień w szkole ma się odbyć konkurs na najlepiej wykonaną piosnkę Ed'a Sheeran'a. - uśmiechnęłaś się na myśl, że chłopak śpiewałby w szkole przy wszystkich uczniach.
-Prędzej zapłonąłbym niczym ludzka pochodnia. - zaśmiał się, by dodać. - Za bardzo się wstydzę.
-Będę cię przecież wspierać. - fuknęłaś.
-Wiem, ale chodzi mi raczej o moją nieśmiałość do takich spraw. Nie wiem, czy nie zapomnę tekstu...
-Nie martw się, pomogę ci jak tylko będę umieć.
-No dobrze, niech będzie.
-Super! - wskoczyłaś mu na plecy i pocałowałaś go w ucho jednocześnie się śmiejąc, gdy ten zaczął biec po chodniku.

   Nim się obejrzałaś tydzień minął a Samuel miał już mieć swój występ na szkolnej scenie. Stałaś w pierwszym rzędzie by móc go dopingować w razie, gdyby bardzo mocno się stresował. Jednak już po chwili chłopak wszedł na scenę i zaczął wykonywać jedną z bardziej znanych piosenek Ed'a. Nawet dołożył do tego swoją choreografię co wzbudziło niemałe zaskoczenie wśród uczniów i nauczycieli. Zresztą, sama też byłaś bardzo mocno zszokowana taką nagłą - pozytywną - zmianą swojego chłopaka, ale podobał ci się to. Nawet bardzo. Gdy tylko twój chłopak zszedł ze sceny od razu ruszyłaś za nim, nim zdążył się napić wody, skoczyłaś na niego i oplotłaś go nogami wokół bioder, by zaraz ucałować go mocno w nieco rozgrzane usta.
-Omo, takie niespodzianki chce cały czas. - mruknął rozmarzony jednocześnie zwilżając swoją dolną wargę.
-Byłeś cudowny, jestem pewna, że to wygrasz.
-Aish nie muszę wygrać, już czuję się zwycięzcą.
-Hm? Dlaczego?
-Bo przełamałem swój strach przed publicznym wystąpieniem. - zaśmiał się cicho i poprawił ci grzywkę. - Ale cieszy mnie to ogromnie, że ci się podobało.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. - uśmiechnęłaś się uroczo i podałaś mu butelkę z wodą. - Tak w ogóle kto wymyślił ci ten układ?
-Ja. Sam go wymyśliłem.
-I ty jeszcze tańczysz? - zapytałaś mocno zaskoczona, ponieważ nie miałaś o tym pojęcia.
-Mam jeszcze wiele ukrytych talentów.
-Tak? Jakich?
-Cudowne usta. - mruknął z zadziornym uśmiechem, by kolejny raz cię mocno pocałować, lecz tym razem to on kontrolował ten pocałunek.
   Po godzinnej przerwie i naradzie jurorów przyszedł czas na ogłoszenie wyników. Każdy z uczestników marzył, by wybrano to właśnie jego, lecz ku ich rozczarowaniu a uciesze twojej, został wybrany Kim.
-O-Omo. J-Ja? - jęknął zaskoczony wciąż nie mogąc uwierzyć w to, że to jednak jemu się udało.
-No już, zmykaj na scenę nim się rozmyślą. - oznajmiłaś rozbawiona, lecz z dużą dumą w głosie. Z ogromnym uśmiechem patrzyłaś jak twój chłopak odbierał wciąż zszokowany nagrodę. Widziałaś w jego oczach szczęście i dumę, dlatego sama czułaś się bardzo szczęśliwa.

   Od tamtej pory Samuel występował na każdych uroczystościach w szkole, czasem nauczyciele wysyłali go do innych szkół na konkursy, dlatego już wtedy chłopak nie miał dla ciebie zbyt wiele czasu. Wiedziałaś, że to nie było od niego zależne dlatego się nie złościłaś na niego tylko cierpliwie czekałaś aż ten znalazł dla ciebie czas.
-Omo, wybacz, że musiałaś tak długo czekać. - powiedział zdyszany Kim, który zakończył świeżo trening tańca.
-Spokojnie, to tylko godzina. - posłałaś mu już nieco słabszy uśmiech niż zazwyczaj. - Idziemy do kawiarni?
-Oczywiście, dawno tam nie byliśmy. Poza tym chcę spędzić z tobą czas. - pocałował cię czule w policzek i ruszył z tobą do wspomnianego budynku. Już po dwudziestu minutach siedziałaś spokojnie z Kimem przy stoliku czekając na wasze zamówienie, gdy w pewnym momencie do chłopaka ktoś zadzwonił. Przyglądałaś mu się, gdy nerwowo rozmawiał z kimś przez małe, czarne urządzenie, by zaraz usłyszeć.
-No dobrze, zaraz będę. - westchnął i rozłączył się, przenosząc swój smutny wzrok na ciebie. - ____...
-Dobrze, idź.
-Proszę zrozum, że nie mam wyboru i. - urwał, widząc twój pełen rozczarowania wzrok.
-Ja to rozumiem, oczywiście. A teraz zmykaj nim będziesz miał kłopoty.
-Zapłacę za nasze zamówienie. - powiedział cicho  i wyjął portfel, gdy chwyciłaś go nieco mocno za rękę, mówiąc.
-Sama zapłacę,a  ty idź.
-Ale...
-Idź Samuel. - mruknęłaś, wlepiając swój wzrok w czerwony obrus na stole. Brunet tylko westchnął smutny i ucałował cię w czoło.
-Wynagrodzę ci to. Obiecuję. - ucałował cię w czoło i wyszedł szybko z kawiarni zostawiając cię samą z dwoma zamówieniami.
   Przez ostatnie pół roku nic się nie zmieniło, ty oraz Samuel mało kiedy się ze sobą spotykaliście poza szkołą. Jeszcze w dodatku Kim postanowił zadebiutować jako młody solista, dlatego jego czas został mocno ograniczony, a szkoła zmieniona na inną. Od czasu do czasu dzwoniłaś do niego, lecz to już nie było to samo. Nie mieliście już o czym rozmawiać, a to co działo się u niego w wytwórni naprawdę mało cię powoli zaczęło interesować. Dlatego nie widziałaś innego wyboru jak po prostu z nim zerwać.
-_____! - krzyknął radosny Kim, gdy zobaczył cię pod swoją wytwórnią.
-Cześć.
-Co tu robisz kochanie? Mieliśmy się spotkać dopiero w Sobotę. Tęskniłaś, hm? - uśmiechnął się mocno szczęśliwy twoim widokiem, lecz gdy zobaczył ogromną powagę na twojej twarzy, poczuł, że coś było nie tak.
-Samuel, podjęłam pewną decyzję, którą powinnam już podjąć pół roku.
-Omo.... ____....
-Musimy ze sobą zerwać. Nasz związek nie ma zupełnie sensu.
-Nie możesz ze mną zerwać, jesteśmy razem już rok. - ujął czule twoje dłonie, lecz ty wyrwałaś mu się i patrząc na niego z chłodem i powagą, dodałaś.
-Możemy i właśnie to robimy. Nie masz dla mnie zupełnie czasu, starałam się to zrozumieć i przez pewien czas mi się udawało, ale teraz przez ten debiut... Ugh, to nie ma szans.
-Proszę cię, nie możesz ze mną zerwać. Kocham cię.
-Ja ciebie też, jeszcze. - westchnęłaś. - Nie mamy dla siebie czasu, więc nie warto sobie zaprzątać głowy. Znajdź sobie najwyżej jakąś idolkę, a nie mnie, normalną dziewczynę.
-____! Nie mów tak nawet!
-Cześć Samuel. - westchnęłaś, by zraz wsiąść do samochodu mamy, która bez słowa ruszyła znowu do waszego domu.
-Aish, co ja zrobiłem. - jęknął zrozpaczony nastolatek i oparł się o ścianę budynku, starając się zrozumieć to, co się stało.
   Kolejne sześć miesięcy później twój były chłopak zadebiutował, słyszałaś jego głos w każdej możliwej stacji radiowej oraz telewizyjnej, gdzie tylko  była muzyka. Tęskniłaś za nim i to bardzo, ale wiedziałaś, że nie było sensu walczyć o miłość, w której nie ma się dla siebie czasu.
Pewnego późnego wieczoru siedziałaś sama w salonie, bo twoi rodzicie mieli jakieś ważne spotkanie, ze znudzeniem na twarzy przeskakiwałaś z kanału na kanał, aż w pewnym momencie wpadłaś na muzyczny program, w którym brał udział Kim. Właśnie stał na środku pomieszczenia i śpiewał smutny swoją najnowszą piosenkę, patrząc od czasu do czasu smutnym wzrokiem w kamerę. Nie wiedziałaś, czy jego smutek był spowodowany ciężkimi treningami, czy może tęsknotą za tobą, lecz wiedziałaś jedno. Sama czułaś się okropnie widząc go w takim stanie. Ze słabym uśmiechem słuchałaś jego pięknego i nieco drżącego głosu, jego ciemne oczy wpatrzone były w kamerę, przez co miałaś wrażenie, że śpiewał do ciebie. Tak, jakby te słowa piosnki miały być dla ciebie wiadomością.
-Piękna piosenka, bardzo. - zaczął prowadzący, gdy Samuel usiadł już na swoim miejscu.
-Sam ją napisałem.
-W tak młodym wieku piszesz o tęsknocie? Za kim mógłbyś tęsknić?
-Za moją przyjaciółką, która była również moją dziewczyną w drugiej gimnazjum. Bardzo za nią tęsknię.
-Dlaczego nie jesteście razem? Zerwała z tobą?
-Nie miałem dla niej wystarczająco czasu. - westchnął cicho. - I tak długo ze mną wytrzymała, bo jakby nie patrzeć przez rok spotkaliśmy się może trzy razy na dłużej niż dwie godziny.
-Bycie idolem wymaga poświęceń.
-Nie sądziłem, że aż takich. - westchnął cicho Kim, by zaraz mocno przygryźć dolną wargę, ponieważ widziałaś, że zbierało mu się na płacz.

   Jeździłaś na rolkach słuchając muzyki, trwały już pierwsze dni wakacji, dlatego mogłaś już sobie pozwolić na chwile swobody. Jeździłaś z delikatnym uśmiechem na buzi, ciesząc się piękną i ciepłą pogodą, oraz długim czasem wolnym od szkoły. Minął rok od twojego ostatniego widzenia się z Samuelem, dlatego też twoje serce już się nieco zagoiło. Jednak w przypadku Kima było zupełnie inaczej.
-Aish. - mruknęłaś cicho zła, gdy w pewnym momencie poczułaś na swoim ciele duże krople deszczu. Gdy spojrzałaś w niebo zobaczyłaś ogromne i ciemne chmury, które kłębiły się nad twoją głową.  - No super, a ja jestem tak daleko od domu. - westchnęłaś zła i schowałaś się pod dachem pierwszego lepszego budynku. W pewnym momencie poczułaś znajomy zapach perfum, gdy spojrzałaś w lewą stronę zobaczyłaś obok siebie zmokniętego Samuela, który prawdopodobnie wracał z treningu.
-Omo, ale ja cię dawno nie widziałem. - powiedział cicho i pogładził cię czule po policzku, lecz ty się odsunęłaś, nie za bardzo wiedząc co zrobić. - Aish, proszę, nie odsuwaj się. - westchnął cicho, patrząc na ciebie ze smutkiem.
-Nie dotykaj mnie, dopiero co przestałam po tobie cierpieć.
-No popatrz, a ja nadal cierpię. - uśmiechnął się smutno i spojrzał na ciebie swoimi dużymi oczami, pełnymi tęsknoty i smutku.
-Minął rok...
-I co z tego? Ja nadal cię kocham, moje uczucia nic a nic się nie zmieniły.
-Samuel, to bez sensu. I tak nie będziemy razem.
-Teraz mam już dużo więcej czasu. Daj mi szansę, proszę.
-Już ją miałeś.
-Więc daj mi jeszcze jedną, ostatnią. - powiedział cicho, znowu gładząc cię po policzku dłonią. Odruchowo wtuliłaś się w nią i przymknęłaś oczy, czując jego delikatny i bardzo czuły dotyk, który zawsze na ciebie działał. Nie wiedząc kiedy chłopak przysunął się do ciebie i delikatnie musnął twoją dolną wargę. Mruknęłaś cicho z zadowolenia i pogłębiłaś nieco pocałunek, kompletnie nie przejmując się faktem, że od roku nie byliście razem.
-Aish, mam do ciebie zbyt dużą słabość chyba. - westchnęłaś jednocześnie kręcąc głową.
-Czy to oznacza, że dasz mi szansę?
-Tak, ale ostatnią. Naprawdę Samuel, jeszcze raz tak będzie jak kiedyś, a już więcej z tobą nie będę.
-Dobrze. - posłał ci swój uroczy uśmiech i przytulił się do ciebie mocno.


  Od tamtego czasu ty oraz Kim spędzaliście ze sobą dość sporo czasu, czasami nawet zabierał cię w swoje krótsze trasy po Korei, by móc spędzić z tobą jak najwięcej swojego wolnego czasu. Dzięki temu małemu doświadczeniu wasza miłość stała się bardziej dojrzalsza i silniejsza niż dotychczas, co dziwiło nie tylko waszych rodziców, ale managerów Samuela również.
Mimo waszego młodego wciąż wieku, potrafiliście się zachowywać poważnie i odpowiedzialnie co tylko owocowało silniejszym i dużo bardziej trwalszym związkiem niż moglibyście sobie wyobrazić.
~ ~
Cóż końcówka miała być inna, ale mam nadzieję, że taka też może być.
Co sądzicie o scenariuszu ?
Podobał Wam się?
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

Obserwatorzy