Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BamBam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BamBam. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2017

#94 Reakcja GOT7 Gdy są zazdrośni o twoją najlepsza przyjaciółkę/przyjaciółki

4 komentarze:
Hej<3
Przybywam do was z reakcją, którą zamówiła meeesia. Czy tylko ja mam wciąż problemy z rozróżnieniem chłopaków? Aish... makabra.
Reakcja raczej nie będzie długa, ale mam nadzieję, że mimo to przypadnie wam do gustu.
Coś czuję, że dzisiaj zasypię was reakcjami xD
Nie przedłużając...
Zapraszam <3
~ ~ ~
MARK
Twój ukochany był dość zazdrosny o twoją przyjaciółkę, z którą ostatnio spędzałaś więcej czasu. Kochał cię bardzo mocno, więc nie chciał robić ci przykrości, mówiąc ci, że wolałby byś już się z nią nie spotykała, a przynajmniej nie tak często. Mimo to pewnego wieczoru nie wytrzymałby.
-Dlaczego chodzisz do niej tak często? - zapytałby, patrząc na ciebie z powagą.
-Jak to często?
-Codziennie u niej jesteś i spędzasz tam kilka godzin. Nie podoba mi się to.
-Co masz do mojej przyjaciółki? Przecież mam prawo się z nią spotykać - powiedziałabyś oburzona jego słowami.
-Oczywiście, że masz prawo. To jasne, ale dlaczego tak często? Tęsknię za tobą, gdy jesteś u niej.
-Przyjechała na kilka dni, chcę z nią pobyć. Nie moja wina, że jesteś o nią zazdrosny Mark.
-Nie jestem - mruknąłby, odwracając się do ciebie tyłem, będąc mocno rozczarowanym twoim zachowaniem - po prostu cię kocham - dodałby zły, po czym wyszedłby z kuchni nie chcąc zaczynać kłótni.
https://media.giphy.com/media/ifwNwTVHGSdag/giphy.gif   

JINYOUNG
Brunet stałby w drzwiach, patrząc na ciebie z ponurym wyrazem twarzy. Byłby zły, gdy kolejny raz postanowiłaś wyjść ze swoją przyjaciółką do klubu.
-Wychodzę - powiedziałaś, ubierając płaszcz.
-Przyzwyczaiłem się - mruknąłby zły, po czym wróciłby do waszej sypialni. Zaskoczona jego zachowaniem ruszyłaś za nim, chcąc dowiedzieć się, dlaczego był tak zły.
-O co ci chodzi? - zapytałabyś, patrząc na niego zła.
-O to, że cały czas z nią gdzieś wychodzisz. Takie się psiapsiółki z was zrobiłby a dawniej nawet z nią nie gadałaś.
-Jak możesz tak mówić? - zapytałabyś urażona - twoje zachowanie jest dziecinne. Być zazdrosnym o przyjaciółkę dziewczyny? Mógłbyś się chociaż raz zachować jak mężczyzna - mruknęłabyś, po czym ubrałabyś płaszcz.
-Możesz już sobie iść - warknąłby, patrząc na ciebie z wyrzutem - idę dziś na noc do hyunga Marka - dodałby, po czym wyszedłby z pomieszczenia, trzaskając przy tym drzwiami wyjściowymi. 
 https://media.tenor.co/images/81a1ee9b2c4f0c41fae8ebc842768510/tenor.gif 

JB
Lider siedziałby na kanapie czekając aż do niego dołączysz, by móc wraz z nim oglądnąć film. W pewnym momencie zauważyłby cię ubraną w płaszcz, więc doskonale wiedziałby co miałaś zamiar zrobić.
-Wy - urwałabyś, widząc jego smutną twarz.
-Miłej zabawy - mruknąłby, po czym wpakowałby do ust popcorn.
-Oppa? Dlaczego jesteś tak strasznie smutny? Przed chwilą tryskałeś energią.
-Miałem nadzieję, że ten czas spędzimy razem, zwłaszcza, że ostatnio nie mamy go za wiele - oznajmiłby ze spokojem, patrząc to na ciebie to na ekran telewizora. 
-Chciałam się spotkać z przyjaciółkami.
-Jasne. Rozumiem. Możesz iść. 
-Zostanę - powiedziałabyś z rezygnacją.
-Masz iść do tych durnych przyjaciółek - warknąłby, patrząc na ciebie takim wzrokiem, że się przestraszyłaś - idź do nich - dodałby z chrypą, po czym powróciłby wzrokiem znów na film, który właśnie się zaczął. 
http://68.media.tumblr.com/7644b0858d0db05b0a9694e6df046409/tumblr_inline_npvz761Ssw1tvou3e_500.gif 

BAMBAM
 Tancerz nie ukrywałby swojego rozczarowania i zazdrości w momencie, gdy po raz kolejny oznajmiłabyś mu, że z waszej randki nic nie będzie, ponieważ miałaś spotkanie z przyjaciółkami.
-Który to raz? - zapytałby zły i smutny w jednym.
-BamBam - zaczęłabyś, lecz chłopak pocałowałby cię w czoło, mówiąc.
-Kocham cię i chcę dla ciebie jak najlepiej, ale nie potrafię ukryć tego, jak bardzo mnie ranisz takim zachowaniem. Naprawdę chciałem iść z tobą na tą randkę. Tak długo na to czekaliśmy.
-Wiem, ale naprawdę chcę je zobaczyć.
-Jasne. Wiem. Dwójka psiapsiółek jest ważniejsza niż chłopak - mruknąłby rozczarowany jednocześnie będąc mocno zazdrosnym - jak sobie tam chcesz.
-BamBam.
-Idź, idź ___, ale nie płacz, gdy cię zostawią tutaj - mruknąłby, po czym wyszedłby z sali prób by móc ochłonąć.
 https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzZAnQ6h9TWTSnB5mQrB31vtZTf6pMQ4cu0WgNQExsDwBm3U02OPHmLCnsqICsuKW2e1_XVe5hRmSvbjVzYbdSOVemyXeaZl2svFVCU4APn6ry5JlmmRGKwIlqyVviZrLb9qVBE_PXj0I/s320/tumblr_inline_o712y6TYru1shcfbh_500.gif 

JACKSON
Blondyn byłby mocno zazdrosny o ciebie, nie ważne czy spotykałaś się z koleżanką czy kolegą, on zawsze czuł zazdrość. W momencie, gdy kolejny raz z rzędu powiedziałaś mu, że wychodzisz z przyjaciółką, chłopak nie mógłby się powstrzymać.
-Jasne! Idź sobie, zostaw mnie jak zawsze. Na pastwę samotności i smutku, by móc bawić się z dwójką jakiś durnych bab - mruknąłby.
-Jak możesz tak o nich mówić? To, że jesteś zazdrosny wcale cię nie usprawiedliwia!
-Mało co mnie to interesuje. Wybieraj ____, albo ja albo ta dwójka mało fajnych bab - warknąłby, kładąc dłonie po obydwóch stronach twojej głowy.
 https://68.media.tumblr.com/f80eb71ecca03db3163295fe78bc3bee/tumblr_o497zrHlcI1v9fpy4o1_400.gif 

YOUNGJAE
Chłopak leżałby zły i smutny, gdy kolejny raz późnym wieczorem wybrałaś się ze swoją przyjaciółką na miasto. Chłopakowi bardzo zależało by móc spędzić z tobą czas, ponieważ miał mieć mnóstwo prób i koncertów, więc nie zapowiadało się na to, by mógł coś z tobą porobić przez najbliższy miesiąc. Mimo że wróciłaś dość szybko, chłopak zrobił ci awanturę o spotkania z dziewczynami z Polski przez co wybuchłaby kłótnia. Youngjae leżałby na kanapie natomiast ty siedziałabyś na fotelu. Żadne z was by się nie odzywało do drugiego, więc atmosfera robiłaby się coraz bardziej napięta.
-Kocham cię, ale czasem mam wrażenie, że wolisz je ode mnie - mruknąłby, zerkając na ciebie.
-Jesteś zazdrosny o moje przyjaciółki. Czy to nie jest chore?
-Nie, ponieważ cię kocham.
-Ja ciebie też.
-Skoro tak to udowodnij to - mruknąłby, zerkając na ciebie.
-Jak?
-Przez dwa tygodnie nigdzie z nimi nie wychodź - oznajmiłby ze spokojem, patrząc na ciebie z ogromną powagą.
https://66.media.tumblr.com/287ea49b607f1fcef1fee2528697ed12/tumblr_inline_o9mz60MP8d1rqrx5f_540.gif

YUGYEOM 
Tuż przed spotkaniem ze swoją najlepszą przyjaciółką pokłóciłabyś się z makane o jego zazdrość względem twojej kumpeli. Byłabyś na niego na tyle wściekła, że wyrzuciłabyś go z domu. Przez kilka minut chłopak pukałby wściekły do drzwi, więc gdy zerknęłaś przez dziurę od klucza, zobaczyłabyś wściekniętego maknae, który wrzasnąłby.
-W takim razie ____ skoro wolisz ją ode mnie, to może niech ona zostanie twoją dziewczyną! - po tych słowach, uderzyłby pięścią w drzwi, po czym wściekły i rozczarowany, udałby się do kolegów z zespołu, by móc ochłonąć. 
 http://33.media.tumblr.com/53f33c67fbb6e9a62dec2959f4a2892a/tumblr_nvf41flOp01uhh1abo1_1280.gif 

I reakcja Got7 za nami.
Co o niej sądzicie?
Dobrze wyszła?
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

sobota, 17 września 2016

Scenariusz #65 BamBam Anioł w turkusowej sukience

4 komentarze:
Witam <3
Przybywam do was ze scenariuszem z BamBamem.
Podczas czytania możecie sobie posłuchać tej piosenki FLY
Przy tym scenariuszu, scenariusz z Chenem wymięka, pod względem długości xD
Zapraszam <3
~ ~ ~
“Całkiem otępiały, po prostu czekałem
Na smutek, z którego aż mógłbym się śmiać
Całkiem otępiały, po prostu czekałem
Na szczęście, które doprowadzałoby do łez” 
~Goya no Machiawase”  Hello Sleepwalkers

    Budzę się i zasypiam. Zasypiam i budzę się. Nie robię nic pożytecznego, tylko śpię. Może czasem wyjdę na spacer, lecz bywa to naprawdę sporadycznie. Ciągle zamknięty w czterech białych ścianach, miałem wrażenie jakby mój mózg był wyżarty przez ten kolor. Nie znosiłem bieli. Nigdy.
Jednak...nauczyłem się z nią "żyć" na tyle ile mogłem. Co prawda dwie ściany były pokryte moimi rysunkami i napisami, jednak ostatnie dwie były zupełnie białe.
Wspominałem, że nie znosiłem bieli?
   Wiesz jak to jest, budzić się w swoim łóżku?Pokoju? Aish, na pewno wiesz. Ja już dawno zapomniałem, jak wyglądał mój pokój. Mój dom. Moja rodzina i znajomi. Dawno ich nie widziałem.
Trzy lata.
    Co ja tu robiłem? Nie miałem pojęcia, nikt mi nie mówił po co i na co. Dlaczego? Pytania kłębiły się w mojej głowie, sprawiając że byłem kompletnie otępiały. A może to przez leki?
 Spojrzałem na lewą dłoń. Moja ręka była pokryta bliznami po cięciu, przyjmowania leków  ze strzykawki i jeszcze innych mniej znanych przyczyn. Mój brzuch i uda, były pokryte siniakami przez pasy, którymi wiązano mnie raz na tydzień, gdy stawałem się agresywny.
Ale ja byłem przecież normalny. Zupełnie normalny!

   Siedziałem pod oknem jedząc płatki. Od czasu do czasu zerkałem ze znudzeniem na zegar, który wisiał na ścianie stołówki. Ubrany w białą koszulkę i czarne spodenki, nie wyróżniałem się z tłumu osób, które wraz ze mną jadły śniadanie. Byliśmy dla wszystkich tacy sami, dziwni, chorzy i nieobliczalni. Ale tak szczerze, ilu z nas było takich naprawdę? Sam nie wiedziałem dlaczego tu trafiłem. Nic nie zrobiłem, więc dlaczego mnie zamknęli w białym pokoju?
   Odłożyłem puste naczynie do wózka na brudne miski, gdy w pewnym momencie zauważyłem dziewczynę. Była śliczna. Piękna. Mój ideał, od razu to wyczułem.
Szła wraz z dyrektorem do gabinetu, miała na sobie długą do ziemi turkusową sukienkę, którą lekko podnosiła by się o nią nie przewrócić. Jej włosy były spięte w kok, a twarz tak delikatna, jak płatki kwiatów.
 Z ogromnym zaciekawieniem ruszyłem za nimi. Powoli, tak by mnie nie zobaczyli. Rozmawiali na jakiś temat, ale nie potrafiłem ich zrozumieć. Szeptali? Być może. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, była jak anioł w tym podłym budynku w śród tych okropnych ludzi, również ubranych na biało. Czy tu wszytko do cholery musiało być białe?!
-Bhuwakul! - wrzasnęła jedna z kobiet, która zauważyła mnie na korytarzu - co tu robisz?! Nie wolno ci tu przebywać! - cały czas krzyczała. Podeszła do mnie i z całej siły mnie spoliczkowała. Mój  policzek zapiekł mnie tak mocno, że w moich oczach pojawiły się łzy.
-Co pani wyprawia?! - krzyknęła dziewczyna w turkusowej sukience, podeszła do mnie szybko, stając między mną, a diablicą - nie wolno się tak odnosić do pacjentów - mruknęła.
-Kim jesteś by mi rozkazywać smarkulo?! - uniosła głos czterdziestolatka.
-Jest moją córką i następczynią - warknął dyrektor - Mira, wracaj do sali - dodał, chwytając szatynką za dłoń - a ty __, musisz ze mną porozmawiać - po tych słowach mnie zostawili.
 Stałem otępiały cały czas patrząc na bladą ze strachu czterdziestolatkę, to na oddalającą się dziewczynę.

   Nigdy nie znosiłem momentu, gdy lekarz, czy pielęgniarka wchodzili do naszych sal, dając nam leki. Były albo kwaśne, albo wbijali nam igły ze strzykawkami nie przejmując się tym, że nas to okropnie bolało.
Leki sprawiały, że stawałem się otępiały, bodźce do mnie nie docierały, byłem jak lalka. Nie potrafiłem się bronić.
 Chciałem móc sobie przypomnieć kim byłem nim trafiłem do białego pokoju. Moje wspomnienia wracały do mnie bardzo leniwie, dlatego ciągle uważałem siebie za człowieka bez przeszłości, czy osobowości. Nawet, gdy coś zacząłem sobie przypominać, wkraczali lekarze z lekami, a moje wspomnienia znów wymykały się z moich rąk i kolejny raz stawałem się nikim.
Miałem wrażenie, że robili to specjalnie, że nie chcieli bym poznał siebie. Może uważali, że to by mi jakoś pomogło? To nie miało sensu.
  -Tutaj jest Bhuwakul, zdiagnozowano u niego schizofrenię paranoidalną. Ciężki przypadek, często staje się agresywny. - po tych słowach do sali wszedł dyrektor i mój anioł. Ubrana w białą trochę nad kolano sukienkę i biały kitel. Patrzyła na mnie z ogromną czułością i współczuciem. Była inna niż pielęgniarki, które do mnie przychodziły.
-Witaj Bhuwakul - zaczęła z delikatnym uśmiechem - jestem ___ i od dziś, jestem twoim lekarzem prowadzącym - dodała, stając na wprost mnie. Mimowolnie otworzyłem usta z zaskoczenia i ogromnego zauroczenia. Ideał.
-Słuchasz nas? - dobiegł mnie lekko zachrypnięty głos mężczyzny po czterdziestce.
-Przepraszam - szepnąłem, spuszczając głowę na podłogę.
-Spokojnie, powiem jeszcze raz - zaśmiała się szatynka - chcę cię zbadać i dowiedzieć się czegoś więcej o tobie by móc ci lepiej pomóc. Zgadzasz się?
-Tak! - krzyknąłem radosny, uśmiechając się pierwszy raz od trzech lat. Pan ___, spojrzał na mnie zaskoczony, po czym szepnął coś na ucho ___. Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym obdarowała mnie najpiękniejszym uśmiechem na ziemi. Moje serce podskoczyło, a oddech przyśpieszył.
Zrobiło się mi momentalnie gorąco, przez co z wrażenia zacząłem się wachlować.
-Otworzymy trochę okna, bo jesteś cały czerwony. Nie masz może gorączki? - zapytała, dotykając mojego policzka. Od razu się zarumieniłem pod wpływem jej dotyku, nie potrafiłem się powstrzymać. Tak bardzo mi się spodobała.

  Późnym wieczorem, siedziałem w ciemnym pokoju, patrząc zza okno. Za murem szpitala, migały światła miasta, w którym dawniej mieszkałem. W którym mogłem spokojnie wyjść i pobyć między ludźmi, którzy nie byli ubrani na biało.
 Ciche skrzypienie, wybudziło mnie z otępienia. Z przerażeniem spojrzałem na drewniane drzwi, w progu stała jakaś postać. Podeszła do mnie powoli.
-Dlaczego nie śpisz? - dobiegł mnie cichy głos mojej lekarki.Odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że znów byli do 'oni'.
-Nie dam rady - mruknąłem, znów patrząc za okno - zastanawiam się, jak to jest poza murami? Jest tam lepiej?
Szatynka, usiadła na parapecie cały czas na mnie patrząc. Światło jednej z lamp obok szpitala, świeciło na jej poważną twarz. Wyglądała na smutną.
-Dla jednych tak, a dla drugich nie. Może ci się wydawać, że za murem jest lepiej, ale tak naprawdę nie jest. Bywają miłe chwile, ale bywają też złe. Tak, jak i tu. Szpital różni się od miasta w którym trzy lata temu mieszkałeś, ale nie na tyle byś czuł się tu źle - oznajmiła spokojnie, patrząc zza okno - dlatego między innymi tutaj jestem. Chcę ci pokazać, że nie musisz czuć się tu źle, chcę ci udowodnić, że współpracując ze mną, możesz doświadczyć tego samego, co poza murami - dodała, zerkając na mnie. Zmarszczyłem lekko czoło analizując jej słowa. Czy tylko w mojej głowie to dwuznacznie zabrzmiało? Aish...
-Jak...udowodnić? - zapytałem, siadając obok niej.
-Chcę ci pomóc. Wyleczyć cię, byś mógł znów mieszkać u siebie w domu, żebyś nie musiał patrzeć na osoby, które są w gorszym stanie od ciebie - mruknęła, dotykając opuszkami palców moją lewą dłoń - nawet jeśli mi się nie uda, będziemy wiedzieć, że próbowaliśmy. - dodała jeszcze ciszej.
-Mogę mieszkać poza murami? Mogę...mogę być normalny? - zapytałem mocno zaskoczony, patrząc na nią niepewnie.
-Normalny w zupełności nigdy nie będziesz, ale postaram się  pomóc ci na tyle, żebyś potrafił funkcjonować poza murami szpitala - jej słowa był tak ciche, że ledwo je słyszałem. Jednak było w nich mnóstwo wiary i chęci do pomocy, a tego brakowało mojemu poprzedniemu lekarzowi.
Zaufałem jej. Uwierzyłem. W końcu była moim aniołem.
-Musisz iść spać - odezwała się po kilku sekundach ciszy.
-Nie jestem śpiący.
-Spróbuj zasnąć - odparła spokojnie, idąc w stronę drzwi - jeśli wciąż nie będziesz potrafił, przyjdź do mojego gabinetu, dam ci jakieś leki - dodała, po czym bez pożegnania, opuściła mój pokój.
 Położyłem się na łóżku, zakrywając się ciepłym kocem. Krople zaczęły uderzać powoli w okna, wydając przy tym przyjemny dźwięk, przymknąłem lekko oczy, widząc cały czas przed sobą mojego anioła.

  Otworzyłem powoli oczy, czując ogromne zmęczenie. Wciąż śniła mi się ___, nie potrafiłem o niej zapomnieć i to mnie lekko przerażało.
-Wstawaj - zaśmiała się szatynka, wchodząc do mojego pokoju - pora na śniadanie i leki - dodała, podając mi ubrania - potem pójdziemy na spacer - dodała na koniec, po czym opuściła mój pokój.
Zaskoczony przetarłem oczy, nie wiedząc, czy to co usłyszałem było naprawdę, czy tylko moim wybrykiem umysłu, który często płatał mi takie figle.
Jednak, gdy znów usłyszałem jak mnie woła, zerwałem się z łóżka, by ubrać się jak najszybciej i móc z nią spędzić czas.
  Czułem się szczęśliwy, pierwszy raz od tylu lat. Delikatny uśmiech sam wchodził na moją twarz, co sprawiało, że wyglądałem co najmniej dziwnie. Nie mogłem nic na to poradzić. Polubiłem to uczucie i chciałem, by mnie nigdy nie opuszczało.
-Zjadłeś już? - dobiegł mnie jej spokojny głos.
-Tak. Idziemy na spacer?
-Tak, ale najpierw musisz wziąć leki.
-Są ohydne i robią ze mnie lalkę - mruknąłem oburzony, miałem nadzieję, że chociaż ona nie będzie mnie tym szprycować.
-To są inne leki. Zamówiłam je specjalnie dla ciebie - odparła, podając mi dwie czerwone kapsułki.
-Nie będę tego świństwa pił - warknąłem, czując narastającą złość.
-W takim razie wracaj do pokoju - odpowiedziała z powagą, po czym ruszyła w stronę korytarza.
Nie mogłem do tego dopuścić, dlatego podbiegłem do niej i złapałem jej dłoń, mówiąc.
-Dobrze, wypiję - po tych słowach, zażyłem leki, które mi podała. Nie mogłem przecież pozwolić na to, by mnie opuściła.
-Teraz możemy wyjść - odparła, patrząc na mnie uważnie.
 W jej oczach mogłem tonąć, były tak piękne, że nie potrafiłem oderwać od nich wzroku. Hipnotyzowały mnie tak mocno, że miałem wrażenie jakby moje ciało i umysł były gotowe do całkowitych poświęceń mojemu aniołowi. Pragnąłem dotknąć jej dłoni, móc się do niej przytulić...
Chciałem po prostu znów móc poczuć się, jak wtedy, gdy byłem poza murami szpitala.
Uważałem, że __ była tak delikatna, tak nieskazitelna, że miałem obawy iż nawet moje towarzystwo mogło jej zaszkodzić. Mimo to, byłem przy niej tak często i tak długo, jak tylko mogłem.  I mimo że znałem ją tylko dwa dni, moje serce i umysł, podpowiadały mi, że była tą jedyną.
-Włączyłeś się - stwierdziła ze smutkiem, dotykając lekko mojego policzka, by móc lepiej mi się przyjrzeć.
Zarumieniłem się, przez co spuściłem głowę, jak młody gówniarz, mimo iż miałem dwadzieścia lat.
Byłem przy niej zupełnie inny. Cichy, spokojny i całkowicie rozluźniony, a gdy mnie opuszczała, niewidzialne kajdany skuwały moje ciało i znów stawałem się oschły i agresywny.
-Przepraszam - mruknąłem po kilku sekundach ciszy - czasem tak mam - dodałem, wkładając ręce do kieszeni granatowych spodenek.
-Może z czasem ci przejdzie - odparła z nutą nadziei w głosie.
 Spojrzałem na nią nie pewnie. Szła obok mnie przez szary korytarz, ubrana w czarne spodnie i granatową luźną koszulę. Wyglądała tak uroczo.

  Pierwszy raz od trzech miesięcy, miałem okazję wyjść poza mury szpitala. Ogród był duży, przestronny z mnóstwem drzew i prześlicznych kwiatów.
Wraz z___, usiadłem na małej ławeczce tuż obok małego oczka wodnego. Różowe lilie rozkwitły wyjątkowo pięknie. Były tak śliczne, jak mój anioł.
-Znam twoją kartę i wiem co nieco o tobie, lecz mimo to, wolałabym móc od ciebie usłyszeć coś na twój temat - oznajmiła spokojnie szatynka, zerkając na mnie.
-Co mógłbym ci opowiedzieć? Sam nie wiele pamiętam, coś blokuje moje wspomnienia - stwierdziłem, wzruszając przy tym ramionami - sam nic o sobie nie wiem - dodałem, patrząc na jej zmartwioną twarz.
-Może masz jakieś małe urywki ze wspomnień?
-Przykro mi, ale nie mam - mruknąłem - gdy coś sobie przypominam, przychodzą pielęgniarki i dają mi leki, potem znów wszystko ulatuje z mojej głowy, a ja robię się tak otępiały, że jestem jak lalka - dodałem ze złością w głosie, przez co ___, ujęła moja dłoń.
-Dlatego dałam ci inne leki. Chcę byś jak najszybciej opuścił to miejsce, tych ludzi - powiedziała na wdechu. Przyglądnąłem jej się z bliska, przez co nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Dotknąłem opuszkami palców jej policzek, przez co moje serce szybciej zabiło. Nigdy nikogo nie dotykałem, a na pewno nie w taki sposób. Szatynka działała na mnie, jak lek na uspokojenie.
https://67.media.tumblr.com/6fd1c08d00ee10b1bcb88ee0f06e268a/tumblr_inline_nyuv74ZHKZ1r7mv0n_500.gif-Jesteś moim aniołem - wyszeptałem niepewnie. Jej niebieskie oczy, spojrzały na mnie, a potem na moje usta.
Ona chciała mnie pocałować? Czy ona też do mnie coś czuła? W mojej głowie pojawiały się różne scenariusze, od tych pięknych i kolorowych, po czarne i smutne.
 Nachyliłem się w jej stronę, chcąc ją pocałować, lecz ona odsunęła się szybko ode mnie. Zamrugała kilkakrotnie oczami, mając na twarzy ogromne zdziwienie.
-Brzydzi się mną - jęknąłem przez łzy, po czym wstałem gwałtownie z ławki.
Moje oczy zaszły mroczkami, a ciało przeszedł ciepły dreszcz. Fala gorąca buchała we mnie, jakbym palił się żywcem, głośne jęki i szepty docierały do moich uszu zbyt szybko, bym zdołał cokolwiek zrozumieć.
Zacisnąłem dłonie w pięści, czując ogromną złość, doskonale zdawałem sobie sprawę, że to kolejny atak agresji.
Mój anioł był w niebezpieczeństwie, ale czy dałbym radę ją skrzywdzić? Gdy ją tak mocno darzyłem uczuciem?
Nim zdołałem cokolwiek powiedzieć, jeden z lekarzy wbił we mnie ogromną igłę. Jedynie co zdołałem dostrzec, to łzy w jej pięknych niebieskich oczach.


  Otworzyłem gwałtownie oczy, łapiąc szybki i głęboki oddech. Chciałem się poruszyć, lecz moje dłonie i nogi były mocno skrępowane czarnymi pasami. Omiotłem szybkim spojrzeniem pomieszczenie.
Ciemne ściany, jedno okno z grubymi kratami i drewniane drzwi z małym okienkiem. Zacząłem się szarpać i krzyczeć ze złości. Wspomnienia mojego ostatniego ataku złości, powróciły do mnie zbt gwałtownie. Pasy raniły moje ręce i nogi, gdy starałem się uwolnić.
~Uważasz, że ktoś taki jak ty, zasługuje na ___? - dobiegł mnie męski rozbawiony głos. Z przerażeniem spojrzałem w stronę okna. Tuż obok niego stała czarna postać, która wpatrywała się we mnie czerwonymi oczami.
~Nie zasługujesz na to, by opuścić to miejsce. By być z ___ - mówił dalej, pokazując przy tym rząd kłów. Przerażony do granic możliwości wierciłem się coraz bardziej, nie zważając na ból, który rozchodził cię po moim ciele.
Postać zbliżyła się do mnie na tyle blisko, że mogłem spokojnie stwierdzić, że to coś było mężczyzną.
~Jesteś chory!Dziwny!Nie wart innego uczucia niż nienawiść i obrzydzenie! - krzyczał mi do ucha, wbijając swoje szpony w moje ramiona -Nie masz prawa być szczęśliwy! Ona cię nie kocha, rozumiesz?! - po tych słowach zaśmiał się gardłowo i zniknął w rogu pokoju.
Słone łzy, zaczęły spływać po moich policzkach, a dolna warga drżała coraz bardziej.
-___!Aniele! - krzyczałem, ciągle starając się wyrwać - uratuj mnie! - dodałem, tracąc przytomność.

  Otworzyłem powoli oczy, czując czyiś dotyk na swoim policzku.
-__? - szepnąłem niepewnie.
-Długo spałeś - odparła ściszonym głosem, wciąż jeżdżąc dłonią po moim policzku.
-Ile?
-Pięć dni byłeś nieprzytomny - zaczęła, przybliżając się bardziej do mnie - to był twój najsilniejszy atak agresji - dodała z ogromnym smutkiem.
  Ująłem jej dłoń i ucałowałem ją lekko. Jej błękitne oczy, patrzyły na mnie z zaskoczeniem, lecz także radością. Wiedziałem, że ona też coś do mnie czuła.
Nagle, położyła się obok mnie. Moje serce przyśpieszyło, gdy położyła głowę na mojej klatce piersiowej, a dłoń wsunęła pod moją koszulę, kładąc ją na moim brzuchu.
-Naprawdę chcę byś był poza tymi murami - szepnęła niepewnie.
-Dlaczego?
-Bo nie zasługujesz na takie traktowanie - odparła, tuląc się do mnie jeszcze bardziej.
Ucałowałem lekko ją w czubek głowy, czując do niej ogromną miłość i zaufanie. Coś, czego jeszcze nigdy nie czułem.

  Z każdym kolejnym dniem, uzależniałem się od jej dotyku, uśmiechu i samej obecności. Każdej nocy, gdy mnie opuszczała nie potrafiłem zasnąć. Rzucałem się po czterech kątach, mając nadzieję, ze to świtu zostało kilka sekund.
   Pewnego razu, podsłuchałem jej rozmowę z dyrektorem. Wtedy mój świat zawalił się tak szybko, że nie potrafiłem się nigdzie odnaleźć.
-Muszę cię przenieść - dobiegł mnie zniżony głos dyrektora.
-Dlaczego?Przecież zajmuję się pacjentami tak, jak należy.
-Masz rację, lecz twoje relacje z Bhuwakulem są zbyt bliskie.
-Nie rozumiem.
-___ - mruknął, wstając z obrotowego krzesła - nie możesz z nim tak długo przebywać, on się w tobie zakochał - warknął - nie możesz z nim się już widywać - dodał, opierając się o ścianę.
Szatynka, spięła się gwałtownie również wstając z krzesła.
-Nie możesz mi tego zabronić ojcze, zwłaszcza dlatego, że jego stan się zdecydowanie poprawia. Jeszcze kilka dni i będzie gotów opuścić te mury.
-Nie prawda. On jest chory ___, zrozum. Jego nie da się uratować - oznajmił, patrząc na nią ze smutkiem -  on nie jest gotów do życia między normalnymi, nigdy nie będzie na to gotów - dodał, znów siadając na swoim krześle.
-Jak możesz tak mówić? Jest inteligentny i zabawny oraz bardzo miły, to tamte leki zrobiły z niego kogoś innego!
-___!
-Tato!
-Przyjdź do mnie za godzinę, znajdę ci kolejny szpital - oznajmił zachrypniętym głosem.
__ próbowała mu jeszcze przemówić do rozsądku, lecz dyrektor był nieugięty.
  Przerażony i zrozpaczony, wróciłem do swojego białego pokoju, płacząc tak żałośnie, jak jeszcze nigdy w życiu.

   Siedziałem na swoim łóżku od dwóch dni. Nie jadłem i nie piłem, nawet nie przyjmowałem leków. Nie potrafiłem. Nie mogłem tego robić, zwłaszcza że ___ miała niedługo ode mnie odejść.
-Bhuwakul- dobiegł mnie jej cichy i pełen smutku głos - zjedz coś - dodała, podając mi tacę z kanapkami.
-Nie jestem głodny.
-Nie jadłeś nic od dwóch dni. Dlaczego?
-Nie mam ochoty na jedzenie - mruknąłem. Nie mogłem się jej przecież przyznać do tego, że wiedziałem iż odchodzi.
https://media.tenor.co/images/ce77351b4ffa0ce5f45e65e83574ff87/raw  Szatynka, odłożyła tace na parapet, po czym usiadła mi na kolanach. Patrzyłem na nią zaskoczony i mocno zakłopotany. Nigdy nie byliśmy tak blisko.
-Zjedz coś BamBam - mruknęła, tuląc się do mnie.
-BamBam?Skąd ten pomysł? - zaśmiałem się, jeżdżąc dłonią po jej plechach.
-Jesteś uroczy, pasuje do ciebie - również zaśmiała się, patrząc się w moje oczy.
Zerknąłem nie pewnie na jej usta, które po chwili poczułem na swoich.
Nigdy się nie całowałem, więc to był dla mnie całkowity szok, lecz podobało mi się to. Nawet bardzo.
-Aniele - jęknąłem, gdy oderwała się ode mnie.
-Musze ci coś powiedzieć BamBam - oznajmiła z powagą.
-Kocham cię aniele - zmieniłem szybko temat, znów złączając nasze usta.

   Zawsze ___, przychodziła do mnie rano o stałej godzinie. Ze śniadaniem i lekami, lecz pewnego ranka tak nie było. Przerażony wybiegłem z białego pokoju, rozglądałem się przerażony po pomieszczeniach, by tylko znaleźć mojego anioła.
-Gdzie jesteś?Gdzie jesteś?Gdzie jesteś?Aniele?- mruczałem pod nosem, przemierzając biegiem korytarz.
Gabinet, stołówka, ogród...gdzie jesteś aniele?
  Będąc w jednym z pomieszczeń, gdzie często czytamy różne książki, usłyszałem rozmowę.
Zaciekawiony wyjrzałem zza okno. Tuż przy białym aucie, stała __ w towarzystwie dyrektora. W jednej dłoni trzymała walizkę, a drugą miała w kieszeni czarnego płaszcza.
-___! - krzyknąłem, bijąc dłońmi o szybę - Aniele!
-BamBam! - również krzyknęła, patrząc na mnie ze łzami w oczach.
-__!Wracaj! Nie zostawiaj mnie! - krzyczałem przez łzy, czując ogromny ból w sercu - Aniele! Nie zostawiaj mnie samego! Oszaleję bez ciebie!
-BamBam - jęknęła, po czym rozpłakała się. Biłem pięściami o szybę na tyle mocno, że ta po prostu pękła, raniąc moje dłonie.
-___!
  Szatynka wsiadła do samochodu wraz z dyrektorem, patrzyła na mnie ze smutkiem i bólem, płacząc coraz bardziej.
-Aniele - jęknąłem, czując mocny uścisk lekarzy na swoich ramionach.

  Wiesz, jak to jest, gdy tracisz sens życia?Gdy nie masz nikogo, kto traktowałby cię tak, jak innych?Jak równemu sobie?
Ja wiem...Dowiedziałem się o tym w brutalny sposób i mimo że, minęły trzy miesiące od jej odejścia, wciąż mam wrażenie jakby tu była.
   Od jej wyjazdu przestałem przyjmować leki. Zmieniłem się. Byłem dużo gorszy niż przed jej przybyciem. Moje ciało było pełne ran, od pasów, moich żyletek i igieł lekarzy. Stałem się wrakiem.
-Chcieliście psychola, to teraz go macie - warknąłem do swojego odbicia. Moje ciało było wychudzone, kości policzkowe zdobiły moją twarz, moje żebra były zbyt mocno widoczne. Uda były tak szczupłe, że widoczne zaczęły być także kości.Ubrania wisiały na mnie, jak na wieszaku. Lecz mimo to, nikt się mną nie przejmował.
-Och, aniele - jęknąłem, spoglądając zza okno. Krople deszczu stukały wolno o okno, wprawiając mnie w melancholijny nastrój. Tak bardzo mi jej brakowało.
-Bhuwakul, jest śniadanie - oznajmił mój nowy lekarz.
-Pieprz się - warknąłem, spoglądając na niego kątem oka. Mężczyzna tylko pokręcił głową, mówiąc.
-Za godzinę masz przyjść do mojego gabinetu - po tych słowach prychnął pod nosem, po czym opuścił mój pokój.
   Oparłem czoło o zimną, białą ścianę. Było mi cholernie zimno, przez co zacząłem się trząść. Zacisnąłem dłonie w pięści, czując mocne zawroty głowy.
-BamBam - usłyszałem dobrze znany mi głos. Odwróciłem się gwałtownie, widząc na łóżku siedzącą __.
-Aniele, co tu robisz? - szepnąłem, przecierając oczy - jak to możliwe, że tu jesteś?
-Pozwolili mi na odwiedziny - oznajmiła, tuląc się do mnie. Jej ciało było inne niż wcześniej, jej oczy były ciemniejsze, a włosy dłuższe.
-Zmieniłaś się - szepnąłem, roniąc łzy szczęścia - tak bardzo tęskniłem - dodałem, całując ją w policzek.
-Ty też się zmieniłeś. Jesteś taki chudy, nic nie jesz, prawda?
-Nie potrafię. Nie mogę bez ciebie funkcjonować - jęknąłem. Dziewczyna usiadła na moich kolanach, poprawiając mi rozmierzwione brąz włosy.
-Ale leki bierzesz, prawda? - znów zadała mi pytanie. Milczałem. Co mogłem jej powiedzieć? - BamBam?Dlaczego to robisz? Nie wyjdziesz stąd, jeśli nie zaczniesz brać leków -skarciła mnie, jeżdżąc dłonią po moim policzku, patrząc uważnie w moje oczy.
-Przepraszam __.
-Aish, kocham cię  Bhuwakul - po tych słowach zamarłem. Nigdy mi czegoś takiego nie powiedziała.
Uśmiechnąłem się szeroko, tuląc ją do siebie. Tęskniłem za nią tak bardzo, że gdyby miała znów odejść, umarłbym.
  Leżeliśmy razem na moim łóżku, słuchając stukających kropel deszczu i szalejącego wiatru. W objęciach trzymałem idealną i delikatną dziewczynę, która zmieniła moje życie na lepsze. Naprawdę dużo jej zawdzięczałem.
-BamBam -jęknęła, patrząc na mnie - mam ochotę się przejść - dodała, siadając na łóżku.
-Teraz?Przecież pada.
-Proszę - szepnęła, ujmując moją dłoń. Nie potrafiłem jej się przeciwstawić, nie mogłem pozwolić na to, by była smutna.
-Dobrze - odparłem z uśmiechem. Szatynka, ucałowała mnie radosna w kącik ust, po czym ruszyła w stronę drzwi.
Coś mi nie pasowało w jej zachowaniu, była inna. Nie przypominała dawnej siebie, lecz mimo to, nie zwracałem na to większej uwagi. Była przy mnie i to się dla mnie liczyło.
  Ruszyłem w stronę schodów, prowadzących na dach, gdy nagle usłyszałem krzyk jednego z lekarzy.
-Bhuwakul! Gdzie idziesz?!
-Na dach z ___ - warknąłem zły jego widokiem. Mężczyzna, zbladł nagle, stając w miejscu.
-Ale...___ tu nie ma - oznajmił, patrząc na mnie z dużymi oczami. Przerażony spojrzałem za siebie. Szatynka stała przy drzwiach, patrzyła na mnie ze smutkiem.
-Jest tu.
-Nie ma jej! Nie bierzesz leków i masz omamy! Wracaj do pokoju!
-BamBam - jęknęła szatynka, tuż przy moim uchu - on chce nas rozdzielić, proszę, zaufaj mi - dodała, chwytając moją dłoń. Przez krótką chwilę biłem się z myślami, lecz ostatecznie wybrałem mojego anioła.
http://67.media.tumblr.com/687aded38a1857f3cfbc7cbe74d755ee/tumblr_o62ns8inR21v194kso8_500.gif Ruszyliśmy pędem w stronę drzwi,  które prowadziły na dach. Gdy tylko przez nie przeszliśmy, zamknąłem je na klucz, po czym wybiegłem po schodach do góry.
  Wiatr targał naszym ubraniem, drażnił skórę i powodował ciarki.Mimo to, staliśmy wtuleni w siebie, nie martwiąc się zimnem i przemokniętym ubraniem. Dla nas liczyło się coś zupełnie innego.
-Co się stanie, jeśli się tutaj dostaną? - zapytałem niepewnie, patrząc na nią ze smutkiem. Dziewczyna, zerknęła na mnie, roniąc kilka łez.
-Rozdzielą nas i już nigdy się nie zobaczymy.
-Jak to? Dlaczego?
-Nie chcą, byś opuścił mury szpitala. To oni trzymają twoje wspomnienia w pudełku - oznajmiła, ruszając wolnym krokiem na krawędź dachu. Stanęła powoli na skraju, patrząc w dal. Jej włosy  szalały na wietrze, a mokre ubranie odsłaniało jej kształty. Nie myśląc wiele, podszedłem do niej.
Ująłem jej twarz, by ją pocałować, lecz w tym samym momencie, na dach wbiegli lekarze.
- Bhuwakul, musisz odejść od krawędzi - zaczął jeden z nich.
-Nie zrobię tego! Chcecie zabrać mi ___! - krzyknąłem przez łzy, mocniej ją tuląc.
-Ale __ tu nie ma  Bhuwakul, musisz wziąć leki, zanim coś ci się stanie.
-To przez leki jestem taki!___ mnie uratowała, ale wy mi ją odebraliście!
- Bhuwakul- zaczął mój lekarz, lecz ja spojrzałem w błękitne oczy dziewczyny. Bała się. Nawet bardzo.
Ucałowałem jej czoło, czując zimne dreszcze. Zrobiło mi się słabo, a w głowie wirowały mi wspomnienia. Byłem taki ...słaby.
-BamBam - zaczęła, odsuwając się ode mnie - jest tylko jeden sposób na to, byśmy na zawsze byli razem - dodała, stając coraz bliżej krawędzi.
-Spadniesz, proszę, nie idź tam - jęknąłem, przerażony wizją jej śmierci.
-Kocham cię - szepnęła, po czym nachyliła się. Zaczęła spadać w dół, lecz mimo to jej twarz była pełna radości. Nie bała się, więc dlaczego ja miałbym się obawiać?
Stanąłem bliżej krawędzi, patrząc na ___, która leżała na trawniku.
-Aniele...czekaj na mnie - szepnąłem, idąc w jej ślady.
  Migawki wspomnień, uderzały we mnie z ogromną prędkością. Cały czas przed oczami miałem __, czułem jej dotyk, jej usta. Czułem, że była przy mnie i...

   Młoda szatynka, stała na pustym cmentarzu, tuż przy czarnym nagrobku. Przez łzy, patrzyła na zdjęcie młodego, przystojnego szatyna, którego naprawdę kochała. Jej turkusowa sukienka powiewała lekko na wietrze, a włosy opadały po obydwóch stronach jej twarzy.
-Aish...BamBam, naprawdę chciałam abyś opuścił mury szpitala - szeptała, jeżdżąc opuszkami palców po zdjęciu chłopaka - Walczyłam o ciebie. Tak naprawdę byłeś zdrowy, to tylko oni wmówili ci kłamstwo. Starałam ci się pomóc. Przepraszam...Nie udało mi się - dodała, płacząc głośno.
  Lekki podmuch wiatru, strącił wazon z podobizną anioła, który w dłoniach trzymał białe róże.
-Kocham cię aniele - dobiegł ją dziwny szept wiatru, który otulił ją tak, jak dawniej BamBam.
 https://pbs.twimg.com/media/Cg-ZYWhWMAA8VoZ.jpg 
Co o tym sądzicie?
Podobał wam się taki scenariusz?
Naprawdę trudno mi się go pisało, pod wieloma względami.
Wyszedł naprawdę długi...nawet nie miałam takiego długiego w planach.
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
MILE WIDZIANE KOMENTARZE 

piątek, 29 kwietnia 2016

#20 Reakcja GOT7 Gdy przez przypadek wylejesz coś na nich

6 komentarzy:
Yugyeom
 Szłaś korytarzem w wytwórni chłopców z GOT7. W lewej dłoni trzymałaś kubek z kawą na wynos, a w prawej miałaś komórkę. Zapatrzona wciąż w świecący ekran małego urządzenia, nie widziałaś przed sobą Koreańczyka. W pewnym momencie uderzyłaś w niego wylewając na jego koszulkę kawę.
-Aish przepraszam Yugyeom - jęknęłaś widząc jak chłopak ociera dłonią mokre miejsce na koszulce - naprawdę nie chciałam. 
-Spokojnie __ wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie - odparł z lekkim uśmiechem 
-Tak mi głupio.
-Naprawdę nic nie szkodzi - zaśmiał się cicho patrząc uważnie w twoje duże i zaskoczone oczy

   

JB
Od kilku miesięcy lider GOT7 był w Tobie zakochany. Próbował wielu rzeczy, lecz wciąż nie zwracałaś na niego uwagi.
Jaebum nachylał się nad tekstem piosenki, by móc lepiej ją widzieć. W pewnym momencie gwałtownie się odsunął od biurka. Wpadł na Ciebie przez co wylałaś na niego swój ulubiony sok.
-Przepraszam - zaczął patrząc to na swoją mokrą bluzę to na twoją zaskoczoną minę.
-Ej nie masz za co mnie przepraszać. To ja Cię oblałam - oznajmiłaś wycierając plamę, chusteczką.
-Ale - jęknął, lecz mu przerwałaś.
-Czekaj, musisz to wysuszyć - po tych słowach nakazałaś mu zdjąć bluzę, przez co lider lekko się zarumienił.    

Junior

Kupiłaś szybko kawę na wynos, po czym biegiem skierowałaś się do wyjścia. Będąc na chodniku ruszyłaś w stronę swojej pracy. Zerknęłaś na komórkę, gdy nagle uderzyłaś w kogoś. Kawa wyleciała Ci z rąk, prosto na osobę, którą uderzyłaś.
-Aish dziewczyno co Ty robisz?! - podniósł głos chłopak, ocierając plamy na spodniach
-Ja..przepraszam - jęknęłaś nie wiedząc co innego powiedzieć 
-Co mi po twoich przeprosinach?! - znów krzyknął. Spojrzał na Ciebie, po czym lekko sie uśmiechnął - wiem jak możesz mnie przeprosić.
-J...jak?
-Pocałuj mnie - mruknął ledwo dosłyszalnie. Podszedł do Ciebie szybko muskając twoje usta. Odsunął się od Ciebie mówiąc.
-Masz niesamowicie słodkie usta
   

Youngjae

Wchodziłaś właśnie na salę prób chłopców z GOT7, gdy nagle ktoś Cię klepnął w tyłek. Z zaskoczenia upuściłaś butelkę z odkręconą wodą.
-Cholera jasna! BamBam czyś Ty zgłupiał?! - wrzasnęłaś zła widząc za sobą Tajlandczyka
-Aish przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać - oznajmił szczerząc się
-Nie żeby coś, ale to ja tu jestem najbardziej poszkodowany - odezwał się Youngjae wstając z podłogi. Jego włosy oraz spodnie były całe mokre, a twarz wyrażała lekkie zdenerwowanie
-Przepraszam - zaczęłaś ze skruchą
-Masz szczęście, że Cię uwielbiam inaczej miałabyś przechlapane - zaśmiał się Koreańczyk, patrząc to na Ciebie to na zazdrosnego BamBam'a



BamBam
Ubrana w białą lekko prześwitującą koszulę i czarne spodenki, opierałaś się o ścianę w garderobie chłopaków. Popijałaś od czasu do czasu sok jabłkowy, który uwielbiałaś. 
W pewnym momencie podszedł do Ciebie BamBam.
-Co pijesz?
-Sok? 
-A jaki?
-Jabłkowy - odparłaś śmiejąc się cicho, BamBam potrafił Cię rozbawić, nawet tak durnymi pytaniami
-Mogę trochę? - zapytał nagle, nachylając się bardziej w twoją stronę, zaskoczona podałaś mu butelkę z sokiem mówiąc.
-Tylko się nie oblej - Tajlandczyk na te słowa uśmiechnął się lekko. 
-____  chodź tu na chwilkę! - krzyknął Mark,  nie mogąc sobie poradzić z krawatem. Chciałaś minąć przyjaciela, lecz ten ustawił się tak, że lekko go szturchnęłaś na co się oblał.
-Przepraszam - mruknęłaś widząc połowę swojego ulubionego soku na jego koszulce. Nagle chłopak również Cię oblał - co Ty wyprawiasz?!
-Aish nie krzycz tak - szepnął zagryzając wargę, widząc jak czerwony koronkowy stanik prześwituje Ci przez koszulę
-Nie gap się tak - warknęłaś. Raper nachylił się w twoją stronę i lekko musnął twoje usta, szepcząc.
 -Uwielbiam kiedy się złościsz. Tak słodko marszczysz nosek.
  

Jackson
-____ mogłabyś podać mi butelkę wody? - zapytał rozbawiony chłopak
-Nie możesz sobie jej sam wziąć? 
-Proszę - jęknął robiąc słodkie oczy. Machnęłaś tylko ręką jednocześnie zła, na swoją słabość do Chińczyka. Zabrałaś  butelkę wody ze stołu, po czym wróciłaś do tancerza.
Wyciągnęłaś rękę, by mu ją podać, gdy nagle brunet odwrócił się gwałtownie w twoją stronę, przez co zawartość butelki znalazła się na jego spodniach.
-Haha Jackson wyglądasz jakbyś się - nie dokończył Junior, ponieważ JB zdzielił go w tył głowy
-Zrobiłaś to specjalnie - zaczął zły Chińczyk patrząc uważnie w twoje oczy - teraz spotka Cię kara - dokończył przybliżając się do Ciebie. 
-J..jaka?
-Przytul mnie.
-Jesteś mokry -zaśmiałaś się 
-I właśnie dlatego masz mnie przytulić - odparł uśmiechając się lekko. 
-Nie ma szans. Przytulę Cię jak mnie złapiesz - rzuciłaś przez śmiech. Chińczyk pokręcił głową ze śmiechem goniąc Cię po całym pomieszczeniu.
-Aish co ta miłość robi z hyungiem - szepnął pod nosem BamBam 
   

Mark
Siedziałaś spokojnie przy biurku wraz z Mark'iem Pisaliście razem tekst nowej piosenki. Od roku szatyn bardzo Ci się podobał, ale byłaś zbyt nieśmiała, by mu to powiedzieć.
Chłopak oparł się wygodniej o krzesło, przygryzając wargę na co się lekko zarumieniłaś. 
Sięgnęłaś po szklankę z sokiem, gdy nagle łokciem strąciłaś kubek Tuan'a..
-Przepraszam - szepnęłaś zawstydzona widząc jak ciecz zmoczyła jego koszulkę. Chłopak tylko uśmiechnął się lekko kręcąc głową - tak mi cholernie głupio - dodałaś podając mu ręcznik.
-Nie szkodzi - usłyszałaś jego cichy szept. 
-Ściągnij koszulkę, musi Ci wyschnąć - zaczęłaś z rumieńcem - dam Ci koszulkę JB.
Tak jak kazałaś, Mark zdjął koszulkę i Ci ją podał. Stał przed Tobą z ogromnymi rumieńcami, patrząc to na koszulkę to na twoją zaskoczoną twarz.
-Jesteś strasznie słodki - szepnęłaś odwracając się tyłem. Raper widząc to objął Cię w tali i przyciągnął Cię do siebie szepcząc.
-Kocham ten moment, gdy jesteś przeze mnie zakłopotana - po tych słowach pocałował Cię lekko w czubek głowy
  

Kolejna reakcja za nami :)
Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu ^^
MILE WIDZIANE KOMENTARZE

Zapraszam na drugi rozdział DOLLS (Klik)

-A.R.M.Y

czwartek, 7 kwietnia 2016

#13 Reakcja GOT7 Gdy pierwszy raz Cię widzą

22 komentarze:
W pytaniu (kilka postów wcześniej) pytałam się kogo chcielibyście widzieć na tym blogu. Pojawiło się BigBang, BTS, być może pojawią się B.A.P, Block B oraz (już się pojawili) SHINee. 
Postanowiłam więc spełnić prośbę Ola 11, i oto przed Wami pierwsza reakcja GOT7 ;D
Kurczę muszę przyznać, że to mój pierwszy raz z nimi (xD) znam kilka ich piosenek ( tak w ogóle poznałam ich dzięki JUST RIGHT) Nie znam ich tak dobrze jak BTS czy B.A.P, ale uwielbiam wyzwania, więc pogmerałam, pogmerałam i oto przybywam do Was z reakcją. Największym moim strachem jest to, że nie dobrałam gifów do ich osób, ponieważ muszę przyznać, że oprócz Mark'a nie rozpoznaję ich w ogóle
Przepraszam jeśli Wasze wyobrażenia były inne, ale starałam się, by wyszło to w miarę realistycznie. 
Mam nadzieję, że z kolejnymi reakcjami będzie coraz lepiej ^^
Zaczynajmy! ;)
JB
Czekałaś spokojnie pod drzwiami z napisem "GOT7". 
Dziś miałaś okazję poznać ich osobiście, ponieważ Twoja kuzynka jest ich stylistką.Zapukałaś po raz drugi, gdy nikt Ci nie otworzył. 
Po pięciu minutach stania pod drzwiami westchnęłaś zrezygnowana odwracając się w stronę wyjścia. Zrobiłaś kilka kroków, gdy usłyszałaś za sobą męski głos:
-Ach, przepraszam! Ty pewnie jesteś ____? Prawda? - zaczął jakiś chłopak o krótkich brązowych włosach:
-Jestem Yugyeom - zaczął z uśmiechem - proszę wejdź do środka - dodał po chwili robiąc Ci przejście w drzwiach. Weszłaś do środka od razu widząc szóstkę roześmianych chłopaków i Twoją kuzynkę, która rozmawiała z liderem zespołu. Wszystkie oczy zwróciły się w Twoją stronę natomiast Ty stałaś na środku garderoby, czując płomienne rumieńce:
-Cześć! - krzyknął blondyn z Twojej lewej strony -jestem Jackson, ten tu - zaczął wskazując na stojących w rzędzie chłopców - to JB, kolejny to Mark, Jr.,BamBam oraz Youngjae - wszyscy ukłonili się przed Tobą z ogromnymi uśmiechami:
-(I.T.K) miała racę, jesteś strassssznie ślina - zaśmiał się Mark mrużąc zabawnie oczy
-Dziękuję, tak w ogóle jestem ____ - odparłaś również z uśmiechem
Godzina minęła Wam naprawdę szybo, zaczęłaś się powoli z nimi zaprzyjaźniać, jedynie JB wydawał Ci się bardzo chłodny. Siedział na krześle na wprost Ciebie i jedynie co robił to się na Ciebie uważnie patrzył:
-Dlaczego tak patrzysz? - zapytałaś w końcu 
-Och ___ JaeBum ma zawsze tak przy dziewczynie, która mu się podoba - zaśmiał się cicho Jr tyrpiąc lekko nogę chłopaka 
-Po prostu jest piękna i nie mogę oderwać od niej wzroku - powiedział  z powagą w głosie. Zaskoczona spojrzałaś na niego, lecz ten wzruszył ramionami uśmiechając się słodko
jb got7 im jaebum eye smile   
MARK
Spacerowałaś po parku odpoczywając po dniu spędzonym w szkole. Park był praktycznie pusty, tylko od czasu do czasu pojawiła się jakaś osoba. 
Lampy oświetlały drogę, którą właśnie kroczyłaś. Zatopiona w muzyce i jej słowach szłaś przed siebie. Już dawno minęła dwudziesta, lecz Ty nie śpieszyłaś się specjalnie do domu. 
Lekki wiosenny wiatr muskał Cię po delikatnej twarzy przez co się lekko uśmiechałaś. 
W pewnym momencie poczułaś uderzenie, zrobiłaś kilka chwiejnych kroków do tyłu starając się nie stracić równowagi:
-Przepraszam - zaczął chłopak, spojrzałaś na niego z lekkim uśmiechem. Blondyn z niebieskimi pasemkami stał tuż przed Tobą w dłoni trzymając czarną deskorolkę. Ubrany w żółtą bluzę z czarnym napisem i jeansy:
-Nie no spokojnie - zaśmiałaś się - ja też Cię nie zauważyłam, więc wina leży po obu stronach
-Na pewno nic Ci nie jest? Nic Cię nie boli? - zapytał nachylając się trochę w Twoją stronę
-Nie, ale dzięki, że pytasz - uśmiechnęłaś się lekko, by nieznajomy jednak uwierzył w Twoje słowa
-Jestem Mark - zaczął podając Ci dłoń, uścisnęłaś ją mówiąc
-___
-Miło mi, może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na jakieś ciastko? 
-Czy ja wiem - zaczęłaś - nie znamy się aż tak bardzo
-Dlatego tym bardziej musisz ze mną się wybrać - zaśmiał się. Zgodziłaś się co bardzo ucieszyło chłopaka. W kawiarni usiedliście przy ostatnim stoliku od okna, wyglądaliście naprawdę uroczo siedząc przy stoliku i szeroko się uśmiechając
 got7 mark tuan lost child  

JACKSON
Wracałaś właśnie z cukierni. Postanowiłaś sobie kupić jakąś babeczkę, ponieważ od dawana nie jadłaś babeczek. Szłaś powoli chodnikiem ciesząc się jak małe dziecko i jedząc czekoladową babeczkę z truskawkową polewą. 
W pewnym momencie potknęłaś się i wypuściłaś słodycz z rąk. Chłopak, który szedł w Twoją stronę próbował Ci pomóc, złapał Cię w ostatniej chwili przed upadkiem, przez co Twoja babeczka wylądowała prosto na koszulce chłopaka. Zaczerwieniłaś się ze wstydu widząc jak blondyn ociera dłonią plamę na białej koszulce:
-Tak bardzo Cię przepraszam - zaczęłaś szukając chusteczek w plecaki - jestem ostatnio jakąś gapą - dodałaś podając mu opakowanie 
-Nie denerwuj się tak - zaśmiał się cicho - przecież nie zrobiłaś tego specjalnie. Każdemu mogło sie to zdarzyć 
-Naprawdę się głupio czuję, Twoja koszulka jest cała brudna - zaczęłaś patrząc jak chłopak wciąż czyści ubranie 
-To naprawdę nic 
-Oddam Ci pieniądze za koszulkę - szepnęłaś wyjmując portfel 
-Nie wygłupiaj się - oznajmił przenosząc swój wzrok na Ciebie - jeśli się ze mną umówisz to mi to wynagrodzisz w najlepszy sposób
-Co?
-Naprawdę - zaśmiał się - Jestem Jackson a Ty?
-___
-Miło mi, mam wrażenie, że jesteś jeszcze słodsza niż ta babeczka - odparł spokojnie jedząc lukier z palców 
    

JR.
Miałaś dziś swoją pierwszą sesję zdjęciową do jednego z Koreańskich magazynów związanego z modą. Byłaś znaną blogerką, więc dostałaś propozycję, by wziąć udział w sesji z jaką gwiazdą. Wpierw wszyscy mówili, żebyś pozowała z GD z BigBang później żeby był to J-Hope z BTS a następnie żeby Hansol z ToppDogg, ostatecznie wybór padł na JR z GOT7.
Stałaś właśnie na palnie zdjęciowym ubrana w krótką koszulkę na szelkach i czarne podarte jeansy. 
Twoje włosy były związane w luźnego koka obwiązanego czerwoną wstążką. 
Czekałaś na chłopaka z którym miałaś pozować.  W końcu po dwudziestu minutach tuż obok Ciebie pojawił się wysoki brunet o dużych brązowych oczach. Ubrany w bluzę z ciastkami i białe rurki. 
-Cześć jestem ___ - zaczęłaś podając mu dłoń, Koreańczyk uśmiechnął się do Ciebie mówiąc
-JR, bardzo się cieszę, że mogę Cię poznać - uśmiechnął sie szeroko
Przytaknęłaś czując lekkie zakłopotanie, chłopak widząc to przygryzł wargę z cichym śmiechem.
Sesja zaczęła się tuż po Waszym zapoznaniu, trwała równe dwie godziny.
Siedziałaś zmęczona w garderobie pisząc z koleżanką na telefonie, gdy podszedł do Ciebie JR:
-Wiesz tak sobie myślałem, jesteś bardzo fajną dziewczyną, może wybralibyśmy się do parku na spacer? Mam bardzo mało okazji poznać tak fajne dziewczyny - szepnął lekko zarumieniony 
Przez krótką chwilę zastanawiałaś się, w końcu znasz go tylko dwie godziny:
-W sumie czemu nie, może teraz pójdziemy?
-Och...jasne, jasne - rzucił szczęśliwy klaszcząc radośnie w dłonie
      

YOUNGJAE
Siedziałaś na ostatniej lekcji geografii, gdy do klasy wpadł dość wysoki brunet. Ubrany w czarną bluzę i czarne rurki stał na środku klasy szukając kogoś wzrokiem:
-Przepraszam - mruknął nauczyciel - szukasz kogoś?
-Tak...tak - bąknął chłopak, zatrzymując swój wzrok na Tobie
-Może zdradzisz nam kogo?
-___ 
Po klasie rozległy się ciche pomruki niezadowolenia ze strony dziewczyn. Wstałaś zszokowana z ławki, spakowałaś szybko swoje rzeczy po czym wyszłaś na korytarz tuż za chłopakiem:
-Przepraszam, ale ja Cę kompletnie nie znam - zaczęłaś speszona stając na wprost chłopaka
-Jestem Youngjae, mam coś dla Ciebie
-Co?
-Zgubiłaś to wczoraj wieczorem, koło mojego domu - odparł podając Ci czerwoną bransoletkę z literką Y 
-Dziękuję, bałam się, że już jej nie znajdę. Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
-Chodzę do klasy o rok starszej, wczoraj pierwszy raz Cię zobaczyłem i po prostu - urwał rumieniąc się - po prostu musiałem jakoś do Ciebie zagadać
-To miłe - zachichotałaś czując rumieńce
-Tak już zaraz będzie dzwonek, więc może pozwolisz, że odprowadzę Cię do domu? - zapytał lekko speszony
-Dobrze, jeśli tylko masz czas - odparłaś. Brunet uśmiechnął się szeroko idąc z Tobą ramie w ramię i opowiadając Ci, jak bardzo chce Cie poznać
   

BamBam
Stałaś w kółku patrząc jak grupka chłopaków tańczy do jednej z Twojej ulubionej piosenek. Jeden z chłopaków ciągle się na Ciebie patrzył, uśmiechał się i puszczał Ci oczko. 
Odwzajemniałaś uśmiech mimo, że widzisz go pierwszy raz na oczy.
Po pięciu minutach muzyka ucichła a Ty zaczęłaś iść w stronę bramy, przez którą musiałaś przejść, by dostać się na chodnik:
-Czekaj! - krzyknął za Tobą jakiś chłopak - nie uciekaj - dodał podbiegając bliżej Ciebie 
-Coś się stało?
-Tak - odparł z uśmiechem 
-Co?
-Spodobałaś mi się - rzucił rumieniąc się lekko. Rozszerzyłaś oczy czując ogromne zakłopotanie
-Ale ja Cię nawet nie znam
-Jestem BamBam - uśmiechnął się lekko ściskając Twoją dłoń
-Jestem ____
-Wybrałabyś się może ze mną na kawę? Albo spacer?
-Nie uważasz, że to trochę dziwne?
-Dlaczego?
-Bo się kompletnie nie znamy
-Dlatego właśnie zapraszam Cię na kawę - zaśmiał się przeczesując włosy - może sie poznamy i zaprzyjaźnimy. Co Ty na to?
-No nie wiem
-No weź ___ nie daj się prosić 
-No okey - zaśmiałaś się. Tajlandczyk uśmiechnął się szeroko ruszając wraz z Tobą do bramy
    

YUGYEOM
Siedziałaś właśnie w parku szkicując parę, która siedziała dwie ławki dalej od Ciebie:
-Woha - usłyszałaś za sobą męski głos - pięknie rysujesz - dodał siadając obok Ciebie - Jestem Yugyeom a Ty?
-___ - mruknęłaś chowając szkicownik 
-Dlaczego nie rysujesz?
-Już skończyłam 
-To może mnie narysujesz? Chciałbym zobaczyć jak wyglądam oczami tak ślicznej dziewczyny - oznajmił patrząc na Ciebie uważnie 
-Schlebiasz mi - odparłaś z uśmiechem 
-Naprawdę jesteś śliczna 
-Dziękuję
-To jak? Narysujesz mnie? - zapytał patrząc na Ciebie wyczekująco 
-No dobrze, ale nie obraź się, jeśli nie wyjdzie to idealnie 
-Spokojnie, każda Twoja praca jest idealna - szepnął lekko zawstydzony. 
Usiadł na wprost ciebie opierając łokcie o kolana a twarz kładąc na dłoniach. Jego ciemne tęczówki dokładnie Cię obserwowały, lekko kłopocząc. 
Po dwudziestu minutach skończyłaś rysunek mówiąc:
-Nie wyszło tak jak chciałam, ale chyba nie jest tak źle 
-Jest naprawdę świetny! Masz talent 
-Dziękuję
-To może w ramach nagrody wybierzesz się ze mną teraz do kina?
-Am ... no nie wiem
-Proszę Cię - jęknął robiąc smutną minę
-Nie wierzę, że to robię, ale...zgodna - po tych słowach chłopak uśmiechnął się szeroko łapiąc Cie za dłoń i idąc w stronę kina, gdzie macie spędzić razem pierwszy wspólny czas
     

GOT7
Wchodzisz do sali prób. Głośna muzyka dudniła Ci w uszach przyprawiając o gęsią skórkę.
Na środku sali tańczyli chłopcy, w pewnym momencie odezwał się Twój bias krzycząc:
-No chodź kochanie, potańcz z nami!
  


I co sądzicie o reakcjach ?
Kurczę naprawdę nie wiem czy są one dobre, ponieważ tak jak już pisałam wcześniej, nie znam ich za dobrze.
Mam nadzieję, że nie wyszło źle i nic nie pomyliłam 
MILE WIDZIANE KOMENTARZE  :)

-A.R.M.Y

Obserwatorzy