Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GOT7. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GOT7. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Scenariusz #108 JB Porcelain Boy

2 komentarze:
Witam <3
    Przybywam do Was z krótkim, nawet bardzo krótkim scenariuszem z liderem GOT7.
Miałam go dodać z Jinem, jednak wypadło na JB, mam nadzieję że praca się Wam spodoba, mimo lichej długości, ale mam nadzieję, że nie jakości.
Taki scenariusz na zatkanie pustki na blogu, oraz żebyście mieli co ciekawego poczytać.
Muzyka: Ghost Of Mine
  Ostrzeżenia: Długość scenariusza będzie raczej krótka
Nie przedłużając..
  Zapraszam <3
~ ~ ~
   Delikatne, kobiece dłonie gładziły bladego i zmęczonego chłopaka, który z nie małym trudem starał się zasnąć wtulonym w swoją przyjaciółkę, która leżała tuż obok niego. Z radia wydobywała się cicha, spokojna melodia, ich oddechy były spokojne, głębokie.
-Zaśnij spokojnie. - szepnęła w jego usta dziewczyna i odgarnęła czule niesforne kosmyki włosów z jego bladego czoła.
-Przepraszam, ale nie mogę... Nie dam rady. - szepnął, by zaraz schować w swoje duże i równie blade dłonie, twarz.
-Spokojnie, jakoś znajdziemy na to sposób. Może przyniosę ci ciepłe mleko? Opowiem bajkę? A może policzymy razem owieczki? - pytała troskliwie, dając mu tyle czułości ile tylko mogła. Jego czarne jak noc tęczówki spojrzały na nią, pełne miłości, strachu i niemiłosiernego bólu, który rozdzierał go od środka. Niszczył, targał, wiercił dziurę w zdrowszych i jeszcze nie tkniętych tkankach.
-Może... Może tylko mnie pocałuj? Taki mały, maluteńki buziak? - zapytał, mając już nieco spierzchnięte usta. Już po kilu sekundach poczuł delikatnie i nieco pełne wargi brunetki, która z nie małą czułością złożyła delikatny pocałunek na jego ustach.

A gdy jednak odejdę, obiecuję...
Och, obiecuję, że będę przy tobie.
Każdy szmer, każdy podmuch silniejszego wiatru, to ja
To ja.


 
 Spacerowali wzdłuż brzegu jeziora, trzymali się za ręce i stawiali spokojne, małe kroki. Nie przejmowali się jutrem, żyli chwilą, tą chwilą, która mogła być dla nich tą ostatnią.
-Och, zobacz. - uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna i pokazała palcem na stado pięknych, kolorowych ptaków. W świecie chłopaka, te ptaki były zupełnie czarne. Żadnych kolorów, żadnej nadziei, żadnych milszych uczuć, prócz miłości,, która była silna i szczera, która kierowana była w postać drobnej Polki.
-Piękne. - skłamał, by nie martwić jej za bardzo. Nie chciał kolejny raz jej tego mówić, w końcu tylko on wiedział,  że jego świat był tylko czarno-biały. Chciał zobaczyć kolory, poczuć ciepło, jednak dookoła otaczał go chłód i ciemne kolory. Nic a nic więcej.
-Mój kochany, porcelanowy chłopcze. - szepnęła i ujęła jego twarz w dłonie, stanęła na palcach i spojrzała w czarne oczy przyjaciela. - Och, mój kochany, porcelanowy chłopcze. - kolejny raz wypowiedziała jego przezwisko z młodych lat. Brunetka nazwała go tak, gdy mieli po pięć lat, a ona nie mówiła zbyt dużo, to wtedy Im pomógł jej w tych gorszych chwilach, dlatego ona pomaga mu teraz.
-Tylko twój, wiesz? - wyszeptał cicho będąc wciąż poważnym. Przestał się uśmiechać trzy lata temu, dlatego dziewczyna nawet nie marzyła, by zobaczyć chociaż cień jego pięknego uśmiechu. Wiedziała doskonale, że nie było już dane jej go widzieć.

Ja kocham ciebie. Ty kochasz mnie.
Mimo to nie będziemy razem.
Przeszkadza nam ból, strach, i czerń.
Zwłaszcza ta czerń. 
Wybacz, że nie potrafię dać ci tego, na co zasługujesz.
Ale obiecuję, och, obiecuję, że.
Że kiedyś w jakiś sposób ci to wynagrodzę.

   
Siedzieli razem w kawiarni jedząc ich ulubione ciasto i popijając je ciepłym kakao, jak dawniej, gdy byli młodzi. Zielonooka opowiadała mu spokojnie co działo się, gdy nie spędzali razem czasu, co robiła i dlaczego, chciała jakoś ciągnąć rozmowę. Nawet jeśli Im nie miał na to najmniejszej ochoty, wolał słuchać, zwłaszcza jej. Ujął jej małą, delikatną dłoń i lekko, prawie jakby dotykał ją piórem, przejechał po niej swoim kciukiem. Mruknął cicho pod nosem i uniósł swój wzrok, szepcząc.
-Co zrobię... Co zrobi twój porcelanowy chłopczyk, gdy cię straci?
-Nie straci. - zapewniła go, lecz wiedziała, że nie o takiej stracie mówił.
-Wiesz, że to nieuniknione, że w końcu nadejdzie ten czas? Gdy cię stracę...
-Cii. - zatkała jego nieco blade usta, uśmiechając się do niego smutno. - Obiecałeś mi, że będziesz cieszył się chwilą.
-Cieszę się.
-Tak, taką mam nadzieję. - westchnęła i wbiła łyżeczkę w ciasto, dodając. - Postaraj się tak, jak ja się staram.
-Staram się. - uciął, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę zawiedzenia.
-Dlaczego mam wrażenie, że z każdym dniem coraz mniej? - po tym pytaniu chłopak wstał. Spojrzał na nią ze smutkiem i bez słowa opuścił kawiarnię.
-I znowu to samo. - westchnęła. Przerabiali to każdego wtorku, o tej samej godzinie, w tym samym miejscu. Lecz z dnia na dzień było już tylko i wyłącznie gorzej.

Nie jestem idealny. Nigdy nie będę.
Jednak dla ciebie mogę stać się nim na tyle,
na ile będzie mnie stać. 
Lecz teraz błagam,
nie zostawiaj mnie.
Bo jestem znów
tym porcelanowym chłopcem. 


   Po każdej nocy podobno ma przyjść dzień, lecz w świecie chłopaka tego dnia już nie było. Od trzech lat męczył się praktycznie sam w tych ciemnościach, bez żadnego małego chociażby źródła światła. Podobno z każdego pokoju można wyjść, lecz nie w przypadku JB, on nie potrafił go opuścić, nie w swojej głowie. W niej ciągle był zamknięty sam, pośród ciemnych ścian. 
-Oppa. - usiadła na jego kolanach Polka i objęła go nogami wokół bioder.
-Tak?
-Pójdziemy jutro razem na spacer? 
-Przepraszam. - szepnął i spuścił głowę. 
-Aish, za co?
-Za jutrzejszy dzień. - kiwnął głową na kalendarz, dziewczyna również na niego zerknęła i dopiero sobie zdała sprawę, co ich czekało. 
-Nie martw się, będę przy tobie. - dodała mu odrobinę otuchy i ucałowała jego czoło. - Zawsze będę.
-Ale nie jutro i nie potem.
-Oppa...- urwała, po poczuła na swoich dłoniach małe kropelki łez. - Och, mój porcelanowy chłopcze. - westchnęła i wtuliła go w swoje ciepłe ciało. 

   Następnego dnia stało się to, czego obawiała się dwójka przyjaciół. Gdy tylko wysiedli z samochodu, stanęli tuż przed ogromnym, ceglanym budynkiem, który otoczony był również ceglanym murem. Zielonooka ujęła bladą i dużą dłoń chłopaka, który chwycił w drugą dłoń swoją pełną walizkę. 
-Gotowy?
-Nigdy w życiu nie będę gotowy na takie coś. - westchnął i otarł szybko łzę zerkając na równie smutną przyjaciółkę i ukochaną. Ruszyli niepewnie w stronę budynku, by już po kilku chwilach zniknąć za drzwiami. 
   Długa rozmowa, spisana kartoteka, opaska na lewą rękę z danymi osobowymi, a na końcu mała sala przeznaczona tylko dla niego. Ciężkie pożegnanie prawdopodobnie już na zawsze, a przynajmniej w umyśle JB, który za nic w świecie nie chciał żegnać się z Polką. 
-Musze już iść, godziny widzeń się już kończą...
-Ale...
-Przykro mi, ale obiecuję, że niedługo znowu cię odwiedzę. - szepnęła i ostatni raz musnęła jego usta. 
   Stanęła przy samochodzie i odwróciła się niepewnie w stronę budynku, z którego właśnie przyszła. W oknie, na samym górnym piętrze wyglądał Im, który blady i z nieukrywaną rozpaczą, przyglądał się jego ukochanej. 
-Żegnaj mój mały, porcelanowy chłopcze. - szepnęła i odjechała, a tuż za nią zamknęła się brama z napisem "Zakład dla chorych psychicznie".
I co sądzicie o scenariuszu?
Podobał Wam się?
Ktoś się spodziewał takie zakończenia?
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

  

niedziela, 14 maja 2017

Scenariusz #97 Mark Message

6 komentarzy:
Witam <3
  Czy jest tu konieczne coś pisać? Sądzę że raczej nie. Szczerze mówiąc nawet nie wiem co tu napisać. Scenariusz powstał naprawdę spontanicznie, piszę to co czuję i co myślę, więc... może być nieco chaotyczny.
   Pisany w formie listu, ale to nawet chyba dobrze.
  Ostrzeżenia:Wulgaryzmy.
Muzyka: Lauder Than Thunder
 Nie przedłużając..
Zapraszam <3
~ ~
     Cześć!
  Piszę ten list na kolanie, więc wybacz mi za okropne pismo, ale wiatr i deszcz oraz potok moich szczerych łez, sprawia, że nie widzę tego co piszę. 
Zapewne ciekawi cię kim jestem, prawda? Mark z tej strony...Nie znasz mnie, to pewne, a nawet jeśli to już nie ma dla mnie znaczenia. Zwracam się bezpośrednio do ciebie, ponieważ to ty odkryłaś moją wiadomość. Skąd wiem, że jesteś dziewczyną? Nie pytaj...
   Zamierzam tę wiadomość wysłać w dość... nietypowy sposób, ale to jedyne co mi teraz zostało. Piszę to na szybko, więc wybacz za niestaranność w doborze słów, jednak mam nadzieję, że zrozumiesz mnie i moje intencję. 

   Chciałbym opowiedzieć ci moją historię, lecz nie mam na to czasu. Przynajmniej nie na całą moją opowieść, więc usiądź wygodnie w miejscu, gdzie znalazłaś cząstkę mnie i wczytaj się dokładnie w słowa, dobrze? 
  Zawsze byłem cichy i skromny, mój charakter był tak cholernie łagodny, że zawsze padałem ofiarą zaczepek, kpin i wykorzystywania przez płeć piękną. Mimo moich psychicznych ran wciąż nie potrafiłem być obojętny na krzywdę swoich oprawców. Zawsze im pomagałem, mimo że nie powinienem. Jednak, taki byłem. 
  Coś się zmieniło...
 Z człowieka dobrego, spokojnego prawie że świętego zmieniłem się w... chuja jednym słowem. Jeśli mam być szczery to ten okres czasu, gdy byłem tym kim byłem, sprawił, że pojąłem jak bardzo chory jest ten świat, a ludzie pojebani.
   Jeśli to czytasz, to pewnie ciekawi cię co mnie tak zmieniło, prawda? 
 Otóż... była to dziewczyna. Zostałem 'oślepiony' przez swoją miłość do niej. To sprawiło, że stałem się kimś, kogo nie chciałem nigdy w życiu spotkać...
Jednak... wróćmy szybko do początku...
  Właśnie wracałem cały obolały, poobijany ze szkoły, gdy na swojej drodze spotkałem przeszkodę. Ba! Ale jakże piękną i z pozoru kruchą przeszkodę! Omo, mógłbym taką spotykać przez całe życie - yah, muszę się ogarnąć - tuż przede mną stanęła dziewczyna. Z wyglądu anioł, z charakteru już zupełna jego odwrotność. Można było ją porównać do wilka w skórze owcy. Była jak jad żmii, zabijała powoli jeśli ugryzła w odpowiednie miejsce.
  Jeśli mam być z tobą szczery - a jestem- to tak naprawdę wpadłem po uszy w jej sidła w momencie, gdy obdarzyła mnie nieśmiałym uśmiechem. Jak odurzony byłem jej całkowicie podwładny. Na każde jej skinienie, klęczałem u jej kolan niczym podwładny, tym samym skazując się na niewolę w jej miłości. 
   Uwierz mi, że myśląc iż ' nie jestem zdolny zabić' jest bujdą. Każdy jest w stanie, psychole nie rodzą się od tak moja droga. Ich kształtują ludzie, społeczeństwo, miejsce przebywania. 
   Mnie ukształtowała ____...
 Z miłego, spokojnego i cichego chłopaka zamieniłem się w najgorszego skurwysyna jaki grasował po ulicach Seulu. Narkotyki? Jeden mój ruch i masz nimi wypełniony pokój - pomińmy fakt, że potem giniesz albo przez moich ludzi, albo przez biały proszek - alkohol? Chcesz? Okey, cały bar i jego magazyn jest twój. Kobiety? Załatwię ci każdy 'porządny' burdel. Czegoś więcej potrzebujesz? Może chcesz kogoś po cichu ukatrupić? Spokojnie, spokojnie, mam pod władzą całkiem kilku dobrych płatnych zabójców. Tortury? Coś ty... To dla mnie jak zabawa coś w rodzaju chłopca, bawiącego się autkami. I co? No? Jest ci mnie żal? Ba! Na pewno nie, nikomu nie było. Pewnie myślisz, że to co piszę to bujda. Yah, moja droga, masz prawo. Każdy je ma. 
  Z zwykłego ucznia, zamieniłem się w dilera, alfonsa, morderce w jednym. Zapełniony złymi emocjami zacząłem siać terror. Jednak co było głównym czynnikiem? Wiesz, na pewno. 
   Oczywiście, że ta suka.
  Podpalenia? Nie ma za co, przynajmniej ciepło było. Pozabijani ludzie? Yah, ja tylko niefortunnie machałem bronią. Ups? 
   Nie, nie jestem skurwysynem. Już nie moja droga. 
W natłoku tych niefortunnych dla społeczeństwa zdarzeń, odzyskałem coś, co chciałem ukryć. Sumienie. Co to jest? To taka mała, maluteńka dziura, która niszczy cię od środka, zabijając powoli jeśli nie wrócisz na porządną ścieżkę w swoim marnym, krótkim życiu. 
   Moje sumienie było niczym kula z broni, zraniła mój umysł a potem serce. I mimo że wciąż siałem postrach w domu, na ulicy nawet w innych krajach.... Aish, jaki jest najgorszy tym człowieka?
   Człowiek zagubiony w sobie. Wtedy by odnaleźć prawdziwego siebie jest w stanie chwycić brzytwy jak tonący. Wypić truciznę, poświęcić swój marny byt wyższemu celowi. 
    Ja byłem zagubiony...

  Jednak moja historia się tu nie kończy kochanie. Ona właśnie tu się zaczyna, w momencie mojego 'odrodzenia' jako porządny i żałujący obywatel Korei Południowej. Jako człowiek ze sumieniem, jako chłopak wciąż zakochany po uszy...
  Mimo to, wciąż nie wiesz dlaczego ___ tak mnie zmieniła... To historia zbyt długa, jednak mogę zdradzić ci szczegół... wykorzystała mnie. Namówiła do obronienia banku, zamordowania mojego kumpla, a potem pozwoliła mi się stoczyć i stać się tym, kogo ci przed chwilą opisałem. Pławiła się w moim bogactwie, kochała się z moimi ochroniarzami, wykorzystywała... A ja jak ostatni debil pozwalałem jej na to.
   Do dziś plułem sobie w twarz, patrząc na swoje odbicie. 

    Tutaj powinienem zakończyć list, a właściwie krótką wiadomość. Jeśli znalazłaś ją to znaczy, że sama stąpasz po mojej ścieżce. Ogarnij się! Nie gub własnej siebie, nie staczaj się na dno, nawet jeśli inni ci na to pozwalają. 
   Pamiętaj kochanie, jeśli umiesz liczyć, licz na siebie. 
 To przykre, ale jakże prawdziwe w naszym okrutnym świecie. 

   Musze kończyć moja droga, wiem że nie powinno się tego pisać, ale...jak wiesz, lubiłem łamać nieco zasady - taki żart na rozluźnienie - i mam nadzieję, że to co tu napisałem weźmiesz sobie za przestrogę. Okey? Zostań sobą, bądź dziwna lub zupełnie normalna, ale pozostań sobą! Nigdy nie zmieniaj się dla kogoś, w końcu urodziłaś się jako orginał nie giń więc jako kopia marnego gówna. 
   Bycie sobą jest sztuką, pamiętaj! Bądź artystką i pielęgnuj swoje 'ja'.

~Mark
P.S Widok z dachu biurowca jest genialny...

   Gdy tylko dziewczyna skończyła czytać ten zadziwiający i niepokojący list, usłyszała głośną syrenę. Zaskoczona spojrzała na ulicę, an której pojawiła się karetka i policja. Jechali w stronę najwyższego biurowca w Seulu. 
-Ta wiadomość... on.... wyrzucił ten list z tego dachu.- szepnęła przerażona, patrząc na ogromny budynek, gdzie do niedawna stał niejaki Mark. 
 - Bycie sobą jest sztuką, pamiętaj! Bądź artystką i pielęgnuj swoje 'ja'. - szepnęła, chowając wiadomość do kieszeni i wracając do domu. 
Posłuchała go, od tego momentu zaczęła walczyć z nałogiem jakim były używki, wróciła do szkoły, zaczęła nawet dorywczą pracę. Ona się zmieniła, wróciła na dobrą ścieżkę i zaczęła pielęgnować 'prawdziwą siebie' odrzucając maskę innej osoby za siebie.

 A ty? Jesteś orginałem, czy kopią? 

 https://68.media.tumblr.com/fe782b2bf319d49ccbc60be3bed47d9c/tumblr_oipuwaqmnV1v122dco1_500.png 

Nie pytajcie skąd pomysł....
Tak po prostu to napisałam...
Chociaż, może coś w tym i prawdy jest?
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

sobota, 4 lutego 2017

#94 Reakcja GOT7 Gdy są zazdrośni o twoją najlepsza przyjaciółkę/przyjaciółki

4 komentarze:
Hej<3
Przybywam do was z reakcją, którą zamówiła meeesia. Czy tylko ja mam wciąż problemy z rozróżnieniem chłopaków? Aish... makabra.
Reakcja raczej nie będzie długa, ale mam nadzieję, że mimo to przypadnie wam do gustu.
Coś czuję, że dzisiaj zasypię was reakcjami xD
Nie przedłużając...
Zapraszam <3
~ ~ ~
MARK
Twój ukochany był dość zazdrosny o twoją przyjaciółkę, z którą ostatnio spędzałaś więcej czasu. Kochał cię bardzo mocno, więc nie chciał robić ci przykrości, mówiąc ci, że wolałby byś już się z nią nie spotykała, a przynajmniej nie tak często. Mimo to pewnego wieczoru nie wytrzymałby.
-Dlaczego chodzisz do niej tak często? - zapytałby, patrząc na ciebie z powagą.
-Jak to często?
-Codziennie u niej jesteś i spędzasz tam kilka godzin. Nie podoba mi się to.
-Co masz do mojej przyjaciółki? Przecież mam prawo się z nią spotykać - powiedziałabyś oburzona jego słowami.
-Oczywiście, że masz prawo. To jasne, ale dlaczego tak często? Tęsknię za tobą, gdy jesteś u niej.
-Przyjechała na kilka dni, chcę z nią pobyć. Nie moja wina, że jesteś o nią zazdrosny Mark.
-Nie jestem - mruknąłby, odwracając się do ciebie tyłem, będąc mocno rozczarowanym twoim zachowaniem - po prostu cię kocham - dodałby zły, po czym wyszedłby z kuchni nie chcąc zaczynać kłótni.
https://media.giphy.com/media/ifwNwTVHGSdag/giphy.gif   

JINYOUNG
Brunet stałby w drzwiach, patrząc na ciebie z ponurym wyrazem twarzy. Byłby zły, gdy kolejny raz postanowiłaś wyjść ze swoją przyjaciółką do klubu.
-Wychodzę - powiedziałaś, ubierając płaszcz.
-Przyzwyczaiłem się - mruknąłby zły, po czym wróciłby do waszej sypialni. Zaskoczona jego zachowaniem ruszyłaś za nim, chcąc dowiedzieć się, dlaczego był tak zły.
-O co ci chodzi? - zapytałabyś, patrząc na niego zła.
-O to, że cały czas z nią gdzieś wychodzisz. Takie się psiapsiółki z was zrobiłby a dawniej nawet z nią nie gadałaś.
-Jak możesz tak mówić? - zapytałabyś urażona - twoje zachowanie jest dziecinne. Być zazdrosnym o przyjaciółkę dziewczyny? Mógłbyś się chociaż raz zachować jak mężczyzna - mruknęłabyś, po czym ubrałabyś płaszcz.
-Możesz już sobie iść - warknąłby, patrząc na ciebie z wyrzutem - idę dziś na noc do hyunga Marka - dodałby, po czym wyszedłby z pomieszczenia, trzaskając przy tym drzwiami wyjściowymi. 
 https://media.tenor.co/images/81a1ee9b2c4f0c41fae8ebc842768510/tenor.gif 

JB
Lider siedziałby na kanapie czekając aż do niego dołączysz, by móc wraz z nim oglądnąć film. W pewnym momencie zauważyłby cię ubraną w płaszcz, więc doskonale wiedziałby co miałaś zamiar zrobić.
-Wy - urwałabyś, widząc jego smutną twarz.
-Miłej zabawy - mruknąłby, po czym wpakowałby do ust popcorn.
-Oppa? Dlaczego jesteś tak strasznie smutny? Przed chwilą tryskałeś energią.
-Miałem nadzieję, że ten czas spędzimy razem, zwłaszcza, że ostatnio nie mamy go za wiele - oznajmiłby ze spokojem, patrząc to na ciebie to na ekran telewizora. 
-Chciałam się spotkać z przyjaciółkami.
-Jasne. Rozumiem. Możesz iść. 
-Zostanę - powiedziałabyś z rezygnacją.
-Masz iść do tych durnych przyjaciółek - warknąłby, patrząc na ciebie takim wzrokiem, że się przestraszyłaś - idź do nich - dodałby z chrypą, po czym powróciłby wzrokiem znów na film, który właśnie się zaczął. 
http://68.media.tumblr.com/7644b0858d0db05b0a9694e6df046409/tumblr_inline_npvz761Ssw1tvou3e_500.gif 

BAMBAM
 Tancerz nie ukrywałby swojego rozczarowania i zazdrości w momencie, gdy po raz kolejny oznajmiłabyś mu, że z waszej randki nic nie będzie, ponieważ miałaś spotkanie z przyjaciółkami.
-Który to raz? - zapytałby zły i smutny w jednym.
-BamBam - zaczęłabyś, lecz chłopak pocałowałby cię w czoło, mówiąc.
-Kocham cię i chcę dla ciebie jak najlepiej, ale nie potrafię ukryć tego, jak bardzo mnie ranisz takim zachowaniem. Naprawdę chciałem iść z tobą na tą randkę. Tak długo na to czekaliśmy.
-Wiem, ale naprawdę chcę je zobaczyć.
-Jasne. Wiem. Dwójka psiapsiółek jest ważniejsza niż chłopak - mruknąłby rozczarowany jednocześnie będąc mocno zazdrosnym - jak sobie tam chcesz.
-BamBam.
-Idź, idź ___, ale nie płacz, gdy cię zostawią tutaj - mruknąłby, po czym wyszedłby z sali prób by móc ochłonąć.
 https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzZAnQ6h9TWTSnB5mQrB31vtZTf6pMQ4cu0WgNQExsDwBm3U02OPHmLCnsqICsuKW2e1_XVe5hRmSvbjVzYbdSOVemyXeaZl2svFVCU4APn6ry5JlmmRGKwIlqyVviZrLb9qVBE_PXj0I/s320/tumblr_inline_o712y6TYru1shcfbh_500.gif 

JACKSON
Blondyn byłby mocno zazdrosny o ciebie, nie ważne czy spotykałaś się z koleżanką czy kolegą, on zawsze czuł zazdrość. W momencie, gdy kolejny raz z rzędu powiedziałaś mu, że wychodzisz z przyjaciółką, chłopak nie mógłby się powstrzymać.
-Jasne! Idź sobie, zostaw mnie jak zawsze. Na pastwę samotności i smutku, by móc bawić się z dwójką jakiś durnych bab - mruknąłby.
-Jak możesz tak o nich mówić? To, że jesteś zazdrosny wcale cię nie usprawiedliwia!
-Mało co mnie to interesuje. Wybieraj ____, albo ja albo ta dwójka mało fajnych bab - warknąłby, kładąc dłonie po obydwóch stronach twojej głowy.
 https://68.media.tumblr.com/f80eb71ecca03db3163295fe78bc3bee/tumblr_o497zrHlcI1v9fpy4o1_400.gif 

YOUNGJAE
Chłopak leżałby zły i smutny, gdy kolejny raz późnym wieczorem wybrałaś się ze swoją przyjaciółką na miasto. Chłopakowi bardzo zależało by móc spędzić z tobą czas, ponieważ miał mieć mnóstwo prób i koncertów, więc nie zapowiadało się na to, by mógł coś z tobą porobić przez najbliższy miesiąc. Mimo że wróciłaś dość szybko, chłopak zrobił ci awanturę o spotkania z dziewczynami z Polski przez co wybuchłaby kłótnia. Youngjae leżałby na kanapie natomiast ty siedziałabyś na fotelu. Żadne z was by się nie odzywało do drugiego, więc atmosfera robiłaby się coraz bardziej napięta.
-Kocham cię, ale czasem mam wrażenie, że wolisz je ode mnie - mruknąłby, zerkając na ciebie.
-Jesteś zazdrosny o moje przyjaciółki. Czy to nie jest chore?
-Nie, ponieważ cię kocham.
-Ja ciebie też.
-Skoro tak to udowodnij to - mruknąłby, zerkając na ciebie.
-Jak?
-Przez dwa tygodnie nigdzie z nimi nie wychodź - oznajmiłby ze spokojem, patrząc na ciebie z ogromną powagą.
https://66.media.tumblr.com/287ea49b607f1fcef1fee2528697ed12/tumblr_inline_o9mz60MP8d1rqrx5f_540.gif

YUGYEOM 
Tuż przed spotkaniem ze swoją najlepszą przyjaciółką pokłóciłabyś się z makane o jego zazdrość względem twojej kumpeli. Byłabyś na niego na tyle wściekła, że wyrzuciłabyś go z domu. Przez kilka minut chłopak pukałby wściekły do drzwi, więc gdy zerknęłaś przez dziurę od klucza, zobaczyłabyś wściekniętego maknae, który wrzasnąłby.
-W takim razie ____ skoro wolisz ją ode mnie, to może niech ona zostanie twoją dziewczyną! - po tych słowach, uderzyłby pięścią w drzwi, po czym wściekły i rozczarowany, udałby się do kolegów z zespołu, by móc ochłonąć. 
 http://33.media.tumblr.com/53f33c67fbb6e9a62dec2959f4a2892a/tumblr_nvf41flOp01uhh1abo1_1280.gif 

I reakcja Got7 za nami.
Co o niej sądzicie?
Dobrze wyszła?
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

sobota, 17 września 2016

Scenariusz #65 BamBam Anioł w turkusowej sukience

4 komentarze:
Witam <3
Przybywam do was ze scenariuszem z BamBamem.
Podczas czytania możecie sobie posłuchać tej piosenki FLY
Przy tym scenariuszu, scenariusz z Chenem wymięka, pod względem długości xD
Zapraszam <3
~ ~ ~
“Całkiem otępiały, po prostu czekałem
Na smutek, z którego aż mógłbym się śmiać
Całkiem otępiały, po prostu czekałem
Na szczęście, które doprowadzałoby do łez” 
~Goya no Machiawase”  Hello Sleepwalkers

    Budzę się i zasypiam. Zasypiam i budzę się. Nie robię nic pożytecznego, tylko śpię. Może czasem wyjdę na spacer, lecz bywa to naprawdę sporadycznie. Ciągle zamknięty w czterech białych ścianach, miałem wrażenie jakby mój mózg był wyżarty przez ten kolor. Nie znosiłem bieli. Nigdy.
Jednak...nauczyłem się z nią "żyć" na tyle ile mogłem. Co prawda dwie ściany były pokryte moimi rysunkami i napisami, jednak ostatnie dwie były zupełnie białe.
Wspominałem, że nie znosiłem bieli?
   Wiesz jak to jest, budzić się w swoim łóżku?Pokoju? Aish, na pewno wiesz. Ja już dawno zapomniałem, jak wyglądał mój pokój. Mój dom. Moja rodzina i znajomi. Dawno ich nie widziałem.
Trzy lata.
    Co ja tu robiłem? Nie miałem pojęcia, nikt mi nie mówił po co i na co. Dlaczego? Pytania kłębiły się w mojej głowie, sprawiając że byłem kompletnie otępiały. A może to przez leki?
 Spojrzałem na lewą dłoń. Moja ręka była pokryta bliznami po cięciu, przyjmowania leków  ze strzykawki i jeszcze innych mniej znanych przyczyn. Mój brzuch i uda, były pokryte siniakami przez pasy, którymi wiązano mnie raz na tydzień, gdy stawałem się agresywny.
Ale ja byłem przecież normalny. Zupełnie normalny!

   Siedziałem pod oknem jedząc płatki. Od czasu do czasu zerkałem ze znudzeniem na zegar, który wisiał na ścianie stołówki. Ubrany w białą koszulkę i czarne spodenki, nie wyróżniałem się z tłumu osób, które wraz ze mną jadły śniadanie. Byliśmy dla wszystkich tacy sami, dziwni, chorzy i nieobliczalni. Ale tak szczerze, ilu z nas było takich naprawdę? Sam nie wiedziałem dlaczego tu trafiłem. Nic nie zrobiłem, więc dlaczego mnie zamknęli w białym pokoju?
   Odłożyłem puste naczynie do wózka na brudne miski, gdy w pewnym momencie zauważyłem dziewczynę. Była śliczna. Piękna. Mój ideał, od razu to wyczułem.
Szła wraz z dyrektorem do gabinetu, miała na sobie długą do ziemi turkusową sukienkę, którą lekko podnosiła by się o nią nie przewrócić. Jej włosy były spięte w kok, a twarz tak delikatna, jak płatki kwiatów.
 Z ogromnym zaciekawieniem ruszyłem za nimi. Powoli, tak by mnie nie zobaczyli. Rozmawiali na jakiś temat, ale nie potrafiłem ich zrozumieć. Szeptali? Być może. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, była jak anioł w tym podłym budynku w śród tych okropnych ludzi, również ubranych na biało. Czy tu wszytko do cholery musiało być białe?!
-Bhuwakul! - wrzasnęła jedna z kobiet, która zauważyła mnie na korytarzu - co tu robisz?! Nie wolno ci tu przebywać! - cały czas krzyczała. Podeszła do mnie i z całej siły mnie spoliczkowała. Mój  policzek zapiekł mnie tak mocno, że w moich oczach pojawiły się łzy.
-Co pani wyprawia?! - krzyknęła dziewczyna w turkusowej sukience, podeszła do mnie szybko, stając między mną, a diablicą - nie wolno się tak odnosić do pacjentów - mruknęła.
-Kim jesteś by mi rozkazywać smarkulo?! - uniosła głos czterdziestolatka.
-Jest moją córką i następczynią - warknął dyrektor - Mira, wracaj do sali - dodał, chwytając szatynką za dłoń - a ty __, musisz ze mną porozmawiać - po tych słowach mnie zostawili.
 Stałem otępiały cały czas patrząc na bladą ze strachu czterdziestolatkę, to na oddalającą się dziewczynę.

   Nigdy nie znosiłem momentu, gdy lekarz, czy pielęgniarka wchodzili do naszych sal, dając nam leki. Były albo kwaśne, albo wbijali nam igły ze strzykawkami nie przejmując się tym, że nas to okropnie bolało.
Leki sprawiały, że stawałem się otępiały, bodźce do mnie nie docierały, byłem jak lalka. Nie potrafiłem się bronić.
 Chciałem móc sobie przypomnieć kim byłem nim trafiłem do białego pokoju. Moje wspomnienia wracały do mnie bardzo leniwie, dlatego ciągle uważałem siebie za człowieka bez przeszłości, czy osobowości. Nawet, gdy coś zacząłem sobie przypominać, wkraczali lekarze z lekami, a moje wspomnienia znów wymykały się z moich rąk i kolejny raz stawałem się nikim.
Miałem wrażenie, że robili to specjalnie, że nie chcieli bym poznał siebie. Może uważali, że to by mi jakoś pomogło? To nie miało sensu.
  -Tutaj jest Bhuwakul, zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną. Ciężki przypadek, często staje się agresywny. - po tych słowach do sali wszedł dyrektor i mój anioł. Ubrana w białą trochę nad kolano sukienkę i biały kitel. Patrzyła na mnie z ogromną czułością i współczuciem. Była inna niż pielęgniarki, które do mnie przychodziły.
-Witaj Bhuwakul - zaczęła z delikatnym uśmiechem - jestem ___ i od dziś, jestem twoim lekarzem prowadzącym - dodała, stając na wprost mnie. Mimowolnie otworzyłem usta z zaskoczenia i ogromnego zauroczenia. Ideał.
-Słuchasz nas? - dobiegł mnie lekko zachrypnięty głos mężczyzny po czterdziestce.
-Przepraszam - szepnąłem, spuszczając głowę na podłogę.
-Spokojnie, powiem jeszcze raz - zaśmiała się szatynka - chcę cię zbadać i dowiedzieć się czegoś więcej o tobie by móc ci lepiej pomóc. Zgadzasz się?
-Tak! - krzyknąłem radosny, uśmiechając się pierwszy raz od trzech lat. Pan ___, spojrzał na mnie zaskoczony, po czym szepnął coś na ucho ___. Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym obdarowała mnie najpiękniejszym uśmiechem na ziemi. Moje serce podskoczyło, a oddech przyśpieszył.
Zrobiło się mi momentalnie gorąco, przez co z wrażenia zacząłem się wachlować.
-Otworzymy trochę okna, bo jesteś cały czerwony. Nie masz może gorączki? - zapytała, dotykając mojego policzka. Od razu się zarumieniłem pod wpływem jej dotyku, nie potrafiłem się powstrzymać. Tak bardzo mi się spodobała.

  Późnym wieczorem, siedziałem w ciemnym pokoju, patrząc zza okno. Za murem szpitala, migały światła miasta, w którym dawniej mieszkałem. W którym mogłem spokojnie wyjść i pobyć między ludźmi, którzy nie byli ubrani na biało.
 Ciche skrzypienie, wybudziło mnie z otępienia. Z przerażeniem spojrzałem na drewniane drzwi, w progu stała jakaś postać. Podeszła do mnie powoli.
-Dlaczego nie śpisz? - dobiegł mnie cichy głos mojej lekarki.Odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że znów byli do 'oni'.
-Nie dam rady - mruknąłem, znów patrząc za okno - zastanawiam się, jak to jest poza murami? Jest tam lepiej?
Szatynka, usiadła na parapecie cały czas na mnie patrząc. Światło jednej z lamp obok szpitala, świeciło na jej poważną twarz. Wyglądała na smutną.
-Dla jednych tak, a dla drugich nie. Może ci się wydawać, że za murem jest lepiej, ale tak naprawdę nie jest. Bywają miłe chwile, ale bywają też złe. Tak, jak i tu. Szpital różni się od miasta w którym trzy lata temu mieszkałeś, ale nie na tyle byś czuł się tu źle - oznajmiła spokojnie, patrząc zza okno - dlatego między innymi tutaj jestem. Chcę ci pokazać, że nie musisz czuć się tu źle, chcę ci udowodnić, że współpracując ze mną, możesz doświadczyć tego samego, co poza murami - dodała, zerkając na mnie. Zmarszczyłem lekko czoło analizując jej słowa. Czy tylko w mojej głowie to dwuznacznie zabrzmiało? Aish...
-Jak...udowodnić? - zapytałem, siadając obok niej.
-Chcę ci pomóc. Wyleczyć cię, byś mógł znów mieszkać u siebie w domu, żebyś nie musiał patrzeć na osoby, które są w gorszym stanie od ciebie - mruknęła, dotykając opuszkami palców moją lewą dłoń - nawet jeśli mi się nie uda, będziemy wiedzieć, że próbowaliśmy. - dodała jeszcze ciszej.
-Mogę mieszkać poza murami? Mogę...mogę być normalny? - zapytałem mocno zaskoczony, patrząc na nią niepewnie.
-Normalny w zupełności nigdy nie będziesz, ale postaram się  pomóc ci na tyle, żebyś potrafił funkcjonować poza murami szpitala - jej słowa był tak ciche, że ledwo je słyszałem. Jednak było w nich mnóstwo wiary i chęci do pomocy, a tego brakowało mojemu poprzedniemu lekarzowi.
Zaufałem jej. Uwierzyłem. W końcu była moim aniołem.
-Musisz iść spać - odezwała się po kilku sekundach ciszy.
-Nie jestem śpiący.
-Spróbuj zasnąć - odparła spokojnie, idąc w stronę drzwi - jeśli wciąż nie będziesz potrafił, przyjdź do mojego gabinetu, dam ci jakieś leki - dodała, po czym bez pożegnania, opuściła mój pokój.
 Położyłem się na łóżku, zakrywając się ciepłym kocem. Krople zaczęły uderzać powoli w okna, wydając przy tym przyjemny dźwięk, przymknąłem lekko oczy, widząc cały czas przed sobą mojego anioła.

  Otworzyłem powoli oczy, czując ogromne zmęczenie. Wciąż śniła mi się ___, nie potrafiłem o niej zapomnieć i to mnie lekko przerażało.
-Wstawaj - zaśmiała się szatynka, wchodząc do mojego pokoju - pora na śniadanie i leki - dodała, podając mi ubrania - potem pójdziemy na spacer - dodała na koniec, po czym opuściła mój pokój.
Zaskoczony przetarłem oczy, nie wiedząc, czy to co usłyszałem było naprawdę, czy tylko moim wybrykiem umysłu, który często płatał mi takie figle.
Jednak, gdy znów usłyszałem jak mnie woła, zerwałem się z łóżka, by ubrać się jak najszybciej i móc z nią spędzić czas.
  Czułem się szczęśliwy, pierwszy raz od tylu lat. Delikatny uśmiech sam wchodził na moją twarz, co sprawiało, że wyglądałem co najmniej dziwnie. Nie mogłem nic na to poradzić. Polubiłem to uczucie i chciałem, by mnie nigdy nie opuszczało.
-Zjadłeś już? - dobiegł mnie jej spokojny głos.
-Tak. Idziemy na spacer?
-Tak, ale najpierw musisz wziąć leki.
-Są ohydne i robią ze mnie lalkę - mruknąłem oburzony, miałem nadzieję, że chociaż ona nie będzie mnie tym szprycować.
-To są inne leki. Zamówiłam je specjalnie dla ciebie - odparła, podając mi dwie czerwone kapsułki.
-Nie będę tego świństwa pił - warknąłem, czując narastającą złość.
-W takim razie wracaj do pokoju - odpowiedziała z powagą, po czym ruszyła w stronę korytarza.
Nie mogłem do tego dopuścić, dlatego podbiegłem do niej i złapałem jej dłoń, mówiąc.
-Dobrze, wypiję - po tych słowach, zażyłem leki, które mi podała. Nie mogłem przecież pozwolić na to, by mnie opuściła.
-Teraz możemy wyjść - odparła, patrząc na mnie uważnie.
 W jej oczach mogłem tonąć, były tak piękne, że nie potrafiłem oderwać od nich wzroku. Hipnotyzowały mnie tak mocno, że miałem wrażenie jakby moje ciało i umysł były gotowe do całkowitych poświęceń mojemu aniołowi. Pragnąłem dotknąć jej dłoni, móc się do niej przytulić...
Chciałem po prostu znów móc poczuć się, jak wtedy, gdy byłem poza murami szpitala.
Uważałem, że __ była tak delikatna, tak nieskazitelna, że miałem obawy iż nawet moje towarzystwo mogło jej zaszkodzić. Mimo to, byłem przy niej tak często i tak długo, jak tylko mogłem.  I mimo że znałem ją tylko dwa dni, moje serce i umysł, podpowiadały mi, że była tą jedyną.
-Włączyłeś się - stwierdziła ze smutkiem, dotykając lekko mojego policzka, by móc lepiej mi się przyjrzeć.
Zarumieniłem się, przez co spuściłem głowę, jak młody gówniarz, mimo iż miałem dwadzieścia lat.
Byłem przy niej zupełnie inny. Cichy, spokojny i całkowicie rozluźniony, a gdy mnie opuszczała, niewidzialne kajdany skuwały moje ciało i znów stawałem się oschły i agresywny.
-Przepraszam - mruknąłem po kilku sekundach ciszy - czasem tak mam - dodałem, wkładając ręce do kieszeni granatowych spodenek.
-Może z czasem ci przejdzie - odparła z nutą nadziei w głosie.
 Spojrzałem na nią nie pewnie. Szła obok mnie przez szary korytarz, ubrana w czarne spodnie i granatową luźną koszulę. Wyglądała tak uroczo.

  Pierwszy raz od trzech miesięcy, miałem okazję wyjść poza mury szpitala. Ogród był duży, przestronny z mnóstwem drzew i prześlicznych kwiatów.
Wraz z___, usiadłem na małej ławeczce tuż obok małego oczka wodnego. Różowe lilie rozkwitły wyjątkowo pięknie. Były tak śliczne, jak mój anioł.
-Znam twoją kartę i wiem co nieco o tobie, lecz mimo to, wolałabym móc od ciebie usłyszeć coś na twój temat - oznajmiła spokojnie szatynka, zerkając na mnie.
-Co mógłbym ci opowiedzieć? Sam nie wiele pamiętam, coś blokuje moje wspomnienia - stwierdziłem, wzruszając przy tym ramionami - sam nic o sobie nie wiem - dodałem, patrząc na jej zmartwioną twarz.
-Może masz jakieś małe urywki ze wspomnień?
-Przykro mi, ale nie mam - mruknąłem - gdy coś sobie przypominam, przychodzą pielęgniarki i dają mi leki, potem znów wszystko ulatuje z mojej głowy, a ja robię się tak otępiały, że jestem jak lalka - dodałem ze złością w głosie, przez co ___, ujęła moja dłoń.
-Dlatego dałam ci inne leki. Chcę byś jak najszybciej opuścił to miejsce, tych ludzi - powiedziała na wdechu. Przyglądnąłem jej się z bliska, przez co nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Dotknąłem opuszkami palców jej policzek, przez co moje serce szybciej zabiło. Nigdy nikogo nie dotykałem, a na pewno nie w taki sposób. Szatynka działała na mnie, jak lek na uspokojenie.
https://67.media.tumblr.com/6fd1c08d00ee10b1bcb88ee0f06e268a/tumblr_inline_nyuv74ZHKZ1r7mv0n_500.gif-Jesteś moim aniołem - wyszeptałem niepewnie. Jej niebieskie oczy, spojrzały na mnie, a potem na moje usta.
Ona chciała mnie pocałować? Czy ona też do mnie coś czuła? W mojej głowie pojawiały się różne scenariusze, od tych pięknych i kolorowych, po czarne i smutne.
 Nachyliłem się w jej stronę, chcąc ją pocałować, lecz ona odsunęła się szybko ode mnie. Zamrugała kilkakrotnie oczami, mając na twarzy ogromne zdziwienie.
-Brzydzi się mną - jęknąłem przez łzy, po czym wstałem gwałtownie z ławki.
Moje oczy zaszły mroczkami, a ciało przeszedł ciepły dreszcz. Fala gorąca buchała we mnie, jakbym palił się żywcem, głośne jęki i szepty docierały do moich uszu zbyt szybko, bym zdołał cokolwiek zrozumieć.
Zacisnąłem dłonie w pięści, czując ogromną złość, doskonale zdawałem sobie sprawę, że to kolejny atak agresji.
Mój anioł był w niebezpieczeństwie, ale czy dałbym radę ją skrzywdzić? Gdy ją tak mocno darzyłem uczuciem?
Nim zdołałem cokolwiek powiedzieć, jeden z lekarzy wbił we mnie ogromną igłę. Jedynie co zdołałem dostrzec, to łzy w jej pięknych niebieskich oczach.


  Otworzyłem gwałtownie oczy, łapiąc szybki i głęboki oddech. Chciałem się poruszyć, lecz moje dłonie i nogi były mocno skrępowane czarnymi pasami. Omiotłem szybkim spojrzeniem pomieszczenie.
Ciemne ściany, jedno okno z grubymi kratami i drewniane drzwi z małym okienkiem. Zacząłem się szarpać i krzyczeć ze złości. Wspomnienia mojego ostatniego ataku złości, powróciły do mnie zbt gwałtownie. Pasy raniły moje ręce i nogi, gdy starałem się uwolnić.
~Uważasz, że ktoś taki jak ty, zasługuje na ___? - dobiegł mnie męski rozbawiony głos. Z przerażeniem spojrzałem w stronę okna. Tuż obok niego stała czarna postać, która wpatrywała się we mnie czerwonymi oczami.
~Nie zasługujesz na to, by opuścić to miejsce. By być z ___ - mówił dalej, pokazując przy tym rząd kłów. Przerażony do granic możliwości wierciłem się coraz bardziej, nie zważając na ból, który rozchodził cię po moim ciele.
Postać zbliżyła się do mnie na tyle blisko, że mogłem spokojnie stwierdzić, że to coś było mężczyzną.
~Jesteś chory!Dziwny!Nie wart innego uczucia niż nienawiść i obrzydzenie! - krzyczał mi do ucha, wbijając swoje szpony w moje ramiona -Nie masz prawa być szczęśliwy! Ona cię nie kocha, rozumiesz?! - po tych słowach zaśmiał się gardłowo i zniknął w rogu pokoju.
Słone łzy, zaczęły spływać po moich policzkach, a dolna warga drżała coraz bardziej.
-___!Aniele! - krzyczałem, ciągle starając się wyrwać - uratuj mnie! - dodałem, tracąc przytomność.

  Otworzyłem powoli oczy, czując czyiś dotyk na swoim policzku.
-__? - szepnąłem niepewnie.
-Długo spałeś - odparła ściszonym głosem, wciąż jeżdżąc dłonią po moim policzku.
-Ile?
-Pięć dni byłeś nieprzytomny - zaczęła, przybliżając się bardziej do mnie - to był twój najsilniejszy atak agresji - dodała z ogromnym smutkiem.
  Ująłem jej dłoń i ucałowałem ją lekko. Jej błękitne oczy, patrzyły na mnie z zaskoczeniem, lecz także radością. Wiedziałem, że ona też coś do mnie czuła.
Nagle, położyła się obok mnie. Moje serce przyśpieszyło, gdy położyła głowę na mojej klatce piersiowej, a dłoń wsunęła pod moją koszulę, kładąc ją na moim brzuchu.
-Naprawdę chcę byś był poza tymi murami - szepnęła niepewnie.
-Dlaczego?
-Bo nie zasługujesz na takie traktowanie - odparła, tuląc się do mnie jeszcze bardziej.
Ucałowałem lekko ją w czubek głowy, czując do niej ogromną miłość i zaufanie. Coś, czego jeszcze nigdy nie czułem.

  Z każdym kolejnym dniem, uzależniałem się od jej dotyku, uśmiechu i samej obecności. Każdej nocy, gdy mnie opuszczała nie potrafiłem zasnąć. Rzucałem się po czterech kątach, mając nadzieję, ze to świtu zostało kilka sekund.
   Pewnego razu, podsłuchałem jej rozmowę z dyrektorem. Wtedy mój świat zawalił się tak szybko, że nie potrafiłem się nigdzie odnaleźć.
-Muszę cię przenieść - dobiegł mnie zniżony głos dyrektora.
-Dlaczego?Przecież zajmuję się pacjentami tak, jak należy.
-Masz rację, lecz twoje relacje z Bhuwakulem są zbyt bliskie.
-Nie rozumiem.
-___ - mruknął, wstając z obrotowego krzesła - nie możesz z nim tak długo przebywać, on się w tobie zakochał - warknął - nie możesz z nim się już widywać - dodał, opierając się o ścianę.
Szatynka, spięła się gwałtownie również wstając z krzesła.
-Nie możesz mi tego zabronić ojcze, zwłaszcza dlatego, że jego stan się zdecydowanie poprawia. Jeszcze kilka dni i będzie gotów opuścić te mury.
-Nie prawda. On jest chory ___, zrozum. Jego nie da się uratować - oznajmił, patrząc na nią ze smutkiem -  on nie jest gotów do życia między normalnymi, nigdy nie będzie na to gotów - dodał, znów siadając na swoim krześle.
-Jak możesz tak mówić? Jest inteligentny i zabawny oraz bardzo miły, to tamte leki zrobiły z niego kogoś innego!
-___!
-Tato!
-Przyjdź do mnie za godzinę, znajdę ci kolejny szpital - oznajmił zachrypniętym głosem.
__ próbowała mu jeszcze przemówić do rozsądku, lecz dyrektor był nieugięty.
  Przerażony i zrozpaczony, wróciłem do swojego białego pokoju, płacząc tak żałośnie, jak jeszcze nigdy w życiu.

   Siedziałem na swoim łóżku od dwóch dni. Nie jadłem i nie piłem, nawet nie przyjmowałem leków. Nie potrafiłem. Nie mogłem tego robić, zwłaszcza że ___ miała niedługo ode mnie odejść.
-Bhuwakul- dobiegł mnie jej cichy i pełen smutku głos - zjedz coś - dodała, podając mi tacę z kanapkami.
-Nie jestem głodny.
-Nie jadłeś nic od dwóch dni. Dlaczego?
-Nie mam ochoty na jedzenie - mruknąłem. Nie mogłem się jej przecież przyznać do tego, że wiedziałem iż odchodzi.
https://media.tenor.co/images/ce77351b4ffa0ce5f45e65e83574ff87/raw  Szatynka, odłożyła tace na parapet, po czym usiadła mi na kolanach. Patrzyłem na nią zaskoczony i mocno zakłopotany. Nigdy nie byliśmy tak blisko.
-Zjedz coś BamBam - mruknęła, tuląc się do mnie.
-BamBam?Skąd ten pomysł? - zaśmiałem się, jeżdżąc dłonią po jej plechach.
-Jesteś uroczy, pasuje do ciebie - również zaśmiała się, patrząc się w moje oczy.
Zerknąłem nie pewnie na jej usta, które po chwili poczułem na swoich.
Nigdy się nie całowałem, więc to był dla mnie całkowity szok, lecz podobało mi się to. Nawet bardzo.
-Aniele - jęknąłem, gdy oderwała się ode mnie.
-Musze ci coś powiedzieć BamBam - oznajmiła z powagą.
-Kocham cię aniele - zmieniłem szybko temat, znów złączając nasze usta.

   Zawsze ___, przychodziła do mnie rano o stałej godzinie. Ze śniadaniem i lekami, lecz pewnego ranka tak nie było. Przerażony wybiegłem z białego pokoju, rozglądałem się przerażony po pomieszczeniach, by tylko znaleźć mojego anioła.
-Gdzie jesteś?Gdzie jesteś?Gdzie jesteś?Aniele?- mruczałem pod nosem, przemierzając biegiem korytarz.
Gabinet, stołówka, ogród...gdzie jesteś aniele?
  Będąc w jednym z pomieszczeń, gdzie często czytamy różne książki, usłyszałem rozmowę.
Zaciekawiony wyjrzałem zza okno. Tuż przy białym aucie, stała __ w towarzystwie dyrektora. W jednej dłoni trzymała walizkę, a drugą miała w kieszeni czarnego płaszcza.
-___! - krzyknąłem, bijąc dłońmi o szybę - Aniele!
-BamBam! - również krzyknęła, patrząc na mnie ze łzami w oczach.
-__!Wracaj! Nie zostawiaj mnie! - krzyczałem przez łzy, czując ogromny ból w sercu - Aniele! Nie zostawiaj mnie samego! Oszaleję bez ciebie!
-BamBam - jęknęła, po czym rozpłakała się. Biłem pięściami o szybę na tyle mocno, że ta po prostu pękła, raniąc moje dłonie.
-___!
  Szatynka wsiadła do samochodu wraz z dyrektorem, patrzyła na mnie ze smutkiem i bólem, płacząc coraz bardziej.
-Aniele - jęknąłem, czując mocny uścisk lekarzy na swoich ramionach.

  Wiesz, jak to jest, gdy tracisz sens życia?Gdy nie masz nikogo, kto traktowałby cię tak, jak innych?Jak równemu sobie?
Ja wiem...Dowiedziałem się o tym w brutalny sposób i mimo że, minęły trzy miesiące od jej odejścia, wciąż mam wrażenie jakby tu była.
   Od jej wyjazdu przestałem przyjmować leki. Zmieniłem się. Byłem dużo gorszy niż przed jej przybyciem. Moje ciało było pełne ran, od pasów, moich żyletek i igieł lekarzy. Stałem się wrakiem.
-Chcieliście psychola, to teraz go macie - warknąłem do swojego odbicia. Moje ciało było wychudzone, kości policzkowe zdobiły moją twarz, moje żebra były zbyt mocno widoczne. Uda były tak szczupłe, że widoczne zaczęły być także kości.Ubrania wisiały na mnie, jak na wieszaku. Lecz mimo to, nikt się mną nie przejmował.
-Och, aniele - jęknąłem, spoglądając zza okno. Krople deszczu stukały wolno o okno, wprawiając mnie w melancholijny nastrój. Tak bardzo mi jej brakowało.
-Bhuwakul, jest śniadanie - oznajmił mój nowy lekarz.
-Pieprz się - warknąłem, spoglądając na niego kątem oka. Mężczyzna tylko pokręcił głową, mówiąc.
-Za godzinę masz przyjść do mojego gabinetu - po tych słowach prychnął pod nosem, po czym opuścił mój pokój.
   Oparłem czoło o zimną, białą ścianę. Było mi cholernie zimno, przez co zacząłem się trząść. Zacisnąłem dłonie w pięści, czując mocne zawroty głowy.
-BamBam - usłyszałem dobrze znany mi głos. Odwróciłem się gwałtownie, widząc na łóżku siedzącą __.
-Aniele, co tu robisz? - szepnąłem, przecierając oczy - jak to możliwe, że tu jesteś?
-Pozwolili mi na odwiedziny - oznajmiła, tuląc się do mnie. Jej ciało było inne niż wcześniej, jej oczy były ciemniejsze, a włosy dłuższe.
-Zmieniłaś się - szepnąłem, roniąc łzy szczęścia - tak bardzo tęskniłem - dodałem, całując ją w policzek.
-Ty też się zmieniłeś. Jesteś taki chudy, nic nie jesz, prawda?
-Nie potrafię. Nie mogę bez ciebie funkcjonować - jęknąłem. Dziewczyna usiadła na moich kolanach, poprawiając mi rozmierzwione brąz włosy.
-Ale leki bierzesz, prawda? - znów zadała mi pytanie. Milczałem. Co mogłem jej powiedzieć? - BamBam?Dlaczego to robisz? Nie wyjdziesz stąd, jeśli nie zaczniesz brać leków -skarciła mnie, jeżdżąc dłonią po moim policzku, patrząc uważnie w moje oczy.
-Przepraszam __.
-Aish, kocham cię  Bhuwakul - po tych słowach zamarłem. Nigdy mi czegoś takiego nie powiedziała.
Uśmiechnąłem się szeroko, tuląc ją do siebie. Tęskniłem za nią tak bardzo, że gdyby miała znów odejść, umarłbym.
  Leżeliśmy razem na moim łóżku, słuchając stukających kropel deszczu i szalejącego wiatru. W objęciach trzymałem idealną i delikatną dziewczynę, która zmieniła moje życie na lepsze. Naprawdę dużo jej zawdzięczałem.
-BamBam -jęknęła, patrząc na mnie - mam ochotę się przejść - dodała, siadając na łóżku.
-Teraz?Przecież pada.
-Proszę - szepnęła, ujmując moją dłoń. Nie potrafiłem jej się przeciwstawić, nie mogłem pozwolić na to, by była smutna.
-Dobrze - odparłem z uśmiechem. Szatynka, ucałowała mnie radosna w kącik ust, po czym ruszyła w stronę drzwi.
Coś mi nie pasowało w jej zachowaniu, była inna. Nie przypominała dawnej siebie, lecz mimo to, nie zwracałem na to większej uwagi. Była przy mnie i to się dla mnie liczyło.
  Ruszyłem w stronę schodów, prowadzących na dach, gdy nagle usłyszałem krzyk jednego z lekarzy.
-Bhuwakul! Gdzie idziesz?!
-Na dach z ___ - warknąłem zły jego widokiem. Mężczyzna, zbladł nagle, stając w miejscu.
-Ale...___ tu nie ma - oznajmił, patrząc na mnie z dużymi oczami. Przerażony spojrzałem za siebie. Szatynka stała przy drzwiach, patrzyła na mnie ze smutkiem.
-Jest tu.
-Nie ma jej! Nie bierzesz leków i masz omamy! Wracaj do pokoju!
-BamBam - jęknęła szatynka, tuż przy moim uchu - on chce nas rozdzielić, proszę, zaufaj mi - dodała, chwytając moją dłoń. Przez krótką chwilę biłem się z myślami, lecz ostatecznie wybrałem mojego anioła.
http://67.media.tumblr.com/687aded38a1857f3cfbc7cbe74d755ee/tumblr_o62ns8inR21v194kso8_500.gif Ruszyliśmy pędem w stronę drzwi,  które prowadziły na dach. Gdy tylko przez nie przeszliśmy, zamknąłem je na klucz, po czym wybiegłem po schodach do góry.
  Wiatr targał naszym ubraniem, drażnił skórę i powodował ciarki.Mimo to, staliśmy wtuleni w siebie, nie martwiąc się zimnem i przemokniętym ubraniem. Dla nas liczyło się coś zupełnie innego.
-Co się stanie, jeśli się tutaj dostaną? - zapytałem niepewnie, patrząc na nią ze smutkiem. Dziewczyna, zerknęła na mnie, roniąc kilka łez.
-Rozdzielą nas i już nigdy się nie zobaczymy.
-Jak to? Dlaczego?
-Nie chcą, byś opuścił mury szpitala. To oni trzymają twoje wspomnienia w pudełku - oznajmiła, ruszając wolnym krokiem na krawędź dachu. Stanęła powoli na skraju, patrząc w dal. Jej włosy  szalały na wietrze, a mokre ubranie odsłaniało jej kształty. Nie myśląc wiele, podszedłem do niej.
Ująłem jej twarz, by ją pocałować, lecz w tym samym momencie, na dach wbiegli lekarze.
- Bhuwakul, musisz odejść od krawędzi - zaczął jeden z nich.
-Nie zrobię tego! Chcecie zabrać mi ___! - krzyknąłem przez łzy, mocniej ją tuląc.
-Ale __ tu nie ma  Bhuwakul, musisz wziąć leki, zanim coś ci się stanie.
-To przez leki jestem taki!___ mnie uratowała, ale wy mi ją odebraliście!
- Bhuwakul- zaczął mój lekarz, lecz ja spojrzałem w błękitne oczy dziewczyny. Bała się. Nawet bardzo.
Ucałowałem jej czoło, czując zimne dreszcze. Zrobiło mi się słabo, a w głowie wirowały mi wspomnienia. Byłem taki ...słaby.
-BamBam - zaczęła, odsuwając się ode mnie - jest tylko jeden sposób na to, byśmy na zawsze byli razem - dodała, stając coraz bliżej krawędzi.
-Spadniesz, proszę, nie idź tam - jęknąłem, przerażony wizją jej śmierci.
-Kocham cię - szepnęła, po czym nachyliła się. Zaczęła spadać w dół, lecz mimo to jej twarz była pełna radości. Nie bała się, więc dlaczego ja miałbym się obawiać?
Stanąłem bliżej krawędzi, patrząc na ___, która leżała na trawniku.
-Aniele...czekaj na mnie - szepnąłem, idąc w jej ślady.
  Migawki wspomnień, uderzały we mnie z ogromną prędkością. Cały czas przed oczami miałem __, czułem jej dotyk, jej usta. Czułem, że była przy mnie i...

   Młoda szatynka, stała na pustym cmentarzu, tuż przy czarnym nagrobku. Przez łzy, patrzyła na zdjęcie młodego, przystojnego szatyna, którego naprawdę kochała. Jej turkusowa sukienka powiewała lekko na wietrze, a włosy opadały po obydwóch stronach jej twarzy.
-Aish...BamBam, naprawdę chciałam abyś opuścił mury szpitala - szeptała, jeżdżąc opuszkami palców po zdjęciu chłopaka - Walczyłam o ciebie. Tak naprawdę byłeś zdrowy, to tylko oni wmówili ci kłamstwo. Starałam ci się pomóc. Przepraszam...Nie udało mi się - dodała, płacząc głośno.
  Lekki podmuch wiatru, strącił wazon z podobizną anioła, który w dłoniach trzymał białe róże.
-Kocham cię aniele - dobiegł ją dziwny szept wiatru, który otulił ją tak, jak dawniej BamBam.
 https://pbs.twimg.com/media/Cg-ZYWhWMAA8VoZ.jpg 
Co o tym sądzicie?
Podobał wam się taki scenariusz?
Naprawdę trudno mi się go pisało, pod wieloma względami.
Wyszedł naprawdę długi...nawet nie miałam takiego długiego w planach.
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

piątek, 29 kwietnia 2016

#20 Reakcja GOT7 Gdy przez przypadek wylejesz coś na nich

6 komentarzy:
Yugyeom
 Szłaś korytarzem w wytwórni chłopców z GOT7. W lewej dłoni trzymałaś kubek z kawą na wynos, a w prawej miałaś komórkę. Zapatrzona wciąż w świecący ekran małego urządzenia, nie widziałaś przed sobą Koreańczyka. W pewnym momencie uderzyłaś w niego wylewając na jego koszulkę kawę.
-Aish przepraszam Yugyeom - jęknęłaś widząc jak chłopak ociera dłonią mokre miejsce na koszulce - naprawdę nie chciałam. 
-Spokojnie __ wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie - odparł z lekkim uśmiechem 
-Tak mi głupio.
-Naprawdę nic nie szkodzi - zaśmiał się cicho patrząc uważnie w twoje duże i zaskoczone oczy

   

JB
Od kilku miesięcy lider GOT7 był w Tobie zakochany. Próbował wielu rzeczy, lecz wciąż nie zwracałaś na niego uwagi.
Jaebum nachylał się nad tekstem piosenki, by móc lepiej ją widzieć. W pewnym momencie gwałtownie się odsunął od biurka. Wpadł na Ciebie przez co wylałaś na niego swój ulubiony sok.
-Przepraszam - zaczął patrząc to na swoją mokrą bluzę to na twoją zaskoczoną minę.
-Ej nie masz za co mnie przepraszać. To ja Cię oblałam - oznajmiłaś wycierając plamę, chusteczką.
-Ale - jęknął, lecz mu przerwałaś.
-Czekaj, musisz to wysuszyć - po tych słowach nakazałaś mu zdjąć bluzę, przez co lider lekko się zarumienił.    

Junior

Kupiłaś szybko kawę na wynos, po czym biegiem skierowałaś się do wyjścia. Będąc na chodniku ruszyłaś w stronę swojej pracy. Zerknęłaś na komórkę, gdy nagle uderzyłaś w kogoś. Kawa wyleciała Ci z rąk, prosto na osobę, którą uderzyłaś.
-Aish dziewczyno co Ty robisz?! - podniósł głos chłopak, ocierając plamy na spodniach
-Ja..przepraszam - jęknęłaś nie wiedząc co innego powiedzieć 
-Co mi po twoich przeprosinach?! - znów krzyknął. Spojrzał na Ciebie, po czym lekko sie uśmiechnął - wiem jak możesz mnie przeprosić.
-J...jak?
-Pocałuj mnie - mruknął ledwo dosłyszalnie. Podszedł do Ciebie szybko muskając twoje usta. Odsunął się od Ciebie mówiąc.
-Masz niesamowicie słodkie usta
   

Youngjae

Wchodziłaś właśnie na salę prób chłopców z GOT7, gdy nagle ktoś Cię klepnął w tyłek. Z zaskoczenia upuściłaś butelkę z odkręconą wodą.
-Cholera jasna! BamBam czyś Ty zgłupiał?! - wrzasnęłaś zła widząc za sobą Tajlandczyka
-Aish przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać - oznajmił szczerząc się
-Nie żeby coś, ale to ja tu jestem najbardziej poszkodowany - odezwał się Youngjae wstając z podłogi. Jego włosy oraz spodnie były całe mokre, a twarz wyrażała lekkie zdenerwowanie
-Przepraszam - zaczęłaś ze skruchą
-Masz szczęście, że Cię uwielbiam inaczej miałabyś przechlapane - zaśmiał się Koreańczyk, patrząc to na Ciebie to na zazdrosnego BamBam'a



BamBam
Ubrana w białą lekko prześwitującą koszulę i czarne spodenki, opierałaś się o ścianę w garderobie chłopaków. Popijałaś od czasu do czasu sok jabłkowy, który uwielbiałaś. 
W pewnym momencie podszedł do Ciebie BamBam.
-Co pijesz?
-Sok? 
-A jaki?
-Jabłkowy - odparłaś śmiejąc się cicho, BamBam potrafił Cię rozbawić, nawet tak durnymi pytaniami
-Mogę trochę? - zapytał nagle, nachylając się bardziej w twoją stronę, zaskoczona podałaś mu butelkę z sokiem mówiąc.
-Tylko się nie oblej - Tajlandczyk na te słowa uśmiechnął się lekko. 
-____  chodź tu na chwilkę! - krzyknął Mark,  nie mogąc sobie poradzić z krawatem. Chciałaś minąć przyjaciela, lecz ten ustawił się tak, że lekko go szturchnęłaś na co się oblał.
-Przepraszam - mruknęłaś widząc połowę swojego ulubionego soku na jego koszulce. Nagle chłopak również Cię oblał - co Ty wyprawiasz?!
-Aish nie krzycz tak - szepnął zagryzając wargę, widząc jak czerwony koronkowy stanik prześwituje Ci przez koszulę
-Nie gap się tak - warknęłaś. Raper nachylił się w twoją stronę i lekko musnął twoje usta, szepcząc.
 -Uwielbiam kiedy się złościsz. Tak słodko marszczysz nosek.
  

Jackson
-____ mogłabyś podać mi butelkę wody? - zapytał rozbawiony chłopak
-Nie możesz sobie jej sam wziąć? 
-Proszę - jęknął robiąc słodkie oczy. Machnęłaś tylko ręką jednocześnie zła, na swoją słabość do Chińczyka. Zabrałaś  butelkę wody ze stołu, po czym wróciłaś do tancerza.
Wyciągnęłaś rękę, by mu ją podać, gdy nagle brunet odwrócił się gwałtownie w twoją stronę, przez co zawartość butelki znalazła się na jego spodniach.
-Haha Jackson wyglądasz jakbyś się - nie dokończył Junior, ponieważ JB zdzielił go w tył głowy
-Zrobiłaś to specjalnie - zaczął zły Chińczyk patrząc uważnie w twoje oczy - teraz spotka Cię kara - dokończył przybliżając się do Ciebie. 
-J..jaka?
-Przytul mnie.
-Jesteś mokry -zaśmiałaś się 
-I właśnie dlatego masz mnie przytulić - odparł uśmiechając się lekko. 
-Nie ma szans. Przytulę Cię jak mnie złapiesz - rzuciłaś przez śmiech. Chińczyk pokręcił głową ze śmiechem goniąc Cię po całym pomieszczeniu.
-Aish co ta miłość robi z hyungiem - szepnął pod nosem BamBam 
   

Mark
Siedziałaś spokojnie przy biurku wraz z Mark'iem Pisaliście razem tekst nowej piosenki. Od roku szatyn bardzo Ci się podobał, ale byłaś zbyt nieśmiała, by mu to powiedzieć.
Chłopak oparł się wygodniej o krzesło, przygryzając wargę na co się lekko zarumieniłaś. 
Sięgnęłaś po szklankę z sokiem, gdy nagle łokciem strąciłaś kubek Tuan'a..
-Przepraszam - szepnęłaś zawstydzona widząc jak ciecz zmoczyła jego koszulkę. Chłopak tylko uśmiechnął się lekko kręcąc głową - tak mi cholernie głupio - dodałaś podając mu ręcznik.
-Nie szkodzi - usłyszałaś jego cichy szept. 
-Ściągnij koszulkę, musi Ci wyschnąć - zaczęłaś z rumieńcem - dam Ci koszulkę JB.
Tak jak kazałaś, Mark zdjął koszulkę i Ci ją podał. Stał przed Tobą z ogromnymi rumieńcami, patrząc to na koszulkę to na twoją zaskoczoną twarz.
-Jesteś strasznie słodki - szepnęłaś odwracając się tyłem. Raper widząc to objął Cię w tali i przyciągnął Cię do siebie szepcząc.
-Kocham ten moment, gdy jesteś przeze mnie zakłopotana - po tych słowach pocałował Cię lekko w czubek głowy
  

Kolejna reakcja za nami :)
Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu ^^
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

Zapraszam na drugi rozdział DOLLS (Klik)

-A.R.M.Y

sobota, 16 kwietnia 2016

Scenariusz #28 Jackson Ogromne podniecenie

13 komentarzy:
Kolejny scenariusz dedykuję Neko mam nadzieję, że Ci się spodoba ^^
Kurczę po samym tytlu można mieć zbyt wiele na myśli xD 
Z góry przepraszam za krótki scenariusz, ale jest już naprawdę późno ;/


Dwa dni temu dom, który był na sprzedaż został kupiony przez jakiegoś chłopaka. Osobiście nie byłaś tym zbyt zainteresowana, ale jako, że w twojej okolicy był zwyczaj powitania nowych sąsiadów postanowiłaś go odwiedzić. Średniej wielkości domek z żółtą elewacją i czarnym dachem ie wyróżniał się na tle innych domów. Po prostu dom jak każdy inny.
Ubrana w biały top i bordowe obcisłe rurki stanęłaś przed czarnymi mahoniowymi drzwiami. 
W dłoniach trzymałaś tacę z piernikiem, który upiekłaś specjalnie dla sąsiada. Zapukałaś lekko w drzwi, by po chwili ujrzeć dość wysokiego przystojnego Chińczyka. 
Szatyn z ciemnymi oczami przyglądał Ci się uważnie. Ubrany w  czarną koszulkę na szelkach i czarnych spodenkach opierał się nonszalancko o framugę drzwi. Przygryzł wargę mrużąc oczy. 
-Cześć - zaczęłaś z lekkim uśmiechem - to dla Ciebie - rzuciłaś podając mu tacę z plackiem
-Ślicznie pachnie - odparł z lekko zachrypniętym głosem wywołując u Ciebie przyjemne dreszcze - może wejdziesz? - zapytał nagle. Zaskoczona jego zaproszeniem poczułaś ciepło na policzkach
-Dobrze - odparłaś po kilku sekundach ciszy.
Szatyn przepuścił Cię w drzwiach dokładnie przyglądając się twoim pośladkom, które wyglądały wręcz zabójczo w tych rurkach:
-Ile ja bym dał, żeby móc Cię za nie chwycić - szepnął nadal nie odrywając wzroku od twoich bioder
-Mówiłeś coś? - zapytałaś odwracając się w jego stronę. Ciemnooki pokręcił szybko głową rumieniąc się. Usiadłaś na czarnej skórzanej kanapie obserwując duży ekran plazmy, na której leciały teledyski najnowszych piosenek.
-Chcesz coś pić? - zapytał wychylając się lekko zza drzwi do kuchni 
-Am...soku - odpowiedziałaś z lekkim uśmiechem, Chińczyk przytaknął znów znikając w kuchni. 
Już po chwili dosiadł się do Ciebie podając Ci szklankę z sokiem pomarańczowym. Położył talerzyk z kawałkami twojego ciasta mówiąc:
-Jestem Wang Jackson - uśmiechnął się lekko
-____ - odparłaś również się uśmiechając. Przez kilka sekund wpatrywaliście się w siebie przez co oboje byliście mocno zawstydzeni:
-Skąd jesteś? - zapytałaś chwytając szklankę z sokiem 
-Pochodzę z Chin a Ty?
- Z Polski - szatyn przytaknął zerkając w Twój dekolt. Widząc to odchrząknęłaś zakładając ręce na piersi:
-Aish przepraszam - mruknął unosząc dłonie w obronnym geście. Pokręciłaś głową jednocześnie zła i rozbawiona.
Po godzinie rozmowy i zapoznaniu postanowiłaś wrócić do domu. Pożegnałaś się z chłopakiem, po czym wróciłaś do domu.

Szybka kąpiel to najlepsze co może zakończyć dzień. Wysuszyłaś swoje ciało, po czym ubrałaś turkusową koronkową bieliznę. Wróciłaś do pokoju, który był lekko oświetlony przez lampkę nocną. 
Stanęłaś przed szafą szukając ubrań. Kompletnie nie zdając sobie z sprawy z tego, że przygląda Ci się Jackson. 

Chłopak widząc Cię tak ubraną poczuł ogromne ciepło, które niebezpiecznie ogarniało jego ciało.
Jęknął cicho czując, że jego spodnie zdecydowanie zbyt szybko robią się ciasne. Przekrzywił lekko głowę przygryzając wargę. Widząc jak wyginasz się by chwycić z dolnej półki spodenki poczuł, że jego rozporek po prostu pęka pod wpływem podniecenia. 
Nie mogąc dłużej wytrzymać zsunął spodnie w momencie, gdy spojrzałaś w jego stronę. Zaskoczony przylgnął do ziemi czując ogromne zawstydzenie. 

Widząc Jackson'a z opuszczonym spodniami szybko zasłoniłaś okno. Twoje policzki były gorące a oczy rozszerzone do granic możliwości. Ubrałaś się szybko mając nadzieję, że chłopak dużo nie zobaczył. 
Położyłaś się na łóżku z trudem pozbywając się wspomnień pół nagiego Chińczyka. Uderzyłaś się otwartą dłonią w czoło uświadamiając sobie, że ten widok Ci się podobał. Przygryzłaś mimowolnie wargę czując coraz większe wypieki.   


Przez kolejne dwa dni widząc się z sąsiadem przypominałaś sobie jak stał z opuszczonymi spodniami ślinią się w stronę twojego okna. Wang również widział Cię w swoim umyśle ubraną tylko w bieliznę, z trudem powstrzymywał się od tego, by na Ciebie się nie rzucić.
W końcu nadszedł dzień, w którym stanęłaś twarzą w twarz z sąsiadem. Siedziałaś akurat w salonie ubrana w poszarpane spodenki i krótką koszulkę, która odsłaniała twój brzuch. 
Ciche pukanie wybudziło Cię ze świata marzeń. Otworzyłaś dębowe drzwi widząc przed sobą Jacksona. 
Szatyn ubrany w same spodenki patrzył na Ciebie wzrokiem, który Cię rozbierał:
-Chciałeś coś? - zapytałaś wybudzając go z marzeń, w którym właśnie leżał na twoim nagim ciale
-Am...tak...tak chciałem...masz.....masz może - jąka się z trudem nie patrząc na twoje lekko odkryte atuty 
-Więc?
Masz...mąkę?  - zapytał przeczesując bujną czuprynę
-Mam - odparłaś z lekkim uśmiechem - chodź do kuchni - dodałaś idąc w stronę pomieszczenia o którym wspomniałaś kilka sekund temu. Powolnym krokiem szedł za tobą sąsiad. 
Jego wzrok pożerał Cię w całości a umysł tworzył bardzo niegrzeczne scenariusze.
Przystawiłaś krzesło pod górną półką. Stanęłaś na krześle, po czym zaczęłaś szukać mąki. 
Szatyn przyglądał Ci się z coraz większym podnieceniem. Napalony chłopak i seksowna dziewczyna...mieszanka wybuchowa.
Nagle krzesło się zachwiało, po czym przewróciło. Upadłaś na Chińczyka przez co oboje wylądowaliście na ziemi. Duże dłonie chłopaka spoczywały na twoich pośladkach a twoje kolano uciskało jego nabrzmiałe krocze. 
Cisza, która panowała między Wami była na tyle krępująca, że baliście się nawet ruszyć.
Po kilku sekundach  usiadłaś na ziemi obok  ciemnookiego. Między Wami panowała cisza, którą oboje baliście się przerwać:
-Krępująca sytuacja - mruknęłaś zerkając na niego 
-Aish - jęknął przybliżając się bardziej w twoją stronę - dziewczyno działaś na mnie tak bardzo, że nawet gdy o Tobie pomyślę w spodniach mam istne eldorado - mruknął Ci do ucha. 
Musnął lekko twoje usta, po czym skierował się na szyję. Jego dłonie chwyciły Cię w pasie przyciągając bardziej do swojego ciała. Jego pełne usta zasysały twoją skórę na szyi robiąc czerwony ślad:
-Jackson - szepnęłaś, szatyn jednak nie reagował. Był jak w transie z którego nie chciał się wybudzić - Wang - mruknęłaś odpychając go lekko od siebie 
-Tak?
-Możesz mi zdradzić co Ty robisz? - palnęłaś pod wpływem chwili. Chłopak zamrugał zaskoczony kilka razy szukając odpowiednich słów:
-Ja...ja....myślałem, że chcesz - urwał czując wstyd i rozczarowanie. Widząc jego reakcję zaśmiałaś się mówiąc:
-Takie rzeczy to po randce - na te słowa uniósł głowę do góry. Chwycił szybko twoją dłoń wybiegając z domu
-Gdzie biegniemy? - zapytałaś zaskoczona 
-Na randkę - odparł - mam na Ciebie niesamowitą ochotę - dodał szczerząc się
-Ja na Ciebie też -odparłaś ze śmiechem widząc jak śpieszy mu się na randkę 




Zakończenie akurat nie wyszło mi dokładnie takie jakie chciałam, ale chyba nie jest tak źle.
Mam nadzieję, że przypadło Ci do gustu ^^
MILE WIDZIANE KOMENTARZE  :)

-A.R.M.Y


Scenariusz #27 Youngjae Udawany chłopak?

7 komentarzy:
Oto kolejny scenariusz ^^
Tym razem dedykuję go  Hayrunnisa ^^ 
Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)

Siedziałaś zapłakana na dachu jednego z opuszczonych budynków. Z zachmurzonego nieba leciały krople maskując twoje łzy. W dłoniach trzymałaś swoje zdjęcie wraz z twoim chłopakiem.
A raczej byłym chłopakiem.
Późna godzina, ulice, które oświetlały lampy i cisza. Miałaś ochotę krzyczeć z żalu i złości do swojego byłego. Zostawił Cię w dzień Waszej rocznicy.

Z ukrycia przyglądał Ci się wysoki chłopak, ubrany w czarną bluzę z kapturem i czarne spodnie.
Chciał podejść do Ciebie i zapytać dlaczego płaczesz, ale jego nieśmiałość wygrała. Odwrócił się na pięcie widząc jak wstajesz z ziemi. Zbiegł szybko po schodach uderzając się jednocześnie w ramię o wystającą ze ściany metalową rurę. Syknął z bólu, lecz nie zatrzymał się. Biegł dalej, byś tylko go nie zobaczyła.

Stałaś oparta o szafki przyglądając się jak  twój były chłopak obmacuje się z jakąś dziewczyną.
Czułaś jak serce Ci się kruszy a łzy napływają do twoich oczy. Nie chciałaś okazać słabości, więc ruszyłaś w ich kierunku:
-Cześć - zaczęłaś
-____ wiesz, że między nami koniec, wiem ze - urwał gdy uniosłaś dłoń, by się uciszył
-Nie o to mi chodzi, po prostu chcę wejść do łazienki a wy stoicie w drzwiach - rzuciłaś ze śmiechem mimo, że w środku krzyczałaś z bólu.
Zaskoczona para ustąpiła Ci miejsca dzięki czemu mogłaś wejść do łazienki.
Będąc w pomieszczeniu zaczęłaś ronić łzy, zamknęłaś się w jednej z kabin i w ciszy zaczęłaś cicho szlochać.
-Jak on mógł? - szepnęłaś czując coraz większy smutek.
W pewnym momencie drzwi do twojej kabiny się otworzyły.  Twoim oczom ukazał się wysoki dobrze zbudowany Koreańczyk:
-Co Ty - urwałaś, bo w tej chwili złapał Cię za dłonie i przyciągnął do siebie. Chciałaś się wyrwać, ale jego uścisk był zbyt mocny:
-Puść mnie - rzuciłaś zła i przestraszona w jednym
-____ do cholery uspokój się - mruknął
-Skąd mnie znasz? Jesteś psychopatą? Mordercą? - wciąż się szamotałaś mówiąc to, w końcu chłopak puścił Cię. Podbiegłaś do drzwi, lecz ten Ci je zagrodził opierając się jednocześnie o nie:
-Puść mnie albo zacznę krzyczeć - groziłaś mu ten jednak wydawał się być rozbawiony twoim zachowaniem:
-Dasz mi chociaż coś powiedzieć? - wyszczerzył się. Zdecydowanie co mogłaś w tej chwili powiedzieć to to, że ma niesamowicie słodki uśmiech.
Przez kilka sekund wpatrywałaś się w niego, po czym przytaknęłaś pozwalając mu mówić:
-Jestem Choi Youngjae- zaczął uśmiechając się lekko - spotkałem Cię wczoraj na dachu, gdy siedziałaś cała zapłakana. Chciałem podejść, ale - urwał przeczesując włosy - wiem, że ten goguś co tu stał z tą dziewczyną jest twoim byłym chłopakiem. Pomyślałem sobie, że może chcesz się odegrać na nim
-Zaczynam się Ciebie bać - mruknęłaś odsuwając się od niego. Brunet widząc to zawstydził się jeszcze bardziej nie wiedząc co powiedzieć - ale masz rację. Chciałabym mu pokazać, że nie jest mi żal - dodałaś z chytrym uśmiechem.
-Dobrze, ale z tymi napuchniętymi oczami będzie problem - szepnął podchodząc do Ciebie. Zaskoczona cofnęłaś się kolejne dwa kroki do tyłu, lecz napotkałaś drzwi kabiny. Koreańczyk podszedł do Ciebie z chytrym uśmieszkiem patrząc na Twoje rozchylone usta.
Przygryzł wargę ocierając kciukiem łzy:
-Tak śliczna i delikatna istotka jak Ty nie może cierpieć przez tego idiotę - szepnął nachylając się nad Tobą. Wasze usta dzieliło kilka milimetrów, ale w tej chwili do łazienki wparowała dziewczyna twojego byłego. Zaskoczona patrzyła to na Ciebie to na chłopaka:
-Chodź kochanie - rzucił na tyle głośno, by rudowłosa mogła go usłyszeć.
-Szybko się pocieszyłaś po (I.T.B.Ch)
-Aish i mówi to dziewczyna, która wparowała do łóżka zaraz po tym gdy zostawił ___ - warknął Youngjae otwierając Ci drzwi.
Oniemiała stałaś na środku pustego już korytarza:
-D...Dziękuje - szepnęłaś czując, że łzy znów zaczynają Ci   się tworzyć w oczach
-Nie płacz mała, dokopiemy mu - odpowiedział tuląc Cię do siebie.

Po skończonych lekcjach stałaś przy swojej szafce, gdy nagle ktoś uderzył pięścią w szafkę obok. Przestraszona odskoczyłaś do tyłu.
-C...co tu robisz? - jęknęłaś widząc swojego byłego chłopaka, który z ogromną złością na twarzy przygląda się twojej wystraszonej twarzy:
-Tak szybko o mnie zapomniałaś?!- warknął zły popychając Cię lekko - naprawdę nic dla Ciebie nie znaczyłem?
-To Ty mnie rzuciłeś! - krzyknęłaś zła patrząc uważnie w jego zielone tęczówki. Blondyn mruknął coś pod nosem, po czym gwałtownie się do Ciebie przysunął. Chwycił mocno twoje nadgarstki robiąc na nich siniaki, przygniótł Cię swoim ciężarem do ściany i wciąż mocno ściskając twoje ręce patrzył w twoje oczy.
Serce biło Ci zbyt szybko, oddech urywany przyprawiał Cię o zawrót głowy. Blondyn przez chwilę w milczeniu przyglądał Ci się, by zaraz warknąć:
-Mnie się tak nie traktuje ____ zapłacisz za to jak się zachowałaś - uniósł dłoń do góry, by Cię spoliczkować. Skuliłaś się, by uchronić swoją twarz, gdy nagle twój były puścił Cię zaskoczony. Między Tobą a nim stanął Youngjae, dużo wyższy Koreniec spojrzał na Ciebie z troską:
-Nic Ci nie jest skarbie?  - pokręciłaś głową czując jak łzy spływają po twoich zaczerwienionych policzkach
-Skarbie? Chyba coś Ci się pomyliło skurwielu - syknął wściekły (I.T.B.Ch)
-Chyba Tobie. Jak możesz tak traktować swoją byłą dziewczynę?
-Ona jest moją dziewczyną głąbie! Przyssałeś się do niej przez co ona już o mnie zapomniała!
-To Ty ją rzuciłeś - mruknął zły brunet obejmując Cię. Zielonooki widząc to zaczął Cię szarpać.
Dla Choi'ego było to najgorsze co mógł w tej chwil twój były zrobić. Odepchnął go mocno od Ciebie, po czym przysunął się do niego. Przybił go do szafek dusząc go lekko, lecz blondyn wyrwał się z jego uścisku wymierzając pierwszy cios. Koreańczyk zachwiał się do tyłu.
-Bijesz jak baba - warknął czerwony ze złości. Pokręcił głową uśmiechając się zadziornie, podniósł rękawy,  po czym przysunął się do twojego byłego.
Kilka mocnych i trafnych uderzeń wystarczyło, by pozbawić zielonookiego przytomności:
-Youngjae - szepnęłaś chwytając jego dłoń. Dużo wyższy od Ciebie chłopak, spojrzał w twoje smutne i pełne strachu oczy. Jego dolna warga były przecięta przez co kilka kropel krwi spływało z jego ust.
Lewy łuk brwiowy również był rozcięty. Widok takiego bruneta sprawił, że poczułaś do niego coś więcej. Stanął w twojej obronie mimo, że tak naprawdę nawet Cię nie znał:
-Dziękuję - jęknęłaś tuląc go do siebie
-Dla Ciebie zrobiłbym wszystko i jeszcze więcej - odparł opierając podbródek na twojej głowie
-Muszę Cię opatrzyć - rzuciłaś robiąc kilka kroków do tyłu.
Po dwudziestu minutach siedziałaś wraz z Youngjae w swojej łazience. On siedział na wannie a Ty opatrywałaś jego rany. Jego ciemne oczy były wpatrzone w Ciebie niczym w najpiękniejszy i najcenniejszy obraz na świecie:
-Nie patrz tak, bo mnie rozpraszasz - szepnęłaś rumieniąc się lekko jednocześnie odkażając jego ranę na wardze. Koreańczyk przyciągnął Cię do siebie przez co wpadłaś w jego objęcia, z zaskoczenia jęknęłaś na co zareagował cichym pomrukiem zadowolenia:
-C..co robisz? - szepnęłaś widząc jak jego usta zbliżają się do twoich
-Nie psuj tej chwili skarbie - mruknął złączając Wasze usta.
Lekko niegrzeczny Youngjae ;)
Mam nadzieję, że przypadł Ci do gustu ^^
MILE WIDZIANE KOMENTARZE ;D

-A.R.M.Y

czwartek, 7 kwietnia 2016

#13 Reakcja GOT7 Gdy pierwszy raz Cię widzą

22 komentarze:
W pytaniu (kilka postów wcześniej) pytałam się kogo chcielibyście widzieć na tym blogu. Pojawiło się BigBang, BTS, być może pojawią się B.A.P, Block B oraz (już się pojawili) SHINee. 
Postanowiłam więc spełnić prośbę Ola 11, i oto przed Wami pierwsza reakcja GOT7 ;D
Kurczę muszę przyznać, że to mój pierwszy raz z nimi (xD) znam kilka ich piosenek ( tak w ogóle poznałam ich dzięki JUST RIGHT) Nie znam ich tak dobrze jak BTS czy B.A.P, ale uwielbiam wyzwania, więc pogmerałam, pogmerałam i oto przybywam do Was z reakcją. Największym moim strachem jest to, że nie dobrałam gifów do ich osób, ponieważ muszę przyznać, że oprócz Mark'a nie rozpoznaję ich w ogóle
Przepraszam jeśli Wasze wyobrażenia były inne, ale starałam się, by wyszło to w miarę realistycznie. 
Mam nadzieję, że z kolejnymi reakcjami będzie coraz lepiej ^^
Zaczynajmy! ;)
JB
Czekałaś spokojnie pod drzwiami z napisem "GOT7". 
Dziś miałaś okazję poznać ich osobiście, ponieważ Twoja kuzynka jest ich stylistką.Zapukałaś po raz drugi, gdy nikt Ci nie otworzył. 
Po pięciu minutach stania pod drzwiami westchnęłaś zrezygnowana odwracając się w stronę wyjścia. Zrobiłaś kilka kroków, gdy usłyszałaś za sobą męski głos:
-Ach, przepraszam! Ty pewnie jesteś ____? Prawda? - zaczął jakiś chłopak o krótkich brązowych włosach:
-Jestem Yugyeom - zaczął z uśmiechem - proszę wejdź do środka - dodał po chwili robiąc Ci przejście w drzwiach. Weszłaś do środka od razu widząc szóstkę roześmianych chłopaków i Twoją kuzynkę, która rozmawiała z liderem zespołu. Wszystkie oczy zwróciły się w Twoją stronę natomiast Ty stałaś na środku garderoby, czując płomienne rumieńce:
-Cześć! - krzyknął blondyn z Twojej lewej strony -jestem Jackson, ten tu - zaczął wskazując na stojących w rzędzie chłopców - to JB, kolejny to Mark, Jr.,BamBam oraz Youngjae - wszyscy ukłonili się przed Tobą z ogromnymi uśmiechami:
-(I.T.K) miała racę, jesteś strassssznie ślina - zaśmiał się Mark mrużąc zabawnie oczy
-Dziękuję, tak w ogóle jestem ____ - odparłaś również z uśmiechem
Godzina minęła Wam naprawdę szybo, zaczęłaś się powoli z nimi zaprzyjaźniać, jedynie JB wydawał Ci się bardzo chłodny. Siedział na krześle na wprost Ciebie i jedynie co robił to się na Ciebie uważnie patrzył:
-Dlaczego tak patrzysz? - zapytałaś w końcu 
-Och ___ JaeBum ma zawsze tak przy dziewczynie, która mu się podoba - zaśmiał się cicho Jr tyrpiąc lekko nogę chłopaka 
-Po prostu jest piękna i nie mogę oderwać od niej wzroku - powiedział  z powagą w głosie. Zaskoczona spojrzałaś na niego, lecz ten wzruszył ramionami uśmiechając się słodko
jb got7 im jaebum eye smile   
MARK
Spacerowałaś po parku odpoczywając po dniu spędzonym w szkole. Park był praktycznie pusty, tylko od czasu do czasu pojawiła się jakaś osoba. 
Lampy oświetlały drogę, którą właśnie kroczyłaś. Zatopiona w muzyce i jej słowach szłaś przed siebie. Już dawno minęła dwudziesta, lecz Ty nie śpieszyłaś się specjalnie do domu. 
Lekki wiosenny wiatr muskał Cię po delikatnej twarzy przez co się lekko uśmiechałaś. 
W pewnym momencie poczułaś uderzenie, zrobiłaś kilka chwiejnych kroków do tyłu starając się nie stracić równowagi:
-Przepraszam - zaczął chłopak, spojrzałaś na niego z lekkim uśmiechem. Blondyn z niebieskimi pasemkami stał tuż przed Tobą w dłoni trzymając czarną deskorolkę. Ubrany w żółtą bluzę z czarnym napisem i jeansy:
-Nie no spokojnie - zaśmiałaś się - ja też Cię nie zauważyłam, więc wina leży po obu stronach
-Na pewno nic Ci nie jest? Nic Cię nie boli? - zapytał nachylając się trochę w Twoją stronę
-Nie, ale dzięki, że pytasz - uśmiechnęłaś się lekko, by nieznajomy jednak uwierzył w Twoje słowa
-Jestem Mark - zaczął podając Ci dłoń, uścisnęłaś ją mówiąc
-___
-Miło mi, może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na jakieś ciastko? 
-Czy ja wiem - zaczęłaś - nie znamy się aż tak bardzo
-Dlatego tym bardziej musisz ze mną się wybrać - zaśmiał się. Zgodziłaś się co bardzo ucieszyło chłopaka. W kawiarni usiedliście przy ostatnim stoliku od okna, wyglądaliście naprawdę uroczo siedząc przy stoliku i szeroko się uśmiechając
 got7 mark tuan lost child  

JACKSON
Wracałaś właśnie z cukierni. Postanowiłaś sobie kupić jakąś babeczkę, ponieważ od dawana nie jadłaś babeczek. Szłaś powoli chodnikiem ciesząc się jak małe dziecko i jedząc czekoladową babeczkę z truskawkową polewą. 
W pewnym momencie potknęłaś się i wypuściłaś słodycz z rąk. Chłopak, który szedł w Twoją stronę próbował Ci pomóc, złapał Cię w ostatniej chwili przed upadkiem, przez co Twoja babeczka wylądowała prosto na koszulce chłopaka. Zaczerwieniłaś się ze wstydu widząc jak blondyn ociera dłonią plamę na białej koszulce:
-Tak bardzo Cię przepraszam - zaczęłaś szukając chusteczek w plecaki - jestem ostatnio jakąś gapą - dodałaś podając mu opakowanie 
-Nie denerwuj się tak - zaśmiał się cicho - przecież nie zrobiłaś tego specjalnie. Każdemu mogło sie to zdarzyć 
-Naprawdę się głupio czuję, Twoja koszulka jest cała brudna - zaczęłaś patrząc jak chłopak wciąż czyści ubranie 
-To naprawdę nic 
-Oddam Ci pieniądze za koszulkę - szepnęłaś wyjmując portfel 
-Nie wygłupiaj się - oznajmił przenosząc swój wzrok na Ciebie - jeśli się ze mną umówisz to mi to wynagrodzisz w najlepszy sposób
-Co?
-Naprawdę - zaśmiał się - Jestem Jackson a Ty?
-___
-Miło mi, mam wrażenie, że jesteś jeszcze słodsza niż ta babeczka - odparł spokojnie jedząc lukier z palców 
    

JR.
Miałaś dziś swoją pierwszą sesję zdjęciową do jednego z Koreańskich magazynów związanego z modą. Byłaś znaną blogerką, więc dostałaś propozycję, by wziąć udział w sesji z jaką gwiazdą. Wpierw wszyscy mówili, żebyś pozowała z GD z BigBang później żeby był to J-Hope z BTS a następnie żeby Hansol z ToppDogg, ostatecznie wybór padł na JR z GOT7.
Stałaś właśnie na palnie zdjęciowym ubrana w krótką koszulkę na szelkach i czarne podarte jeansy. 
Twoje włosy były związane w luźnego koka obwiązanego czerwoną wstążką. 
Czekałaś na chłopaka z którym miałaś pozować.  W końcu po dwudziestu minutach tuż obok Ciebie pojawił się wysoki brunet o dużych brązowych oczach. Ubrany w bluzę z ciastkami i białe rurki. 
-Cześć jestem ___ - zaczęłaś podając mu dłoń, Koreańczyk uśmiechnął się do Ciebie mówiąc
-JR, bardzo się cieszę, że mogę Cię poznać - uśmiechnął sie szeroko
Przytaknęłaś czując lekkie zakłopotanie, chłopak widząc to przygryzł wargę z cichym śmiechem.
Sesja zaczęła się tuż po Waszym zapoznaniu, trwała równe dwie godziny.
Siedziałaś zmęczona w garderobie pisząc z koleżanką na telefonie, gdy podszedł do Ciebie JR:
-Wiesz tak sobie myślałem, jesteś bardzo fajną dziewczyną, może wybralibyśmy się do parku na spacer? Mam bardzo mało okazji poznać tak fajne dziewczyny - szepnął lekko zarumieniony 
Przez krótką chwilę zastanawiałaś się, w końcu znasz go tylko dwie godziny:
-W sumie czemu nie, może teraz pójdziemy?
-Och...jasne, jasne - rzucił szczęśliwy klaszcząc radośnie w dłonie
      

YOUNGJAE
Siedziałaś na ostatniej lekcji geografii, gdy do klasy wpadł dość wysoki brunet. Ubrany w czarną bluzę i czarne rurki stał na środku klasy szukając kogoś wzrokiem:
-Przepraszam - mruknął nauczyciel - szukasz kogoś?
-Tak...tak - bąknął chłopak, zatrzymując swój wzrok na Tobie
-Może zdradzisz nam kogo?
-___ 
Po klasie rozległy się ciche pomruki niezadowolenia ze strony dziewczyn. Wstałaś zszokowana z ławki, spakowałaś szybko swoje rzeczy po czym wyszłaś na korytarz tuż za chłopakiem:
-Przepraszam, ale ja Cę kompletnie nie znam - zaczęłaś speszona stając na wprost chłopaka
-Jestem Youngjae, mam coś dla Ciebie
-Co?
-Zgubiłaś to wczoraj wieczorem, koło mojego domu - odparł podając Ci czerwoną bransoletkę z literką Y 
-Dziękuję, bałam się, że już jej nie znajdę. Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
-Chodzę do klasy o rok starszej, wczoraj pierwszy raz Cię zobaczyłem i po prostu - urwał rumieniąc się - po prostu musiałem jakoś do Ciebie zagadać
-To miłe - zachichotałaś czując rumieńce
-Tak już zaraz będzie dzwonek, więc może pozwolisz, że odprowadzę Cię do domu? - zapytał lekko speszony
-Dobrze, jeśli tylko masz czas - odparłaś. Brunet uśmiechnął się szeroko idąc z Tobą ramie w ramię i opowiadając Ci, jak bardzo chce Cie poznać
   

BamBam
Stałaś w kółku patrząc jak grupka chłopaków tańczy do jednej z Twojej ulubionej piosenek. Jeden z chłopaków ciągle się na Ciebie patrzył, uśmiechał się i puszczał Ci oczko. 
Odwzajemniałaś uśmiech mimo, że widzisz go pierwszy raz na oczy.
Po pięciu minutach muzyka ucichła a Ty zaczęłaś iść w stronę bramy, przez którą musiałaś przejść, by dostać się na chodnik:
-Czekaj! - krzyknął za Tobą jakiś chłopak - nie uciekaj - dodał podbiegając bliżej Ciebie 
-Coś się stało?
-Tak - odparł z uśmiechem 
-Co?
-Spodobałaś mi się - rzucił rumieniąc się lekko. Rozszerzyłaś oczy czując ogromne zakłopotanie
-Ale ja Cię nawet nie znam
-Jestem BamBam - uśmiechnął się lekko ściskając Twoją dłoń
-Jestem ____
-Wybrałabyś się może ze mną na kawę? Albo spacer?
-Nie uważasz, że to trochę dziwne?
-Dlaczego?
-Bo się kompletnie nie znamy
-Dlatego właśnie zapraszam Cię na kawę - zaśmiał się przeczesując włosy - może sie poznamy i zaprzyjaźnimy. Co Ty na to?
-No nie wiem
-No weź ___ nie daj się prosić 
-No okey - zaśmiałaś się. Tajlandczyk uśmiechnął się szeroko ruszając wraz z Tobą do bramy
    

YUGYEOM
Siedziałaś właśnie w parku szkicując parę, która siedziała dwie ławki dalej od Ciebie:
-Woha - usłyszałaś za sobą męski głos - pięknie rysujesz - dodał siadając obok Ciebie - Jestem Yugyeom a Ty?
-___ - mruknęłaś chowając szkicownik 
-Dlaczego nie rysujesz?
-Już skończyłam 
-To może mnie narysujesz? Chciałbym zobaczyć jak wyglądam oczami tak ślicznej dziewczyny - oznajmił patrząc na Ciebie uważnie 
-Schlebiasz mi - odparłaś z uśmiechem 
-Naprawdę jesteś śliczna 
-Dziękuję
-To jak? Narysujesz mnie? - zapytał patrząc na Ciebie wyczekująco 
-No dobrze, ale nie obraź się, jeśli nie wyjdzie to idealnie 
-Spokojnie, każda Twoja praca jest idealna - szepnął lekko zawstydzony. 
Usiadł na wprost ciebie opierając łokcie o kolana a twarz kładąc na dłoniach. Jego ciemne tęczówki dokładnie Cię obserwowały, lekko kłopocząc. 
Po dwudziestu minutach skończyłaś rysunek mówiąc:
-Nie wyszło tak jak chciałam, ale chyba nie jest tak źle 
-Jest naprawdę świetny! Masz talent 
-Dziękuję
-To może w ramach nagrody wybierzesz się ze mną teraz do kina?
-Am ... no nie wiem
-Proszę Cię - jęknął robiąc smutną minę
-Nie wierzę, że to robię, ale...zgodna - po tych słowach chłopak uśmiechnął się szeroko łapiąc Cie za dłoń i idąc w stronę kina, gdzie macie spędzić razem pierwszy wspólny czas
     

GOT7
Wchodzisz do sali prób. Głośna muzyka dudniła Ci w uszach przyprawiając o gęsią skórkę.
Na środku sali tańczyli chłopcy, w pewnym momencie odezwał się Twój bias krzycząc:
-No chodź kochanie, potańcz z nami!
  


I co sądzicie o reakcjach ?
Kurczę naprawdę nie wiem czy są one dobre, ponieważ tak jak już pisałam wcześniej, nie znam ich za dobrze.
Mam nadzieję, że nie wyszło źle i nic nie pomyliłam 
MILE WIDZIANE KOMENTARZE  :)

-A.R.M.Y

Obserwatorzy